http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polskie mniejszości, czyli wolność wywołana na wojnę

Marek Beylin
2010-01-11, ostatnia aktualizacja 2010-01-08 18:33

Jesienią 1989 r. wielu Polakom wydawało się, że wszystko jest możliwe, bo nadeszła wolność. Dziś wciąż słyszę, iż jesteśmy zniewoleni, o wolności mówią zaś tylko nieliczni. Lęk wzbudza przede wszystkim nadmiar praw i swobód, a nie ich niedostatek

Przynależność do widocznej mniejszości to w Polsce nie jest podarek. Na zdjęciu Marsz Równości rozbity przez policję, Poznań, 19 listopada 2005 r.
Fot. Lukasz Cynalewski / AG
Przynależność do widocznej mniejszości to w Polsce nie jest podarek. Na zdjęciu...
Skąd taka ewolucja niezbyt oczywista w krzepnącej demokracji? Są różne odpowiedzi: to skutek nagłego różnicowania się społeczeństwa albo spadek po zastygłym i konserwatywnym społeczeństwie PRL-owskim. Mówi się także o roli Kościoła, silnego strażnika tradycyjnych norm, przywołuje słabość tradycji liberalnych i oświeceniowych, uprzywilejowujących wolność kosztem społecznej i politycznej spójności.

Większość liczy wrogów

Zgoda, ale mnie bardziej ciekawią diagnozy moich ideowych przeciwników, dają bowiem bezwiednie klucz do zrozumienia, jak rozwija się nasza wolność i czemu budzi tyle oporu.

A ten klucz to stosunek do różnych mniejszości, który uważam za sprawdzian demokracji i wolności. W tej kwestii w Polsce jest gorąco.

Pamiętam, jak szef "Rzeczpospolitej" Paweł Lisicki odrzucił propozycję Jerzego Stępnia, by zamiast zdejmować krzyże w salach szkolnych, wieszać tam symbole różnych religii. "Byłoby to zaprzeczenie polskiej historii" - pisał Lisicki ("Rz" z 14 listopada). I konkludował: krzyż ma mieć wyłączność, bo za niego ginęli Polacy. Ta szalbiercza definicja narodu jako tylko katolików, którzy w dodatku walczyli jedynie o swą religię, służy nie tylko mobilizacji własnych szeregów pod hasłem o nienaruszalnym katolickim narodzie. Powołuje ona do życia także wrogie mniejszości, które zamiast siedzieć cicho i być tolerowane, przyłączają się do europejskiej wojny miazmatów z Polakami. Stają się więc częścią wrogich zewnętrznych szeregów.

Zupełnie jak geje, których oskarża się o wywołanie wojny przeciw polskiej rodzinie oraz moralności i traktuje jak społeczny brud. I jak feministki, wprawdzie już zbyt widoczne i zróżnicowane światopoglądowo, by dziś dało się uczynić z nich masę bez twarzy, ale wciąż traktowane przez wielu jako obce polskiemu duchowi.

Wszystko to są mroczne oczywistości, lecz ten mechanizm jest bardziej skomplikowany. Dobrze opisuje go Arjun Appadurai w książce "Strach przed mniejszościami. Esej o geografii strachu", w której zajmuje się głównie czystkami etnicznymi, ale także zmianami postaw wobec mniejszości w demokracjach liberalnych. Wskutek globalizacji, niekontrolowanego obiegu idei, kapitału i ludzi, elity uważające się za większości patriotyczno-religijne we "własnym" państwie narodowym tracą owo poczucie własności. Czują się coraz bardziej - jak to nazywa Appadurai - niezupełne. I niepewne swej dominacji. Muszą mobilizować własne szeregi, militaryzować społeczeństwo, obwieszczając kryzys oraz zagrożenie. Muszą też policzyć wrogów, wprzódy ich wytwarzając.

Ta weryfikacja, kto jest naprawdę kim, owocuje na ogół zdzieraniem ludziom ich masek obywateli lub bliźnich. Pod maską widać już tylko globalną ciemną siłę, bo także lojalne zachowania wobec własnego państwa da się ujrzeć jako element zewnętrznej presji. Tak dzieje się, gdy mniejszość nawet samym istnieniem przypomina większości, że nie tworzy ona całego narodu ani społeczeństwa. Rezultaty bywają niemiłe czy żałosne, jak w Polsce, lub krwawe, jak w różnych częściach świata.

III RP w te niepewności i lęki przed mniejszościami wkroczyła na początku lat 90. Gdy większość państw zachodniej Europy powoli traciła wewnętrzny pokój, my niemal od razu znaleźliśmy się w warunkach bitewnych. Nasiliło się to po zamachach 11 września wraz z popularnością ideologii porządku i bezpieczeństwa, w których wolność jednostki stała się drugorzędna. W Polsce dodatkowe wzmożenie przeciw rozmaitym mniejszościom nastąpiło po wejściu do Unii Europejskiej. Przystąpiliśmy właściwie do dwóch Europ - tej demokratyczno-liberalnej, która znosi granice, i tej Jörga Haidera, która buduje je we własnych społeczeństwach i między państwami. Z obu czerpiemy pełną garścią.

Mniejszości jak króliki

Od kiedy pamiętam, po 1989 r. zawsze fabrykowano u nas mniejszości, by przeciwstawić je rdzennym bądź prawdziwym Polakom. Na liście byli Żydzi, Ukraińcy i Niemcy, bo usuwanie ich z obrębu patriotycznej polskości miało poświadczać etniczną czystość narodu. Byli intelektualiści, zwłaszcza ci związani z opozycją; przedstawianie ich jako nosicieli wirusa komunizmu pozwalało wynieść na piedestał czysty moralnie polski lud. Byli też ludzie z kręgów laickich, wywodzący się zwykle z tradycji lewicowych; przerabianie ich na obcą mniejszość miało dowieść wyższości patriotyzmu religijnego.

Ta lista wciąż zachowuje ważność, ba, w ostatniej dekadzie wzbogaciła się o kolejne sfabrykowane mniejszości. Nie tylko gejów, feministki i ekologów - wraz z eksplozją lokalnych pamięci, często odrębnych od tzw. historii centralnej i lokalnych interesów nierzadko bardziej związanych z Brukselą niż z Warszawą, wrogie okazują się także regionalizmy.

Trzeba zauważyć oczywistość: takich mniejszości jako zorganizowanych lobbies dążących do wpływów i władzy nie ma. Są tylko ludzie, z ich aspiracjami, sukcesami i upokorzeniami. Są żydowskie gminy, lecz nie ma zwartych interesów polskich Żydów, są intelektualiści, ale nie tworzą wspólnej reprezentacji. Polscy geje też nie palą się do tego, by budować własny ruch przeciw dyskryminacji. Bo przynależność do widocznej mniejszości to w Polsce nie jest podarek. Nawet feministki, mniejszość jakoś oswojona, są jako siła społeczna rachityczne. 120 tys. podpisów zebranych przez kilka miesięcy za ustawą o parytecie nie dowodzi mocy.

Ale wzmożenie przeciw mniejszościom trwa. Apogeum osiągnęło za rządów Jarosława Kaczyńskiego. Mieliśmy wtedy niemal maniakalną produkcję wrogich mniejszości. Z listy wypadli Żydzi i częściowo Ukraińcy - bracia Kaczyńscy takich uprzedzeń nie mają - ale dołączyli lekarze, prawnicy, naukowcy, polityczni konkurenci, media, biznesmeni, uczniowie. O każdym z tych środowisk słyszeliśmy, że to mniejszość sterowana z zewnątrz lub powodowana nieczystymi interesami.

Jasne, można powiedzieć: to zwykły mechanizm mobilizacji słabych, czyli władzy, przez utrzymywanie permanentnego kryzysu. Tylko żeby taka operacja się powiodła, a trwała przecież dwa lata, musi istnieć przyzwolenie lub przynajmniej obojętność. Powiedziałbym, że 20 lat temu wolność została wywołana do bitwy w sprawie mniejszości i wciąż jej nie wygrała.

Kilka miesięcy temu "Rzeczpospolita" opublikowała głosy konserwatystów pod hasłem: "Ile praw dla mniejszości". Uczestnicy debaty z zadziwiającą jednomyślnością ogłosili, że mniejszości są dla Polski niebezpieczne.

Według Janusza Kochanowskiego, rzecznika praw obywatelskich, mniejszości religijne, etniczne, seksualne, gdy upominają się o prawa dla siebie, przyczyniają się "do niszczenia wizji społecznej harmonii i wspólnego dobra".

Według Jarosława Gowina mamy w Polsce rewoltę mniejszości liberalnej (przewodzi, rzecz jasna, "Gazeta") przeciw tradycji za pomocą dyktatu prawnego.

Zbigniew Stawrowski z kolei uznał, że prawa mamy wszyscy, mniejszość może zaś jedynie prosić o przywileje. Tylko po co? To przecież dążenie do fałszywej równości, która znosi konieczne różnice między mniejszością a większością.

Dariusz Gawin: mniejszości seksualne "nie chcą uzyskać praw, lecz chcą zmienić kulturę i społeczeństwo. Co więcej, nie chcą nas jako większości przekonać, lecz chcą nas zmusić do zmian. A ponieważ są mniejszością, wobec tego posługują się w tej walce z większością czynnikiem zewnętrznym, czyli Unią Europejską".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':