http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polemika z Jerzym Stępniem. Mogą nas pozwać o krzyże

Adam Bodnar*
2009-11-15, ostatnia aktualizacja 2009-11-13 17:51

Powinniśmy dostosować swoje postępowanie do standardów strasburskich - pisze

Wywiad z Jerzym Stępniem, byłym sędzią i prezesem Trybunału Konstytucyjnego ("Gazeta Świąteczna", 7-8 listopada), skłonił mnie do poczynienia kilku uwag.

Nie jest moim celem odnoszenie się do argumentów Jerzego Stępnia dotyczących obecności krzyża w szkołach. Rozumiem, że można mieć inny pogląd na tę kwestię, ale podzielam zdanie wyrażone przez Europejski Trybunał Praw Człowieka. Wynika ono z interpretacji dwóch praw gwarantowanych przez europejską konwencję praw człowieka - prawa rodziców do zapewnienia wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi przekonaniami religijnymi i filozoficznymi (art. 2 protokołu nr 1 do konwencji) oraz wolności myśli, sumienia i wyznania (art. 9 konwencji).

Jerzy Stępień stwierdza, że "orzeczenia Trybunału w Strasburgu zawsze wiążą w konkretnej sprawie, nie mają znaczenia powszechnego". Jest to teza tylko częściowo prawdziwa. Zgodnie z art. 46 konwencji orzeczenia Trybunału w Strasburgu są wiążące dla państwa, którego dotyczą. Państwo musi taki wyrok wykonać, co oznacza obowiązek zapłacenia zadośćuczynienia, lecz także podjęcia wszelkich możliwych działań - legislacyjnych, wykonawczych, zmiany praktyki sądowej, administracyjnej - w imię zapobieżenia przyszłym naruszeniom praw człowieka. Klasycznym przykładem jest wykonanie wyroku w sprawie Kudły przeciwko Polsce poprzez przyjęcie ustawy wprowadzającej skargę na przewlekłość postępowania sądowego.

Orzeczenia Trybunału w Strasburgu nie mają takiej samej mocy jak orzeczenia typowego sądu konstytucyjnego - nie powodują bezpośredniego uchylenia przepisów krajowych. Mają jednak pośredni skutek prawny. Każde państwo świadome swoich zobowiązań międzynarodowych musi orzeczenia Trybunału w Strasburgu wykonać.

Wykonanie orzeczenia w sprawie Lautsi przeciwko Włochom może oznaczać dla władz włoskich obowiązek dokonania odpowiednich zmian w prawie, lecz także dokonanie zmian w funkcjonowaniu szkół np. poprzez wyznaczenie sal, w których odbywać się będą lekcje religii i gdzie będzie mógł wisieć krzyż.

Warto przypomnieć, że wyrok Trybunału był jednomyślny, a w skład orzekający wchodzili sędziowie będący liderami intelektualnymi w jego obecnym składzie (m.in. znany w Polsce prof. Andras Sajo).

Państwa mają pewien poziom swobody w doborze środków służących wykonaniu wyroku. Władze włoskie nie będą mogły przy tym uznać, że wszystko leży w gestii szkół i zmiany zależą od ich autonomicznej decyzji. Odpowiedzialność międzynarodowa spoczywa na państwie niezależnie od tego, który organ jest zobowiązany dokonać zmian.

W praktyce państwa zawsze płacą zadośćuczynienie zasądzone przez Trybunał w Strasburgu. Inaczej jest z ogólnym wykonaniem - mimo nadzoru sprawowanego przez Komitet Ministrów Rady Europy czasami zdarzają się sytuacje ignorowania wyroków. Dla państwa oznacza to z reguły przegrywanie kolejnych, licznych spraw przed Trybunałem, dotyczących rozstrzygniętej w spornym orzeczeniu kwestii, lecz także odpowiedzialność dyplomatyczną oraz szkody na międzynarodowym wizerunku.

Konwencja nie przewiduje wyraźnie, że wyroki Trybunału są wiążące dla państw trzecich. Niemniej wyrok wydany w sprawie dotyczącej innego państwa jest ważnym sygnałem, w jaki sposób Trybunał interpretuje europejską konwencję praw człowieka. Ma zatem szczególne znaczenie dla państw, które dopuszczają się podobnych praktyk lub mają podobne przepisy. Jeżeli zatem w Polsce powszechną praktyką jest wieszanie krzyży w klasach szkolnych, Polska nie może wobec wyroku w sprawie Lautsi przeciwko Włochom przechodzić obojętnie. Co więcej, Polska powinna dostosować swoje postępowanie do standardów strasburskich. Jeśli tego nie zrobi - ryzykuje skierowanie przez swoich obywateli podobnych spraw do Trybunału w Strasburgu. Zauważa to Jerzy Stępień, stwierdzając, że "jeśli Trybunał wydałby analogiczny wyrok wobec Polski, efekt byłby taki, że państwo zapłaci grzywnę, i to niewielką". Trudno jednak zgodzić się, że tylko na zapłacie zadośćuczynienia by się skończyło. Skutek wyroku wydanego w sprawie polskiej byłby taki sam jak skutek sprawy włoskiej. Polska musiałaby zlikwidować przyczyny naruszenia praw człowieka.

Jerzy Stępień sugeruje, że w przypadku wyroku w sprawie Lautsi przeciwko Włochom "mamy do czynienia z wyrokiem sądu pierwszej instancji", nie jest on ostateczny, a sprawą zajmie się Wielka Izba. To jednak pewne uproszczenie. Strony nie mają prawa do "apelacji" w każdej sprawie. Ważne polskie sprawy (Tysiąc przeciwko Polsce, Bączkowski i inni przeciwko Polsce) mimo prób polskiego rządu nie zostały skierowane do Wielkiej Izby. Moim zdaniem Wielka Izba raczej się sprawą Lautsi przeciwko Włochom nie zajmie, tym bardziej że dość trudno wyobrazić sobie inne rozstrzygnięcie w świetle konwencji.

Jerzy Stępień powątpiewa także, "na ile (...) orzeczenia sądu w Strasburgu będą poważnie traktowane przez państwa narodowe. Co prawda wszystkie państwa przyjęły europejską konwencję praw człowieka i obywatela, mają ją szanować, ale czy obywatele będą szanowali orzeczenia, które rozmijają się z ich intuicjami?". W wypowiedzi tej można dostrzec pewien relatywizm, jeżeli chodzi o podejście do roli konwencji oraz legitymizacji Trybunału. Jest to jednak dość niebezpieczny pogląd, zwłaszcza gdy pada z ust byłego prezesa TK. Oznacza, że państwa mogą różnie podchodzić do swoich zobowiązań międzynarodowych. Nie chodzi o to, by wyrok Trybunału w Strasburgu trafił do "przekonania ludzi i został przez nich zaakceptowany". Kto miałby o tym decydować? Badanie opinii publicznej? Rola Trybunału w Strasburgu (lecz także Trybunału Konstytucyjnego) polega na tym, by bronić - wbrew opinii większości - praw mniejszości, osób dyskryminowanych niemających dostępu do głównego nurtu debaty czy wystarczającego wpływu na proces decyzyjny. Przez ratyfikację europejskiej konwencji praw człowieka państwa godzą się na taką właśnie rolę Trybunału.



*Adam Bodnar doktor nauk prawnych, adiunkt w Zakładzie Praw Człowieka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, sekretarz Zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':