http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po "Liście otwartym..." Sierakowskiego. Źle ma się Polska

Kinga Dunin
2011-08-29, ostatnia aktualizacja 2011-08-26 16:26

Większość głosów w debacie "Gazety" sprawiała wrażenie, jakby obowiązywał jakiś zakaz myślenia o zmianach. Bo to grozi powrotem Kaczyńskiego?

"Źle ma się kraj" to tytuł książki Tony'ego Judta, jak się wydaje cenionego między innymi przez środowisko "Gazety Wyborczej". Marek Beylin napisał o niej, że porusza serca i umysły, i chyba nikt nie odważyłby się jej autora nazwać populistą, demagogiem czy wrogiem demokracji.

Źle ma się ten kraj, ale który? Stany Zjednoczone, gdzie mieszkał Judt? Nie. Chodzi o każdy kraj, w którym rośnie bogactwo, ale człowiek podupada. Każdy kraj, w którym nierówności społeczne stają się przyczyną problemów. Gdzie państwo, parlamenty, rządy, politycy nie spełniają swoich podstawowych zadań, czyli integrowania społeczeństwa i obrony go przed niszczącymi procesami. Zdaniem Judta to wszystkie kraje na świecie, także, a może przede wszystkim, te najbogatsze i najlepiej rozwinięte. W tym Polska, która najczęściej pojawia się u niego jako negatywny przykład.

Czytając głosy publicystów "Wyborczej" w debacie wywołanej "Listem otwartym do partii " Sławomira Sierakowskiego ("Gazeta" 18-19 czerwca), można by jednak pomyśleć, że nasz kraj jest pozytywnym wyjątkiem. Że powszechne bolączki świata nas akurat nie dotykają, nasza demokracja, choć niepozbawiona wad, jest najlepszym, co mogło nam się przytrafić.

Podobne do Judta diagnozy postawiło w ostatnich latach wielu badaczy społecznych. Właściwie jest to wiedza powszechna. Wie to dobrze i sam o tym pisze Sierakowski, dostrzegając przede wszystkim, że wiedzy tej nie wykorzystujemy po to, aby zaangażować się na rzecz zmiany świata na lepszy. Ani wcale wykorzystać nie zamierzamy, wybierając indywidualne przystosowanie. To dlatego można poglądy Judta drukować do woli, i tak pozostaną bez efektu, jakby były niezrozumiane. Autor "Listu otwartego..." nie chce się po prostu przystosować, ale stawia na działanie i odpowiednią budowę instytucji.

Z polityką, demokracją, współczesnym światem dzieje się coś złego. Struktury polityczne nie radzą sobie z globalnym kapitalizmem, rosną nierówności, gdy jedni stają się coraz bogatsi, inni umierają z głodu. Konsekwencją tego są dające się długo wyliczać problemy społeczne: patologie takie jak przestępczość, alkoholizm, narkomania; migracje, terroryzm, rozpad więzi społecznej, zanik zbiorowej moralnej tkanki. I to właśnie instytucje polityczne, politycy w demokratycznych społeczeństwach są powołani do radzenia sobie z tymi problemami, a nie tylko do uwodzenia swoich wyborców.

Kiedy myślimy o tutejszej polityce, lokalnej demokracji, często tracimy tę ogólną perspektywę z oczu. Nie zmienia to faktu, że wszyscy jesteśmy w to uwikłani, obrywamy rykoszetem, a pole manewru politycznego, szczególnie w sprawach gospodarczych, jest znacznie okrojone. Nakładają się na to procesy związane z urynkowieniem wszystkich dziedzin życia i kształtowaniem się postaw konsumpcyjnych. Coraz trudniej o społeczne współdziałanie, ideowość, obywatelską aktywność, choć od czasu do czasu tysiące skrzywdzonych, wykluczonych i nieznajdujących swojej reprezentacji politycznej wylegają na ulice. I naprawdę trudno uwierzyć, że Polska jest wyspą, której współczesny kryzys zupełnie nie dotyczy.

W tej sytuacji zadanie stojące przed lewicą wydaje się karkołomnie trudne: Jak zmienić zasady rządzące światem? Jak nie tylko wygrać konkurencję z prawicą, ale zmienić reguły gry - odnowić politykę. Trudno nazwać to doraźnym celem politycznym, nie sposób zoperacjonalizować, wytyczyć pośrednie cele.

Sierakowski pisze, że nie sposób dziś prowadzić polityki lewicowej w jednym kraju, ponieważ globalne warunki ekonomiczne wymuszają na wszystkich podobną, zgoła nielewicową logikę działania. Nie można też z dnia na dzień założyć lewicowej Międzynarodówki na tyle silnej, by mogła skutecznie wpłynąć na losy świata. Jeśli mówi się o współczesnym kryzysie lewicy, to może warto zauważyć, że działa ona w niezwykle trudnych warunkach. I tak jak problemy polskiej demokracji są pochodną problemów szerszych, tak i problem polskiej lewicy nie jest tylko jej lokalnym problemem.

Jednak jeśli tak postawimy sprawę, nie pozostaje nam nic innego, jak siedzieć z założonymi rękami i czekać na cud. Powracając zatem do perspektywy lokalnej, lecz nie zapominając o jej globalnych uwarunkowaniach, zauważmy, że zawsze może być trochę lepiej lub trochę gorzej. I jakiś wpływ na kształt naszej demokracji możemy mieć. Nie żyjemy w najlepszym z możliwych światów, jak wydaje sięMirosławowi Czechowi , który dostrzegając i dobrze punktując wszelkie wady polskiego życia politycznego, jednocześnie uważa je za całkiem satysfakcjonujące i godne poparcia kartką wyborczą.

Dla Sierakowskiego wrzucanie kartki wyborczej raz na cztery lata to jeszcze nie jest demokracja. Chce demokracji bardziej pluralistycznej i angażującej. Domaga się skasowania muru otaczającego scenę polityczną, który partie same sobie wzniosły z pieniędzy budżetowych i rozpasanej najbardziej w całej Europie reklamy politycznej. Witold Gadomski uważa ten zarzut - kartelizacji polityki - za wyssany z palca. Może z palca prof. Markowskiego , dla którego pojęcie "kartel" zastosowane do opisu współczesnych systemów partyjnych jest z kolei oczywistością. Za to Markowski, jak na specjalistę politologa, okazuje się dość naiwny. Na dowód, że nie ma mowy o zabetonowaniu sceny politycznej, podaje fakt, że partie potrafiły same obniżyć sobie dotacje o połowę. Stało się tak jednak dopiero wtedy, gdy PO mogła w ten sposób osłabić parlamentarną konkurencję.

Ale problem z polskim życiem partyjnym jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Najważniejsze kwestie poruszone w "Liście otwartym do partii" dotyczą społecznych warunków (nie)możliwości uprawiania polityki. Te właściwie nie zostały w tej debacie przedyskutowane. Powszechny wstyd przed zaangażowaniem w zindywidualizowanym i nastawionym konsumpcyjnie społeczeństwie wydaje się problemem nie mniej ważnym niż niedostatki instytucjonalne. Bez uczestnictwa obywateli demokracja więdnie. Społeczeństwo złożone z "cyników" w nomenklaturze Petera Sloterdijka umożliwia trwanie polityki w jej niezadowalającym nikogo dziś kształcie.

Większość głosów w tej debacie sprawiała wrażenie, jakby obowiązywał jakiś zakaz myślenia o zmianach. Bo to grozi powrotem Kaczyńskiego? Obawiający się jakiegokolwiek naruszeniem politycznego status quo publicyści "Wyborczej" wolą wymówić się od dyskusji, nazywając Sierakowskiego "populistą", "uciekinierem z demokracji", "ideologiem", "demagogiem". Albo utożsamić wezwanie do zdemokratyzowania systemu politycznego w Polsce z marzeniem o krwawej rewolucji.

Sierakowski zauważył jedynie, że zrozumiały w świetle historii XX wieku lęk przed totalitarną przemocą, który chronił współczesne demokracje przed radykalnymi pokusami, dziś używany jest w obronie zastanego porządku. Każdy, kto domaga się bardziej zasadniczych zmian, oskarżany jest o chęć stworzenia nowego Auschwitz lub Gułagu. Poza tym Sierakowski dał się raczej poznać jako twórca instytucji i ludzkich zespołów niż społeczny wandal.

Może to nieporozumienie wynika z "efektu biograficznego" - starsi boją się, że lepsze jest wrogiem dobrego. Ale dziś nie jest wcale dobrze, szczególnie z jakością politycznych elit, na co narzekają już wszyscy. Pokolenie, które doczekało się wolności i o wolność tę walczyło, zachowuje się, jakby uważało, iż wystarczy, że nie żyjemy już w komunizmie. A może to zwykły konformizm, niechęć do wychylania się?

Nie mnie orzekać. Mogę jedynie powiedzieć, że mnie stan polskiej demokracji tak dalece nie odpowiada, że zapewne nie wezmę udziału w wyborach. I nie dlatego, że nie da się zreformować globalnego kapitalizmu, ale dlatego, że dałoby się zreformować prawo wyborcze, zmienić zasady finansowania partii, zabronić reklam politycznych. Wiem, że polityka w masowych społeczeństwach zawsze się alienuje, ale myślę, że możliwe są partie złożone z polityków nieco wyższej jakości. Może zagłosuję na osobę, którą znam i której ufam, ale nie czuję się do tego zobowiązana.

Czy taka postawa oznacza abdykację? Czy jedynym sposobem na uprawianie polityki jest założenie kolejnej partii, która usiądzie przy tym samym stoliku i zagra tymi samymi znaczonymi kartami? Tak się wydaje Czechowi, w demokracji politykę uprawia się w partiach, a poza nimi nie istnieje.

Otóż nie. Politykę uprawia się również, a dziś być może głównie, w innych organizacjach, w ruchach społecznych, wpływając na debatę publiczną, a także na ulicy.

Spójrzmy na przykład na parytety na listach wyborczych. Wiem, niedoskonałe, będące w istocie kwotami, nie traktowane poważnie, jednak ich wprowadzenie jest aktem politycznym. I teraz pytanie: Jak do tego doszło? Czy 20 lat temu wprowadzenie takiego projekt pod obrady Sejmu byłoby w ogóle możliwe?

Nie. Nikomu nie przyszłoby to do głowy, nikt nie zrozumiałby, o co chodzi, nie było nawet takich żądań wyartykułowanych w sferze publicznej. Proszę zastanowić się, ile musiało się wydarzyć, żeby stało się to możliwe. Sukcesem politycznym feminizmu nie jest dla mnie ochłap w postaci kulawych parytetów, lecz zmiana świadomości społecznej, która to umożliwiła. I ja to nazywam polityką i taką politykę szanuję.

Można podać też inne przykłady: Obywateli Kultury, działania na rzecz ustawy o związkach partnerskich czy na rzecz liberalizacji ustawy narkotykowej. Jeśli rewersem problemów z instytucjonalną demokracją jest społeczny marazm, odpowiedzią musi być aktywizacja społeczeństwa. Współpraca, budowanie grupowej więzi i zaufania, sieci większych niż tylko ja i moja rodzina.

Irytuje mnie pytanie, kiedy "Krytyka Polityczna" nareszcie wejdzie do polityki? Moim zdaniem jest w niej i była od początku.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 2
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':