http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Odpowiedź Sierakowskiemu: Posprzątać po neoliberalizmie

Andrzej Szahaj*
2011-07-31, ostatnia aktualizacja 2011-07-29 15:46

Wszyscy, czy tego chcemy, czy nie, myślimy dziś wedle schematów neoliberalnych, które utożsamiły się ze "zdrowym rozsądkiem". Realnej debaty - i rzeczywistego wyboru - nie będzie, dopóki nie zostanie sformułowana porządna oferta socjaldemokratyczna.

Choć Sławomir Sierakowski w „<a class=c1n href="http://wyborcza.pl/1,97863,9806285.html">Liście otwartym do partii</a> ” („Gazeta” z 18-19 czerwca) nie napisał rzeczy zupełnie nowych, dobrze, że przypomniał to, co zainteresowanym tematem jest już znane. Nigdy bowiem dość uświadamiania sobie, w jakiej sytuacji się znaleźliśmy. A że to sytuacja głębokiego kryzysu, nie trzeba nikogo przekonywać.

Dominujący przez ostatnie trzydzieści lat paradygmat neoliberalizmu wpędził sporą część świata w ślepą uliczkę. Ustanowił bowiem sieć relacji ekonomicznych i społecznych, które muszą prowadzić do potężnych napięć zarówno w obrębie państw, jak i w stosunkach międzynarodowych. Zarazem też unieważnił większość tradycyjnych sposobów ich rozładowywania - takich jak nadzór państwa narodowego nad gospodarką. Stworzył siły, nad którymi nikt nie jest w stanie dziś zapanować. Choćby kapitał spekulacyjny, który kieruje się względami niemającymi wiele wspólnego z racjonalnością przypisywaną przez ekonomię klasyczną działaniu rynku kapitalistycznego; nieprzypadkowo dominująca dziś wersja kapitalizmu zyskała sobie miano "casino capitalism", czyli kapitalizmu, w którym stopień niepewności i ryzyka równy jest grze w ruletkę. I w końcu - dokonał gruntownego przemodelowania naszego myślenia, a coś, co stanowiło kiedyś utopijny projekt oparcia całości naszego życia społecznego na relacjach rynkowych, wydaje się nam dziś oczywistością.

Wszyscy, czy tego chcemy, czy nie, myślimy dziś wedle schematów neoliberalnych, które tak utożsamiły się z „normalnością”, „zwykłością”, „zdrowym rozsądkiem”, że mogą wręcz stanowić klasyczny przykład tego, co Pierre Bourdieu nazwał kiedyś „przemocą symboliczną”. Przerwać ten stan rzeczy będzie bardzo trudno (na tym polega opisywany przez Sierakowskiego „brak rzeczywistego wyboru” i „zanik różnic między partiami w sprawach gospodarki”).

Aby to zrobić, potrzebujemy przede wszystkim dokładnej diagnozy sytuacji, zrozumienia błędów i stworzenia rejestru złudzeń, jakim ulegliśmy.

Wiara Thatcher, wiara Polaków

Jak to się stało, że cywilizacja zachodnia ponownie uległa ideologicznemu zaczadzeniu objawiającemu się uznaniem pewnej doktryny ekonomicznej (monetaryzmu) za uosabiającą całą ekonomiczną Prawdę?

Zaowocowało to m.in. zepchnięciem na margines tych modeli gospodarowania (związanych np. z koncepcjami ekonomicznymi Johna Maynarda Keynesa, Johna Kennetha Galbraitha czy Gunnara Myrdala), które uznawały rynek za jeden z wielu, a nie za jedyny sposób regulacji stosunków ekonomicznych czy społecznych. Tamte modele doceniały rolę państwa, nie dyskwalifikowały całkowicie innych niż prywatna form własności. Wreszcie - uznawały redystrybucję społeczną za konieczny i per saldo opłacalny dla wszystkich element dobrego społeczeństwa, a nie zło, które trzeba tolerować w imię zachowania pokoju społecznego.

Dlaczego ci, którym bliskie były ideały liberalne, pozwolili na zmonopolizowanie sposobu myślenia o liberalizmie, doktrynie wewnętrznie bogatej i zróżnicowanej, tym, którzy reprezentowali tylko jedną, uproszczoną jego wersję? Jak można było dopuścić do kompromitacji idei, która stanowiła jedną z najcenniejszych w naszym dziedzictwie kulturowym?

W literaturze światowej jest coraz więcej opracowań dotyczących ideologii neoliberalnej, coraz lepiej wiemy, jak to się stało, że grupa ekonomistów i filozofów wywodząca się z Uniwersytetu w Chicago potrafiła wywrzeć tak potężny wpływ na rzeczywistość Zachodu, instalując w jego państwach wersję kapitalizmu nazwaną przez Edwarda Luttwaka "turbokapitalizmem" (trudno przecenić tu rolę polityków pozostających pod wpływem tej ideologii, takich jak Roland Reagan czy Margaret Thatcher).

Jak to się stało, że polski wariant tej ideologii zdołał zmonopolizować nasze myślenie o gospodarce, dobrym społeczeństwie i dobrym życiu? Żyjemy przecież w kraju, w którym ideały neoliberalne wprowadzano w życie ze szczególnym entuzjazmem, łącząc je z technokratyzmem i paternalizmem - objawiającymi się uznaniem, że eksperci wiedzą zawsze lepiej od obywateli, na czym polega dobre społeczeństwo, a zatem mają prawo do wprowadzania swoich przekonań w życie.

Jak my sami daliśmy się przekonać uczniom Miltona Friedmana i F.A. von Hayeka,

•  że ekonomia to nauka ścisła (a nie nauka polityczna) i stąd też cele polityki gospodarczej są oczywiste i dane z góry, a jedynym obszarem dyskusji są środki ich realizacji (jedyne zatem problemy to problemy techniczne);

•  że państwo jest zawsze złe, że zawsze zła jest własność państwowa, zaś własność prywatna zawsze dobra w każdej dziedzinie życia, że jest święta, nawet jeśli używa się jej przeciwko innym;

•  że dobro wspólne to nic innego jak suma interesów poszczególnych jednostek;

•  że jednostka jest zawsze ważniejsza od wspólnoty, a nieograniczona chęć konkurowania z innymi - lepsza od gotowości do współpracy;

•  że jakiejkolwiek planowanie pachnie socjalizmem, a najlepszy ład społeczny zawsze wyłoni się samorzutnie w wyniku tysięcy pozornie chaotycznych działań ludzkich, w tym działań na rynku kapitalistycznym;

•  że każda aktywność ludzka może zostać sprawiedliwie wyceniona przez rynek, a każdy z nas stanowi na owym rynku towar, tak jak towarem są miasta, w których mieszkamy, przyroda, która nas otacza, wiedza, którą nabywamy, sztuka, która nas zachwyca, ludzie, z którymi się przyjaźnimy, i relacje miłości, jakie nawiązujemy;

•  że każdy jest wyłącznym autorem swojego życia i w pełni za nie odpowiada, a jeśli przegrywa, to jest to wyłącznie jego wina;

•  że „przypływ podnosi wszystkie łódki”, a zatem nieograniczone bogacenie się już bogatych przyczyni się do poprawy losu najbiedniejszych itd.

Można zrozumieć, że nasi politycy i ekonomiści, zaczynając przebudowę kraju 20 lat temu, ulegli duchowi czasów. Z drugiej strony - nikt nie miał od nich lepszych pomysłów na szybką przemianę gospodarczą, a ideologia wolnego rynku wydawała się jedynym lekarstwem na gospodarkę zrujnowaną przez tzw. realny socjalizm (i do pewnego stopnia takim lekarstwem była).

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4
  • 3
  • 6
  • 1
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    28 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':