http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Raj, Pieśń XXXII

Jarosław Mikołajewski
2011-03-25, ostatnia aktualizacja 2011-03-25 15:17
Tawerna w getcie
Tawerna w getcie
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta

Giudaico-romanesco

Piramida karczochów na via del Portico d'Ottavia
Jarosław Mikołajewski
Piramida karczochów na via del Portico d'Ottavia
Synagoga, którą w 1986 r. odwiedził Jan Paweł II
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Synagoga, którą w 1986 r. odwiedził Jan Paweł II
Ponte Fabricio łączący getto z wyspą Tiberina
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Ponte Fabricio łączący getto z wyspą Tiberina
Purymowa slodka pizza
Jarosław Mikołajewski
Purymowa slodka pizza
RAPORTY
Z ulgą znajduję w przedostatniej pieśni, tuż pod siedzącą u stóp Marii Ewą, Rachel i Beatrycze, tuż poniżej Sarę, Rebekę, Judytę, Ruth. A dalej:

... od stopnia siódmego ku górze
I od siódmego w dół Żydówki siedzą
I na połowę dzielą wszystką Róże.

Albowiem wedle praw, o których wiedzą
Wierzący w Chrysta, te niewiasty iście
Dla schodów świętych są dzielącą miedzą.

Oto z tej strony, gdzie są Róży liście
W pełni rozwite, ci miejsca zajęli,
Którzy ufali w Chrystusowe przyjście.

Po drugiej stronie, tam gdzie się kwiat dzieli
Próżnymi krzesły, Bogiem się nasyca
Rzesza Chrystusa żywego czcicieli...


Czyli - trywializując w ślad za profesor Chiavacci Leonardi to, co w polszczyźnie Porębowicza objaśnia Dantemu święty Bernard - żydowskie niewiasty dzielą płatki Róży mistycznej na dwie strefy: po jednej siedzą błogosławieni, którzy wierzyli w Chrystusa nadchodzącego, po drugiej ci, którzy wierzyli w Chrystusa, co nadszedł. A moja ulga płynie nie tylko z tego, że Dante stara się być sprawiedliwy dla Starszych Braci, lecz również z poczucia, że mam oto ostatnią okazję, by wspomnieć o Rzymie żydowskim, o którym dotychczas powiedziałem tyle, co nic.

Jeśli, Wędrowcze, chodzisz ze mną już od 99 odcinków "Rzymskiej", nie spodziewasz się, i słusznie, porządnej opowieści o historii rzymskich Żydów, których obecność nad Tybrem datuje się bodaj od II wieku przed Chrystusem, czyli, jak mówią ci, z którymi dziś jestem, "prima dell'era volgare". Stawiam na przypadek, na uwolnienie ukrytej dla moich oczu natury żydowskiego szlaku, a o pomoc proszę parę przyjaciół, Laurę i Olka Mincerów. Ona jest badaczem kultury jidysz i tłumaczką, on aktorem. Ona się urodziła nad Tybrem, on pod Wysokim Zamkiem, we Lwowie.

Spotykamy się przed synagogą. Olek nie może zaparkować, Laura mówi mu przez telefon, że zaprowadzi mnie najpierw na vicolo dell'Atleta, co wyczuwam, że jest jakąś oczywistą wskazówką. Idziemy na pobliskie Zatybrze, na zaplecze piazza della Piscinula, gdzie przecież już byliśmy razem, Wędrowcze, Ty i ja. Stajemy przed gospodą Spirito di Vino, w której piwnicach słychać podobno szum winnej duszy. Budynek wyróżnia się strukturą i charakterem. Piętrowe galeryjki, ewidentna struktura świątyni. Laura mówi, że to pozostałości starej synagogi, doczytuję, że założonej w XI wieku. Wracając w kierunku Tybru, na zapleczu Piscinula, stajemy przed il Pitigliani - Centro Ebraico Italiano, który dawniej był sierocińcem, a od lat jest ośrodkiem kultury. Placyk przed Pitigliani ma aurę rodzinną. Laura pozdrawia mechanika na placu. Kiedyś pracowała w ośrodku, mechanik wciąż prowadzi swój warsztat.

Przechodzimy na Wyspę. Na drugim moście, Ponte Fabricio, który przez to, że w XVI wieku łączył z obszarem getta, nazywany był Pons Judaeorum, dołącza do nas Olek. Mówi, że rozmawiał tutaj z papieżem. "W dniu wizyty papieża w Synagodze?" "Nie, w filmie". Olek grał jedną z głównych ról w filmie "La ballata del lavavetri" Petera Del Monte, o polskich emigrantach. - Papież stał na moście - mówi Olek. - Patrzył w dół, na wyspę. "Ja cię znam", powiedział do mnie. "Skąd mnie znasz?" "Ja znam wszystkich Polaków...".

Jeśli ten dialog toczył się niedokładnie, jak mówię, to znaczy, że przekręcam wspomnienia Olka.

Idziemy na most w stronę getta, ale Laura przypomina sobie o czymś, czego być może nie widziałem. Rzeczywiście, nie widziałem, choć byłem tu kilkanaście razy i teraz wydaje mi się, że nie widzieć nie mogłem. Na placu, obok kościoła świętego Bartłomieja, wciśniętą w kąt z szyldem "Polizia", dopiero teraz w wąskiej bramie dostrzegam tablicę "Poliambulatorio Israelitico", Lecznica Żydowska. Wchodzimy, lecznica jak lecznica. Ludzie siedzą przed gabinetami i czekają na swoją kolej. Uwagę zwraca kilka nietypowych szczegółów: plansze z informacjami o historii ambulatorium i o dziejach Żydów na Wyspie, kamienne futryny dedykowane postaciom albo rodzinom o nazwiskach powszechnie uważanych za żydowskie, i zakonnica, która się idzie przebadać. Podobno na górnym piętrze jest niewielka świątynia, ale nie udaje nam się tam dostać.

Most Judeorum prowadzi przez bulwar na Plac Jerozolimski, pomiędzy Synagogę a kościół San Gregorio della Divina Pieta. Kościół był jednym z kilku, w których kazano Żydom uczestniczyć w katolickich mszach i słuchać kazań. Kaznodziejami byli często przechrzczeni Żydzi, a po to, by ich nie słuchać, Żydzi prawowierni zatykali sobie uszy korkami z wosku. Które to były miejsca, pamięta się o tym do dzisiaj.

Najbardziej charakterystycznym jest galeryjka Tempietto del Carmelo o kilkaset metrów dalej, na przeciwległej granicy getta, na Piazza Giudia. Za zamkniętą dziś kratą stawali niegdyś głosiciele Chrystusa, dziś stoi tam anioł pokoju czy pojednania - rozklekotana instalacja z metalu, która nikt już nie pamięta, co znaczy.

Zaniedbane, wręcz porzucone Tempietto del Carmelo jest dość symptomatyczne dla getta, które wygląda jak stara warszawska Praga, i to nie dziś, lecz w latach 70. XX wieku. Turystyczną wizytówką żydowskiej dzielnicy jest via del Portico d'Ottavia, której zapuszczenie jest w znacznym stopniu chyba kontrolowane i ma oddziaływać na wyobraźnię. Jeśli spojrzeć wzdłuż niej, na przestrzał, w kierunku Teatro Marcello i Kapitolu, dech zapierają ruiny starożytnego targu rybnego, właśnie pod Portico d'Ottavia, i te ruiny, z fragmentami kolumn i gzymsów, wpisane są w poetykę antycznego Miasta. Szyldy na fasadach domów wzdłuż prowadzącej do niej ulicy mówią o kuchni koszernej i o miejscowym specjale, czyli o karczochu alla Giudia. Za dania płaci się słono, i trudno się oprzeć wrażeniu, że w cenę wpisana jest również emocja kontaktu ze zniszczeniem, pozornym dziś zapomnieniem. Porządnie odnowione są tylko budynki, którymi opiekuje się Gmina, przeznaczone dla kultu, kultury i kształcenia: synagoga, szkoła, centrum kulturalne z księgarnią. Jeśli zajrzeć do podwórek za fasadami via Portico d'Ottavia, otwiera się niepojęty dziś i trudno wytłumaczalny stan zaniedbania.

Zapuszczona czy nie, piękna jest stara żydowska dzielnica, zamknięta przez papieży od 1555 do 1870 roku w granice getta. Ściśnięta okrutnie pomiędzy nieliczne bramy. Znam ją zbyt słabo, żeby zostać piewcą tych kamienic i zaułków. Lub historii, o której mówią tablice: o łapance 16 października 1943 roku i wywózce 1022 Żydów do Auschwitz; o zamachu 9 października 1982 roku przed synagogą, w którym rannych zostało 35 Żydów, a życie stracił dwuletni chłopiec; o epokowej wizycie Jana Pawła II w świątyni 13 kwietnia 1986 roku...

Lecz podczas tej naszej wędrówki łapię pewną nić, która mam nadzieję, że poprowadzi mnie kiedyś dalej, a na razie, jak sznurek pokojowej zasłony, uchyla zaledwie ujmujący krajobraz wzajemnych więzi mieszkańców i ludzi utożsamiających się z miejscem, pejzaż ich wesołości i wspólnej duchowej przygody.

Otóż w Centrum Kultury Żydowskiej, do którego wprowadzają mnie Laura i Olek, poznaję człowieka, który przedstawia się jako aktor "giudaico-romanesco", czyli żydowsko-rzymski. Ciągnę ten wątek, dowiaduję się o specyficznym wariancie rzymskiego dialektu, którym, bez członu "żydowski", mówi się głównie na drugim brzegu, na Zatybrzu, a w którym znakomite wiersze pisali Trilussa i Belli. Siadamy przy stoliku baru Toto, na wprost szkoły. Laura, dobrze przygotowana do naszej wycieczki, wyciąga słowniczek "giudaico-romanesco", wydany przez Il Pitigliani w Rzymie w roku (Hoshanna Rabba) 5757. "Papież" w nim to "Befiorre", "basta" to "daienu"

Laura wyciąga gruby zbiór żydowsko-rzymskich sonetów Crescenzo del Monte, poety zmarłego w 1935 roku. Olek zaczyna czytać. Laura wita się z kimś, kogo tytułuje przyjacielem i profesorem. Profesor siada, bierze książkę do ręki, zaczyna głośną, emocjonalną lekturę. Sonety brzmią zgrabnie, dowcipnie. Mają tę samą sytuacyjną, językową i obyczajową moc, co sonety Trilussy. Są nie gorzej spuentowane od sonetów Bellego... Podchodzi i wita się z Laurą serdeczna pani. Okazuje się aktorką i zaprasza na spektakl w żydowsko-rzymskim dialekcie.

W dwie chwile placyk, który oglądam oczami cudzoziemca, staje się agorą, rynkiem, z Rzymu, ale i z Płońska, gdzie przed wojną mieszkał ojciec i gapił się oczami wyrostka na ludzi, których łączył sąsiedzki, lecz nierozpoznany język wesołości, przyjaźni. I oto u kresu via del Portico d'Ottavia, tuż przy Piazza Giudia, ludzie, z których jeden przed chwilą kupował chleb, drugi wracał z pracy, trzeci szedł po książkę, zaczynają rozmawiać, jak gdyby zeszli się celowo, żeby przedyskutować z góry wiadomą rzecz, łapią wspólny język.

Kiedy patrzę i słucham, myślą pewnie, że źle mi tak siedzieć poza ich wspólnym językiem, mówią więc, że w tym roku Purim przypada na najbliższą niedzielę, 20 marca, że obchodzić go będą właśnie w tym miejscu i zapraszają. Przyjdę. Tymczasem proszę, by przeczytali mi "Nel mezzo del cammin...", początek "Boskiej Komedii" w żydowsko-rzymskim przekładzie Crescenzo Del Monte.

A mezzo d' 'oo camino de 'sta vita
Me trovai perzo p'una selva scura,
che 'a via dritta, via via, m'era fuita...


  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':