Powiedzcie sami, czy Róża Mistyczna, jaka otwiera się przed Dantem w Empireum, nie mogła zrobić na nim takiego wrażenia, jakie na Rzymianach roku 80 po Chrystusie zrobił nowootwarty teatr, który znamy pod nazwą Koloseum:
A rozciąga się kolistym otokiem
Tyle, że całe jego rozpowicie
Byłoby słońcu pasem zbyt szerokiem /.../
... ponad światłem wokół się piętrzyło
W tysiąc tysięcy stopni każdą stroną
To, co zostaje z nas poza mogiłą.
A gdy najniższe stopnie tyle chłoną
Wielkiego światła, pomyśl, jak go wiele
Chłonie ta Róża całą swą koroną! /.../
"Zmierz, ile gród nasz w głąb i wokół liczy;
Patrz, tak są świętych pełne nasze ławy,
Że już niewiele dusz się tutaj życzy..."
Ten ostatni komentarz pada /w przekładzie Porębowicza/ ze wzniosłych ust Beatrycze, ponieważ Dantego na żadne słowa w tej chwili już nie stać. Nie tak, jak Marcjalisa, który, będąc świadkiem inauguracyjnych igrzysk w Koloseum, znalazł między innymi takie oto (spolszczone przez Stanisława Kołodziejczyka) laudacje:
Przywracasz nam czcigodne przodków obyczaje
I przeszłości obumrzeć, Cezarze, nie dajesz,
Wskrzeszając na arenie dawny walki sposób,
Gdzie nie oręż się liczy, ale siła ciosu.
Za twych rządów lud bóstwom odwiecznym się kłania
I Kapitol juz świętej chaty nie przesłania...
Koloseum zna każdy i nie trzeba pisać, jak bardzo jest wielki. Najbardziej kolosalny wydaje się w chwili, kiedy wzdłuż via dei Fori Imperiali, gdzieś spod pomnika Wiktora Emanuela na Piazza Venezia, patrzysz, Wędrowcze, ponad jego osłoną na zachodzące słońce. Czerwień wgryza się wtedy w jego obrzeża i pokazuje, jak bardzo podobny jest do nadgryzionego granatu. Krew, która nie mieści się w jego czaszy, spływa pod Wzgórze Oppio, pod Forum, i miesza się pewnie z krwią na Lateranie, wyciekającą z uciętej głowy i skróconego tułowia świętego Jana Chrzciciela.
Żeby zrozumieć Koloseum, kupiłem sobie film dokumentalny Pera Angeli, człowieka o wyjątkowym talencie do starożytnych, bajecznych, a przy tym osadzonych w szczególe gawęd. Angela pastwi się, ale z szacunkiem, nad Wespazjanem, który wiedząc, że krytyczna chwila historii skazuje Rzymian na smutek, w 70 roku postanawia dać im igrzyska, a po to, by zbudować dla nich miejsce, jakiego świat nie widział, łupi jerozolimskie skarbce i sprowadza 30 tysięcy żydowskich niewolników. Angelę upaja ta ożywcza dla gospodarki akcja cesarza i jego syna Tytusa, który przejął dzieło po zmarłym ojcu, lecz przede wszystkim zachwyca go architektoniczny kunszt. A w kunszcie tym - wynalazek cegły, lżejszej od trawertynu, i sztuka łuku. "Dzięki łukom ten kolos dźwiga taki ciężar", entuzjazmuje się niczym Tuwim lokomotywą. "Osiemdziesiąt łuków na dole, osiendziesiąt na wyższym piętrze, osiemdziesiąt na trzecim", wymienia niczym tysiąc atletów z tysiącem kotletów. "A dla ciżby na szczycie marynarskie żagle, rozpięte, żeby nadmiar słońca nie wywołał ludowego niezadowolenia", dodaje już nie Tuwimem, lecz Josephem Conradem. "To pierwowzór wszystkich stadionów", gorączkuje się wstrzemięźliwie i elegancko, jak Bohdan Tomaszewski bardziej niźli jak Tomasz Hopper.
A mnie, jeśli coś w ogóle zastanawia przed obliczem Koloseum - które oblicza nie ma, bo jest jak wszechstronna, dobrze ogryziona czaszka - to nie jego wielkość, lecz ograniczoność, i myśl tę podsuwa mi właśnie Dante. Teraz wędrowiec, w przyszłości autor "Boskiej Komedii", patrzy oto na stopnie Bożej sprawiedliwości, na których płomiennie migocą dusze błogosławionych, i wie, że to tylko ograniczony jego wzrokiem fragment bezkresu. Mnie, którego od tak zwanego zarania życia mojego uprzedzano, że Koloseum to kolos, poraża dziś jego limit i kontur. W środku kotłują się ludzie, senatorowie, patrycjusze i plebs wiercą się na wyznaczonych miejscach, turyści przeskakują przez bariery niegdysiejszych hierarchii, a ja z mojego miejsca u stóp Wiktora Emanuela widzę maleńki, krągły klocek. Za chwilę kupię sobie miniaturkę z białej, zażółconej modeliny, za 6 albo 9 euro, postawię sobie na stole, i w intymnym wnętrzu własnego mieszkania, z pięcioma jego mieszkańcami i psem na krzyż, poczuję się jak bóg, bezkresny dla tych, którzy mogliby kłębić się w tym koloseum, minoteum, czy jak mu tam tylko na imię.