http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Raj, Pieśń XXIX

Jarosław Mikołajewski
2011-02-25, ostatnia aktualizacja 2011-02-25 14:28

Gadające posągi

Villa Poniatowski, gadające posągi
FOT. JAREK MIKOŁAJEWSKI
Villa Poniatowski, gadające posągi
Villa Poniatowski, gadające posągi
FOT. JAREK MIKOŁAJEWSKI
Villa Poniatowski, gadające posągi
Statua il Pasquino, jedna z tzw. mówiących figur .
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Statua il Pasquino, jedna z tzw. mówiących figur .
Via del Babuino. Fontanna ze zniszczoną i brzydką rzymską figurą zwaną pawianem (il babbuino)
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Via del Babuino. Fontanna ze zniszczoną i brzydką rzymską figurą zwaną pawianem...
Madama Lucrezia
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Madama Lucrezia
RAPORTY
Im wyżej w Raj, tym cięższe razy wymierza Kościołowi Dante-poeta, niekiedy ustami Dantego-pielgrzyma, nierzadko językiem Beatrycze. Lecz to, co dzieje się w Pieśni XXIX, nie jest już tylko krytyką. Jest otwartym szyderstwem, paszkwilem, który (w przekładzie Agnieszki Kuciak) przybiera aż takie oto formy:

... każdy bajki plecie,
a potem mówią bajki kaznodzieje,
o których milczy Ewangelia przecie.

Ktoś o Księżycu zmyśla całe dzieje,
że gdy marł Chrystus, zakrył sobą Słońce,
a przecie w czas on wszystko, co istnieje /.../

Bo nie powiedział przecie Chrystus w stronę
pierwszych swych uczniów: "Brednie głoście wszędzie",
lecz fundamenty dał im niezgłębione...


Mówiąc, czego nie powiedział Chrystus, przez samo przypuszczenie, że mógł to powiedzieć, wkładając czyli w usta Jezusa słowa nie do wypowiedzenia przez Chrystusa, i to w inwektywie samej Beatrycze, pokazuje Dante, jak bardzo potrafi być cięty. Jak Pasquino, właśnie. Nośnik paszkwilu.

Pasquino jest najsłynniejszą z rzymskich "statue parlanti", gadających posągów. Na ogół wymienia się ich sześć - oprócz Pasquina jest to Abate Luigi, czyli Opat Ludwik, przy kościele Sant'Andrea della Valle, Babuino przy kawiarni-atelier Tadolinich, Madama Lucrezia na Piazza Venezia, tuż przy bazylice świętego Marka, Marforio na przedłużeniu via del Quirinale, i Facchino, czyli Tragarz, trzymający przy via del Corso beczkę, w której prawdopodobnie nosił wodę na sprzedaż.

Łączy ich wiele, choć w każdej z kategorii, które przychodzą mi tu do głowy, są wyjątki. Po pierwsze brzydota, wyżarta skóra kamienia. Po drugie nieznany ojciec, niejasne pochodzenie i niejasna tożsamość. Wyciągnięto je z ziemi i postawiono nie tam, gdzie były. Sikają na nie psy, kloszardzi i turyści. Zrobiono z nich fontanny, kamienne kluchy, atrakcje. Ludzi-małpy na pokaz, to szokujące, to rozweselające swoim ogromem, nieforemnością, lejem wypłukanej twarzy.

Tak są anonimowe, tak bezkarne, tak niepoważne, że powierzono im całą złośliwość i żal anonimowego tłumu skrzywdzonych. Są gadające, bo mówią to, co się do nich przykleja na kartkach. Na ogół donosy biednych na bogatych, bezsilnych na wszechmocnych.

Mówi się zatem, że jest ich sześć, lecz mogłoby przecież być więcej. Dość często wydobywa się w Rzymie - albo odkrywa dla samego siebie - posągi, lecz nie na wszystkich się umieszcza paszkwile. Byłem ostatnio w Villa Poniatowski, pałacu i ogrodzie bratanka króla Stasia, do którego to kompleksu wejść bardzo trudno. Odrestaurowano ten cudnej urody obiekt u podnóża Villi Borghese, zdobiony freskami z XVI, XVII i XIX wieku, i oddano do użytku Muzeum Etruskiemu Villa Giulia, i teraz czeka na swój ważny moment.

I dużo by o nim można powiedzieć, lecz ja, mówiąc o "statue parlanti", myślę dziś o dwóch posągach, podobnych wielkością i pozą do zwalistego Marforio, na skrajach gospodarczego zaplecza w ogrodzie Villa Poniatowski. Leżą, czekają na propozycję i pewnie z radością wydobyłyby się z niepamięci przyjmując funkcję heroldów ludowych frustracji, gdyby nie to, że - no właśnie - nikt do nich nie ma dostępu, więc ich głos pozostałby niemy.

W ruchliwym miejscu natomiast jest Pasquino, najsłynniejszy z gadających posągów. Stoi tuż przy Piazza Navona, właśnie go odnowiono, i nieśmiało powraca do dawnej roli słupa zjadliwych ogłoszeń. Kiedy oglądam go na początku lutego Anno Domini 2011, widnieje na nim jedna tylko karteczka, której przekazu nie potrafię dostrzec. Zresztą nie on - nie donos i nie złośliwość - interesuje mnie w tych figurach najbardziej, lecz ich brzydota właśnie, ci niezgrabność i sieroctwo, ciężar obcego imienia dla zapomnianej ich tożsamości.

Jeśli się dobrze przyjrzeć, na Pasquina składają się dwie figury, pod pewnym kątem patrząc połączone, pod innym oddzielne. Widać jednak, że jednoczy je jakaś życiowa lub śmiertelna sprawa. Mówi się, że są to resztki grupy rzeźbiarskiej, która przedstawia Menelausa podtrzymującego Patroklosa. Z tą dłonią bez ramienia na brzuchu leżącego równie dobrze może być to grupa kochanków. Albo dwa kamienie, niedorzecznie zestawione przez tych, co szukają przeznaczenia dla posągów o zagubionych korzeniach.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':