http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Raj, Pieśń XXVI

Jarosław Mikołajewski
2011-01-23, ostatnia aktualizacja 2011-01-23 18:05

Zwierzęta w raju


Jarosław Mikołajewski
Jarosław Mikołajewski
Jarosław Mikołajewski
RAPORTY
W pieśni XXVI, która jest o miłości, Dante spotyka samego Adama, który za zachętą poety podejmuje rozmowę i tak (w przekładzie Agnieszki Kuciak) wyprzedza jego pytania:

Chcesz się dowiedzieć, przed jak wielu laty
Bóg mnie posadził w pięknym swym ogrodzie,
skąd u świetlistej jej wzleciałeś szaty,

jak długo z żoną tam żyliśmy w zgodzie,
i za co na nas Bóg aż tak się gniewa,
i jaka mowa byłą wtedy w modzie.

Synu mój miły, nie jedzenie z drzewa
było przyczyną wygnania naszego,
lecz że wbrew prawu jadłem, ja i Ewa...


Piękny ogród w połączeniu z zakazem natychmiast przenosi moje myśli, a także kroki, do Ogrodu Botanicznego na Zatybrzu, który objęty jest zakazem nie tylko zrywania owoców, lecz również wchodzenia z psem, przez co rzadko mam okazję w nim bywać. A szkoda.

Do ogrodu wchodzi się od skweru Krystyny Szwedzkiej, a skoro wiem, i widzę na planie, że alejkami ogrodu mogę się wspiąć na szczyt Gianicolo, kupuję bilet z takim właśnie zamiarem, lecz kiedy proszę o zapewnienie, że brama po drugiej stronie, pod wierzchołkiem, będzie zamknięta, kasjer mówi, że nie ma pieniędzy na utrzymywanie drugiego wejścia. "Prawdę mówiąc - dodaje - na utrzymywanie tego wejścia też nie ma". Patrzę więc z dołu, wzdłuż szpaleru palm, na Gianicolo, które pozostanie dziś niezdobyte - na parasole pinii, linię wzgórza i biały sześcian rusztowań wokół pomnika Anity Garibaldi, odnawianego na nadchodzącą rocznicę zjednoczenia Włoch. Jeszcze kilkadziesiąt kroków, a zamajaczy fontanna dell'Acqua Paola.

Po Krystynie Szwedzkiej, którą wspominaliśmy już na marginesie alchmii i magicznej bramy, pozostał nie tylko Palazzo Corsini, z którego spoglądała na zielone zbocza Gianocolo, lecz również nader intymny szczegół. W pierwszej oranżerii po prawej stronie, tej, która kryje długie szeregi najwymyślniej falloidalnych kaktusów, są dwie wanny, w których protestancka z urodzenia, a katolicka z wyboru Krystyna, królowa z rodowodu, a filozofka z predylekcji, zażywała kąpieli.

Obszar ogrodu jest rozległy, ma 12 hektarów, a w obecnym obrysie trwa od 1883 roku, kiedy młodziutkie państwo włoskie kupiło ogrody Corsinich, z zamiarem założenia ogrodu do celów badawczych, popularyzatorskich i spacerowych. Niektóre drzewa, jak dwa platany przy monumentalnych schodach, mają 500 lat albo więcej (i należą do gatunku wschodniego, znacznie potężniejszego od okazów wschodnich, które porastają dziś nabrzeża Tybru). I trzymają się godnie, choć jednego z nich kilkanaście lat temu przepołowił piorun.

Układ ogrodu, częste prześwity pomiędzy koloniami roślin takich i owych, pozwala natychmiast zorientować się w jego ułożeniu, i dostrzec kontrast, jaki panuje pomiędzy częścią górną, cienistą i wilgotną, a dolną, słoneczną i suchą. Opowiadanie o tym, że są tu wydzielone części z roślinami leczniczymi (wśród których dostrzegłem cykutę), ozdobnymi, w poetyce japońskiej czy starorzymskiej, jest oczywiście bez sensu, bo rozmaicie nazwane i wydzielone części istnieją w każdym ogrodzie tego typu na całej kuli ziemskiej, i w każdym rośliny są oznaczone karteczkami z łacińskim opisem. To, że pomiędzy jego częściami spływają ze zbocza strumyczki, że co jakiś czas pojawiają się romantyczne lub perspektywiczne budowle, jak fontanna Trytonów o wyżartych twarzach, też jest oczywiste. Mniej oczywiste jest to, że wbrew temu, co pisze się tu albo ówdzie, to ogród botaniczny, a nie Villa Borghese, przypomina warszawskie Łazienki, i że szczególne wrażenie zrobiło na mnie coś, czego za typowe dla botanicznego ogrodu się nie uważa, czyli zwierzęta, których spotkałem trzy.

Tak naprawdę, to pierwszej z trzech przedstawicielek fauny, o których chcę wspomnieć, nie widziałem. Kiedy już wychodziłem z ogrodu, spotkany przypadkowo, znany mi człowiek, bardzo wiarygodny i przytomny, żaden mitoman, żywo opowiadał mi o tym, że na wyższym piętrze pojawił mu się nagle mężczyzna z wielka białą papugą, którą spokojnie postawił na ławce, sam obok niej usiadł, i siedział tak sobie przez jakiś czas, jak zjawisko. Innym zwierzęciem była ropucha, i tę już widziałem na własne oczy. Ledwo wypełzła na alejkę z zarośli przy sadzawce, o kilkanaście kroków od monumentalnych schodów, i coś ją musiało zatrzymać. Obrzmiała, jakby ją nadmuchali, krągła jak piłka, leżała brzuchem na kamykach, z założonymi tylnymi łapkami, i patrzyła na mnie półprzymkniętymi oczami. Jej opuchlizna nie wydawała się naturalna. Gdyby to był człowiek, nie ropucha, w pierwszym odruchu spytałbym, czy mogę jakoś pomóc, i przyszłoby mi do głowy, że przede wszystkim należałoby z niego spuścić powietrze.

Ukucnąłem, i dopiero wtedy zobaczyłem, że z jej pyszczka ścieka strużka krwi, której dwie krople już zakrzepły na ziemi. Trzecim zwierzęciem był czarny kot, który się wygrzewał pod palmą, i którego z niewiadomych powodów od razu uznałem za sprawcę śmierci ropuchy. I to, że z przecudnego ogrodu, tak cudownie rozpiętego na strużkach słońca przepuszczanych przez palce gałązek, igieł i liści, najsilniej w pamięci pozostała mi trójka domyślnie tylko i tylko częściowo powiązanych ze sobą zwierząt, jest absurdalne tylko z pozoru, z czego zdaję sobie sprawę kilka godzin po wyjściu, na wystawie Van Gogha w Complesso Monumentale del Vittoriano, na zapleczu pomnika Wiktora Emanuela II, przed wspaniałym obrazem z cyprysami, kwiatami i dwiema kobietami. Kobiet na początku nie widać - czy powieki mamy uniesione, czy zamknięte, długo przed oczami falują języki drzew, strzelają słonecznymi kolorami polne kwiaty.

Ale od chwili, kiedy w szczelinie pomiędzy cyprysami a łąką dostrzegłem panny, jest tak, jak gdyby w odradzającą się, wiecznie żywą roślinność wkroczyła martwa natura. Kiedy nas już nie będzie - w ogrodzie botanicznych, czy na wsi - zwierzęce mięso ludzi i ludzkie mięso zwierząt porośnie cudownym, soczystym listowiem, lecz póki w nim będziemy, to one będą dyktować myślom kierunek. Tak samo pewnie zdarzyło się Ewie i Adamowi w Raju, kiedy pod pniem jabłoni pojawił się wąż.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':