http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Raj, Pieśń XXI

Jarosław Mikołajewski
2010-12-17, ostatnia aktualizacja 2010-12-17 20:42

Zobaczyć na proch


Fot. Gregorio Borgia AP
Fot. Gregorio Borgia AP
Fot. Gregorio Borgia AP
RAPORTY
We wzlocie do nieb coraz wyższych, Dante co i raz przypomina sobie o Beatrycze, jak na początku Pieśni XXI, gdzie o takich oto rzeczach (za pośrednictwem Porębowicza) zaświadcza:

Ja tedy, oczy znów wiążąc z obliczem
Mej pani, ducha mego za nią wodzę -
W zachwycie myśleć nie mogę o niczem.

Zahamowała swego śmiechu wodze
I mówi do mnie: "Jeśli się zaśmieję,
Zginąłeś, jako Semele w pożodze,

Bo piękność moja, krocząc przez wierzeje
Pałaców wiecznych, wciąż rośnie widomie
I jak oglądasz, coraz potężnieje".


Mówi więc Beatrycze (przekładając z Porębowicza na mowę prostą), że musi powściągnąć uśmiech, bo w miarę jak się zbliża do Boga, pięknieje, a Dante nie jest gotowy, by przeżyć tak cudny widok. Czyli, gdyby się uśmiechnęła, Dante spłonąłby niczym Semele na widok Jowisza.

No w końcu! Jest Jowisz, choć w odwołaniu do sceny nie tak częstej w opowieściach ani w sztuce Rzymu. By ją przypomnieć, powiedzmy, że Jowisz, będąc mężem Junony, zakochał się w Semele, córce Kadmosa i Harmonii, i miał z nią dziecko, a dzieckiem tym był nikt inny, jak Bachus. Zazdrosna Junona, wykorzystując obietnicę, jaką Jowisz złożył kochance, wedle której spełni każde jej życzenie, podstępnie namówiła rywalkę, by ta zażądała od boga bogów ukazania się jej w całej okazałości. "Gromopierdny" (jak, w przekładzie Essmanowskiego, nazwał Jowisza Robert Graves) objawił się, i dziewczyna od tego nadmiaru spłonęła.

Należałoby spytać, gdzie znajduje się w Rzymie Jowisz lub co jest Jowiszem Rzymu. Albo: co w Rzymie, gdy się objawi, spali na popiół, i na każde pytanie można uzyskać inną odpowiedź. Na ostatnie jest mi najłatwiej. Nazajutrz po tym, jak przez Rzym przetoczyła się demonstracja studentów, w których wmieszali się Blackbokersi, nie mogę odpowiedzieć inaczej, niż wskazując gniew ludu, który spalić może w dwie minuty lub krócej. Było tak: najpierw było głosowanie nad wotum nieufności dla rządu, następnie zwycięstwo Berlusconiego, potem na bulwarze po drugiej stronie Tybru zobaczyłem sznur manifestantów, usłyszałem strzały, z okien Instytutu zobaczyłem płonący samochód, żona, idąca do mnie z drugiej strony mostu Cavoura, już nie zdołała się przedostać przez dym i fruwające kamienie brukowe, i ledwo zdążyła uciec przed nimi na Pincio, a potem telewizja, już do późnej nocy, pokazywała zamykane pospiesznie okiennice sklepów, bijatyki, palone auta przy Piazza del Popolo, stosy z barowych krzeseł na Corso.

Lecz to było wczoraj. Dziś, kiedy szukam w myślach najpiękniejszego Jowisza, znajduję go nie na Kapitolu, Palatynie, nie wśród starożytności pogańskich, lecz w bezpośredniej bliskości świętego Piotra, w grotach watykańskich.

Groty, otwarte ostatecznie pod bazyliką w 1950 roku, kryją (i objawiają) kolorowy świat wielu kultur, nacji, ras i religii. My znamy je jako miejsce pochówku świętego Piotra, lecz dopóki nie zejdziemy do grot, nie zdamy sobie sprawy, jak bardzo niechrześcijańskim czasem był czas śmierci pierwszego papieża, w jak niechrześcijańskiej ziemi został złożony.

Dopiero po zejściu do grot możemy zdać sobie sprawę, że Watykan jest wzgórzem - cała wędrówka przez groty jest miniaturową wspinaczką po zboczu, przy różnicy wysokości 12 metrów pomiędzy początkiem a końcem, czyli grobem świętego Piotra, i gdyby nie przepaść znaczeń, scenicznie przypomina ona odwróconą wędrówkę Dantego przez Piekło, do wnętrza ziemi. Tuż za wejściem widzimy na grobowcach sylwetki bogów egipskich, bogów greckich i rzymskich. To oni byli pierwszymi rozmówcami zmarłego Piotra. I oto w jednym z pomieszczeń grzebalnych, odkrytych przez archeologów Piusa XII, w centralnym miejscu widzimy Jowisza. Po jego bogach inne bóstwa starożytności, ustawione zgodnie z utartym schematem.

I o tym właśnie Jowiszu myślę, kiedy zastanawiam się, który jest najpiękniejszy i który spopiela. Bo rzecz w tym, że Jowisz jest, choć go nie ma. Otóż we wspomnianym grobowcu ten, który się objawił Semele, nam się nie objawia. Posąg gdzieś przepadł, pozostał jego odcisk na ścianie, piękniejszy od każdej dającej się wyobrazić rzeźby. Zarys człowieka wypalonego w ścianie, lub przez nią wessanego. Negatyw boga z chustą na wysokości bioder, jako jedynym szczegółem w pozytywie. Co to jest? - pytam. Co to znaczy? Ujrzawszy w Semele los człowieka, co widzi boga, Jowisz wdrapuje się w ścianę za każdym razem, kiedy się zakradamy? Czy nie spełnia obietnicy danej nam - którzy jesteśmy bożą kochanką, Semele - i nie chce się nam pokazać?

O jedną kaplicę dalej, bez strachu i opieszałości, zstępuje bóg nowy, który - ten dopiero! - mógłby spalić na amen. Na rydwanie, z głową w słonecznych promieniach, jak Helios, zstępuje Chrystus, Lux Vera, Sol Invictus. Pewny swego, kipiący młodzieńczą energią. Nic sobie nie robi z tego, że za chwilę przykleją mu brodę, każą powtarzać na każdym ołtarzu scenę umierania. Jest jeszcze Wiosną i Wschodem. Feniksem. Jeśli spopiela, to również samego siebie. Po to, żeby odrodzić - siebie i braci w prochu, w popiele.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':