http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Raj, Pieśń XX

Jarosław Mikołajewski
2010-12-13, ostatnia aktualizacja 2010-12-13 15:55

Dwie cesarskie głowy

RZYM, MOST MULWIJSKI - PONTE MILVIO
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
RZYM, MOST MULWIJSKI - PONTE MILVIO
Na Moście Mulwijskim (Ponte Milvio) zakochani przysięgają sobie miłość po grób, na znak tej miłości wieszają gdzie popadnie zamkniętą kłódkę, a kluczyk wrzucają do Tybru
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Na Moście Mulwijskim (Ponte Milvio) zakochani przysięgają sobie miłość po grób...
W pierwszej dekadzie II wieku na cześć Trajana, który podbił Dację i doprowadził cesarstwo do niebywałej potęgi, wzniesiono kolumnę pokrytą scenami jego dokonań, lecz w 1587 roku Sykstus V, w miejscu cesarza, na jej szczycie kazał ustawić posąg świętego Piotra. Na zdjęciu kolumna Trajana
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
W pierwszej dekadzie II wieku na cześć Trajana, który podbił Dację i...
Na zdjęciu kolumna Trajana
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Na zdjęciu kolumna Trajana
RAPORTY
W ciągnącej się niemiłosiernie wizji gadającego orła, w XX pieśni skupia się Dante na oku, na które składa się sześciu sprawiedliwych władców, wśród nich cesarz Trajan, którego miejsce na mapie oka tak oto dziobem orła, w przekładzie Agnieszki Kuciak, wskazuje poeta:

Z tych pięciu, którzy są jak brwi łuk długi,
ten, który siedzi tu najbliżej dzioba,
osuszył zemstą wdowich płaczów strugi;

dziś, co kosztuje, widzi ta osoba,
nie znać Chrystusa, kiedy tak zażyle
sama poznała już żywoty oba...


Zawiera Dante w tych dwóch tercynach legendarny epizod z życia Trajana, będący próbką jego człowieczeństwa i stylu sprawowania władzy, zagęszcza też wyjątkowy los, jaki go spotkał po śmierci. Postać musiała głęboko zajść Dantemu do wyobraźni, skoro po raz drugi podejmuje te same wątki, ukazawszy je już w X pieśni Czyśćca.

Przypomnijmy. Według legendy spisanej przez świętego Grzegorza Wielkiego, i w średniowieczu tak popularnej, że Dantemu wystarczy zarysować ją lekkim pociągnięciem piórka, ruszającego na wojnę cesarza zatrzymała wdowa prosząc, by wymierzył sprawiedliwość na zabójcach jej syna. "Zrobię to po powrocie", miał odrzec Trajan. "A jeśli nie wrócisz?", spytała wdowa. "Wymierzy ją mój następca". "A co to - spytała wdowa - będzie za twoja zasługa, jeśli ją wymierzy kto inny?". I cesarz opamiętał się, i sprawiedliwość wymierzył.

Druga tercyna odnosi się do legendy, wedle której ten sam wielki Grzegorz, papież, był tak głęboko wstrząśnięty pokorą i prawością Trajana, i tak bardzo wstawiał się za cesarzem u Boga, iż Ten przeniósł go z Piekła do Raju (i tym właśnie tłumaczy się słowa o Trajanie jako osobie, która "poznała już żywoty oba"). Triumf ludzkiej modlitwy nad Bogiem, wymuszenie na Nim zmiany własnych praw i postanowień, należy zresztą do tych nadziei i perspektyw, które w rozważaniach moralnych i teologicznych najbardziej pociągały Dantego.

O trzy tercyny dalej wspomina poeta kolejny składnik orlego oka, cesarza Konstantyna, który:

z czci dla pasterza zrobił z siebie Greka,
w dobrym zamiarze, co dał owoc podły.


Czyli przeniósł stolicę cesarstwa do Bizancjum, co Dante nie raz wskazuje jako działanie szkodliwe, choć podjęte w najlepszej intencji.

Pewnie, że nie mam zamiaru opowiadać tu losów Trajana i Konstantyna ani prowadzić szczegółowo po miejscach, w których zachowała się o nich pamięć. Lecz kilka z nich ogarnijmy w wielkim skrócie. Po pierwsze - istnieje wciąż Most Mulwijski, czyli Ponte Milvio, na którym Konstantyn rozprawił się z Maksencjuszem w bitwie, która otworzyła drogę do rozwoju chrześcijaństwa. Bitwa malowana była wielokrotnie, choćby przez Piera della Francesca, i jedynym z ulubionych epizodów tej historii jest sen Konstantyna. Mówi Euzebiusz z Cezarei, twierdząc, że relację usłyszał od samego cesarza, że w wieczór przez dniem bitwy, ujrzał Konstantyn na niebie świetlisty krzyż i grecką frazę, tłumaczoną la łacinę jako "in hoc signo victor eris" albo "in hoc signo vices". Czyli "pod tym znakiem zwyciężysz" - powtarzane do dziś nawet na krzyżykach sprzedawanych wokół świętego Piotra.

Na kiepskim jak na tamte czasy fresku Rafaela, w watykańskiej Komnacie Konstantyna, grecki napis jest wyraźnie wykaligrafowany na nieziemskim promieniu, a krzyż podtrzymują aniołki. Ale historia interesuje nas mniej niż dzień dzisiejszy, a dziś na moście, przeznaczonym wyłącznie dla pieszych, spotykają się zakochani, zakładają na latarniach kłódki składając śluby miłości na wieki wieków amen, a po watykańskiej stronie rzeki, na placu przed kościołem, stoją godzinami i piją co się da. Ponte Milvio jest miejscem sobotniej przesiadki w drodze do ostatecznego miejsca zabawy. Jest też mostem najbardziej zagrożonym przez powódź, i zwykle z początkiem grudnia gromadzą się na jego dwóch krańcach ludzie, by patrzeć, jak woda zaślepia prześwity.

Z licznych pamiątek po Konstantynie można oglądać słynny łuk jego imienia, wzniesiony na rok przed edyktem mediolańskim, bazyliki zwane konstantyńskimi, pamiątki sprowadzone z Ziemi Świętej przez jego świętą matkę Helenę. Mnie jednak poruszają najbardziej strzępy jego ogromnego ciała, które można oglądać na Kapitolu. W Sali Eksedry na Kapitolu, na wprost Marka Aureliusza, dumnego, wspaniałego, integralnego, zrośniętego z wierzchowcem, Konstantyn rozszczepiony na głowę, stopę i podziurawioną dłoń wygląda jak Ikar u stóp Dedala. Lub jak ofiara całego antycznego świata złożona na ołtarzu nowego Boga, któremu własnoręcznie otworzył drzwi, malując jego znak na tarczach swojego wojska. Jego głowa, głowa Kastora czy Polluksa, jest głową lirycznie dumną w chwili rozstania z niedojrzałością. Jego fragmentaryczność pozwala najlepiej zrozumieć obecność antycznych fragmentów na obrazach Giorgia De Chirico i dostrzec w jego wizjach, uznawanych za surrealne, element realistyczny, sam w sobie, bez szczególnego udziały wyobraźni, nasączony metafizyką.

Konstantyn zostawił po sobie pamięć sprawcy przełomu, Trajan - najbardziej szlachetnego władcy, surowego kiedy trzeba, zdobywającego nowe przestrzenie dla Rzymu, lecz nigdy nie ulegającego namiętności władzy, przemocy dla demonstracji. Tak zwany portret dziesięciolecia, obecny w Muzeach Watykańskich, wyrzeźbiony prawdopodobnie w 108 roku po Chrystusie, na dziesiąty jubileusz objęcia przezeń władzy cesarskiej, ukazuje władcę zdystansowanego do siebie, patrzącego sceptycznie i z oddalenia na polityczne pasje swojego czasu.

Co zrobił, to zrobił. Triumfy na wojnach dackich (101 - 106) Apollodor z Damaszku już rzeźbi w ponad stu odsłonach na kolumnie, która przetrwa lat 1900 lub dłużej, z której podstawy cóż z tego, że kiedyś barbarzyńca wyniesie jego ciało, z której szczytu cóż z tego, że zrzucą kiedyś jego posąg, a ustawią apostoła nieznanego Boga, który wszak już się narodził. Już zdążył opłakać los pompejańczyków, już wydał polecenie wzniesienia Forum i, wyżej, na zboczu Kwirynału, centrum handlowego (Mercati Traianei), które przetrwa w postaci wielkiego mrowiska na znak jego ostatecznego przesłania: ludzie mają potrzeby, trzeba ich wspierać na tyle, na ile to nie wymusza nieludzkich metod. Reszta jest we wszechmocnych rękach kogoś, kto w każdej chwili może zmienić nasz los, przekładając nawet z piekła do oka niebiańskiego orła.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':