W XVIII Pieśni Raju Dante ochoczo poddaje się kontemplacji liter, w które przekształcają się światła dusz zbawionych w niebie Jowisza, i po raz któryś z rzędu, na zakończenie pieśni, zżyma się na kurię papieską, pogrążoną w chciwości, i dwukrotnie przywołuje imię świętego Pawła, w siedmiu wersach, które tak oto brzmią w przekladzie Agieszki Kuciak:
Ty, co drzesz bulle, gdy się bies sprzeciwi,
wiedz: Piotr i Paweł, którzy umierali
dla tej winnicy, gdzie kwiat rwiesz, są żywi.
Rzec możesz pewnie: "Tak się człowiek pali
do tego, który zamieszkał pustkowie
i umęczony był, bo tańcowali,
że ani Paweł ani Piotr mu w głowie".
Co znaczy ten fragment, to znaczy. Ja chwytam się wspomnianego dwukrotnie imienia Paweł, żeby nadrobić krzywdę, jaką wyrządziłem jego właścicielowi wspominając kilkakrotnie o Piotrze, a o nim, drugim patronie Rzymu, prawie się nie zająknąłem. "Prawie", bo przecież wspomniałem o Szawle leżącym na ziemi z rozłożonymi rękami po upadku z konia, na obrazie Caravaggia w Santa Maria del Popolo, i o innym Caravaggiu, z prywatnej kolekcji Odescalchich, gdzie Szaweł (Paweł w chwili nawrócenia, przed chwilą prześladowca, a za chwilę święty), zasłania sobie oczy przed wizją sfruwającego doń z wyciągniętą ręką Chrystusa. Obydwa obrazy zostały namalowane tuż po 1600 roku z tym samym przeznaczeniem - do kaplicy Cerasich w Santa Maria del Popolo, razem z pomyślanymi do symetrycznego zawieszenia scenami ukrzyżowania świętego Piotra - i jest tajemnicą, dlaczego pierwsze realizacje, na cyprysowej desce, zostały zastąpione tymi, które oglądamy dzisiaj, na płótnie. Z pierwotnych Piotra i Pawła zachował się tylko ten drugi, obecnie u Odescalchich, natomiast Piotr przepadł, a jeśli się odnajdzie, to prawdopodobnie w którymś z hiszpańskich klasztorów.
Scena na obu wersjach Caravaggia dopowiada relację pozostawioną w Dziejach Apostolskich. Autor Dziejów mówi, że na drodze do Damaszku, w chwili, gdy jeszcze "siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich (...) olśniła go nagle jasność z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego mnie prześladujesz? ". Wiemy ponadto, że Szaweł podniósł się z ziemi, a "kiedy otworzył oczy, nic nie widział" (za Biblią Tysiąclecia). W Piśmie, na wstrząs nawrócenia składają się więc oślepiający blask i upadek, na obrazach otrzymujemy uzupełnienie, że Szweł spadł z konia, a obraz z kolekcji Odescalchich mówi, że oślepiającym blaskiem był Jezus z wyciągniętą dłonią, podtrzymywany przez anielskie dzieciątko. Nie wydaje się, jak to w katalogu wystawy na Kwiirynale analizuje Francesco Buranelli, że przyczyną odrzucenia tej pierwszej wersji była nadinterpretacja, nadanie przez Caravaggia sylwetki Chrystusa światłu, skoro przed nim zrobili to już Rafael (na arrasie wykonanym do Kaplicy Sykstyńskiej), Michał Anioł (w Kaplicy Paulińskiej w Watykanie) czy Taddeo Zuccari (w kościele San Marcello na via del Corso). Zmiana nastąpiła raczej w Caravaggiu, który, nabywszy lepszej wiedzy o miejscu przeznaczenia obrazów, uznał, że przedstawienia świętych Piotra i Pawła muszą być czystsze, mniej skłębione, pozbawione drugoplanowych postaci.
W Rzymie Piotr i Paweł w jednym stoją domu, Piotr bardziej na górze niż Paweł. Piotr trzyma w ręku klucz, Paweł - miecz, którym został ścięty. Na ich wspólne święto, w rocznicę ich oddzielnych, ale i wspólnych przez męczeństwo śmierci, które zostały im zadane tego samego dnia 29 czerwca 67 roku, rzymianie mają dzień wolny od szkoły i pracy. Każdy z nich miał inną osobistą historię, inną sprawę z Jezusem, inną misję. Ale spotkali się, zdążyli spojrzeć sobie w oczy. Uwierzy w to, kto patrzy w Galerii Barberini na obaz zbyt słabo znanego, znakomitego Giovanniego Serondine, z około 1625 roku. Dzieło bywa nazywane spotkaniem Piotra i Pawła, albo rozsataniem Piotra i Pawła, choć dwa momenty stapiają się w jedno - w uścisk dłoni pomiędzy witaj a żegnaj, we wzajemne ukłucie wzrokiem pomiędzy niech będzie pochwalony, a bywaj, do zobaczenia.
Dokąd szli, jeden i drugi, kiedy się spotkali, co do tego istnieją wersje kanoniczne i legendarne. O wersji, według której Piotr został ukrzyżowany nie w Watykanie, lecz na Janiculum, już mówiliśmy. Co do Pawła, miejsce jego śmierci czczone jest na zapleczu via Laurentina, w miejscowości określanej w starożytności, a bywa, że i do dziś (choć teraz znajduje się w granicach Rzymu), jako ad Aquas Salvias. Głowa apostoła, odcięta od "kapitelu ciała" (Herbert), trzykrotnie odbiła się od ziemi, jak piłka, i w tych miejscach trysnęły trzy źródła: ciepłe, letnie i zimne. Źródła zamyka teraz w swoich granicach jedna z trzech świątyń znajdujących się na terenie klasztornym określanym jako Opactwo Trzech Fontann (Abbazia delle Tre Fontane). Źródła to szemrzą, to bulgocą, to znów kipią, można zobaczyć ich kipiel, lecz nie zakłócają spokoju tego miejsca, znaczonego trzema budowlami, któremu wygląd pustelni nadali cystersi, i które w XIX wieku od zawalenia uratowali trapiści. To jedno z najbardziej uduchowionych miejsc w Rzymie, najbardziej sprzyjających modlitwie nawet tych, którzy nie wierzą. Ocalającym spokój szczęściem tego miejsca, i naszym, jest zapomnienie, w jakie wpędziła je pobliska kaplica Matki Bożej Objawienia (Vergine della Rivelazione), której powstanie i rozgłos wiąże się z czasem znacznie późniejszym niż ścięcie świętego Pawła, prawie naszym. Stoi bowiem ta kaplica w miejscu, gdzie w 1947 roku rzymski motorniczy, protestant o nazwisku Cornacchiola, ujrzał w porośniętej laskiem jaskini Najświętszą Marię Pannę. Sam, kiedy po raz pierwszy zacząłem szukać opactwa Trzech Fontann, zwiedziony sznurem aut, skręciłem za nimi mylnie do jaskini. Setki ludzi przyklejały karteczki z modlitwami i podziękowaniami dla Madonny, nie znalazłem za to ani śladu świętego Pawła. Kiedy pytałem, nikt o opactwie nawet nie słyszał. Nawet ksiądz, który odprawił właśnie najświętszą ofiarę. Dopiero taksówkarz, który przywiózł pątnika do jaskini, powiedział, że trzy fontanny są dokładnie na wprost, po drugiej stronie Laurentiny.
Rok świętego Pawła, który, w dwutysięczną rocznicę urodzin, trwał od czerwca 2008 do czerwca 2009 roku, przyniósł potwierdzenie, że ciało trzynastego apostoła spoczywa, jak wszyscy i tak wierzyli bez węglowych potwierdzeń, pod ołtarzem papieskim bazyliki świętego Pawła, opatrzonej w nazwie uściśleniem, że jest za murami (San Paolo fuori le Mura). O całym obszarze, który ciągnie się od bramy świętego Pawła (tej, która stoi przy piramidzie i przy cmentarzu obcych), przez bazylikę po opactwo Trzech Fontann, mówi się, że jest dzielnicą świętego Pawła, lub dzielnicą Ostiense, czyli prowadzącą do Ostii. W tej samej dzielnicy, w katakumbach świętej Tekli, znaleziono w trakcie rocznicowej krzątaniny najstarszy znany wizerunek Pawła, zachowujący te same cechy myśliciela, które przekazane zostały również przez późniejsze świadectwa. Ostiense, jak pamiętasz być może, jest przybraną ojczyzną Pasoliniego, tam zaczęła się jego jazda, z młodziutkim Pino Pelosim, po śmierć na plaży. Ciekawe, że Paweł był ulubionym apostołem Pasoliniego. W 1968 roku reżyser pracował nad scenariuszem fo filmu, którego Paweł miał być bohaterem, terenem jego apostolatu miał być obszar atlantycki, Ameryka i Europa zachodnia, a epoką - czas od zakończenia II wojny światowej. On sam miał uosabiać nonkonformizm, niespokojną obecność Boga na ziemi, przeciwstawioną ucieczce w świat "kryształowych pojęć" (znów Herbert). Szkoda, że film nie powstał. Za to scenariusz został wydany i można zderzyć się z jego uwodzicielskim radykalizmem.