http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Raj, Pieśń XVII

Jarosław Mikołajewski
2010-11-22, ostatnia aktualizacja 2010-11-22 17:45

Dolina Jozafata

GALERIA BORGHESE, RZEŹBA
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
GALERIA BORGHESE, RZEŹBA "ZWYCIĘSKA WENUS" CANOVY - JEST TO PORTRET PAULINY...
GALERIA BORGHESE, SALA CESARZY - RZEŹBA
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
GALERIA BORGHESE, SALA CESARZY - RZEŹBA "PORWANIE PROZERPINY" BERNINIEGO
GALERIA BORGHESE, RZEŹBA
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
GALERIA BORGHESE, RZEŹBA "APOLLO I DAFNE" BERNINIEGO
RAPORTY
W pieśni XVII Raju Cacciaguida przepowiada Dantemu rzeczy, które już się zdarzyły. Przypomnijmy: Dante zaczyna pisać Komedię w 1304 roku, lecz jej akcja rozgrywa się w roku 1300, więc poecie łatwo jest włożyć w usta pradziadka słowa, które są już spełnione - o wygnaniu i samotności, które już go dotknęły, o wzgardzie, której doświadczył. Jednak to nie przepowiednia spełniona w chwili jej wyrażania wprowadza nas dzisiaj do Rzymu, lecz ten króciutki obrazek na zakończenie pieśni, synteza wszystkich światów poza światem, które w dosłownym przekładzie zamajaczyłyby w takich słowach:

... są pokazane tobie w tych kręgach,
Na górze i w bolesnej dolinie...


Kręgi nieba, góra i bolesna dolina - Raj, Czyściec i Piekło - są wszystkie naraz w Villi Borghese, o której powiemy dziś sobie więc tyle, ile chcemy sobie powiedzieć, nie więcej.

O Villi Borghese mówiliśmy dotychczas tylko na marginesie szkiców o piniach i o kardynale Scypionie, który wątpliwymi środkami stworzył niewątpliwie przejmującą kolekcję, z Caravaggiem, Berninim, Antonellem z Messyny, Rafaelem i kim tylko chcemy. Wszystkie te dzieła to jednak byłoby wciąż za mało wobec ambicji, którą zgłasza dziś Dante, śmielszą od Alephu Borghesa - by w jednym miejscu świata znaleźć wszystkie zaświaty, widoczne naraz, pogodzone w różnorodnym pejzażu.

Cechą Villi, na którą rzadko się zwraca uwagę, jest jej naturalne zanurzenie w Mieście, bez przesadnych bram i ogrodzeń. Jak z lasu na polanę, z początku nie rozpoznaną i nieogarnioną, można wejść do niej, czyli do parku, od Porta Pinciana, czyli od via Vittorio Veneto, zostawiając za sobą blaski Dolce Vita, albo od drugiej strony, od via Giulia, mając za plecami Muzeum Etruskie i wydział architektury ze wspomnieniem rewolty 1968 roku. Można zacząć od Monti Parioli, od Piazzale Flaminio, i na kilka jeszcze sposobów, ale ja radzę od Piazza del Popolo, od stromej wspinaczki na sterczące nad placem Pincio. Na taras Pincio można wejść również sprytniej, mniej stromą drogą - od szczytu Schodów Hiszpańskich, wzdłuż Villa Medici, przecinając skwer Mickiewicza. Pierwsza droga jest trudna i krótka, druga długa i krajobrazowa, ale obie prowadzą na taras, z którego można spojrzeć na dachy Rzymu, na plac, przez filigran konturów par, które na Pincio właśnie całują się chyba najchętniej na świecie, a przynajmniej w Rzymie.

Idąc dalej, wśród głów bohaterów narodowego zjednoczenia, mija się teatrzyk San Carlino, gdzie neapolitańska grupa administrowana przez Niemca, gra dla dzieci również polskie spektakle, o Chopinie i Smoku Wawelskim, mija się też kawiarnię dell'Orologio (w której pracuje bodaj najbardziej malowniczy barman, w całkiem brytyjskim stylu), mija się zegar wodny, wchodzi się na pomost nad ruchliwą arterią Muro Torto, następnie w wysadzaną magnoliami aleję, po której obu stronach otwierają się pierwsze połoniny niebios. Polegują na nich kochankowie, biwakują rodziny, leżakują do dojrzałości licealiści i studenci. W tej części parku, przepołowionego przez rondo delle Canestre, biją również źródła gwaru i hałasu. Tego, który da się znieść, czyli popisów wrotkarzy i rolkarzy (mistrzów w każdym wieku, którzy ustawiają sobie tory przeszkód i pokonują je podziwiani przez zakochane nastolatki i zachwyconych adeptów), i tych, które są zmorą parków i kurortów, czyli samochodów na pedały, które nie pozwalają się zagubić w myślach, bo zgilotynują zamyślonym nogi równo na wysokości piszczeli.

Ale nie tutaj jeszcze bije ta rozpierająca piersi, do zachłyśnięcia, radość Villi Borghese, płynąca z harmonii nieba, wzgórza i bolesnej doliny. Po nią trzeba pójść dalej, w kierunku galerii, przechodząc przez rondo delle Canestre, z którego rozchodzą się drogi prowadzące na Piazza del Popolo i na via Vittorio Veneto, i po chwili zacznie rysować się ukochany spektakl. Lecz jeszcze pozwlekajmy, zajrzymy nad jeziorko po lewej, z kawiarnią, za którą jest plac z posągami pisarzy o imionach nieznanych w części, bo przecież Gogola i Sienkiewicza rozpoznamy z łatwością, zerknijmy też, po prawej, na rozczulające rozmiarami pokaźnej zabawki Cinema dei Piccoli, czyli Kino Maluchów, lecz miejsce, które skupia w sobie wszystkie miejsca świata zaczyna się dopiero od maleńkiego wzgórza, na którym stoi tak zwany (myląco) Domek Rafaela, z kościółkiem i ośrodkiem zabaw dla dzieci.

I kiedy tam staniesz, Wędrowcze, jak ja lubię stawać, albo usiądziesz, jak i ja lubię, na wielkim pniu niczym gigant powalony na trawę, zacznie się dla Ciebie ta wielka duchowa. Ale i zmysłowa przygoda, przez którą nie będziesz zazdrościł Dantemu. Usiądź i rozpoznaj teren. Polanka schodzi do placu Sieneńskiego, który nazywa się, jak się nazywa, dla przypomnienia, że rodzina Borghese pochodzi ze Sieny. Odbywają się tutaj zawody konne i koncerty, ale nie myśl o nich w tej chwili. Lekko bielejący budynek za krzakami, nieco po lewej, to teatr szekspirowski. Lecz najciekawsze jest to, co ukrywa się przed tobą na wprost - Valle Giulia, wąwóz, biegnący prostokątnie do Twojego wzroku. Pamiętaj, że nad nim, po drugiej stronie, w górnej części jest galeria Borghese, niżej zoo i schronisko dla psów.

Ale już dość męczących informacji. Czas na logos. Oto kręgi, o których mówi Dante: czasze pinii nad tobą. Oto wzgórze: na którym siedzisz. Oto bolesna dolina: do której zejdź natychmiast, kiedy już się napatrzysz. I kiedy będziesz nią schodził, ze świadomością, że cała sztuka i cała natura, wszystkie cienie i blaski kładą się na jej zboczach, i kiedy zobaczysz innych, którzy schodzą razem z tobą, choć niezależnie od ciebie, a wśród tych innych są nie tylko osoby ludzkie, lecz również psy, czasem konie, i kiedy do twoich uszu dotrą głosy zwierząt, ludzi i maszyn, zrozumiesz, że jesteś gdzie Dante, wszędzie ze wszystkimi, na amen.

Po raz drugi w rzymskiej pozwalam sobie przytoczyć własny wiersz, tym razem napisany już cztery lata temu, bo od lat czterech to wrażenie tkwi we mnie, a spektakl powtarza się zawsze, nieuchronnie, i za każdym razem jest ta wędrówka jak oswojenie ze śmiercią, a jeszcze bardziej niż ono, jak pogodzenie z życiem, jakiekolwiek jest w chwili, kiedy ja jestem.

dolina

do valle giulia schodzę razem z julią

razem z nami schodzą panowie i panie
a z nimi psy nieuwiązane

i żona schodzi
i dwie starsze córki

a każda w portfeliku ma zdjęcia
obu babć
dziadka
i drugiego dziadka
który do valle zszedł z nami już dawno

kiedy schodzimy
słychać słonie
i pawie

może to tygrys pyta julka

może

w valle giulia
słońcu kłania się trawa
a słońce trawie
i jest to słońce w trawie jak lew
który wgryza się w ziemię

i jest to dziwna pogoda jak na ten sezon zimowy
nawet tu w rzymie gdzie w styczniu najwyżej
stopni dziesięć a tu proszę

tak ciepło o tej porze wieczornej
że z domów wychodzą
i schodzą z nami na dno valle giulia
syreny miejskie i syreny morskie
ukwiały i kwiaty
egipcjanie
sprzedawcy
masażyści i księża

fryzjerki o nogach różnego rodzaju


te co wyżej długie
które niżej krótkie

a każdy moczy stopy w swoim cieniu
który spływa po trawie jak strumyk


  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':