http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Raj, Pieśń XV

Jarosław Mikołajewski
2010-11-05, ostatnia aktualizacja 2010-11-05 18:53

Blade i smutne ciało

Panorama Rzymu od strony Fontanny del Aqua Paola
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Panorama Rzymu od strony Fontanny del Aqua Paola
Panorama Rzymu od strony Fontanny del Aqua Paola
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Panorama Rzymu od strony Fontanny del Aqua Paola
RAPORTY
Im dalej w Raj, tym trudniej odbić się od rzeczywistości, którą opisuje Dante, do tej, po której chodzimy. Czyli od boskiej do rzymskiej. Drogą niebios są połoniny niebieskie, ścieżkę Rzymu oblekają kamień i twarda skóra na podeszwie stopy, coraz częściej więc piszę wędrówki z wrażeniem nieprzystawalności, ryzyka samego pomysłu. Lecz cóż robić? Wskażcie mi inny, lepszy porządek dla Miasta, uwzględniający zaskoczenie i przypadek wpisane w jego naturę, oraz aspirację do nieodgadnionej harmonii... Nic z tego, nie słyszę lepszych podszeptów, więc biorę co mam i idę dalej, z nadzieją, że znajdziesz dość siły i ciekawości, żeby iść ze mną.

Oto doszliśmy do miejsca, gdzie Dante spotyka się ze swoim przodkiem, Cacciaguidą, a ten w końcówce pieśni takimi krótkimi słowy (w polszczyźnie Porębowicza) opowiada o sobie:

... chadzałem z cesarzem Konradem;
On mię pasować raczył na rycerza,
Tak za mą prawą służbę był mi raden.

Lud wojowałem, co święte wybrzeża
Fałszywą wiarą plugawi, w zdobyczy
Zabrane z winy naszego pasterza.

A potem byłem od szkaradnej dziczy
Zbawion żywota, który w mętnym zdroju
Da czerpać duszom ułudnej zdobyczy,

I z męki wszedłem do niebios pokoju.


Mówiąc na skróty, Cacciaguida, florencki przodek Dantego, walczył u boku Konrada III w drugiej krucjacie o odzyskanie świętych miejsc chrześcijaństwa, i zginął śmiercią, która była mu przepustką do Raju. I tak oto, zbójnickim prawem skojarzeń, doszliśmy do kościółka świętego Onufrego na Janikulum, a to z dwóch przyczyn: bo kościółkiem opiekuje się Zakon Rycerski Świętego Grobu Bożego w Jerozolimie, lecz przede wszystkim dlatego, że spoczywa w nim Torquato Tasso, autor "Jerozolimy Wyzwolonej". Choć nie bez znaczenia jest sama uroda miejsca, którego by dotknąć klawiaturą, długo czekałem na pretekst.

Do odwiedzenia świętego Onufrego podchodziłem kilkakrotnie, bez skutku. Przede wszystkim dlatego, że bardzo trudno jest trafić w godziny, kiedy jest on otwarty, a kiedy jest już otwarty, trudno zaparkować samochód, ponieważ do kościoła przylega szpital pediatryczny pod wezwaniem Dzieciątka Jezus (Bambin Gesu) i miejsca parkingowe zajmują rodziny chorych dzieci. I tak, zamiast szukać miejsca pod kościołem, proponuję zatrzymać się - o co łatwiej - gdzieś na szczycie Janikulum, skąd oglądaliśmy już dachy Rzymu i turkusowe widma Apeninów, w cieniu pomnika Garibaldiego lub jego żony Anity, i zejść łagodnym nachyłem drogi janikulańskiej (Gianicolense) patrząc, jak widok Rzymu spłaszcza się, wyłuskuje dla oczu szczegóły, ujędrnia barwy, które na sam wierzchołek docierają w odcieniach znacznie bardziej mdłych.

Zanim dotrzemy do kościółka, serpentyna doprowadzi nas do szkieletu wypalonego drzewa, zawieszonego na metalowych belkach - dębu Tassa, pod którym w 1595 roku, roku swojej śmierci, siadywał i trawił resztki życia na próbach pogodzenia własnej porywczości, depresji i rozdwojenia z harmonią natury. Po wizycie na Janikulum, pod datą 16 lutego 1787 roku, zapisał Goethe (w przekładzie Henryka Krzeczkowskiego): "po dłuższym spacerze dotarliśmy do San Onofrio, gdzie w jednym z zakątków kościoła leży pochowany Tasso. W klasztornej bibliotece stoi popiersie poety. Twarz jest z wosku; przypuszczam, że jest to maska pośmiertna. Niezbyt wyrazista, w kilku miejscach uszkodzona, lecz lepiej niż wszystkie inne portrety pozwala dostrzec rysy człowieka utalentowanego, subtelnego, szlachetnego i zamkniętego w sobie".

Goethe pielgrzymował do szczątków i prawdopodobnego wizerunku bohatera dramatu, który zaczął pisać w 1780 roku w Weimarze. Dla nas autor "Jerozolimy" jest chyba martwym, choć pięknym rozdziałem włoskiej epiki, a najmocniej, przez melancholijne rysy na masce pośmiertnej i na innych podobiznach, przedziera się dramat człowieka ubezwłasnowolnionego, zdradzonego w przyjaźni przez książąt d'Este, odartego z praw do redakcji własnego tekstu, urażonego obietnicą poetyckiego lauru, spełnioną dopiero po śmierci. W przylegającym do kościoła klasztorze, w pokojach, które zajmował, jest małe muzeum, i zebrane w nim rękopisy są jak garstka prochu pozostała po spalonym bohaterze. Poświęcona mu kaplica, pierwsza, która otwiera się w lewej nawie, zdradza brak wewnętrznej równowagi mieszkańca ukrytego w nim grobu. Prostokątna, wydłużona, nie skupia uwagi na pomniku czy portrecie. Raczej oddala od istoty jej szalonego i natchnionego mieszkańca.

Co zatrzymuje mnie, kiedy patrzę na rozmaite jego wizerunki, z których da się wyłowić jakiś wspólny smak, zasmucenie, to pytanie, jaki to klimat przełomu XVI i XVII wieku sprzyjał utracie równowagi, która strąca w szaleństwo, gwałt na sobie i innych, takich gigantów jak Tasso właśnie, kilka lat później Carracci i Caravaggio, czy, jeszcze później, Borromini. I, jak wchodząc do kościoła myślałem, że nie ma nic smutniejszego od chorych dzieci w Bambino Gesu, zrównuję teraz poczucie współczucia dla ich rodziców z poczuciem litości dla tych, którzy z miłością muszą patrzeć na starzejących się, albo już starych ojców, których dopada nagle śmiertelny smutek. Samobójcza depresja.

Kościółek, jako się rzekło, znajduje się pod opieką Bożogrobców, lecz to dopiero od 1945 roku, i opiekunowie nie wydają się odciskać piętna na jego świętości. Jest śliczny, oblepiony, jak wiele innych kościołów, cieniem, który nazwałem niedawno, na marginesie innych kościołów, niepranym muślinem, a na który, w zapisku z tego samego dnia, kiedy odwiedził Tassa, lecz na marginesie Michała Anioła, Goethe znalazł inną definicję: "Wybraliśmy się do Kaplicy Sykstyńskiej na święcenie świec. Poczułem się nieswojo i razem z przyjaciółmi wyszliśmy szybko z kościoła, bo pomyślałem sobie, że te właśnie świece od trzystu lat zaćmiewają cudowne freski i że to właśnie kadzidło ze świętym bezwstydem nie tylko przesłania swymi obłokami niepowtarzalne dzieło sztuki, ale z roku na rok w coraz głębszym pogrąża je mroku, aż w końcu utonie ono całkiem w ciemnościach". Świętego Onufrego nie rozsadzają co prawda arcydzieła, lecz z wielkim uczestnictwem oglądam freski Peruzziego z Madonną w kanciastej absydzie, czy półnaiwne jeszcze Zwiastowanie Antoniazza, z bez reszty naiwnym już Bogiem, w pierwszej prawej kaplicy.

Z tym, że do kościółka świętego Onufrego chodzi się w równym co najmniej stopniu po Tassa i po Peruzziego, co po taras po lewej stronie, z widokiem na bliskie już dachy Miasta, i, przede wszystkim, po delikatne, jaskółcze chiostro, a w nim - po najbardziej ze znanych mi dosadny portret starości, powtarzany w kilkudziesięciu przedstawieniach świętego Onufrego. Ich bohaterem jest święty anachoreta, żyjący w V wieku na pustkowiu przez siedemdziesiąt lat, nagi, w miejscach wstydu przykryty samą długą brodą.

Pisał Cesare Pavese w wierszu "Atawizm" z punktu widzenia chłopca, oszołomionego własnym rozkwitem:

Mając ciało powinno się na nie patrzeć. Chłopiec
nie wie czy każdy ma ciało. Pomarszczony staruszek
który przechodził tędy o świcie nie może nie mieć
tak bladego i smutnego ciała, nie może mieć
niczego co tak bardzo przeraża. Nie są nadzy
nawet dorośli ani kobiety karmiące piersią
dzieci. Jedynie chłopcy posiadają ciało...


Rzeczywiście, staruszek Onufry na freskach w chiostro klasztoru własnego imienia nie wydaje się nagi, bo chyba nie ma już ciała. Jest hostią zanurzoną od siedemdziesięciu lat w zimnej wodzie tej samej Bożej miłości, która Torquata nawiedzała pod postacią wielokształtnego płomienia.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':