http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Raj, Pieśń XIII

Jarosław Mikołajewski
2010-10-22, ostatnia aktualizacja 2010-10-22 21:15

Komedia

Ołtarz Pokoju
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Ołtarz Pokoju
Ołtarz Pokoju
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Ołtarz Pokoju
Wilczyca kapitolińska, najbardziej znany symbol Rzymu
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Wilczyca kapitolińska, najbardziej znany symbol Rzymu
RAPORTY
Wzniosły jest początek XIII Pieśni Raju. W pierwszych słowach goreją gwiazdy, w drugich i trzecich święty Tomasz porusza rzeczy, o których nie śniło się teologom, a ja korzystam z tego, że poemat Dantego to nie tylko "Boska", lecz również "Komedia", a komedia, jak sam wyjaśniał poeta w liście do władcy Werony i przyjaciela Cangrande della Scala, zaczyna się szorstko i trudno, a kończy łagodnie, jej język jest natomiast pokorny i prosty. Czyli dzieje się w niej tak, jak w zakończeniu pieśni, która nas dzisiaj (w kategorycznym przekładzie Korsaka) inspiruje:

Człowiek co w sądach swoich jest zbyt śmiałym,
Ocenia zboże w kłosie niedośpiałym:
Widziałem zimą krzew nagi, a latem
Błyszczał bogatą zielenią i kwiatem;
Widziałem okręt co morza przepłynął,
A w swoim porcie rozbił się i zginął.
Pietrze czy Pawle, widząc jak ten kradnie,
Ów uposaża kościoły przykładnie,
Sąd o nich lepiej zdaj na sądy Boże,
Gdy pierwszy powstać, drugi upaść może.


Na początku pieśni - gwiazdy i Boża mądrość. Na końcu - prosta nauczka o tym, że nie wolno chwalić dnia przed zachodem. W pierwszych wersach - kunsztowne pojęcia i subtelne wywody. W ostatnich - najprostsze przykłady. I jeśli wymienia się tutaj świętych patronów Rzymu, to tylko dzięki inwencji tłumacza. W oryginale mówi Dante ustami świętego Tomasza lub, jak kto woli, święty Tomasz ustami Dantego: "Niech nie myślą pani Berta i pan Martino", co znaczy ni mniej, ni więcej, tylko "niech nie myśli jeden z drugim". W chwili, kiedy piszę, co piszę, najprostsza z komicznych dróg Rzymu, w dantejskim znaczeniu pojęcia "komedia", mieści się w czterech ścianach przeszklonego pawilonu, który jest bodaj jedyną powojenną inwestycją w ścisłym centrum miasta. Łatwo go zobaczyć, a wielu z tych, którzy go widzą, zgrzytają zębami, tak podobno jest banalny i prosty, ani elegancki, ani skromny, jak akwarium ze steropianu albo pojemnik na lody ze szkła. I nie wiadomo z jakiego powodu zastąpił wcześniejszy, wzniesiony w duchu racjonalizmu, czyli, mówiąc dobitnie, realizmu faszystowskiego. Mówię "podobno", bo we mnie pawilon niechęci nie budzi, chociaż codziennie patrzę na niego z okien Instytutu Polskiego, czyli Pałacu Blumenstihlów, z drugiej strony Tybru.

Owszem, ma w sobie coś ze szkolnej gabloty, w której wystawiono najpiękniejszą pamiątkę z wakacji, lecz jej kanciasta śnieżność tak bardzo odstaje od rzymskich kolorów i form, że dociera do mnie jak jajo ptaka z jakiejś nowej mitologii, nieświadomej miejsca, w którym próbuje uwić gniazdo i opowiedzieć swoją prahistorię.

W "tece", jak obiekt nazywają rzymianie, mieści się Ara Pacis, czyli Ołtarz Pokoju. Ołtarz, wykonany blisko roku narodzin Chrystusa z woli Augusta potwierdzonej dekretem Senatu, nie jest tak interesujący jak jego ogrodzenie. Nie zatrzymam się na dłużej przy tej szkatułkowej konstrukcji, poświęconej dziełu cesarza i pokojowi, który zaprowadził właśnie w Hiszpanii i Galicji, choć z pewnością zalecam medytację płaskorzeźby ze starożytną procesją, a zwłaszcza przejmujące sceny zwierzęcych ofiar.

A z nią - spacer wokół zdziczałego cesarskiego grobowca, osadzonego za wyszydzonym pawilonem Richarda Meiera. Lecz moją uwagę przyciąga dziś wystawa czasowa, jedna z tych, które w to bardziej, to mniej udanym wyrazie rozmieszcza się w wolnych od ołtarza przeszklonych przestrzeniach teki. Najbardziej kolorową była wystawa projektów Valentino, najciekawszą - opowieść o moim ukochanym poecie i pieśniarzu Fabrizio De André. Obecnie plakiety z pokojowym dziełem Augusta pokrywa wystawa konkursowych pomysłów na logo Rzymu, którym Miasto posługiwać się będzie przy turystycznej i kulturalnej autopromocji.

Projektów jest kilkadziesiąt, uczepione są na planszach rozwieszonych na zaokrąglonych ściankach, które otulają wnętrze akwarium i skłaniają do zastanowienia nad rzymską istotą. Łatwo bowiem rzucić takie hasło - logo Rzymu. Lecz co niby miałoby być trafnym znakiem tego Miasta? Znakiem, czyli wywoławczą ikoną, która uruchamia łańcuchy skojarzeń, a równocześnie dotyka jego istoty... Pytanie to każe mi przejrzeć dotychczasowe szkice "Rzymskiej Komedii" z nadzieją, że znajdę w nich coś, co je łączy, jakiś wspólny znak wodny, który dałby się może przetłumaczyć na znaczący bazgroł, graficzny sznyt, i połączyłby wszystko, co wydaje się rozproszone.

Po przekartkowaniu osiemdziesięciu odcinków zamykam oczy i mówię, jako się rzekło, na oślep: zagubienie, różnorodność, stawanie się, ruch, zwrot, pinia, stopy wędrowca... Otwieram oczy na projekty grafików i widzę, że prawie na każdym Rzym symbolizuje wilczyca, w różnych odmianach i destylacjach. Na ogół z bliźniakami, choć także bez. A jeśli z bliźniakami, to miewają one kształt wymyślny lub prosty, na przykład cudzysłowu albo osesków, które drą się o mleko. Sama wilczyca bywa złożona z odpowiednio skręconej litery R, bywa cieniem albo klasycznym zwierzęciem, któremu nogi układają sie w antyczne arkady. Wilczycy nie znajduję tylko na kilku projektach. Napisy układają się, rzecz jasna, w święte imię ROMA, choć nie zawsze wprost, bo czasami na wspak, w jeszcze świętsze AMOR. Na projekcie, który ostatecznie zwyciężył, wilczycy wolno się zaledwie domyslać - stoi na kapitelu jońskiej kolumny skrojonej z wydekoltowanej litery M w Roma. Lecz oto dowiaduję się, że ktoś autorowi zwycięskiego projektu wytoczył proces, bo ten skradł go z odrzuconych pomysłów kogo innego. Czyli znów przyjdzie gubić się w Rzymie, nie wiedzieć, co jest jego sednem.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':