Choć narratorem pieśni XI jest Teolog z Akwinu, należy ona niepodzielnie do Biedaczyny z Asyżu, o którym tak oto, między innymi - zgodnie z tym, co via Porębowicz relacjonuje Dante - opowiada święty Tomasz:
Tak poszedł ojciec i mistrz ze swym gronkiem
Dobranym: z panią i czeladką chętną,
Już opasaną pokornym postronkiem.
Ni mu chmurzyło czoła wstydu piętno,
Choć się urodził synem Bernardona
I miał urodę oczom nieponętną.
Lecz po królewsku zamiarów dokona,
odkrywszy trudny plan przez Innocentem...
Panią, którą Tomasz widzi u boku Franciszka, jest jego małżonka Bieda, czeladką pierwsi uczniowie, których zabrał do Rzymu, by razem z nimi błagać papieża o zatwierdzenie reguły, a Innocentem Innocenty III. Regułę, na którą składało się kilka wyjątków z Ewangelii, papież po chwili wahania zatwierdził, a rzecz miała się na Lateranie, w bazylice świętego Jana, która prezentowała się wtenczas, czyli w roku 1209, zupełnie inaczej niż teraz. A żeby zobaczyć, jaka jej prezencja być mogła, przenieśmy się do Asyżu, gdzie w Bazylice świętego Franciszka, wśród odsłon cyklu malowanego przez Giotta (który, przypomnijmy, był przyjacielem Dantego) znajdziemy dwa przedstawienia Lateranu. Tropicieli architektonicznej prawdy freski Giotta zawiodą, ale mnie cieszą, bo bazylika świętego Jana wygląda na nich jak na dziecięcych rysunkach, i ma to swój sens.
Na jednym z fresków papież śpi w najlepsze pod baldachimem, w pełnym papieskim rynsztunku, mając za szlafmycę swą pontyfikalną, spiczastą czapę, w asyście dwóch strażników, a tuż obok niego namalowana jest jego senna wizja: bazylika na Lateranie chyli się ku upadkowi i pewnie zawaliłaby się na dobre, gdyby nie Franciszek w habicie, który podpiera ją ramieniem. Franciszek jest chudziną, Biedaczyną, lecz w jego rękach, wobec jego mocy cherlawej po ludzku, lecz po Bożemu ogromnej, bazylika jest jak zabaweczka, z wątłymi kolumienkami i dzwonnicą jak z cukru. Inny fresk, już nie tak baśniowy, pokazuje zatwierdzenie reguły: w bogatym wnętrzu świątyni Franciszek klęczy, za nim uczniowie składają dłonie, a papież wychyla się z szeregu sztywnych biskupów i błogosławi. Wolno wierzyć, że rozpoznał w Biedaczynie siłacza, który we śnie uratował mu kościół, i że odczytał ten sen alegorycznie. Wolno wierzyć i w to, że na tym przedstawieniu Giotta wzorował się Franco Zeffirelli kręcąc scenę zatwierdzenia pierwszej reguły w filmie "Fratello sole, sorella luna". A po to, by możliwie najlepiej i najkrócej scharakteryzować ducha, jakiego Franciszek obnosił po Rzymie, zacytuję fragment ułożonej przez niego samego "Pochwały stworzeń":
Pochwalony bądź, mój Panie,
Z każdym Twoim stworzeniem,
zwłaszcza z panem Słońcem, bratem,
który jest światłem i który dzień rozsnuwa nad światem.
A on jest piękny i w krąg rozsiewa promienie:
o Tobie, Najwyższy, daje wyobrażenie.
Pochwalony bądź, mój Panie, z gwiazdami i z bratem Księżycem:
u Ciebie są jasne, cenne i piękne nad ziemi obliczem.
I jeszcze przez brata Wiatr bądź pochwalony, mój Panie,
przez powietrze, przez chmurną, łagodną i wszelką pogodę,
przez którą stworzeniom dajesz utrzymanie.
Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę Wodę,
która jest potrzebna, pokorna, cenna i wspaniała.
Przez brata Ogień, mój Panie, niech będzie Ci chwała,
przez który świecisz nam w nocy:
jest piękny i krzepki, pełen radości i mocy.
Pochwalony bądź, mój Panie, przez naszą rodzicielkę
siostrę Ziemię, żywicielkę i pocieszycielkę,
która ofiarowuje nam barwne kwiaty, trawy i owoce.
Pochwalony bądź, mój Panie, przez tych, którzy dla Twojej miłości
przebaczają i sami znoszą wszelkie słabości.
Błogosławieni, którzy w ciszy znoszą udręki,
albowiem koronę przyjmą z Twojej ręki.
Przez naszą siostrę Śmierć cielesną bądź pochwalony, mój Boże,
przed którą żaden żywy człowiek uciec nie może...
I sam już widzisz, Wędrowcze, że ma się Franciszek do Lateranu - który był wówczas tym, czym jest teraz Bazylika świętego Piotra, matką i głową wszystkich kościołów i całego Kościoła, a w tej chwili wciąż jest siedzibą papieża jako biskupa Rzymu, czyli rzymską katedrą - jak nos do pięści. A skoro widzisz, to rozumiesz, dlaczego odpowiada mi baśniowa perspektywa, jaką budowli nadał Giotto, nikiforyzując ją na wspomnianych freskach do rozmiarów i do poetyki chatki z piernika.
Że Giotto znał model, łatwo to niby stwierdzić - na pierwszym filarze po prawej stronie wciąż jest niewielki fresk z wizerunkiem Bonifacego VIII, którego Dante znosił z takim trudem, w chwili, gdy ogłasza Jubileusz roku 1300. Z tym, że freski w Asyżu powstały o pięć lat wcześniej, i nie da się wykluczyć tego, co jednak się zdaje - że w cyklu o Biedaczynie Giotto malował Lateran idealny, wyobrażony, opowiedziany mu może przez Cimabuego, a może i przez Dantego. Lub malował go tak, jak zapamiętał z dzieciństwa.
Ale zaraz, dlaczego ja opowiadam o bazylice świętego Jana nie z bezpośredniego doświadczenia, tylko z malowideł stylizowanych, nagiętych do opowieści naiwnej, lub wyobrażonych, wyśnionych. Odpowiadam, Tobie lub sobie - właśnie dlatego, że wiąże mnie pretekst opowieści, którym jest święty Franciszek i jego pani Bieda, i tylko w tych przedstawieniach znajduję jakieś pogodzenie tej pięknej pary i Lateranu. Lirycznych odsłon bazyliki świętego Jana, w których imię Franciszek wymawiam bez poczucia niestosowności, jest kilka: wspomniany fresk Giotta na pierwszym filarze, podłoga układana przez rodzinę Cosmatich, cudowne chiostro z zielonym skwerem, do oglądania przez okna ujęte w kręcone kolumienki jak z cukru, z których, o ile je widział przed wykonaniem w Asyżu cyklu o Biedaczynie, Giotto być może wywiódł swój baśniowy obrazek. I mozaika w absydzie, na której jelenie piją wodę życia codziennego i tego na wieki. Zewnętrzna bryła i jej wewnętrzny negatyw tworzą zbyt wielkie i zbyt grubo ciosane pudło rezonansowe tej postaci i jej poezji, choć posąg Biedaczyny wspinającego się na Lateran po papieskie błogosławieństwo sugerowałby, że jest inaczej. Kiedy mówi się o świętym Franciszku w Rzymie, łatwiej mi jest wyobrazić go sobie jednak na Zatybrzu, w wycofanym z wielkokościelnego blichtru kościele San Francesco a Ripa, gdzie Franciszek się zatrzymywał i spał na kamiennej poduszce, przechowywanej zresztą tutaj do dziś. Lub w kościółku pod wezwaniem świętego Tomasza in Formis, do którego Biedaczynę zaprosił założyciel Trynitarzy, święty Jan z Mathy, widząc jak nieborak czeka pod Lateranem na papieskie posłuchanie.