http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Raj, Pieśń III

Jarosław Mikołajewski
2010-07-30, ostatnia aktualizacja 2010-07-30 18:01

Szczerba w skale

Muzea Watykańskie, fresk
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Muzea Watykańskie, fresk "Szkoła Ateńska"
Rzym, Więzienie Mamertyńskie
Fot. Jarosław Mikołajewski
Rzym, Więzienie Mamertyńskie
Bazylika św. Piotra w Okowach. Urna z łańcuchem św. Piotra (kajdany, którymi miał być skuty)
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Bazylika św. Piotra w Okowach. Urna z łańcuchem św. Piotra (kajdany, którymi...
Rzym, Więzienie Mamertyńskie
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Rzym, Więzienie Mamertyńskie
Kapitol, Kosciol św. Józefa Cieśli. Pod kościołem znajduje się Więzienie Mamertyńskie
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Kapitol, Kosciol św. Józefa Cieśli. Pod kościołem znajduje się Więzienie...
RAPORTY
Na zakończenie Pieśni trzeciej, nasyconej rozwiniętą teorią i praktyką nieba księżycowego, po rozmaitych widzeniach dusz tych, którzy tkwią nisko w hierarchii Raju, bo - cóż z tego, że nie z własnej winy - zerwali złożone śluby, Dante powraca spojrzeniem do Beatrycze, co w przekładzie Porębowicza trafia do nas takimi słowami:

Wzrok mój /.../

Na celu pragnień swoich znów się kładnie,



Ku Beatryczy obrócony cały.

Lecz grom piękności jej mię spiorunował

Tak, że źrenice zrazu nie zdzierżały,



I usta moje pytające skował.


Będzie więc dziś co nieco o gromie, a raczej o oślepiającym rozbłysku, i kiedy zamykam oczy, żeby zobaczyć, jaki obraz stanie mi przed oczami na hasło "rzymski rozbłysk", natychmiast eksploduje mi światło, które jest właściwym bohaterem fresku Rafaela z watykańskich komnat i go - fresk, nie Rafaela - rozsadza od środka.

Przedstawienie znajduje się w Sali Heliodora, nazywanej tak od obecnego tu "Wypędzenia Heliodora", a namalował je Rafael, podobnie jak inne dekoracje przesławnych stanc, czyli komnat, na zlecenie Juliusza II, papieża z rodu della Rovere, który w 1508 roku wezwał malarza z Florencji i od chwili, kiedy zobaczył realizację pierwszych zleceń, do śmierci nie miał wielkiej ochoty powierzać prac malarskich innym artystom. Do śmierci, czyli do lutego 1513 roku, kiedy Rafael skończył wspomniany fresk z rozbłyskiem - "Uwolnienie świętego Piotra z więzienia".

Bohaterem fresku jest pierwszy papież, w którego rysach Juliusz II mógł łatwo odnaleźć siebie, a historia uwolnienia zawiera trzy sceny. Na środku śpiącemu Piotrowi pojawia się anioł, za którego plecami otwiera się w ścianie świetlista dziura, podsuwająca mojej zdziecinniałej pamięci skojarzenie z płomiennym otworem z czołówki serialu "Bonanza". Po prawej anioł wyprowadza apostoła z celi. Po lewej strażnicy odkrywają nieobecność Piotra, czyli pustkę więzienia. Fresk jaki jest, każdy widzi, jedni się nim zachwycają, inni nie potrafią patrzeć na jego nadprzyrodzoną dynamikę z zachwytem, który w całości zaangażowali w odczytywanie racjonalnego porządku, postaci i hierarchii ze "Szkoły Ateńskiej" tegoż Rafaela, w tych samych komnatach. Ja, zainspirowany pamiętnym bez wątpienia rozbłyskiem, wracam po latach do miejsca, w którym scena z fresku się wydarzyła - do tak zwanego "mamertyńskiego" więzienia, na Kapitol. Przymiotnik "mamertyńskie" przewodnicy i przewodniki odmieniają na wszystkie sposoby, delektując się jego tajemniczym brzmieniem, jak gdyby mroczność była tu znakiem wtajemniczenia, wiedzy dla słuchających niedostępnej. Tymczasem dość przejrzeć kilka słowników, by stwierdzić, że nazwa więzienia trwa sobie w sposób nie tyle tajemny, co niezrozumiały, bez pewnej pamięci i źródłosłowie, pochodzi od Ancusa Marciusa, czwartego króla Rzymu z VII wieku przed Chrystusem, który (król, nie Chrystus) kazał skonstruować, a częściowo wydrążyć to pomieszczenie, lub od oskijskiej (od italskiego plemienia Osków) wersji imienia Mars - Mamers. Albo od czegoś innego.

Do celi, z której miał Piotra wyprowadzić anioł, można dojść od via dei Fori Imperiali, od spodu albo - lepiej - schodząc ze szczytu wzgórza, czyli z placu z Markiem Aureliuszem, na Forum Romanum. "Lepiej" nie tylko dlatego, że sprzed więzienia możemy sami, po raz kolejny i nigdy do syta, popatrzeć z góry na melancholijne ruiny, łowiąc ich obrys i treść, i wyobrazić sobie ich dawną ruchliwość i gwar, odtworzyć krzepki jeszcze, nieświadomy własnego schyłku świat, jaki żegnał Apostoł schodząc do groty i jaki witał na powrót, jakże wzmocniony w swoim stosunku do świata, kiedy anioł go wyprowadzał na wolność.

W porównaniu do mojej dawnej, przed laty, wizyty w celi, zaszły zmiany. Nie wchodzi się już, jak kiedyś, pod fasadę kościoła świętego Józefa, wzniesionego nad mamertyńskim więzieniem, lecz z boku, od schodów prowadzących z Kapitolu na Forum. Niemłoda pani, władająca wszystkimi językami świata z niezmiennym rzymskim akcentem, informuje, że od niedawna, od kilku dni, obowiązuje nowy program zwiedzania, a jako że ma on charakter eksperymentalny, zwiedzać będziemy za darmo. Wycieczka trwa minut czterdzieści, wpuszcza się naraz nie więcej niż 25 osób.

- Czterdzieści minut? - załamuje ręce przewodnik niemieckich turystów. - Przecież tam jest tylko więzienie

Bileterka zapewnia, że więzienie nie wyczerpuje eksperymentalnego programu, który jest bardzo ciekawy i przez te czterdzieści minut Niemcy nie będą się nudzić. Przewodnik macha ręką i wychodzi, my schodzimy do celi, a raczej do kaplicy nad celą.

Pomieszczenie ma duży swój urok, na ścianach są fragmenty fresków o świętym Piotrze, z właściwym dla malarstwa przed Giottem, Cimabuem i Cavallinim konturem ludzi, szat i ich fałd, wyraźnie oddzielającym materie i żywioły, wypełnionym jednobarwnymi, pozbawionymi cieniowania płaszczyznami sylwetek. Na jednym z nich Piotr jest nie tylko wolny od celi, lecz triumfuje w niebie tuż obok Chrystusa, głowa w głowę. Ale najpiękniejsza twarz Piotra znajduje się wciąż za kratą - odcisk głowy pierwszego papieża, wypalony w chwili, gdy strażnik nim cisnął o ścianę. Twarde, poszarpane rysy wgłębienia są dobrym i mniej oczywistym komentarzem do charakteru człowieka, któremu Jezus dał imię Skała.

Z kaplicy, wąskimi schodami, stając po drodze twarzą w twarz z okratowanym portretem Piotra, zstępuje się do ciasnej celi. Nie jest cela papieża mniej ciasna od więzień, które wieki później papieże kazali budować i które można oglądać w Zamku świętego Anioła. Ma swoją drogę do źródła i strzeże kolumny, do której mieli być przywiązani Piotr oraz Paweł.

Do tego miejsca trudno zrozumieć, na czym, prócz towarzyszącego nam komentarza z głośników, którego próbuję nie słyszeć, polega eksperymentalny charakter wycieczki, lecz za schodami, którymi bileterka prowadzi dalej, prawda eksperymentu zaczyna docierać nieuchronnie. W pierwszym z kolejnych pomieszczeń, wydzielonych sztucznymi ściankami, widzimy fragmenty krzyżujących się murów z różnych epok Miasta, i jest to wciąż piękne. Mniej piękne są kolorowe światła, które skaczą po wykopaliskach, a zdecydowanie najmniej piękny jest udramatyzowany komentarz, skonstruowany z kwestii wypowiadanych przez mury, kłócące się między sobą o palmę pierwszeństwa ze względu na rangę, wielkość lub wiek. Im dalej, tym bardziej się oddalamy od piękna, tym głębiej zapuszczamy się w podziemia żenady. W salce, do której wchodzimy za archeologicznym fragmentem murów, wyświetlany jest filmik, gdzie głos opowiada symboliczne historie wody, cieni, światła i duszy.

W jeszcze następnej, odgrodzonej dość nachalną imitacją muru, siadamy na kolorowych taboretach, żeby obejrzeć karuzelę wizerunków świętego Piotra w malarstwie, w tym na fresku Rafaela, lecz najbardziej trudny w odbiorze odcinek wycieczki czeka nas na zakończenie, w kaplicy Krzyża, której jednak dobrze się nie przyjrzymy, bo zaraz po wejściu gaszone jest światło i zaczyna się chyba najbardziej nieznośny spektakl na chrześcijańskim świecie. Wiszący nad ołtarzem ukrzyżowany Chrystus poddany zostaje siekaninie świateł, w tempie obłędnego techno oświetlane są uda Jezusa, ramiona, tułów, to lewa strona, to prawa, i należy bez wątpienia ten spektakl do najbardziej surowych prób, na jakie kiedykolwiek wystawiono już i tak umęczone ciało Zbawiciela, torturą, przy której trójwymiarowy Chrystus na krzyżu, który ze straganów puszcza do nas oko to dziecinada.

I kiedy, słuchając emfatycznego komentarza o cierpieniu, zastanawiam się nad tym, dla kogo jest cały ten pokaz i katecheza, którą odbieramy na odcinku od celi i murów do wyjścia, nasuwa mi się podejrzenie, że mamy do czynienia z jakąś nową ewangelizacją. Skoro poziom komentarza nie przewiduje raczej, że zwiedzający wiedzą, co znaczą takie słowa jak Chrystus czy Piotr, skoro nie odwołuje się do minimalnego nawet poziomu wspólnego rozumienia i wspólnej kultury, zaczynam przypuszczać, że eksperyment pomyślany jest jako próba pozyskania całkiem obcych kultur i ras, jakie napływają w swojej dobrej wierze i niewierze do Rzymu, realizowana językiem kremów przeciwzmarszczkowych, które mają swoje źródła w mocach natury, a skutki zbawienne dla zmarszczek.

Obok wszystkich rzymskich szlaków, o których mówi się w bedekerach, ponad nimi, jest szlak dla każdego rzymskiego wędrowca wewnętrzny, miejsc surowych, gdzie tkwią świadectwa - cóż z tego, że często nie dość udokumentowane lub wręcz legendarne - zdarzeń i ludzi, cudów i słów. Skazy na ścianach, szczerby w murach, w których kto chce, może dojrzeć twarz płaczącego apostoła. Mówią one więcej i lepiej niż lektury ich znaczeń podane w, jak wierzą zapewne autorzy eksperymentu, atrakcyjnym kształcie komentarza czy wizualizacji. Miał rację przewodnik niemieckich turystów - wizyta w mamertyńskim więzieniu mogła trwać minut dziesięć, a nie, jak ostatecznie się okazało, pięćdziesiąt. Minuty, których być może nam kiedyś, przed śmiercią, zabraknie, można by poświęcić Piotrowi choćby w podziemiach, gdzie spoczywa wiecznie, nie oglądając całego blichtru bazyliko ponad sobą, lub w kościele Piotra w Okowach (San Pietro in Vincoli), gdzie wiszą jego łańcuchy, lub na Gianicolo, w miejscu, gdzie teraz jest kościółek Bramantego, z którego w odwróconej perspektywie apostoł po raz pierwszy spojrzał ludzkim wzrokiem na świat.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':