http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia, Czyściec, Pieśń XXXII

Jarosław Mikołajewski
2010-06-25, ostatnia aktualizacja 2010-06-25 14:50

Wszetecznice i diabły


Fot. Jaroslaw Mikolajewski
Fot. Jaroslaw Mikolajewski
RAPORTY
W pieśni tej, na zakończenie przemian procesji i wozu, których, nie będąc Dantem, spisać nie zdołam, pojawia się drzewo wiadomości dobrego i złego. Beatrice siada na jego korzeniach, gryf przywiązuje do drzewa wóz i wzlatuje do nieba, z rozłupanego wozu wyrasta siedem rogatych łbów, a na nich tkwi obnażona kurwa (poeta dwukrotnie powtarza to słowo). Rzeczona puttana całuje się z olbrzymem, a ten, widząc, że wszetecznica pożądliwie spogląda na Dantego, okłada ją batem. Posłuchajmy fragmentu w przekładzie dawno nie cytowanego Juliana Korsaka:

Pewna jak twierdza na wysokiej górze,

Na wóz, widziałem, siadła wszetecznica;

Piersią pół nagą świecąc przez koszulę,

W około siebie wodziła oczyma.

Przy niej stał olbrzym, wzrok bystry olbrzyma

Poglądał na nią z trwogą podejrzaną,

Snać aby jemu branki nie porwano.

Kiedy niekiedy ściskali się czule,

Dziki zalotnik spostrzegłszy jej lica

Zwrócone ku mnie, widząc jak z uboczy

Chciwe i błędne obracała oczy,

Chłostał ją rózgą aż od stóp do głowy...


Przekład Korsaka wierny jest włoszczyźnie jak wszetecznica olbrzymowi, w oryginalnie nie świeci ona piersią, lecz jest zwyczajnie rozchełstana, a przecież warto go przytoczyć, choćby po to, by stwierdzić, że o całe długie wieki od powstania oryginału dzieło tłumacza nosi znamiona pracy w szoku. W szoku tym jesteśmy i my, bo zwykła jakaś prostytutka z opiekunem nie wprawiliby nas w zakłopotanie, wszak wiele ich w Rzymie - kobiecych na Salarii, męskich pomiędzy Villa Borghese a Galleria Nazionale, w Valle Giulia, wzdłuż alejek w sąsiedztwie pomnika Sienkiewicza - gdyby nie zgoda komentatorów co do tego, że dantejska kurwa jest ówczesnym Kościołem (olbrzym to Filip Piękny, który faktycznie nim rządził).

Wizja nierządnicy na bestii o siedmiu łbach obecna jest w świętej Apokalipsie, i z niej właśnie (jeśli nie z prawdziwego zjawienia) zbudował Dante swój poetycki obraz. Z motywu babilońskiej wszetecznicy, odwołującego się do wizji świętego Jana, korzystano tysiące razy, żeby pokazać, jak zgorszenie bierze górę nad moralnym porządkiem, a nieprzyjaciele Boga nad Bożym ludem. A kurew (koncept ten precyzyjnie oddzielamy od prostytutek, wśród których były i święte) rządzących Kościołem czy, mówiąc oględnie, papiestwem, też nie brakowało w historii. O jednej już mówiliśmy, a była nią Pimpaccia, czyli Donna Olimpia (zmarła 1657), która związując się ze szwagrem, papieżem Innocentym X, zasłużyła sobie na miano papessy, czyli papieżycy.

A przecież nie zdołała Pimpaccia przyćmić wszetecznej sławy niejakiej Teodory, zmarłej w 926 roku (i nie mającej nic wspólnego ze starszą o sto lat Theodorą Biskupką, matką Paschalisa I, którą spotkaliśmy w bazylice świętej Praksedy). O Teodorze tej Liutprand pisał, że "płonęła ogniem Wenery", że była "bezwstydną kurwą" i potrafiła zawładnąć każdym papieżem "władzą samych oczu, które niekiedy zdawało się, że pływają we krwi". Jeśli wierzyć Wielkiej Encyklopedii Rzymu (red. Claudio Rendina, wyd. Newton & Compton), z której też cytuję Liutpranda, papież Sergiusz III był kochankiem jej córki, dwaj kolejni papieże zostali przez nią osadzeni na tronie świętego Piotra, jeden z nich zamordowany, i dopiero jeszcze następny "ojciec święty", Jan X, choć był jej kochankiem, wyzwolił się spod władzy Teodory i kazał zabić.

Cóż, łatwo jest pastwić się nad zepsuciem Kościoła, i właśnie dlatego, że przeżywa on teraz czas wielkiej próby, postaram się tego unikać. W niewieście siedzącej na siedmiogłowym gadzie i rozwalonym wozie, czyli w obrazie Kościoła zdominowanego przez zło, wolę dziś znaleźć pretekst, żeby zachęcić Cię, Wędrowcze, do spaceru tam, gdzie Kościół dominuje nad złem, do mało znanej, choć dość centralnej bazyliki świętego Kamila de Lellis.

Bazylika znajduje się w rejonie zwanym Sallustiano, ciągnącym się od via Vittorio Veneto w kierunku dworca Termini. Kto jest na alei dolce vita, po artystyczne wrażenia do Sallustiano zachodzi rzadko, bo przecież sama via Vittorio Veneto jest atrakcyjna, łatwo z niej dojść do Berniniego i Borrominiego na via del Quirinale, łatwo zejść do piazza Barberini, a stamtąd do galerii, w której wisi Fornarina, zapuścić się na via Sistina albo, wzdłuż via del Tritone, na via del Corso i dalej. Od Sallusiano natomiast niewiele się spodziewamy. Jak wszystkie rejony "piemonckie", czyli wzniesione przez sabaudzkich funkcjonariuszy młodego państwa włoskiego pod koniec XIX wieku, posiada on młode zabytki, a jeśli coś kiedyś tu było, to zostało zamiecione pod te nowe, stuletnie dziś domy. Różni się jednak Sallustiano od innych dzielnic sabaudzkich, jak Prati czy okolice Piazza Vittorio, ruchliwością architektury, nieregularnościa, a żeby ją dostrzec, najlepiej pójść tam w sobotę rano, w czas leniwie budzącego się Miasta. Wtedy można wychwycić rozchwianie neogotyckich i neoromańskich kamienic, ich poruszenie obrębione wyginanymi, secesyjnymi balustradami.

Jeżeli już zobaczyłeś, Wędrowcze, bazylikę świętego Kamila, i ciekawy objaśnień zajrzysz do tego czy innego informatora, zaskoczy cię, że nie znajdziesz w nim tego, co bez wątpienia przykuło twoją uwagę. Przeczytasz, że bazylika kamilianów została ukończona w 1910 roku, więc święci właśnie swoje stulecie, przeczytasz o jej ciemnoczerwonym kolorze, złamanym przez inkrustacje z trawertynu, o neoromańskim stylu, o trzech nawach, witrażach i posągu świętego Kamila. Lecz nie znajdziesz ani słowa o diabłach. A przecież diabły czekają od samego wejścia. Nie na to, żeby cię skusić, omamić, zeżreć jako człowieka a wypluć w postaci iłu. Te diabły czekają na litość.

Wyobraź sobie taką scenę: dziesiątki stworzeń w jednej chwili wychodzą spod ziemi, ciekawe słońca i gwiazd, nieba i trawy, pyłków kwiatowych i czterolistnej koniczyny, i nagle spada na nie wielka bryła ciemnoczerwonego kościoła z inkrustacjami z trawertynu. Niebieski budowniczy dobrze wymierzył to zbombardowanie - twarze cierpiących potworów znajdziesz pod każdą kolumną w środku bazyliki i pod każdym filarem na fasadzie. Proboszcz, który się zjawia, żeby dać żebrakowi na jedzenie, mówi mi uprzejmie, że to znak zwycięstwa Kościoła nad diabłem. Lecz demony, które cierpią pod ciężarem kolumn, nie wyglądają jak diabły. Wyglądają jak mówię - jak istoty ludzkie, zwierzęce, wszelkie byty żywe, przywalone ciężarem neoromańsko spiętrzonych kamieni. Łatwo sobie wyobrazić, że rzymskie diabły u świętego Kamila to armia starych wujków, którzy zawdzięczają diabelski wyraz swoich twarzy potwornemu cierpieniu, niemożności wycofania się pod powłokę ziemi albo wyjścia na świat. Lub armia surykatek. Albo surykatek i wujków, zbratanych ludzkim i nieludzkim ciężarem. I w każdym pysku jest twarz, a w każdej twarzy człowieczeństwo przygniecionego.

Wejdź, Wędrowcze, do kościoła, który triumfuje nad bestią, obejdź dookoła każdą kolumnę. Żadna twarz diabła się nie powtarza, każda należy do innej szyi i tułowia odciętego od niej pod ziemią. Niektóre mordy zaginają jęzory do góry, inne zwieszają do ziemi. Nie są groźne, jak chciał budowniczy. Są bezbronne jak smoki z opowiadania Buzzatiego.

Stanąłem w wiosenny, sobotni poranek przy każdym z nich, a są ich, jak rzekłem, dziesiątki, i każdego pogłaskałem po głowie. "Biedny Kiklop", litował się Krzysztof Karasek w cudnym wierszu o Odyseuszu nad potworem oślepionym przez bohatera. "Biedne diabły", chciałoby się rzec, i się mówi. Kościół nie jest tak stary, żeby głaskanie było tu zabronione z troski o integralność zabytku. Kładłem palce na ich grzywach, muskałem policzki. Chciałem unieść na chwilę tę bryłę, żeby zdjąć z nich ciężar jej triumfu. Żeby zeszły pod ziemię.

I popatrz, Wedrowcze, dokąd zaprowadziła mnie litość nad Kościołem w czasie trudnej próby - do litości nad diabłem. I dobrze czasem, że się nie wie, dokąd się dojdzie kiedy się wychodzi.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':