http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Czyściec, Pieśń XXVI

Jarosław Mikołajewski
2010-05-07, ostatnia aktualizacja 2010-05-07 15:56

Daniele i limuzyńcy

Mewy
Fot. WALDEMAR GORLEWSKI / AGENCJA GAZETA
Mewy
RAPORTY
Nie wiadomo w tej pieśni, który wątek jest bardziej fascynujący - sodomii czy poezji. Podprowadźmy je nieco w rozważaniach i zobaczmy, który poniesie nas dalej.

Rozmowy Dantego z duszami na siódmym tarasie cierpiącymi zaczynają się w chwili, gdy widzą one, że pod promieniami zachodzącego słońca poeta rzuca cień na płomienie. Od nich samych dowiaduje się poeta, że znalazł się wśród rozpustników, którzy dzielą się na dwie grupy: homoseksualistów i niepohamowanych heteroseksualnych. Poezja wkracza w chwili, gdy dusza, która objaśnia to wszystko Dantemu, przedstawia się jako Guido Guinizzelli, czyli nie byle kto - sam ojciec dolce stil novo, więc poetycki ojciec autora „Boskiej”, poeta całego pokolenia poetów. I oto w trakcie rozmowy Guido Guinizzelli ulega pokusie, jakiej wielu poetów ulega do dziś, i pozwala sobie na poetycki ranking, zapalczywą krytykę tych, którzy chwalą poetów jego zdaniem przecenionych, a nie doceniają tych prawdziwych, drogiich jemu samemu, a wywód prowadzi w takiej oto tonacji /oddanej przez Porębowicza/:

"O bracie - odrzekł - jest tutaj kto inny -

I wskazał palcem - bardziej godzien cześci,

Bieglejszy kowacz swej mowy rodzinnej.



W pieśniach miłosnych, w rycerskiej powieści

Przewyższy wszystkich; głupim zwać należy

Tego, co wyżej Limuzyńca mieści




"Limuzyńcem" nazywa Guido poetę prowansalskiego o imieniu Giraut de Bornelh, a tym innym, którego ceni nieporównanie bardziej, jest inny Prowansalczyk Arnault Daniel. I wspomina Guido Guinizzelli, aluzyjnie lub wprost, jeszcze innych liryków, i w jego słowach odnajdujemy w czystej i żywej postaci odwieczny epizod dziejów literatury komentowanej w barach, z tego samego klimatu, w którym spieramy się, czy na Nobla zasługiwała Szymborska czy Herbert, a od Mickiewicza czy nie był przypadniem lepszy Słowacki. I podsunę Ci, mój Wedrowcze, jeszcze jeden smaczny szczegół cytowanego powyżej fragmentu - "bieglejszy kowacz", jak określa Guido Arnaulta, to po włosku "miglior fabbro", "lepszy kowal", w którym to dwusłowiu amatorzy poezji znajdą dedykację "Ziemi jałowej", postawioną przez T. S. Eliota dla Ezry Pounda.

W co więc dzisiaj pójdziemy? W sodomię czy w poezję? Ja bym już tej poezji raczej nie odpuścił. Do sodomii mieliśmy i bedziemy jeszcze mieli w "Rzymskiej" i w życiu niejedną okazję, a dowiedzieć się, kogo się dziś w Rzymie uważa za limuzyńca, a kogo za Arnaulta, możesz już, mój Przyjacielu, sposobności nie mieć.

Jest Rzym polityczną stolicą Włoch, o czym już mówiliśmy, lecz jego kulturalna stołeczność nie jest kwestią bezdyskusyjną. Modne jest raczej mówić o rzymskiej peryferii poetyckiej w stosunku do artystycznych centrów Mediolanu, Bolonii, Katanii i kilkunastu jeszcze miast. Kiedy mrużę oczy i przywołuję poetycką mapę dzisiejszych Włoch, świetliste punkciki migocą w Sienie i Florencji, gdzie rodził się, żył i pracował zmarły niedawno Mario Luzi, a teraz żyje i pracuje Cesare Viviani. Udine, gdzie pięknie pisze Pier Luigi Cappello, Sycylia, w której po włosku i po sycylijsku znakomicie się wypowiadają młodzi Biagio Guerrera, Angela Bonanno, Saragei Antonini, Francesco Balsamo, a ze starszego pokolenia Maria Atanasio. Triest z nieodżałowanym Fabio Doplicherem. Za zmrużonymi powiekami migocą Turyn, Genua, Mediolan z Milo De Angelisem, Neapol z Brunem Galluccio, nawet włoskojęzyczna Szwajcaria z Fabio Pusterlą. Rzym z trudem przebija się przez tę prywatną moją zasłonę na oczach. Dopiero kiedy myślę nie o mieście, lecz o poetach, których w tej chwili czytam najchętniej, zdaję sobie sprawę, że są rzymianami. Kartkuję wybory ich wierszy i dziwię się, że nie znajduję w nich rzymskiego szczegółu. "Nie piszę o mewach, bo na co dzień mew nie widuję", powiedział mi jeden z dwojga, o których myślę, Valerio Magrelli. I coraz bardzie dziwię się tym jego słowom, i temu brakowi, bo sosen i mew nie traci się tutaj z oczu nawet na chwilę. U drugiej ze wspomnianego tandemu - u Antonelli Aneddy - Rzym tonie w cieniu jej rodzinnej Sardynii. Dzwonię do znajomego prozaika i pytam, kto jest obecnie najciekawszym poetą we Włoszech. Mówi, że Anedda. "A Margelli?" "Daj spokój..." Dzwonię do aktora, który grał u Nanniego Morettiego, u którego grał również Magrelli /rola lekarza w "Caro Diario"/. "Magrelli i długo nic", odpowiada. "Anedda?" "Nie ma o czym mówić..." Pytam znajomej z rzymskiego stowarzyszenia poetów, mówi, że najlepsi są Bordini i Pugno. Dziennikarz z bardzo kulturalnej rozgłośni radiowej wymienia Annalisę Comes. I dodaje, że Magrelli i Anedda to jednak inna klasa, wyższa.

Idę do księgarni w Galerii Sordiego, przy Corso, biorę Bordiniego, Comes, Pugno, zamykam oczy i myślę, że gdybym miał po przeczytaniu tych wierszy kogoś zaprosić na obiad, to Aneddę lub Magrellego. Zważ sam mój Wedrowcze, które z nich jest limuzyńcem, a które Arnaultem Danielem.

Valerio Magrelli

Mówią

„Wokół jest taka cisza, że niemal słychać

dźwięk łyżeczki, która upada w Finlandii.”



Ale dlaczego zawsze za moją ścianą?

Zawsze poza, głosy, zawsze

kiedy zapada noc zaczynają

mówić, ujadają albo po prostu wierzą

że lepiej jest szeptać. (Podczas gdy odczuwam

tę nić chłodnego powietrza ich słów

które mnie mrozi, które mnie więzi

I dręczy we śnie).

Na granicy kręgu polarnego

dwoje ludzi płakało w swoim pokoju

za przezroczystą ścianą, płakało, za świetlistą

I delikatną jak błona bębenka.

(A ja , pudło rezonansowe

ich historii, drżałem). Aż w moim domu

wyremontowali dach, kanalizację,

fasadę, wszystko, i tłukli

wszędzie, z dołu, z góry, wciąż tłukli

gadając ze sobą tylko kiedy spałem,

tylko dlatego że spałem,

tylko po to, bym stał się pudłem rezonansowym

ich dziejów.



***

Że materia wywołuje zakażenie

jeśli ją ugodzić w skrajne włókna

oderwana jak cielę od matki

jak wieprz od własnego serca

kwicząc na widok własnych wyszarpanych członków;



Że taki zgiełk wytwarza

energię jak ta która wybucha

kiedy rozpada się społeczeństwo, czcigodny woal świątyni

i głowa króla spada ścięta z organizmu państwa

aby uzdrowiciel stał się raną;



Że objęcia paleniska są promieniowaniem

stosem natury który bezbronnie

rozpada się przed uśmiechem gapiów

by przynieść leciutki przyrost

temperatury otoczenia;



Że forma wszelkiego wytwarzania

zakłada włamanie, rozłam, pożegnanie

a historia jest aktem utleniania

a Ziemia kruchym stosem drew

wystawionym by schnął na słońcu,



to niesamowite, no nie?





Antonella Anedda

VIII

Jeżeli umieramy to być może po to?

Aby ciekłe powietrze dni

strząsnęło nagle czas i ustąpiło mu miejsca

po to by niewidzialne, by ogień oczekiwań

otworzył się w powietrzu

I spalił to co nam się zdawało

naszym jedynym plonem?



XIV

Błogosławiona bądź na odległość

najbardziej niewinna z dalekich rzeczy:

niszo stołu



i jabłko

kula, płaszczyzna i na niej wysoki płomień ognia

dwie formy złączone by drążyć jasność pokoju.



Nic nas naprawdę nie wzywa

a jednak zbliżamy się do przedmiotów

jak gdyby były echem głosu

bezbronnej zapowiedzi innych istnień.

Czarna woda, sylwetka psa na pomoście.

Nikt nie może nazwać ich wspomnieniami i zagwizdać naprawdę jak wtedy

ale my widzimy trzy pokoje, zryw kogoś kto wówczas jeszcze żył

i nagle szafy wysyłają nam

błędny ogień niepewną gwiazdę czyjejś twarzy.



Nic nie jest spełnione nic nie jest jeszcze głębokie.

Jest tylko głuchy i nagły odgłos opadającego tynku

i te krzyki wśród paproci które siekają plecy

krzyki których nie rozumiemy co w ciemności zdarza się ludziom ściganym.



Drzewa, ciała, podmuchy wiatru o ściany.

Wystarczy gest: ruch łokciem który gasi świecę.



Nagle stajemy się tym co drżało.



VI

Nie istnieje niewinność w tym języku

posłuchaj jak kruszy się mowa

jak również tutaj toczy się wojna

inna wojna

ale wojna - w złaknionym czasie.



Dlatego piszę z oporem

nielicznymi karczami zdań

przywarłymi do obiegowego języka

którym posługuję się żeby wywołać

nawet głęboką ciemność

która wstrząsa dzwonami.



***

Jest okno w nocy

i dwie ciemne uśpione sylwetki

brunatne jak ptaki

których ciało cofa się ku niebu.



Piszę cierpliwie

wieczności nie wierzę

powolność podchodzi ku mnie z ciszy

i z wolności - niewidzialnej -

której Kontynent nie zna

wyspa myśli która mnie nakłania

by zacisnąć czas

by dać mu przestrzeń

wymyślając dla tego języka pustynię.



Słowo pęka jak drwa

jak drwa trzaska obok

w połowie ogień

w połowie opuszczenie.



Ps. Tak właśnie wygląda mniej więcej rzymska poezja bez Rzymu. Poezja nowego pokolenia rzymskich poetów. W pokoleniu Pasoliniego i Penny Rzym był poezji językiem, każdą literą i głoską.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':