Nie wiadomo w tej pieśni, który wątek jest bardziej fascynujący - sodomii czy poezji. Podprowadźmy je nieco w rozważaniach i zobaczmy, który poniesie nas dalej.
Rozmowy Dantego z duszami na siódmym tarasie cierpiącymi zaczynają się w chwili, gdy widzą one, że pod promieniami zachodzącego słońca poeta rzuca cień na płomienie. Od nich samych dowiaduje się poeta, że znalazł się wśród rozpustników, którzy dzielą się na dwie grupy: homoseksualistów i niepohamowanych heteroseksualnych. Poezja wkracza w chwili, gdy dusza, która objaśnia to wszystko Dantemu, przedstawia się jako Guido Guinizzelli, czyli nie byle kto - sam ojciec dolce stil novo, więc poetycki ojciec autora „Boskiej”, poeta całego pokolenia poetów. I oto w trakcie rozmowy Guido Guinizzelli ulega pokusie, jakiej wielu poetów ulega do dziś, i pozwala sobie na poetycki ranking, zapalczywą krytykę tych, którzy chwalą poetów jego zdaniem przecenionych, a nie doceniają tych prawdziwych, drogiich jemu samemu, a wywód prowadzi w takiej oto tonacji /oddanej przez Porębowicza/:
"O bracie - odrzekł - jest tutaj kto inny -
I wskazał palcem - bardziej godzien cześci,
Bieglejszy kowacz swej mowy rodzinnej.
W pieśniach miłosnych, w rycerskiej powieści
Przewyższy wszystkich; głupim zwać należy
Tego, co wyżej Limuzyńca mieści "Limuzyńcem" nazywa Guido poetę prowansalskiego o imieniu Giraut de Bornelh, a tym innym, którego ceni nieporównanie bardziej, jest inny Prowansalczyk Arnault Daniel. I wspomina Guido Guinizzelli, aluzyjnie lub wprost, jeszcze innych liryków, i w jego słowach odnajdujemy w czystej i żywej postaci odwieczny epizod dziejów literatury komentowanej w barach, z tego samego klimatu, w którym spieramy się, czy na Nobla zasługiwała Szymborska czy Herbert, a od Mickiewicza czy nie był przypadniem lepszy Słowacki. I podsunę Ci, mój Wedrowcze, jeszcze jeden smaczny szczegół cytowanego powyżej fragmentu - "bieglejszy kowacz", jak określa Guido Arnaulta, to po włosku "miglior fabbro", "lepszy kowal", w którym to dwusłowiu amatorzy poezji znajdą dedykację "Ziemi jałowej", postawioną przez T. S. Eliota dla Ezry Pounda.
W co więc dzisiaj pójdziemy? W sodomię czy w poezję? Ja bym już tej poezji raczej nie odpuścił. Do sodomii mieliśmy i bedziemy jeszcze mieli w "Rzymskiej" i w życiu niejedną okazję, a dowiedzieć się, kogo się dziś w Rzymie uważa za limuzyńca, a kogo za Arnaulta, możesz już, mój Przyjacielu, sposobności nie mieć.
Jest Rzym polityczną stolicą Włoch, o czym już mówiliśmy, lecz jego kulturalna stołeczność nie jest kwestią bezdyskusyjną. Modne jest raczej mówić o rzymskiej peryferii poetyckiej w stosunku do artystycznych centrów Mediolanu, Bolonii, Katanii i kilkunastu jeszcze miast. Kiedy mrużę oczy i przywołuję poetycką mapę dzisiejszych Włoch, świetliste punkciki migocą w Sienie i Florencji, gdzie rodził się, żył i pracował zmarły niedawno Mario Luzi, a teraz żyje i pracuje Cesare Viviani. Udine, gdzie pięknie pisze Pier Luigi Cappello, Sycylia, w której po włosku i po sycylijsku znakomicie się wypowiadają młodzi Biagio Guerrera, Angela Bonanno, Saragei Antonini, Francesco Balsamo, a ze starszego pokolenia Maria Atanasio. Triest z nieodżałowanym Fabio Doplicherem. Za zmrużonymi powiekami migocą Turyn, Genua, Mediolan z Milo De Angelisem, Neapol z Brunem Galluccio, nawet włoskojęzyczna Szwajcaria z Fabio Pusterlą. Rzym z trudem przebija się przez tę prywatną moją zasłonę na oczach. Dopiero kiedy myślę nie o mieście, lecz o poetach, których w tej chwili czytam najchętniej, zdaję sobie sprawę, że są rzymianami. Kartkuję wybory ich wierszy i dziwię się, że nie znajduję w nich rzymskiego szczegółu. "Nie piszę o mewach, bo na co dzień mew nie widuję", powiedział mi jeden z dwojga, o których myślę, Valerio Magrelli. I coraz bardzie dziwię się tym jego słowom, i temu brakowi, bo sosen i mew nie traci się tutaj z oczu nawet na chwilę. U drugiej ze wspomnianego tandemu - u Antonelli Aneddy - Rzym tonie w cieniu jej rodzinnej Sardynii. Dzwonię do znajomego prozaika i pytam, kto jest obecnie najciekawszym poetą we Włoszech. Mówi, że Anedda. "A Margelli?" "Daj spokój..." Dzwonię do aktora, który grał u Nanniego Morettiego, u którego grał również Magrelli /rola lekarza w "Caro Diario"/. "Magrelli i długo nic", odpowiada. "Anedda?" "Nie ma o czym mówić..." Pytam znajomej z rzymskiego stowarzyszenia poetów, mówi, że najlepsi są Bordini i Pugno. Dziennikarz z bardzo kulturalnej rozgłośni radiowej wymienia Annalisę Comes. I dodaje, że Magrelli i Anedda to jednak inna klasa, wyższa.
Idę do księgarni w Galerii Sordiego, przy Corso, biorę Bordiniego, Comes, Pugno, zamykam oczy i myślę, że gdybym miał po przeczytaniu tych wierszy kogoś zaprosić na obiad, to Aneddę lub Magrellego. Zważ sam mój Wedrowcze, które z nich jest limuzyńcem, a które Arnaultem Danielem.
Valerio Magrelli Mówią „Wokół jest taka cisza, że niemal słychać
dźwięk łyżeczki, która upada w Finlandii.”
Ale dlaczego zawsze za moją ścianą?
która wstrząsa dzwonami.
***
Jest okno w nocy
i dwie ciemne uśpione sylwetki
brunatne jak ptaki
których ciało cofa się ku niebu.
Piszę cierpliwie
wieczności nie wierzę
powolność podchodzi ku mnie z ciszy
i z wolności - niewidzialnej -
której Kontynent nie zna
wyspa myśli która mnie nakłania
by zacisnąć czas
by dać mu przestrzeń
wymyślając dla tego języka pustynię.
Słowo pęka jak drwa
jak drwa trzaska obok
w połowie ogień
w połowie opuszczenie.
Ps. Tak właśnie wygląda mniej więcej rzymska poezja bez Rzymu. Poezja nowego pokolenia rzymskich poetów. W pokoleniu Pasoliniego i Penny Rzym był poezji językiem, każdą literą i głoską.