http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia, Czyściec, Pieśń XXII

Jarosław Mikołajewski
2010-04-01, ostatnia aktualizacja 2010-04-01 18:13

Sosna, siostra

Rzym, Villa Borghese
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Rzym, Villa Borghese
Rzym, Villa Borghese
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Rzym, Villa Borghese
Rzym, widok ze wzgórza Pincio
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Rzym, widok ze wzgórza Pincio
RAPORTY
Znów życie i książka otwierają się na tej samej stronie, książka to naśladuje, to wyprzedza zdarzenia. Ledwie, dwa tygodnie temu, pisałem o pracach konserwatorskich w Domus Aurea, które uniemożliwiają mi zobaczenie pierwowzorów groteski, dopiero co, tydzień wstecz, pisałem o popadaniu Rzymu w ruinę, i oto przed kilku dniami, 28 marca, zawalił się dom Nerona. Idę ma Monte Oppio, żeby zobaczyć, jak wygląda zwalisko, lecz teren jest zagrodzony, nie widać więcej niż zwykle. A zresztą należy to do pieśni poprzednich, nam trzeba iść dalej...

Na szóstym tarasie Wergiliusz, który się nie nawrócił, bo nie miał okazji, i Stacjusz, który z okazji, jaką otrzymał, skorzystał, rozmawiają sobie w najlepsze, pozostawiając Dantego za sobą "samiutkiego", jak mówi sam o sobie, sam z sobą się pieszcząc. Samotność, jak wiadomo, wyostrza uwagę, wzrok poety przyciąga więc...

... Widok Jabłonki, co wrosła z pośrodka

Drogi, jabłkami pełna pachnącemi.



Lecz jeśli jodła szersza jest od spodka,

To ta przeciwnie: gałęźmi spadziście

Od góry szersza, dołem była wiotka...


I tu Porębowicz, w którego przekładzie podajemy ten fragment, zupełnie pomija domyślne, zabawne wyjaśnienie Dantego, obecne w 135 wersie "cred'io, perché persona su non vada - myślę, że po to, by nikt na nią nie wszedł". Czyli, w przeciwieństwie do jodły, Bóg zrobił jabłoń jak podgoloną, i łapię się tego opisu, żeby oddać sprawiedliwość najbardziej charakterystycznemu chyba szczegółowi rzymskiego pejzażu, znacznie bardziej wyrazistemu niż jabłoń, a nawet niż ruiny i wzgórza - pinii, pinus pinea, a raczej jednej jej tylko odmianie, która wygląda jak halucynacyjna wizja parasola.

Pinia parasolowa kojąca jest wszechobecna na placach, w parkach, wzdłuż ulic i na obrzeżach Miasta, na początku podrzymskich pól. Owszem, wygląda jak halucynacyjny parasol, lecz pinie jedna obok drugiej, w długim szeregu, wyglądają jak Boży pawlacz, antresola niebios. Nie licząc ciasnych zaułków, gdzie nie widać nic prócz ścian i nieba, znalazłem zaledwie kilkanaście miejsc w Rzymie, skąd pinii nie widać, lecz kiedy je widać, zawsze znaczące są ich ustawienia i rzeczą zabawną jest odgadywanie z daleka, co ich układ obwieszcza.

Długie szeregi drzew mogą oznaczać, że pod ich czaszami ciągnie się linia drogi albo linia brzegu, kępy pinii mogą rysować granice wykopaliska, ich gaje - ogrody. Pinia pojedyncza może znaczyć tyle, że pozwolono wyrosnąć drzewu, którego nasienie wędrowiec przeniósł na podeszwie w przypadkowe miejsce, może też znaczyć, że jego braci pinie wycięto w pień i tylko to jedyne ocalono Bóg wie na czyją pociechę. Jak w dzielnicy Pigneto, w której pomiędzy domami łatwo znaleźć samotne parasole.

Są dzielnice, jak skraj wzgórza Fleminga, przy via Monterosi (jeszcze niedawno mieszkał tam Antonioni), gdzie pinie rosną swoimi ponad dwudziestoma metrami wzdłuż pięciopiętrowych domów, podstawiając podgolone karki wprost pod oczy mieszkańców ostatnich kondygnacji z tarasem. Mieszkałem tam przez rok: pod każdym powiewem wiatru cóż za skrzypienie masztów, każdego poranka co za śpiew ptaków, cóż za przemykanie ich żółtych dziobów. Piniowe lasy najpiękniej pokazują się w Villa Borghese, Villa Pamphilj, w parku Pineta Sacchetti, w którym nie sprząta się nawet pni pinii upadłych, lecz pozostawia rzeźbiarzom, co sprawia, że spośród drzew przezierają piniowe stwory.

Najwrażliwiej, pinie przesiąkają klimatem miejsc, w których rosną, lecz również rozweselają ich aurę, dźwigają w nastroju. Pinie przy ruinach nadają wykopaliskom nastrój archeologicznego ogrodu, pinie na niekatolickim cmentarzu pod piramidą wyrywają tablice z grobowego cienia cyprysów... No właśnie - cyprysy. Podszewki słonecznych drzazg, które przepuszczają korony pinii. Istnieją krajobrazy, w których są tylko one, jak szeregi chudych mnichów w drodze do świętych grobów (czy to Apollinaire pisał o cyprysach, że są jak papież przysypany śniegiem?), są krajobrazy pinii, gdzie cyprysów w ogóle nie ma, lecz w większości jedne wtapiają się w drugie, wznosząc nad Rzymem wielokrotny znak tego Miasta, spotkanie poziomych czasz sosnowych parasoli z pionową fontanną cyprysa. "Krzyż jest najazdem cyprysa na pinię", zanotował w pięknym wierszu Jacek Napiórkowski, i jeśli z drugiego brzegu, z mostów Flaminio i Milvio, przyjrzeć się Monte Mario, zobaczymy setki skleconych tak krzyży. Nie tylko tutaj. A kiedy wyjeżdża się z Rzymu w kierunku Terni, na północ, ostatnim pożegnaniem Miasta jest wysokie urwisko z grotami rytymi w czerwonej ziemi, ze sztandarem pinii na wiszącej krawędzi, pod którą aż dziw, że o zachodzie słońca nie przeciąga się król etruski. Albo syty lew.

"Samotne sosny wzdłuż morskiego brzegu nie wiedzą o mojej miłości", pisze w ważnym wierszu Sandro Penna. Niby dlaczego miałyby wiedzieć? Bo pinie mądre są, wszeobecne, kiedy zamkniesz oczy są trwalszą pamiątką Rzymu niż ruiny i krzyże, jak nic innego łączą niebo i ziemię, i chciałoby się, żeby wiedziały, czego sami o sobie nie wiemy. "Uranio, sosno, siostro", wołał Iwaszkiewicz. Pinio, Pineo, miserere nobis, wołam w Wielki Czwartek roku 2010 pomiędzy Koloseum a zawalonym domem opętanego Nerona, w chłodnym pożarze stygnącego słońca.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':