http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Czyściec, Pieśń XIX

Jarosław Mikołajewski
2010-03-12, ostatnia aktualizacja 2010-03-12 20:24

Dantejska syrena

Plac Wenecki
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Plac Wenecki
Monument Wiktora Emanuela II, plac Wenecki
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Monument Wiktora Emanuela II, plac Wenecki
Balkon Mussoliniego, plac Wenecki
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Balkon Mussoliniego, plac Wenecki
Plac Wenecki
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Plac Wenecki
RAPORTY
Lubieżna Syrena, którą Dante opisuje na samym początku XIX pieśni Czyśćca, pozornie ulepiona z tej samej gliny co naga, marmurowa Prawda Berniniego, którą możemy oglądać w Galerii Borghese, jest czystym jej zaprzeczeniem. Prawda Berniniego, w kusicielskiej pozie, lecz odrażającej postaci, jak brzydota, której ktoś wmówił, że jest samym pięknem, niczego nie skrywa prócz zakazanego dla kontrreformacyjnych oczu zakątka pomiędzy rozkraczonymi nogami, nienaturalnie przysłoniętego płótnem. Syrena Dantego natomiast, która pojawia się we śnie jako postać nie piękna może, lecz zniewalająca, ma w sobie całe zepsucie, na które skazują nas bezkarne zmysły:

Jękliwa w mowie, z wejrzeniem rozokiem,

Bez rąk, z nogami w kabłąk, w twarzy blada.



Wpiłem w nią oczy. Jak zwarzone mrokiem

Na słońcu taje zesztywniałe ciało,

Tak jej odtajał naprzód pod mym wzrokiem



Język i postać prostowała całą,

Aż w małej chwili blade jej oblicze

Lubą miłości barwą pokraśniało.



A z rozchylonych warg takie słodycze

Pieśni wionęły, że ja, w zachwycenie

Wpadłszy, już od niej odstąpić nie życzę.



"Przypatrz się - nuci - pochlebnej Syrenie:

Ja marynarzy na manowce wodzę

Urokiem, co go kryje wdzięczne pienie.



Ja Ulissesa wstrzymałam po drodze;

Ktro raz do mego przylubił się domu,

Nierad mnie żegna, tak mu w nim dogodzę."


Nic nie poradzę, że tak ujęta i podana w przekładzie Porębowicza Syrena kieruje moje myśli na Benito Mussoliniego, a o tym, że Mussolini uwodzić "wdzięcznym pieniem" potrafił, łatwo się przekonać oglądając stare filmy i zdjęcia. Na przykład te z 31 października 1922 roku, z prawie siedmiogodzinnego przemarszu około 70 tysięcy czarnych koszul pod Kwirynałem, na zakończenie marszu z Neapolu na Rzym (zdjęć z dzielnicy San Lorenzo, gdzie robotnicy zaatakowali idących na Rzym, a następnie czarne koszule w odwecie zabiły trzynastu, a zraniły kilkuset robotników, zobaczyć mi się nie udało). Lub z 9 maja 1936 roku, trzy dni po zajęciu Addis Abeby, kiedy w mrokach późnego wieczoru, sugestywnie rozpraszanych przez płomienie pochodni, Duce obwieszczał powrót wielkiego Imperium. "Corriere della Sera" unieśmiertelni później tę wzniosłą chwilę takim oto opisem: "O 19.45 z tłumu wzbija się wrzask, na widok, że otwiera się szerokie okno. Krzyk Duce, Duce, Duce 400 000 osób uwalnia ze wspólnej duszy. Ten sam okrzyk, jak echo, dociera ze wszystkich okolicznych ulic, do których napływają gigantyczne odnogi mas stłoczonych na placu..." "Czarne koszule rewolucji! Mężczyźni i kobiety w całych Włoszech! Włosi i przyjaciele Włoch poza górami i morzami: słuchajcie!", zaśpiewała Syrena z balkonu Palazzo Venezia. I oni, śladem towarzyszy Ulissesa, słuchali.

"Pięknym kawałem włoskiego chłopa, ładniejszym w końcu od Hitlera i Stalina" nazwał go ironicznie w rozmowie ze mną Umberto Eco, i należy przyznać mu rację. A najbardziej uwodziła jego męskość syrenia kiedy przemawiał z balkonu nad Placem Weneckim, który obrał sobie za kwaterę główną. Sam balkon upatrzył sobie na ramę dla żywego portretu - stamtąd pochodzi większość charakterystycznych fotografii, na których wygina dolną wargę, zakłada ręce i kołysze się z samozadowoleniem po każdej wypowiedzi własnej i gromkiej odpowiedzi tłumu. Osadzona w ramie balkonu i szerokiego okna na Piazza Venezia, syrenia głowa prezentowała się wyjątkowo uwodzicielsko: widziana z dołu, miała wybitnie mocno osadzoną głowę, łysinę marmurowych popiersi, mocne szczęki proroka, który toczy słowa z kamienia.

Cesarska wola i mania Mussoliniego pozostawiła w Rzymie trwałe tudzież rozległe ślady i wypadnie nam opowiedzieć kiedyś o ich monstrualnym pięknie, zacznijmy jednak łagodnie i zatrzymajmy się dzisiaj w miejscu nie pozbawionym uroku, mającym swoich zdecydowanych zwolenników, choć kryje w dalszym ciągu niezrozumiałe sentymenty - na Foro Italico.

Foro Italico, powstałe jako Forum Mussoliniego, leży nad Tybrem, pomiędzy Mostem Mulwijskim, po którym można dziś tylko chodzić, a Mostem Duca d'Aosta, a raczej na wprost niego. Najprościej byłoby nazwać je kompleksem sportowym, i jest nim, tyle że to określenie nie wyczerpuje jego historii i znaczeń. Osadzone u stóp Monte Mario, odcina się różem i bielą od zielonego zbocza jak gniazdo fantastycznej tybrzańskiej syreny, która zniosła na brzegu to kanciaste, to krągłe jaja marmurowych piedestałów i fontann, z których do atletycznych zadań wykluły się ludzkie dzieci. A raczej nadludzkie. Centralnym i najciekawszym obiektem Forum jest bowiem Stadion Marmurów, a raczej Posągów. Ukończony, wraz z całym Forum, w 1932 roku według projektu architekta Enrico Del Debbio, ma w sobie urok olimpijskich gajów. Pole, na którym dziś głównie odbywają się zawody biegaczy, otacza trybuna z 8 stopni zaledwie, lecz wysokich. Wokół górnej krawędzi, dookoła stadionu, stoi 60 posągów, które ofiarowało Mussoliniemu tyleż włoskich prowincji. Każdy posąg symbolizuje inną dycyplinę sportową, choć tenis, jak widzę, reprezentowany jest aż przez dwóch atletów. Wezwani do pracy nad posągami rzeźbiarze zrobili potem dużą karierę, krocząc po wojnie odrębnymi drogami, lecz tu, na stadionie przy Forum Mussoliniego, niczym tłum na Piazza Venezia w 1936 roku, wydali równy głos z jednej duszy.

Jest Stadio dei Marmi nieporównanie ładniejszy od MDM-u, choć dzieci zrodzone nad Tybrem z syreniego jaja nie różnią się znacznie od ideału męskiej urody pokolenia Mateusza Birkuta. Podgolone karki, kopiaste grzywy, w dłoniach atrybuty dyscyplin sportowych. Było to ulubione miejsce ćwiczeń, jakie sekretarz partii faszystowskiej i przewodniczący Komitetu Olimpijskiego Achille Starace organizował, jako wzór narodowego stylu życia, dla podległych mu hierarchów. Na starych flmach mozna podziwiać jego sportowe koncepty, z których najbardziej uroczy wydaje się skok czarnych koszul w białych podkoszulkach przez konia. Prawdziwego, na nogach żywych, nie z drewna. Kto zahaczy o koński grzbiet brzuchem zbyt obfitym jak na prawdziwego faszystę, zostanie przez Staracego wyśmiany.

Na Foro Italico składają się rozmaite obiekty za różowoceglaną fasadą CONI, czyli Komitetu Olimpijskiego, oraz ISEF - akademii wychowania fizycznego. Wśród basenów, kortów i sal szczególnym prestiżem cieszy się sala gimnastyczna zbudowana specjalnie dla Duce. Pomiędzy obiektami chodzi się po mozaikach wykonanych przez specjalistów z mistrzowskiej szkoły w Spilimbergo, we Friuli. One również, przedstawieniami i napisami, przypominają o faszystowskim rodowodzie, podobnie jak faszystom przypominały o rodowodzie cesarskim. Lecz najgłębiej w tradycji swojego czasu tkwi, na placu na wprost mostu księcia Aosty, obelisk poświęcony Mussoliniemu, z marmurowego monolitu z Carrary. Na obelisku widnieje napis Mussollini Dux. Jeszcze rok temu, kiedy go odnawiano i przykryty był płótnem, zastanawiałem się, czy napis zostanie zachowany. Został tam, gdzie był. Doskonale widać go z mostu i z ulicy, która wzdłuż Tybru prowadzi od Ponte Milvio do Stadionu Olimpijskiego i dalej, do Watykanu. Choć faszystowskie symbole są we Włoszech zakazane, można je spotkać co krok. Mussolini jest na etykietach wina, jest na odznakach sprzedawanych w kioskach jako część serii militarnych oznak. Sposobów na ominięcie zakazu jest wiele i każdy wydaje się dobry. Lecz nigdzie z równym bezwstydem pamięć o Syrenie nie jest tak obnażona, jak na obelisku wystawionym przodem do Tybru, do wody, która w końcu jest ojczyzną syreny, jej mową.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':