Jesteśmy nel mezzo del cammin, w połowie wędrówki. W pięćdziesiątej ze stu pieśni "Boskiej", środkowej i wypełnionej problematyką centralną. Genialny architekt własnego poematu tę pieśń rozpoczyna od mroku, a zamyka jasnością, podobnie jak całość "Komedii", wyprowadzonej od pamiętnego obrazu ciemnego lasu, doprowadzonej do ostatniego wersu "Raju", gdzie miłość "porusza słońce i inne gwiazdy". Nie przez przypadek też właśnie w centralnej pieśni rozważa Dante (ustami szlachetnego Marka Lombardo) problem wyboru pomiędzy ciemnością a światłem, złem i dobrem, zagadnienie, bez którego nie byłoby tych wszystkich zaświatów, bo nie byłoby za co nagradzać i karać, ani z czego oczyszczać - kwestię wolnej woli. Lecz w pieśni tej padają też słowa, które z punktu widzenia "Rzymskiej" są absolutnie wiążące, ponieważ dotykają wprost, po imieniu, samej istoty Rzymu. Posłuchajmy, co o Mieście (w przekładzie Agnieszki Kuciak) mówi Marco Lombardo:
Miał Rzym, niech będzie wieczna to przestroga,
swoje dwa słońca, które oświecały
mu obie drogi: i świata, i Boga.
Jedno i drugie zgasło; pastorały
siłą się łączą z mieczem, fakt ciekawy,
choć razem działać nie będą umiały,
nie czując żadnej przed sobą obawy /.../.
Dośpiewaj sobie więc, że kościół w Rzymie,
łącząc dwie władze, prosto w błoto wpada
i brudzi siebie i brzemię olbrzymie...
Wiara w Boskie powołanie Rzymu to jeden z najmocniejszych fundamentów światooglądu Datego, przewija się przez całą "Komedię", dyktuje wybór postaci, narzuca kryteria oceny. Rzym pogański narodził się i został potęgą, by utorować drogę papiestwu, lecz nastanie Stolicy Piotrowej nie oznacza wcale, że cesarstwo powinno ustąpić, przepaść w martwej historii. Nad Rzymem - głosi Dante w roku 1300 - równocześnie świecić mają "dwa słońca": duchowy autorytet namiestnika Chrystusa i polityczna zwierzchność cesarzy. Rzym cesarski i Rzym papieski mają sprawować władzę nad światem w porządku świeckim i duchowym, mają się wspierać. Nie wspierają się jednak, przez co "prosta droga była zgubiona", ludzkie rzesze, wśród nich sam Dante, zeszły ze szlaku, a zadaniem poety jest je na niego sprowadzić. Przypominając między innymi to właśnie: że słońca nad Rzymem są dwa. Czego nam, którzy po Rzymie chodzimy uparcie, tłumaczyć nie trzeba.
Wątek elementu cesarskiego i kościelnego można by, oczywiście, podjąć na płaszczyźnie politycznej, podstawiając pod cesarstwo (śladem egzegetów wiadomej wypowiedzi o tym, co cesarskie i Boskie) wszelką władzę świecką, lecz czuję, że rozważania nad tym, czy Kościół, zwierzchnik Opus Dei i potężny właściciel nieruchomości, sprawuje w Rzymie władzę tylko duchową, nam nie przynależą. Przystoi nam natomiast nieskrępowany zachwyt nad pogańsko-chrześcijańskim amalgamatem, w którym nie do końca wiadomo, co należy do jednego porządku, a co do drugiego, i którego nawet najostrzejszym skalpelem nie zdołalibyśmy rozdzielić. I nie próbujemy.
Wspominaliśmy już wielokrotnie, choćby i tydzień temu, o przejmowaniu motywów i struktur pogańskich przez chrześcijan. Fascynująca musiała być ta długa (od połowy I do końca V wieku), dynamiczna chwila, kiedy Rzymianie uczyli się nowych nazw dla dawnych symboli, wypełniając równocześnie stare nazwy nowymi znaczeniami.
Rozszczepieniu na nowe treści najtrudniej poddawało się słońce, najbardziej tajemniczy fenomen natury, przyjmowany za święty znak przez każdą religię i kulturę. Cesarz Konstantyn, w którym chrześcijaństwo i cesarstwo spotkały się najpełniej, już w 315 roku, jak przypomina w "Sztuce wczesnochrześcijańskiej" prof. Elżbieta Jastrzębowska, kazał bić na monetach monogram Chrystusa, "ale samego cesarza przedstawiano jeszcze w roku 324 w promienistej koronie niezwyciężonego boga słońca (sol invictus)". W grotach watykańskich, na grobie Juliusza I, jest mozaika z III wieku, gdzie Chrystus przedstawiony jest jako Helios. Lecz już w 460 roku papież Leon I utyskiwał boleśnie, że przed wejściem do bazyliki świętego Piotra wierni kłaniają się słońcu. Trzeba będzie dziesięciu wieków, świętego Franciszka i jego "Hymnu Stworzenia", żeby chrześcijańskiego Boga znów nie oglądać w teologicznej sprzeczności ze słońcem. "Twoje, Najwyższy, nosi znaczenie", pisze o słońcu Biedaczyna z Asyżu, ściągając na siebie, rzecz jasna, zarzut panteizmu.
Na przełomie starożytnego cesarstwa i chrześcijaństwa powracającym motywem dekoracji pozostają winorośla i winobrania, lecz z alegorii radosnej rozrodczości stają się symbolem płodności wiary i Ducha. Wciąż, jak na antycznych forach, powstają wielonawowe bazyliki, lecz z miejsc użyteczności handlowej i politycznej zmieniają swe przeznaczenie. Wciąż w Rzymie rzeźbi się mężczyznę, który niesie na barkach baranka, tyle że nie jest on już Hermesem czy Mitrą, lecz Jezusem dobrym pasterzem.
Dla wędrowca, który pragnie dziś śledzić przemiany motywów i ich znaczeń, znakomitym przewodnikiem okazują się same nazwy. W imię kościoła Santa Maria Sopra Minerva - Maryi nad Minerwą - w której podziwialiśmy "Zwiastowania" Filippina i Antoniazza, wpisana jest informacja o architektoniecznym osadzeniu bazyliki chrześcijańskiej na fundamentach antycznych, lecz również program triumfu matki Chrystusa nad córką Jowisza. W grecką nazwę Panteonu wpisany jest kult wszystkich bogów, lecz na początku VII wieku Bonifacy IV poświęca go, a raczej prześwięca, Maryi i wszystkim męczennikom.
Są te przemiany szczególnie intrygującym elementem ogromnego, wielokątnego, nieustającego spektaklu niespodzianek, w jaki układa się Rzym. Żeby być jego świadkiem, wystarczy nie trzymać wzroku na poziomie głowy. W pierwszej dekadzie II wieku na cześć Trajana, który podbił Dację i doprowadził cesarstwo do niebywałej potęgi, wzniesiono kolumnę pokrytą scenami jego dokonań, lecz w 1587 roku Sykstus V, w miejscu cesarza, na jej szczycie kazał ustawić posąg świętego Piotra. Kilkadziesiąt lat po kolumnie Trajana podobny słup poświęcono Markowi Aureliuszowi, lecz papież (ten sam) kazał zwieńczyć go Pawłem, wykonanym przez twórców Piotra z kolumny Trajana, Sormaniemu i Della Porta.
Kolumna Trajana, kolumna Marka Aureliusza, święty Piotr oraz Paweł, stoją w Rzymie do dziś. Gdzie były domowe kaplice, są kościoły. Na Kapitolu zasiada burmistrz, na Kwirynale prezydent. Na starych religiach piętrzy się nowa władza. W zdekonsekrowanym kościółku świętej Rity pod Kapitolem odbywają się konferencje prasowe. Zdarzyło się w tutejszych dziejach już tyle, że nie mieści się w jednej warstwie. Spod drugiego wyłazi jedno, sam Rzym.