http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia, Czyściec, Pieśń XV

Jarosław Mikołajewski
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-12 21:22

Mistyczne centrum i broczące kikuty

kościół San Stefano Rotondo
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
kościół San Stefano Rotondo
kościół San Stefano Rotondo
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
kościół San Stefano Rotondo
RAPORTY
Jest Protomartyrem - pierwszym męczennikiem. "Szczepan pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu", pisze o nim autor Dziejów Apostolskich (6, 8). Kiedy "pełen Ducha świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa", powiedział "Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego po prawicy Boga". Kiedy "Wyrzucili go poza miasto i kamienowali", "zawołał głośno: Panie, nie poczytaj im tego grzechu"(7, 55-60, cyt. za Biblią Tysiąclecia).

Choć Szczepan-Stefan zginął w Jerozolimie, około 35 roku, ma z Rzymem wiele wspólnego. Świadkiem jego śmierci był młody Szaweł, który stanie się Pawłem, i przeniesie tu opowieść o jego męczeństwie. Kiedy w 415 roku odnaleziono cudownie zwłoki Szczepana, o czym opowiada święty Augustyn, rozdzielono je pomiędzy kilka rzymskich świątyń. W V wieku za patrona obiera go 30 rzymskich kościołów. Jest Szczepan obecny również w rzymskiej mowie. Jego święto obchodzi się 26 grudnia, tuż po Świętach, co rzymianie podchwycili i, by wyrazić krótki upływ czasu, niewiele dłuższy od mgnienia oka, mówią, że oddadzą pieniądze, albo wypełnią jakieś zobowiązanie tak szybko, jak "od Bożego Narodzenia do świętego Szepana". Do "Rzymskiej komedii" sprowadza go dla nas, ma się rozumieć, Dante, który, nim z drugiego tarasu wejdzie na trzeci, widzi przykłady wyrozumiałości, a wśród nich ten (w wersji Porębowicza):

... ujrzałem pośród wściekłej dziczy

Młodzieńca; motłoch głazami weń miota

I podszczuwając: "Zabij, zabij!" - krzyczy.



A on z gasnącym oddechem żywota,

Gdy go na ziemię zwalili mordercy,

Do niebios czynił z oczu swoich wrota,



Modląc się Bogu w tej wielkiej rozterce,

By prześladowcom puścił dzieło krwawe,

Z takim wyrazem, że chwytał za serce.


Śmierć i wielkoduszność Szczepana, o których opowiada święty Łukasz w "Dziejach Apostolskich", a które Dante podejmuje w "Boskiej", znajdziemy, z innymi scenami z życia i cudami świętego, w najpiękniejszej bazylice pod jego wezwaniem, na wzgórzu Coelio. Lecz są pewnie najmniejszym ze skarbów świątyni, do której dojdźmy w pewnym porządku.

Do okrągłej bazyliki świętego Stefana - Santo Stefano Rotondo - najbardziej sugestywna droga prowadzi chyba z Lateranu. Gdybyśmy nie zatrzymali się przy niej, lecz poszli dalej, pięćdziesiąt metrów za nią zobaczylibyśmy łuk Dolabelli, mur ogrodu Villa Celimontana, po lewej bazylikę Santa Maria in Navicella, po prawej Koloseum, zamykające prześwit via Claudia, a jeszcze bardziej na prawo Piazza Celimontana - wydłużony plac wzdłuż szpitala wojskowego, prowadzący wprost na Eskwilin. Każdy ze stareńkich kościołów na tym wzgórzu jest wart uwagi, która trwa całe życie, i jeśli ktoś kiedyś będzie zmuszony zatrzymać się w Rzymie tylko na jeden dzień, to poświęcić ten dzień jedyny na spacer pomiędzy Santo Stefano, Santi Quattro Coronati, San Clemente, Santi Giovanni e Paolo i dalej, San Gregorio Magno, jest równie sensowne, nie mniej bogate, a duchowo dla mnie znacznie bardziej istotne, niż spędzenie go w Watykanie z Bazyliką świętego Piotra i Muzeami włącznie. Wątpiących w to, o czym przekonuję, obiad w którejś z uroczo obskurnych knajp w pobliżu świętego Klemensa może ostatecznie przekona.

Tym, którzy odbędą po Coelio porządny spacer, o jakim mówię powyżej, nie zgodzą się pewnie, że jest to wzgórze. To raczej zbocze Lateranu i Eskwilinu, zstępujące rytmicznie w stronę Awentynu, poprzecinane zmurszałymi murami, ruinami akweduktu, usiane gniazdami kościołów zrośniętych z domami jak syjamscy bracia nie do rozdzielenia, z jedynego ojca o wielokrotnych imionach. A w kościołach tych aż strach głęboko zaczerpnąć powietrza przez wypełniający je święty zapach ściennych grzybów, który jeśli wpuścić w siebie ustami, przez wiele miesięcy nosi się potem w płucach, jak gdybyśmy sami stali się stareńkim, wędrującym, zmurszałym kościołem. Taki jest Duch tego miejsca, owiewający kamienne symbole winorośli, fal, splotów, wyrosłe ze starożytności pogańskiej do nowych znaczeń i przeczuć.

Święty Szczepan zajmuje wśród świątyń Coelio miejsce wyjątkowe, wydaje się od innych bardziej święty i nasycony. Jakimś źródłem tego wrażenia jest czas powstania - kilka, może kilkanaście lat przed upadkiem cesarstwa rzymskiego - i sława najstarszej świątyni starożytności. Źródłem pewnym i oczywistym dla każdego, kto do niej wejdzie - okrągła struktura, wsysająca przybysza z mroku poboczy do światła w kolistym centrum.

Do kościoła dochodzi się przez podwórze, wykrojone pomiędzy zakonnymi ogrodami. Do wnętrza - przez prostokątny krużganek. O krągłości kościoła jesteśmy uprzedzeni przez nazwę i dobrze widoczny z zewnątrz bęben budowli, lecz jej istota dociera do nas dopiero w środku. Kto staje w przedsionku, nie stawia sobie pytań o plan kościoła, bo układ dwóch koncentrycznych naw, zewnętrznego pierścienia i oddzielonego od niego dwudziestoma kolumnami środka oczywisty jest nawet dla człowieka tak skłonnego do utraty orientacji, jak ja. Tym, co spada na patrzącego, pochłania i porządkuje, jest owo okrągłe mistyczne centrum, przecięte na pół trzema łukami, i pionowe, niskie ściany ośmioboku, okalającego ołtarz. Natychmiast objawione w swojej istocie przez maleńkie, świdrujące okienka w ścianach pierścienia, których skupione światło rozprasza się w wielkim świetle spływającym z bębna nad ołtarzem. Można, i to z niewątpliwym pożytkiem, trwonić lata nad lekturą uczonych komentarzy o świetle Ducha Świętego odwzorowanym przez wczesnochrześcijńskich architektów, lecz kto ich nie czytał, a zaufał Rzymowi, przyjechał i wszedł do jednego z kościołów na Coelio, natychmiast wyzbędzie się kompleksu niedoczytania i uzna, że patrzenie jest silniejsze niż słowo, które zgłasza ambicję opisania tego, co stworzone dla oczu.

Cykl o świętym Szczepanie znajduje się na sześciu z ośmiu boków ogrodzenia ołtarza, po dwie plakiety na każdym. Od zewnątrz - sceny z życia. Od strony ołtarza - cuda. Malowidła wykonał Niccolo Circignani, który, podobnie jak dwóch innych malarzy aktywnych pod koniec XVI wieku i urodzonych w toskańskim miasteczku Pomarance, przeszedł do historii jako Pomarancio. Nasz Pomarancio zmarł w 1597 roku, i mylić go zwłaszcza z Cristoforo Roncallim, który bardzo dobrze malował między innymi na Lateranie, a także w kościołach Sant'Andrea della Valle i w Chiesa Nuova, byłoby z krzywdą dla tego drugiego. Jeśli bowiem w wykonaniu Circignaniego cykl o Szczepanie nie razi - pewnie dlatego, że jest jednobarwny, pozostający w bardziej lub mniej intensywnym brązie - pozostałe jego dokonania w tym cudownym kościele budzą przerażenie. Owszem, zgodnie z oczekiwaniem zleceniodawców z Papieskiego Kolegium Germańsko-Węgierskiego, którzy jemu, Matteowi ze Sieny i Antoniowi Tempesta powierzyli wykonanie sugestywnych scen z męczeństwa rozmaitych świętych, i to takich, które dałyby odpór reformackim mrzonkom, lecz Pomarancio, wyposażony w pełną paletę barw, wywiązał się z zadania bardziej niż gorliwie. W tej cudownej świątyni, która najlepiej, by została naga ze swoim światłem i przenikaniem ścian, i pozwoliła Duchowi Świętemu buszować po zmurszałych kamieniach, jest trzydziestoobrazkowy z górą wybór najbardziej dosadnych scen z martylologii chrześcijańskiej, oddany z ogromnym bogactwem szczegółów. Pośrodku kościoła białe światło, na ścianach krew. Pod każdym freskiem opis po włosku i po łacinie. AGATA DZIEWICA SZLACHETNA WYCIERPIAWSZY MĘKI OKRUTNE I PIERSI OBCIĘTE MAJĄCA ZOSTAJE ZABITA, głosi napis, a na malowidle Agata, przywiązana do kolumny, zamiast piersi ma dwa czerwone koła po piersiach, a oprawca zbiera z ziemi odcięte jej członki. ZA JULIANA APOSTATY CES. JAN I PAWEŁ I BIBIANA DZIEWICA ZOSTALI ZAMORDOWANI, ARTEMIUSZ UŁOŻONY POMIĘDY DWOMA GŁAZAMI ZOSTAJE ZGNIECIONY , a na malowidle trójka męczenników leży na wznak na trawie, podczas gdy czwartemu, na którym ciąży kamienna płyta, z oczodołów wypływają okrągłe galarety oczu. Pieczenie, gotowanie, ścinanie, obcinanie, kaleczenie, darcie skóry, wieszanie. Dużo tego, za dużo. Wszystko to kontrastuje nie tylko z czystą świętością kościoła, który tajemnicę zbawienia przez śmierć opowiada z powodzeniem bezkrwawo, lecz i z najdawniejszym przedstawieniem, które się w nim znajduje. Otóż po lewej stronie od wejścia jest kaplica świętych Pryma i Felicjana, przykład najpiękniejszej wczesnośredniowiecznej dekoracyjności. W VII wieku zwłoki świętych zostały przeniesione do kościoła z cmentarza przy Nomentanie, złożone w tej kaplicy, a na absydzie ułożono mozaikę, gdzie święci są po bokach krzyża, nad którym jest medalion z obliczem Chrystusa. Przedstawienie to nazywane jest Chrysusem Nieukrzyżowanym, i jest takie, bo papież Teodor, który w 647 roku zlecił wykonanie mozaiki, kazał unikać przedstawień brutalnych. Tymczasem cała ściana wokół mozaiki, powstała prawie dziesięć wieków później, pokryta jest okrutną gorliwością Tempesty, z niezapomnianą sceną wlewania Felicjanowi roztopionego ołowiu do gardła. Obok mozaiki z Chrystusem Nieukrzyżowanym, święty na fresku Tempesty ma jeszcze złożone ręce, lecz zwieńczony jest już broczącym kikutem szyi. Na tę swoją zmasakrowaną szyję patrzy taplająca się w krwawej kałuży, odcięta głowa.

Jest to bez wątpienia najbardziej spaskudzona świątynia Rzymu. Wspominałem na samym prawie początku "Rzymskiej" o barokowych sufitach, które przygniatają surową świętość bazyliki świętego Klemensa i innych wczesnochrześcijańskich świątyń, lecz żaden sufit nie równa się okropieństwem z freskami Pomarancia, Mattea i Tempesty. A mimo to, jakimś cudem świetlistego centrum, przy odrobinie dobrej woli udaje się ich nie widzieć. Tak potężny jest mistyczny Duch tego miejsca, wprowadzający w drżenie zbutwiałe powietrze świątyni.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':