http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia, Czyściec, Pieśń XIII

Jarosław Mikołajewski
2010-01-29, ostatnia aktualizacja 2010-01-29 17:00

Morze poruszone

Palazzo Propaganda Fide, skrzydło autorstwa Borrominiego
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Palazzo Propaganda Fide, skrzydło autorstwa Borrominiego
Palazzo Propaganda Fide, skrzydło autorstwa Borrominiego
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Palazzo Propaganda Fide, skrzydło autorstwa Borrominiego
RAPORTY
Czyśćca Pieśń XIII rozdarta jest między pychą a zawiścią, zdradzając pokrewieństwo między jedną a drugą, lecz także kreśląc ich rozdzielność. Porzuciwszy za sobą taras, na którym pyszni dźwigali głazy, jest teraz na tarasie, gdzie... Zawistnych zobaczmy nieomownie, oczami poety:

Szata ich nędzna, jakoby włosiana;

Jeden drugiemu wspierał się o plecy,

A wszystkich znowu podpierała ściana.



Tak wyglądali jak ślepi kalecy,

Gdy na odpuście w kościelnej zagrodzie

Żebrzą, głowami wsparłszy się, by lecej



Spółczucie zbudzić w pobożnym narodzie /.../



Jak czyni ptasznik z zuchwałym birkutem,

Kiedy nie może nad nim zyskać władze,

Powieki mieli pospinane drutem...


A kiedy jedna z dusz, sienenka Sapia (Zofia), wyjawia, iż z zawiści życzyła klęski nawet własnej rodzinie walczącej z wrogiem ojczyzny, Dante (słowami przerzuconymi na polski przez Porębowicza) wyjawia:

I moje oczy równa kara czeka,

Ale niedługa - rzekłem - gdyż na świecie

Zazdrość ode mnie bywała daleka.



Za to się duch mój bardziej lęka przecie

Kary, co w kręgu niższym się wygładza;

Już prawie czuję ciężar, co mnie zgniecie...


W ten sposób samemu sobie Dante przepowiada pozaziemski los, coraz wyraźniej widząc własne uczynki i odpowiadającą im karę: będzie miał oczy spięte drutem, jak przyuczane do posłuszeństwa sokoły, ale na krótko, bo rzadko zazdrościł, za to długo będzie nosił kamienie, i to ciężkie, bo pysznił się nie mniej niż Oderisi z Gubbio i inni, których dopiero co pozostawił za sobą. Tak myśli, jak gdyby nie wierzył jeszcze, że jego wędrówka ma wartość nie tylko poznawczą, lecz także odkupieńczą, a anioł dopiero co zmazał mu z czoła grzech pychy, więc być może Czyśćca w ogóle uniknie.

Pycha - co Dante zaświadcza samym sobą - możliwa jest bez zawiści. Możliwa jest też zawiść bez związku z pychą, zazdrość płynąca z ostrego poczucia fundamentalnej krzywdy, że oto ktoś ma talent, a my nie. Lecz najciekawsza jest mieszanka jednej z drugą w chwili, kiedy za pychą i za przedmiotem zawiści stoi rzeczywista wielkość. Dwa rzymskie przypadki biją tu wszystkie inne: rywalizacja Rafaela i Michała Anioła na początku XVI wieku, konfrontacja Berniniego i Borrominiego ponad sto lat później, w połowie wieku XVII. Tę pierwszą trudno jest wysnuć z dzieł, z architektury czy malarstwa. Trzeba ją wyczytać u Vasariego, zasłyszeć z dworskiej plotki, dowiedzieć się niemal poufnie o poparciu, jakiego Bramante udzielał Rafaelowi na złość Buonarrotiemu, o prowokacjach wobec Michała Anioła, o jego osamotnieniu, nie licząc przyjaźni z wielkim Sebastianem del Piombo, który dla przyjaźni z autorem Piety rozstał się z Rafaelem, przez co był pomniejszany niemal do dzisiaj. Lecz tego się nie zobaczy, nie dotknie. Natomiast rywalizację Berniniego i Borrominiego widać jak na dłoni, podczas spaceru w dzień powszedni czy, jak dzisiaj, kiedy tu jestem, w niedzielę.

Dużo się mówi o prztyczkach, jakie giganci baroku wymierzyli sobie na Piazza Navona - że oto Borromini postawił kościół świętej Agnieszki, z fasadą rozchybotaną jak morska woda przy brzegu, że Bernini, stawiając u stóp kościoła fontannę Czterech Rzek, kazał dwu z czterech personifikacji prześmiewczymi gestami wyrażać estetyczną zgrozę lub lęk przez walącym się kościołem, że w ostatecznej ripoście Borromini umieścił na szczycie świątyni posąg patronki, która wyraża zadowolenie z dzieł. Historię tę usłyszysz, wędrowcze, "na krzywe ucho", czyli przyłączając się bezprawnie do grup turystycznych i przysłuchując się objaśnieniom przewodników wynajętych na cudzy koszt, lecz bądź skłonny włożyć ją między bajki, bo nijak nie trzyma się chronologii. Jest wiele miejsc, w których, wspierając się wiedzą z książek takich, jak "Geni rivali" ("Rywalizujący geniusze") Jake'a Morrisey'a, można prześledzić subtelne czy brutalne spory, jednostronne czy wzajemne ataki, niekiedy nieświadome, czysto losowe zestawienia: bazylika na Lateranie, bazylika świętego Piotra, via del Quirinale z mającymi tylko siebie nawzajem za punkt odniesienia kościółkami San Carlino i Sant'Andrea, a nawet San Giovanni dei Fiorentini, gdzie popiersie rzeźbione przez Berniniego przez czysty przypadek ustawione jest tak, że z góry patrzy na grób rywala. Jest jednak miejsce - spora, centralna, choć kameralna, wykrojona z oczywistej uwagi, połać miasta, odmierzana przez miejsca pamiątkowe i arcydzielne, gdzie wielkość jednego, która upokarzała drugiego, skupione są i zagęszczone jak muzealne okazy zawiści i pychy pod lupą w jednej gablocie.

By połać tę dobrze zobaczyć, wyłowić jej napięcia i piękno, zalecam spacer od via del Corso przez plac San Silvestro (z obowiązkowym pokłonem przed czaszką świętego Jana Chrzciciela w kościele pod tym samym wezwaniem), przez uliczkę della Mercede. Na jej końcu, po lewej, znajduje się palazzo Bernini - pałac, w którym artysta mieszkał ze swoją liczną rodziną. Ale uwaga, dom Berniniego jest pod numerem 11, a nie 12, przy którym położono przez pomyłkę pamiątkową tablicę. Sprzed pałacu Berniniego, po przekątnej skrzyżowania z via di Propaganda, widać bazylikę Sant'Andrea delle Fratte, a nad nią arcydzieło Borrominiego, charakterystyczny bęben kopuły, niewykończonej, szlifowanej jak klejnot na święto, do którego ostatecznie nie doszło - bryły z surowych cegieł, ostro zestawiony z cudowną, białą dzwonnicą. Lecz już w środku bazyliki głównym obiektem do oglądania są dwa anioły Berniniego, z tych, które miały stanąć na obrzeżach Mostu świętego Anioła. Klemens IX, który anioły zamówił, pożałował oryginałów, kazał umieścić w świątyni, a na moście stanęły ich kopie. Po lewej stronie, patrząc na fasadę bazyliki, otwiera się zasadnicze laboratorium zawiści i pychy - ogromny Palazzo Propaganda Fide, czyli Pałac Propagandy Wiary, kongregacji ustanowionej w 1622 roku przez Grzegorza XV.

Ci, którzy bez przygotowania będą oglądali budowlę od via Propaganda, nie dogadają się z tymi, którzy bezwiednie obejrzą ją od Placu Hiszpańskiego. Fasada od Piazza di Spagna jest elegancka, renesansowa, czysta. Zaprojektował ją Bernini, główny architekt pałacu za czasów papieża Urbana VIII, którego był ulubieńcem. Prócz fasady, wzniósł również w jego wnętrzu kościółek nazywany kaplicą, pod wezwaniem Trzech Króli. Kiedy jednak wspominany już w „Rzymskiej komedii” papież z rodu Barberini, faworyzujący Berniniego z krzywdą dla Borrominiego, zmarł w 1644 roku, a namiestnikiem Chrystusa został wybrany Innocenty X z rodu Pamphlilj (o którym też mówiliśmy, i oglądaliśmy na malarskim portrecie Velazqueza i rzeźbiarskim Berniniego), nowy papież, odrzucając dorobek poprzednika, wymienił Berniniego na Borrominiego. Ten, po pierwsze, kazał wyburzyć elipsoidalny kościółek rywala i wzniósł własny, który tam stoi do dziś, rozrysowany na prostokącie ze ściętymi rogami, rozegrany cudowną przemiennością światła i krzyża. Po drugie - zaprojektował własną fasadę, od via Propaganda. Zobacz ją, Wędrowcze, w pełnej perspektywie, obojętnie, czy od domu Berniniego czy od Piazza di Spagna. Zmruż oczy. Zobaczysz regularną płaszczyznę, odbiegającą od ciebie, powracającą na drugim krańcu, daleko, i gdzieś na środku nagłe zachmurzenie, dobrze znaną z Oratorium San Filippo czy ze świętej Agnieszki sekwencję nisz i kanciastych wybrzuszeń. ”Morza poruszone”, jak ”mari mossi” tłumaczył Iwaszkiewicz na polski. Trudno jest dostrzec to poruszenie na wprost, z drugiej strony ciasnej ulicy, lecz warto tam stanąć dla bliskości szczegółów, które pozwalają wejrzeć w głąb tajemniczego mózgu Borrominiego - na kolumny postawione głową w dół, na anioła ze skrzyżowanymi skrzydłami.

O Borrominim i Berninim jeszcze tu będzie, lecz oddzielnie, na marginesie dzieł, bez uwagi dla skłóconego ich życia.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':