http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia, Czyściec, Pieśń X

Jarosław Mikołajewski
2010-01-08, ostatnia aktualizacja 2010-01-08 17:05

W geście jej skromnym odbiły się słowa


Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta Szkic Ambrogia Lorenzettiego do Zwiastowania, San Galgano
Fot. Zosia Mikołajewska
Szkic Ambrogia Lorenzettiego do Zwiastowania, San Galgano
Nawa główna w Kościele Santa Maria Sopra Minerva w Rzymie
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Nawa główna w Kościele Santa Maria Sopra Minerva w Rzymie
Chrystus Zmartwychwstały - rzeźba w Kościele Santa Maria Sopra Minerva w Rzymie
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Chrystus Zmartwychwstały - rzeźba w Kościele Santa Maria Sopra Minerva w Rzymie
RAPORTY
Nie otrzymałem jeszcze tak bezpośredniej wskazówki do tego, co piszę, jak teraz, w Pieśni X, nadzwyczajnej już choćby przez to, że skupia się w tym samym stopniu na powołaniu człowieka, co na natchnieniu sztuki, podejmując ryzyko śmiesznej walki o najgłębszy sens ludzkiej twórczości.

Dante, który przeszedłszy przez bramę wkroczył wreszcie na pierwszy taras Czyścca, widzi, że góra jest otoczona białym marmurem, zdobionym reliefami tak cudownymi, że pozazdrościłby ich nie tylko rzeźbiarz klasy Polikleta, lecz i sama natura. Wśród rzeźb, które ukazują przykłady pokory (choć myślę, że chodzi tu o prostotę), na pierwszym miejscu stoi grupa Zwiastowania, Madonna i Archanioł. Tak widzi ją Dante:

Anioł, co ziemi zniósł w bożym dekrecie

Mir łzami wieków żądany tęskliwie

I otwarł niebo bronne w dawnym lecie,



W oczach się naszych jawił, tak prawdziwie

Ruch umilony mając i postawę,

Że się nam wydał istotą, co żywie.



Przysiągłby człowiek, że wymawiał: "Awe!"

A tuż Niewiasta, co nam grzesznym chowa

Miłości Bożej rozwartą dzierżawę.



W geście jej skromnym odbiły się słowa:

"Otom ja Twoja służebnica, Panie!" -

Jakby je pieczęć odbiła woskowa...


To, czego Dante się domyśla, dalej powiedziane zostaje (polszczyzną Porębowicza) wprost:

On, dla którego żadna rzecz nie nowa,

Rzeźbił te oczom mym wymowne twory,

A dziwne, bo ich kunszt ziemski nie kowa...

Powiedzmy to jeszcze bardziej dobitnie: rzeźbiarzem jest Bóg, sztuka ludzka powinna być taka, jak Boska. Więc - jaka? Zgodnie z powyższym opisem - przedstawiająca, przywracająca rzeczywistość, pozostająca twórczością, lecz dająca wierny obraz wydarzenia, przenosząca na odbiorcę jego klimat. Czy ośmielilibyśmy się postawić dziś takie pytanie i dać opis dzieła, które byłoby ideałem sztuki?

Kiedy przyjechałem do Rzymu po raz pierwszy, i zobaczyłem "Pietę" Michała Anioła w bazylice świętego Piotra, pomyślałem mniej więcej jak Dante o "Zwiastowaniu" - że jest Boska. Nie mogła być ludzka, bo przecież żyłem wśród ludzi, a niczego podobnego, co by wyszło z ich ręki, nie widziałem. Największym pięknem martwego Chrystusa, jakie wówczas znałem, była rzeźba, wciąż niewiadomego autorstwa i wciąż dla mnie piękna, może najpiękniejsza, jaką widziałem w Polsce, w lewej kaplicy kościoła świętego Aleksandra na Placu Trzech Krzyży w Warszawie.

Pomimo śmiertelnego przykurczu stopy i dłoni, głowy odchylonej bezwładnie, lecz jednak trochę świadomie, sinej poświaty marmuru i innych sygnałów arcydzielności, była to rzeźba ludzka, jej twórca musiał mieć nazwisko i ojca (może ktoś w końcu ustali, jakie?). A twórcą "Piety" był odwieczny sierota, ktoś, kto był Michałem, lecz w równym stopniu Aniołem, a najpewniej tylko użyczał swojego imienia Bezimiennemu. Co sprawiało, że młodzieńcza grupa Buonarrotiego dawała mi poczucie, że stoję przed upadłym odłamkiem Bożego tworzenia?

Wtedy zupełnie nie rozumiałem własnego zmieszania, dziś, kiedy noszę po świecie niższą temperaturę krwi, zaryzykowałbym, i ryzykuję, twierdząc, że jego źródłem była pogmatwana erotyka przedstawienia - oto młody, nagi mężczyzna, leży na kolanach młodej kobiety, która była jego matką, lecz jest też siostrą bliźniaczką, a może młodszą kochanką, żoną, małoletnią córką, rozpaczającą maską, która jest zaprzeczeniem rozpaczy, wycofanej z twarzy hen, do głębokich i niewidocznych sfer czaszki - pogodą, łagodnością, poczuciem, że jego śmierć to jedyny moment w jej życiu, kiedy go posiada naprawdę. Że to, co mówię, nie jest bluźnierstwem, lecz efektem oswajania bardzo trudnego splotu, zrozumiałem przez średniowiecze, przez szorstkie skróty, kiedy to w słowie, u Iacopona da Todi, w lamencie ułożonym za życia Dantego, Madonna zwraca się do Chrystusa "Synu, Ojcu i Mężu", a w sztuce drewniane Matki Boskie trzymają na kolanach ukrzyżowane dzieciątka i uśmiechają się w przypływie nadświadomości, że oto z cierpieniem przyszło zbawienie, albo w nieprzytomnym zalewie pamięci o dziecięcych szczebiotach ukrzyżowanego mężczyzny. U Michała Anioła, prócz treści, miało to zjawisko niewidzianą wcześniej przeze mnie formę okrzepłego, oślepiająco białego światła.

Pomiędzy Padwą, Bolonią, Florencją, Sieną a Rzymem, Dante mógł widzieć wiele przedstawień zwiastowania: na anonimowych miniaturach, w rzeźbach Pisana czy Arnolfa di Cambio, lub na Zatybrzu, na ułożonych przez Pietra Cavalliniego tuż przed przyjazdem poety do Miasta mozaikach w bazylice Santa Maria in Trastevere. Każde z nich´ istniejących do dziś lub zaginionych, mogło być inspiracją do mentalnego wizerunku, który pozostawił w "Komedii". Trudno przypuszczać, by widział najwcześniejsze ze znanych dziś na świecie "Zwiastowań", z II wieku, w katakumbach Pryscylii - gdzie na rozwodnionym malowidle widać dwie postaci jak porozwlekane wodą kleksy, z których jedna wyciąga rękę, druga, zwrócona do niej, siedzi na tronie. Wolno nam roić sobie, że w chwili, kiedy pisał "Boską", był Dante naocznym świadkiem powstawania fresków Giotta w Kaplicy Scrovegnich w Padwie. Co więcej, nie wykluczajmy nawet, że z precyzją, którą wykazał się jako architekt poematu, rozpisywał dla przyjaciela-malarza program scen i personifikacji na ścianach i sklepieniu, a potem patrzył, jak wypełniają się treścią, z aprobatą, lub myśląc, że napisze to lepiej niż tamten przedstawia. Również "Zwiastowaniem", z którego czy mógł być zadowolony?

Każde z dzieł, które powyżej wspomniałem, ma swoją wielkość, lecz żadne nie dorasta do widzenia Dantego, do cytowanego już "Ruch umilony mając i postawę, / Że się nam wydał istotą, co żywie". Zanadto zbliżone, nie rozdzielone dość rozległą czy intensywną połacią powietrza i światła, by rozegrało się w niej to napięcie pomiędzy kategorycznym życzeniem a nieprzygotowanym przyzwoleniem, które jest trzecią motywu i kondensuje jego tajemnicę. Już dźwigają na sobie ciężar przeznaczenia, lecz jeszcze nie wolnej, choć skrępowanej woli. Znając niektóre z tych dzieł, Dante marzy o przedstawieniach bardziej dotlenionych, wybiega swoim widzeniem w przyszłość, w czasy, gdy powietrze pomiędzy Aniołem a Marią będzie jak niewidzialna kula, po której obu stronach oprą się sprzeczne dłonie i, jak pomiędzy młodego mnie a "Pietę" Michałą Anioła, wprowadzi zmieszanie, o którym pisze też Rilke:

Nie widzisz Boga twarzą w twarz;

nikt go nie widzi tak.

Lecz dziwny na swych dłoniach masz

błogosławieństwa znak.

Tak urodziwie żadnej z dziew

nie wyrastają z szat.

Ja jestem rosa, jam jest siew,

ale ty jesteś sad...


I wprowadzi też "Złą samotność, / Którą każdy kochający w sobie odkrywa", jak pisał Herbert tłumacząc Ungarettiego. Niewinną zdradę, jaką uprawia na zachwyconym piękno niemożliwe, wykluczjące, którą w tym samym wierszu co poprzednio tak wyraża Anioł Rilkego:

Lecz na mnie twej skromności wbrew

Wzrok twój zaledwie padł.

Czyli że: jam jest wiew wśród drzew,

Ale ty jesteś sad.



Anioły pragn ą siebie tak,

Próżno ku sonbie prąc.

Jeszcze nie było w niebie tak

Rojno od tajnych żądz...


"Zwiastowanie /Słowa anioła/", tłum. Artur Sandauer

Pewnie, był Dante świadkiem wielkiej i błyskawicznej przemiany, jaka dokonała się około roku 1300, o której zaświadczy też w pieśni następnej. Przełomu, którego skalę na obszarze "Zwiastowania" łatwo uchwycić porównując scenę Cavalliniego z Zatybrza, z roku około 1295, gdzie Maryja już siedzi na tronie w chwili, kiedy pojawia się Anioł, już jest Królową, choć wystraszoną, zanim powiedziała "Oto ja Służebnica", ze sceną Giotta, gdzie nie Królowa Maryja, lecz Matrona Maria, lecz jeszcze nie Maria Dziewczyna przyklęka, twarzą do klęczącego Anioła, po tym, jak z modlitewnikiem została oderwana od biurka. Przedstawienia te dzieli niecałe 10 lat, cała epoka, lecz nawet Giotto nie dorównuje opisowi Dantego. Na dramat, z którym mógłby się utożsamić, czekałby Dante lat jeszcze 40, do chwili, kiedy w pustelni San Galgano niedaleko Sieny Ambrogio Lorenzetti rysował swój szkic do "Zwiastowania", pozostały na zawsze szkicem i odkryty po wiekach, całkowicie zmieniony w ostatecznej realizacji być może na życzenie wzburzonego zleceniodawcy, na którym Anioł co prawda kłania się Marii po swojemu, jak zwykle, lecz dziewczyna, inaczej niż kiedykolwiek, chwyta się kolumny, wtapia się w nią, jakby chciała w niej sama skamienieć, rozpuścić się w marmurze, jak gdyby nie anioł do niej przyszedł, lecz żandarm.

Na całą serię zwiastowań, o których marzył, i które nazywał Boskimi, czekałby półtora stulecia, do połowy XV wieku, a doczekałby się ich z nadejściem rozmaitych Beato Angelico, della Robbia, Donatellów, Botticellich, dwóch-trzech pokoleń pięknych artystów, których spotkałby zresztą raczej nie tu, gdzie jesteśmy, lecz we własnym mieście, we Florencji.

Jest jednak w Rzymie obszar, który, choć nie otacza go woda, chciałoby się nazwać wyspą, gdzie łatwo stracić równowagę jeśli nie psychiczną, to emocjonalną, w kontakcie ze "Zwiastowaniem" w aż trzech wykonaniach takich, jakim Dante nadałby Boże autorstwo, gdzie "w skromnym geście odbijają się słowa: Otom ja Twoja służebnica, Panie!" - bazylika Santa Maria Sopra Minerva, w samym sercu Miasta, tuż obok Panteonu.

Bazylika ma swoją specyfikę i historię, ma skarby inne jeszcze niż "Zwiastowanie", ma gotyk, co w Rzymie jest wielką rzadkością, ma ciało świętej Katarzyny bez głowy, która jest w Sienie, ma twarz Chrystusa, którą namalował Perugino, ma grób Beato Angelico, ma wreszcie dużego Chrystusa z Krzyżem, którego rzeźbił Michał Anioł, lecz inni ukończyli i zakłócili brązową chustą na przyrodzeniu, który to fakt coś jednak odbiera jego świętości, ma święte Łucję i Agatę z odjętymi oczami i piersiami, które malował niby pomnejszy, lecz znakomity Siciolante z Sermonety, ma polskie grobowce Witolda Stablewskiego i Józega Szymanowskiego, ma więcej niż niejedno duże miasto nie tylko Europy, co oczywiste, lecz Włoch, i rzeczy te, o ile nie zobaczymy ich razem, w ciągu dalszym "Rzymskiej Komedii", niech każdy zobaczy już sam. Mnie trzeba dziś do "Zwiastowania".

Pierwsze, najbardziej znane, jest w prawym ramieniu transeptu, a malował je w latach 1488-92, jak większość ścian w tej kaplicy, sam Filippino Lippi, jeden z najwybitniejszych ze wspomnianego powyżej grona. Jest osadzone w samym sercu kaplicy Carafów, poświęconej świętemu Tomaszowi, wpisane w wielkie święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, choć samoistne i odkrojone od reszty ramą ołtarza. Kto wejdzie do kaplicy i spojrzy w prawo, zobaczy resztę fresków, skupionych na dominikańskim filozofie, pełnych ruchowych i architektonicznych ciekawostek, z dalekim planem posągu konnego Marka Aureliusza przed Lateranem, gdzie wówczas stał, przed interwencją Michała Anioła na Kapitolu. Gdyby ogarnąć całość, zbiorowym bohaterem dekoracji kaplicy jest anioł, kilkunastu aniołów, tańczących z soczystą radością w powietrzu, wokół Wniebobranej, czy lekko towarzyszących zwalistemu Tomaszowi. Jest wreszicie i ten, który się kłania, najważniejszy, choć jest to Anioł statysta, nie współbohater, jak zwykle jest w "Zwiastowaniu". Anioł przyklęka profilem, z lilią w dłoni, jego stopy są napięte, prawa jeszcze pionowa, lewa ledwie złożona palcami na stopniu, lecz Maria nie patrzy na niego. Ona ukazuje mu profil, nam 4/5 twarzy, spoglądając w lewo, na kardynała Carafę, fundatora kaplicy, którego rekomentuje mu Tomasz. Trudno zrozumieć, w którym momencie zwiastowania jest miejsce na wstawiennictwo. Rozmowa pomiędzy Aniołem a Madonną jest tak intensywna, że nikt już nie znajdzie w powietrzu szczeliny na sprawę własną czy cudzą. Byłby to więc chyba ten moment, kiedy Anioł się cofa, żeby wrócić do Boga z odpowiedzią Marii, lecz tak być nie może, bo przecież wciąż trzyma lilię, nie zostawił jej jeszcze dziewczynie. Więc musi być tak, że Anioł właśnie ma opaść na klęczki, ona kątem oka widzi, że ktoś wszedł z lewej, błogosławi, żeby zdążyć, zanim Anioł dotknie ziemi kolanem, zaraz odwróci się znów do Posłańca i powie "Oto jestem". Jest w "Pikniku pod Wiszącą Skałą" Weir'a chwila, kiedy nauczycielka przegląda album z malarstwem i na obaz postaci z Botticellego nakłada jej się Miranda, która skacze przez źródło. W "Pikniku" i w "Zwiastowaniu" jest ta sama szczelina w czasie. Ten sam moment poświęcony komuś, niedostrzegalny dla tego, kto myśli, że Ta, która patrzy, jest tylko dla niego.

O dwie kaplice bliżej wyjścia, wciąż po prawej stronie bazyliki, jest "Zwiastowanie", które malował Antoniazzo Romano, trochę później, w 1500 roku. Ciekawy malarz, pokazujący się w różnych miejscach Rzymu, rzymianin pod urokiem anielskich malarzy Florencji. Jeszcze tu o nim opowiemy, przyrzekam. Także na jego Zwiastowaniu Anioł i Maria nie są sami. Z nieba patrzy na nich Ten, który posłał Anioła. Pomiędzy nimi unosi się Gołąb. U stóp Anioła, który właśnie przyklęka, rozchylając pod włąsnym ciężarem palce prawej stopy, klęczą trzy dziewczynki w białych szatach, pod opieką dominikanina. Dominikanin nosi straszne nazwisko Torquemada, lecz bać się go nie należy. Jest tylko stryjem Torquemady-inkwizytora. Jest poczciwym założycielem bractwa, które zbiera pieniądze na posag dla ubogich panien. Trzy z nich wprowadził tu, do zwiastowania. Pierwszej z nich Madonna wręcza woreczek. To, że Madonna pochyla się nie do Anioła, lecz niżej, do klęczących dziewczynek, nadaje jej plecom skłon niezrównanie łagodny, głęboki, lecz wciąż fizycznie możliwy.

Jest w bazylice i trzecie "Zwiastowanie", znów Antoniazza, w celi świętej Katarzyny ze Sieny, za zakrystią. Nie jestem jego świadkiem naocznym, bo dominikanin, który ma celę otwierać, właśnie idzie na mszę i nie chce mi jej otworzyć. Wróę. Tymczasem na pocztówce widzę, że i tu na niebie jest Bóg, i nad lilią unosi się gołąb. Nikogo innego nie ma. Nie ma też wiele powietrza. Bardzo ciasno jest dla Ducha świętego, pomarańczowa szata Anioła i czarna Marii spotykają się na podłodze. Otwarte palce Anioła pytają i wskazują, otwarte dłonie dziewczyny, skrzyżowane na piersi, odpowiadają. Antoniazzo to chyba jedyny rzymianin, który nauczył się malować anioły jak toskańczycy.

Schodząc z wyspy, dobrze jest przejść po ciekawym moście. Mostem pomiędzy wyspą zwiastowania w Santa Maria sopra Minerva a Miastem jest sąsiadujący z bazyliką Panteon, z kolejnym "Zwiastowaniem", które stworzył Melozzo da Forli, mistrz nad mistrze w dziedzinie aniołów, nauczyciel Antoniazza.

Przejdź po tym moście, Wędrowcze. Także i to przedstawienie wymyślił Dante, który artystą konceptualnym więc był.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':