http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia, Czyściec, Pieśń VIII

Jarosław Mikołajewski
2009-12-23, ostatnia aktualizacja 2009-12-23 17:02

Męskie Gracje

Plac Kwirynalski, Fontana di Monte Cavallo z dwiema figurami Kastora i Polluksa powstrzymującymi galopujące konie . W środku egipski obelisk
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Plac Kwirynalski, Fontana di Monte Cavallo z dwiema figurami Kastora i Polluksa...
Forum Romanum, trzy kolumny, które pozostały ze świątyni Dioskurów w Rzymie
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Forum Romanum, trzy kolumny, które pozostały ze świątyni Dioskurów w Rzymie
Kapitol, frontowe schody pomyślane przez Michała Anioła
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Kapitol, frontowe schody pomyślane przez Michała Anioła
Kapitol, frontowe schody pomyślane przez Michała Anioła. Wejścia na plac strzegą dwie ogromne figury Dioskurow - Kastor i Polluks z końmi
Fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta
Kapitol, frontowe schody pomyślane przez Michała Anioła. Wejścia na plac...
RAPORTY
Nad Czyśćcem zapada zmierzch. W dolince książąt, dusze książęco-królewskie śpiewają hymn na modlitwę przedsenną, na kompletę. Z nieba zstępują dwa anioły, a wciąż (od dwóch już pieśni) obecny Sordello di Goito wyjaśnia, że ich zadaniem jest bronić dolinki przed wężem pokusy. Są piękne, barwne, siły ich wzroku człowiek nie wytrzyma. Pisze o nich świadek naoczny, czyli Dante (przez polski filtr, tym razem Juliana Korsaka):

A potem z góry do skalnych rozdołów,

Dwóch zstępujących widziałem Aniołów,

Z dwoma mieczami, jak z ognia kowane,

Tak płomieniste, lecz ostrza złamane.

Jak liście w pączkach, ich szaty zielone

Zielonem pierzem ich skrzydeł wzruszone

Spływając z tyłu igrały z wiatrami...


Jak dwa anioły, które na oczach Dantego przybyły z Raju do Czyśćca, tak z Grecji do Lacjum, w 496 roku przed Chrystusem, nadciągnęli z odsieczą Kastor i Polluks. Dioskurów - czyli synów Zeusa - wezwał rzymski konsul Aulus Postumiusz walcząc z wypędzonym królem Tarkwiniuszem Pysznym nad jeziorem, które po łacinie się nazywa Regillus, po włosku Regillo, i spolszczać tej nazwy chyba sensu nie ma. Ma za to sens przypomnienie, że Dioskurowie, zwabieni przez konsula obietnicą wystawienia świątyni, zjawili się jak anioły Dantego, i to na białych koniach, poprowadzili Rzymian do zwycięstwa, wrócili do Miasta, wykąpali rumaki w źródle i zniknęli.

Kastor z Polluksem najsilniej wyrażają tutaj tęsknotę za męską siłą i fizyczną opieką. Są rzymskimi odpowiednikami Dawida na placu Signorii we Florencji i brązowych posągów z Riace, które stoją dziś w Reggio Calabria. Muskularni młodzieńcy o czułym spojrzeniu, patroni pięściarstwa i konnej jazdy, opiekunowie Rzymu. Męskie melancholie. Najlepszy marmurowy materiał na świętych Józefów i świętych Krzysztofów bez brody, bez dziecka do opieki, w oczekiwaniu na kruchość, która narodzi się, żeby mogli jej bronić.

W Rzymie są trochę wszędzie, w rozproszonych fragmentach, we wspomnieniach o przyniesionej pomocy. W całej okazałości spotykamy ich w dwóch grupach, w rzymskich kopiach greckich posągów, które wyrzeźbiono w V wieku przed Chrystusem - na Kapitolu i na Kwirynale.

Wspinając się na Kapitol frontowymi schodami, pomyślanymi przez Michała Anioła, znanymi jako Cordonata, mijamy najpierw dwa lwy egipskie, warujące u stóp "wzgórza czaszki", potem niewielkie rzeźbiarskie wspomnienie Coli di Rienzo, trybuna ludowego z XIV wieku. I oto, na szczycie, halabardnicy w czapkach frygijskich - Kastor z Polluksem, bracia różnący sie od siebie wyrazem twarzy i zgięciem palców. Zwróceni tak, by nie spuszczać nas z oczu, zagrodzić drogę, gdybyśmy chcieli skrzywdzić Marka Aureliusza na placu, dziewczynkę z gołębiem w muzeum, burmistrza Rzymu w pałacu.

Druga para Dioskurów stoi przed pałacem prezydenckim na Kwirynale. Pewnym gestem trzymają za uzdy rozwierzgane rumaki. Niemal identyczni, różnią się okaleczeniami przyrodzeń i palców. Ustawieni twarzami do pałacu, są wyolbrzymionym odbiciem i tak już wielkich kirasjerów z prezydenckiej straży, ustawianych parami przed wejściem. Gdzieś tam, po dolinach pomiędzy wzgórzami, po zaułkach Zatybrza, po Corso, przechadzają się przemijające okazy słynnej urody włoskich mężczyzn. Siła niezmienna, muskularna i harmonijna, pięknie złamana opiekuńczym czuwaniem, trwa tutaj - w Dioskurach i kirasjerach, ponaddwumetrowych żołnierzach, dobieranych dla bezpieczeństwa prezydenta jak w Boże Narodzenie smreki dla papieża. Lecz papiescy gwardziści nijak się mają do tych na Kwirynale. Są ruchliwi i zwinni, wysocy i masywni na tyle tylko, na ile wymaga tego konieczność szybkiej interwencji. Przez swój ogrom, prezydenccy kirasjerzy, jak Polluks i Kastor, wydają się natomiast powołani do zadań, które nie wyłaniają się ot tak, z codzienności. Są dla czynów, do których trzeba, żeby ich wezwano. Nie do tych, gdzie wystarczy ofiarnie się rzucić do akcji, lecz tych, gdzie trzeba nadciągnąć, zmieść z powierzchni i zniknąć w zachodzącym słońcu. Zwróceni do siebie twarzami, kirasjerzy i Dioskurowie bronią dwóch stron tego samego wszechświata. Ci pierwsi - władzy. Drudzy - Rzymu, który daleko i pięknie otwiera się za ich plecami.

Cóż, noszą w sobie Kastor z Polluksem, podobnie jak kirasjerzy, swoje rany, swoje historie i klęski. Przyniesiono ich tutaj sprzed Term Konstantyna. Informacja na postumentach, że wyrzeźbili ich Lizyp i Lizystratos wydaje się równie wątpliwa, co ojcostwo Zeusa-Jowisza, którą kwestionuje Homer. Misa fontanny, nad którą górują, została przytaszczona z Forum Romanum, gdzie w średniowieczu piły z niej spragnione konie. Za ich sylwetkami bronili się żołnierze wielu przeciwstawnych armii. Jeśli dobrze się przyjrzeć, widać, jak ich poskładano.

Ich tożsamość, połatana jak nasza, jest też większa, niż da się to dziś odtworzyć. Pokazuje to trzecia wielka obecność Dioskurów w Rzymie - trzy kolumny, które pozostały ze świątyni obiecanej przez Postumiusza, postawionej przez jego syna, na Forum Romanum, gdzie są dziś chyba najsłynniejszym i najchętniej fotografowanym obiektem. Trzy przetrącone gracje. Trzy melancholie wielkich, pięknych cieni, skruszonych przez czas, wciąż na schwał.

Trzy... Dlaczego trzy? Trzecia to Helena, o której się mówi, że była ich siostrą? Klitajmestra, o której się mówi to samo? To by tłumaczyło grację tych trzech kolumn, może nie do końca, lecz jakoś.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':