http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia, Czyściec, Pieśń VI

Jarosław Mikołajewski
2009-12-10, ostatnia aktualizacja 2009-12-10 19:58

Chłopaki z przedmieścia


fot. Jaroslaw Mikolajewski
fot. Jaroslaw Mikolajewski
fot. Jaroslaw Mikolajewski
fot. Jaroslaw Mikolajewski
fot. Jaroslaw Mikolajewski
RAPORTY
Przechodząc do Pieśni VI, nie opuszczamy tych, co umarli gwałtownie. Chodząc po Rzymie, nie opuszczamy Pasoliniego. Choć pogrzebaliśmy go w "Rzymskiej" poprzedniej, jego obecność narzuca się sama w chwili, gdy Dante widzi, jak napotkany w Czyśćcu Sordello di Goito, poeta, rozpoznaje w Wergiliuszu krajana, i to po samym brzmieniu języka, i dwaj mantuańczycy rzucają się sobie w ramiona w spontanicznym odruchu braterstwa. Kiedy, widząc tę scenę zagubionej już narodowej zgody, Dante (polszczyzną Porębowicza) woła:

Biedna Italia, bólu gościnnica,

Śród wielkiej burzy - bez sternika nawa;

O, już nie pani ludów - nierządnica!...


Bo jak nie pomyśleć tu o Pasolinim, jego dantejskiej pasji, a zwłaszcza o poetyckiej inwektywie "Do mojego narodu":

Nie arabskie, nie bałkańskie, nie starożytne plemię,

ale żyjący i europejski narodzie -

i czymże jesteś? Ojczyzną smarkaczy, nędzarzy, łapówkarzy,

hierarchów na rencie ziemskich właścicieli, prefektów kołtunów,

wybrylantowanych adwokacików o brudnych nogach,

liberałów na urzędach, bydlaków nie gorszych niż kumowie dewoci -

koszary, seminarium, dzika plaża, burdel!

Miliony mieszczan jak miliony wieprzów

popasują zapuszczając się pod nietykalne pałace,

pomiędzy domy kolonialne zmurszałe jak kościoły.

Właśnie dlatego, że żyłeś, nie żyjesz,

że miałeś sumienie, dlatego go nie masz.

I tylko dlatego, że jesteś katolicki, nie możesz uważać,

że twoje zło jest całym złem, przyczyną wszelkiego zła.

Przepadnij w to twoje piękne morze, uwolnij świat.


Czy mógł zginąć za takie słowa, tę hipotezę poddawaliśmy już próbie w "Rzymskiej" poprzedniej. Teraz powiedzmy co nieco o Rzymie Pasoliniego, który składa się na obraz miasta innego, niż je widzieliśmy dotychczas, niż zobaczylibyśmy idąc za kimś, kto Pasolinim nie jest.

"Biedny jak kot Koloseum", mówił Pasolini o sobie w jednym z najwspanialszych tekstów, jakie kiedykolwiek poświęcono Rzymowi, poemacie "Lament koparki", pisanym dantejską, choć nierygorystyczną tercyną. I dalej:

Znudzony, zmęczony, wracam do domu



przez czarne targowiska, ponurymi ulicami,

wzdłuż rzecznego portu,

wśród baraków i składów wmieszanych



w graniczne łąki. Tam jest martwa

cisza, lecz na viale Marconi,

na dworcu Zatybrza, wieczór



wydaje się pogodny. Na swoje terytoria,

na swoje przedmieścia, w roboczych

kombinezonach, drelichach, gnani



świątecznym żarem, wracają motorowerami

chłopcy z przyjaciółmi na ramach,

roześmiani, brudni


Wychowany w rolniczym regionie Fruli, Pasolini przyjechał do Rzymu z wyrobionym smakiem do form istnienia, jakie uważał za wartościowe i pełne. Fascynowało go życie chłopskie, autentyczne, życie niemediowanych reakcji, naturalnych instynktów, nieskażone cywilizacyjnym przekupstwem. Zmuszony do wyjazdu, a raczej do ucieczki z Casarsy, po 1948 roku, kiedy proboszcz dowiedział się od jednego z podopiecznych, iż ten utrzymywał stosunki seksualne z Pier Paolem, nauczycielem, odbudowując sobie życie w Rzymie próbował odzyskać świat prymitywnych, półzwierzęcych instynktów w wielkim mieście.

Casarsie, rodzinnemu miastu matki, zadedykował swój pierwszy, dialektalny zbiór "Poesie a Casarsa" (Wiersze dla Casarsy, 1942). W kolejnych książkach, wierszem i prozą, friulańską arkadię zastąpi szorstką, metropolitalną niewinnością rzymskich przedmieść. W ostrych formach życia proletariatu, w jego brutalności, gwałtowności, w naturalnej predyspozycji do niehamowanych konwenansami wybuchów gniewu, dostrzega cnotę i prostoduszność. Wyrachowanie będzie domeną mieszczańskich kandydatów na rewolucjonistów, jak studenci 1968 roku, i morderców z dobrych domów, jak chłopaki z Parioli. Świat lumpów, wywodzących się z lumpowskich rodzin i skazanych na przekazywanie lumpowskiego statusu swojemu potomstwu, znajdzie opis w poezji, zwłaszcza w zbiorze "Le ceneri di Gramsci" (Prochy Gramsciego, 1957), z którego pochodzi "Lament koparki", i - bardziej dosadny - w powieściach, głównie w "I ragazzi di vita" (Chłopcy z przedmieścia?... Chłopaki wprost z życia?... Chłopaki z ulicy?... Chłopaki należący do życia? Po stronie życia?... Jak to przetłumaczyć?, 1955).

Kontakt z przedmieściami Rzymu i jego bohaterami pozwala mu na zrozumienie własnego dramatu uczestnictwa w świecie idei. Naturalnym punktem ciążenia dla intelektualisty niechętnego instytucjom była lewica - problem w tym, że ona sama stała się instytucją, kościołem, z tablicami prawa, kapłanami, urzędem do spraw czystości zachowań i wiary, który zresztą jego samego usunął z szeregów partii, za homoseksualizm. W tytułowym poemacie wspomnianej książki, "Le ceneri di Gramsci", stojąc na rzymskim cmentarzu innowierców (tak, tym samym, o którym pisaliśmy, i gdzie w cieniu piramidy leżą Keats, Shelley, August Goethe, Dario Bellezza i niania Iwaszkiewicza), przed grobem Gramsciego, ukochanego filozofa i mistrza, wyznaje sprzeczność własnego udziału w ruchu komunistycznym:

To skandal, że sam sobie zaprzeczam, że jestem

z tobą i przeciw tobie: z tobą w sercu,

w jasności, przeciw tobie w mrocznych wnętrznościach /.../



pociąga mnie życie proletariatu,

które było przed tobą, religią dla mnie

jest jego wesołość, nie tysiącletnia



jego walka; jego natura, nie jego

świadomość, pierwotna siła

człowieka...


"Tęsknię - mówił w jednym z wywiadów - za ludźmi biednymi, prawdziwymi, którzy bili się ze swym panem, lecz sami nie chcieli zająć jego miejsca". Wśród takich ludzi, których już prawie nie ma, należy szukać Rzymu Pasoliniego - peryferii opisanych w powieściach i wierszach, pokazanych w filmach. Tych, w których sam mieszkał.

"Był to najbardziej straszny okres w moim życiu", pisał o pierwszych rzymskich latach. "Uciekłem z matką, jak w powieści", wspominał. W styczniu 1950 roku uciekinierom z Friuli pomógł wuj, który znalazł matce Pier Paola, Susannie, pracę - sprzątanie. Pier Paolo wynajął pokoik na Piazza Costaguti, na granicy getta, przy znanych nam już ponurych posiadłościach rodziny Cenci. Przeszło rok później zamieszkał w dzielnicy Ponte Mammolo, nieopodal więzienia Rebibbia, na via Giovanni Tagliere 3. "Byłem bezrobotny, wystawiony na życie w rozpaczliwych warunkach. Niewiele brakowało, a bym umarł". Tyle miał na życie, co zarobił na sporadycznych korektach. To o tym okresie myślał, kiedy pisał o sobie w "Lamencie koparki" jak o ubogim kocie:

Ubogi jak kot z Koloseum,

mieszkałem na przedmieściu z wapna

i kurzu, daleko od miasta



i wsi, codziennie się wiłem

w rzężącym autobusie

i każda podróż, w obie strony,



byłą kalwarią potu i lęków /.../



Z innych przedmieść zapuszczali się tutaj

sprzedawcy oliwy, szmaciarze,

z zakurzonym towarem, który wyglądał



na owoc kradzieży, o okrutnych twarzach

chłopców postarzałych pośród występków

typowych dla synów matek surowych i głodnych...


Intelektualna wybitność Pasoliniego była jaskrawa, więc z czasem zaczął dostawać propozycje lepszej pracy. Poeta dialektalny z Abbruzzo, Vittorio Clemente, znalazł mu pracę nauczyciela w prywatnej szkole im. Franceska Petrarki w Ciampino, grubo za miastem, za dwadzieścia siedem tysięcy lirów miesięcznie, czyli niewiele więcej, niż nic. Lecz wkrótce pisarz Giorgio Bassani przedstawił go filmowcom z Cinecitta, w 1952 Pasolini pracował już przy scenariuszu "Prowincjuszki" Mario Soldatiego - był to początek drogi, która miała go zaprowadzić kilka lat później do współpracy z Fellinim przy "Nocach Kabirii", a potem do własnych filmów. W 1953 roku zamieszkał z matką i ojcem, który się do nich sprowadził, na przeciwległym do Rebibbii przedmieściu Rzymu, na Monte Verde - wzgórzu, które jest południowo-wschodnim, pofałdowanym w kolejne wzgórza, podnóżem góry Janikulum (Gianicolo). Najpierw, w 1953, na via Fonteiana 86, a od 1959 do 1964 roku na via Giacinto Carini 45, w domu, w którym mieszkała również rodzina Bertoluccich - poety Attilia i jego synów, przyszłych reżyserów, Bernarda oraz Giuseppe. Od 1964 do 1970 roku zajmował zdecydowanie lepsze mieszkanie w mussoliniańskiej dzielnicy EUR, na via Eufrate. Od 1970 roku jego stałym adresem była wieża Chia (kilkadziesiąt kilometrów od Rzymu, niedaleko Viterbo, a jeszcze bliżej parku w Bomarzo) - prawdziwa średniowieczna wieża, w której zakochał się kręcąc w okolicy "Ewangelię według Mateusza". W niej mieszkał do śmierci, choć często zatrzymywał się w Rzymie na via Eufrate, u uwielbianej mamy.

Nie tylko adresy, pod którymi mieszkał, składają się na Rzym Pasoliniego. Rzymem Pasoliniego są plaże nad Tybrem, pomiędzy mostami Garibaldiego a Sisto, na które chodził z Sandro Penną. Jest nim peryferia Quadraro, wybudowana dla powojennych nędzarzy pomiędzy via Casilina a via Tuscolana, gdzie w "Mamma Roma" prostytutka, grana przez Annę Magnani, zamieszkała z synem, żeby poprawić mu los. Rzymem Pasoliniego jest świat debiutanckiego "Włóczykija", Pigneto i Torpignattara, rodzinne rejony jego aktorów i środowiskowych konsultantów od podmiejskiej kultury i lumpowskiego języka, Franca i Sergia Cittich. I przedmieście pomiędzy Appia Antica i Appia Nuova, niedaleko źródła Acqua Santa, gdzie nakręcił "Twaróg". Obszary rozsiane po obrzeżach miasta, raz nad Tybrem, innym razem nad rzeką Aniene - wciąż ta sama ojczyzna biedaków, fatalne miejsce ich urodzenia lub kpina z nadziei na poprawę losu dla tych, którzy przyjechali z południa lub ze wsi. Choć trudno, oczywiście, powiedzieć, że nie należą do Rzymu Pasoliniego via Vittorio Veneto, w której ekskluzywnych lokalach bywał z filmowym towarzystwem w czasach, kiedy był już artystą uznanym. Albo kojące pejzaże ogromnych woali, jakie tworzą pałace nad Tybrem, lub "turkusowe wzgórza Lacjum", oglądane z Janikulum, a wspominane nad grobem Gramsciego.

Jest wtorek, ale świąteczny. Decyduję się jechać na Monte Verde, żeby zobaczyć ten skrawek Rzymu Pasoliniego bez samochodów, z małą dawką ludzi. Jadę od Tybru wzdłuż viale Trastevere, skręcam w prawo w Circonvallazione Gianicolense - szeroką ulicę, która okala Janikulum jak wąż. Potem w via di Donna Olimpia, jedną z ulic najczęściej wymienianych w powieści "I Ragazzi di vita". Wjeżdżam pod górę, pod sam mur ogrodu Doria Pamphili, skręcam w prawo i na wysokości bramy San Pancrazio zjeżdżam w via Fonteiana. Zatrzymuję się kilkadziesiąt metrów za domem nr 86. Kilkupiętrowy, czysty, chyba pięciopiętrowy budynek. Żadnej tablicy, ani śladu po biedzie i po dawnym mieszkańcu. Wchodzi kobieta z psem, pytam, czy mieszkał tu Pasolini. "Tak, w środku jest tablica, proszę". Jest, wmurowana w ścianę lśniącej klatki schodowej. Wychodzę, piję kawę w barze naprzeciw. Robię zdjęcia, zatrzymuje się przy mnie auto karabinierów, proszą o dokumenty. Pytam, z jakiego powodu. Mówią, że fotografowałem bank, więc na wszelki wypadek chcą spisać. Nie fotografowałem banku, lecz tablicę na gmachu banku, z napisem "via Fonteiana". Mówię, że szukam śladów Pasoliniego, informują, że o dwieście metrów dalej, na rogu via Abate Ugone, wisi tablica widoczna od zewnątrz. Widzę - upamiętnia 50. rocznicę "Ragazzi di vita". Sam budynek, na którym ją wmurowano, zajmuje w powieści ważne miejsce. Kiedy jeden z "chłopaków z życia", Riccetto, wraca do domu, nie może przejść, bo tłum i policja zagradzają drogę. Jak się dowiaduje, runął nagle gmach szkoły podstawowej im. Giorgio Franceschi. Jest rok 1951, w zwalonym skrzydle szkoły nie odbywała się nauka. Przebywali w niej ci, którym bomby alianckich wyzwolicieli zburzyły domy. Zginęło kilka osób.

Wchodzę w via Ozanam. Krępuję się, bo wiem, czego szukam. Raczej kogo. I nie mam pojęcia, jak ten ktoś mnie przyjmie. Prawie mam nadzieję, że go nie zastanę, bo jest święto. Ale drzwi "Scrittoio" są otwarte. Szklane framugi i nadproże wyklejone są odbitkami gazet ze zdjęciami Pasoliniego. "Można wejść", słyszę ze środka. Wchodzę do pomieszczenia cztery metry na pięć. Na ścianach wiszą obrazy, zwłaszcza pejzaże, i zdjęcia Pasoliniego, z Laurą Betti i Marią Callas. Wita mnie mężczyzna w wełnianej czapce, uderzająco podobny do Pasoliniego, o szczupłej twarzy, wąskich ustach i dźwięcznym, charakterystycznie metalicznym, niekiedy matowiejącym głosie. Wygląda na 65 lat. Przedstawiam się, mówię, że wiem, kim jest, a ja chodzę śladami Pasoliniego. "Miło mi, Silvio Parrello".

Silvio jest jednym z ostatnich pozostałych przy życiu chłopaków, o których w "Ragazzi di vita" pisał Pasolini. W powieści występuje pod przezwiskiem Pecetto, które przylgnęło do niego też w życiu. "Er Pecetto", żeby było już całkiem po rzymsku. Pytam, czy możemy pogadać. "Pece" to "lepik" lub "smoła". Ojciec Silvia był szewcem, zaklejał smołą dziury w butach, więc był nazywany "Smolarzem". Jego syn na zawsze już został "Smolikiem", choć jest malarzem i poetą, bojownikiem o pamięć PPP i prawdę o jego śmierci.

Pecetto wierzy, że Pasoliniego nie mógł zamordować szesnastolatek. "Pier Paolo ważył 68 kilo, ale był silny jak nikt w tej dzielnicy. Często graliśmy w piłkę, po godzinie zdychaliśmy ze zmęczenia, a on był świeży, jak gdyby dopiero co wyszedł na boisko. Lubił też boks i zapasy. Trzech najsilniejszych chłopaków na raz nie dawało mu rady. I taki Pelosi miałby się z nim uporać?! Wykorzystali chłopaka, był przynętą i tyle". Pecetto ma sporo wspomnień o Pasolinim, choć w 1951, kiedy runęła szkoła, miał zaledwie 12 lat. Ma też fotografie. "Monte Verde - wspomina - nie wygląda jak wtedy. I to w ogóle już nie jest tan świat. Wyobraź sobie, że chodziliśmy z Pier Paolem na plażę nad Tybr. Mieliśmy pod sobą przestronne, zielone zbocze, prowadzące do rzeki, którym schodziliśmy pod przęsła. Spróbuj zejść teraz. Nie zejdziesz, jakieś nowe domy, ogrodzenia. Nigdzie nie zobaczysz tego zielonkawego pyłu, przez który Monte Verde nazywa się Monte Verde". Czyli Górą Zieloną.

I Pasolini wymienia Pecetta w powieści jako członka grupy, która chodziła kąpać się koło przęseł. Te przęsła dopiero na początku lat 60. miały się stać mostem Marconiego. "Co zostało - mówi - to Wieżowce. Mussolini oddał je w 1938 roku, przesiedlano do nich biedaków z centrum". Wyprowadza mnie ze Scrittoio - skryptorium - i prowadzi w lewo, potem w głąb za budynek, na pierwsze podwórko. Rzeczywiście - bloki. Porządne, solidne, budowane z rozmachem. W pierwszym z nich mieściła się sekcja Włoskiej Partii Komunistycznej, do której zachodził Pasolini. "A tam, widzisz, Monte Splendore " Góra Splendor - pamiętam ją dobrze z powieści. Jestem pod wrażeniem, bo myślałem, że to miejsce nierzeczywiste, symboliczne, ledwie przeczuwany świat wyższej tajemnicy dla chłopaków skazanych na życie w przedmieściu.

Pod Monte Splendore, która jest jedną z wielu fałd na wzgórzu Monte Verde, Pecetto pokazuje palcem szkołę. "Tam było boisko, o którym pisał Pier Paolo, na którym grałem z nim w piłkę". Pytam o Riccetta. "Nie żyje. Prawie nikogo już nie ma " Pytam o szkołę, czy pamięta, jak runęła. "Pewnie, przecież pod gruzami zginęła matka Riccetta". Pytam, jak zapamiętał Pier Paola. "Delikatny, uprzejmy, uważny, a jednocześnie wyrazisty, z charakterem". Pytam, czy Pasolini wracał później na via Ozanam, Fonteiana, Quattro Venti, Donna Olimpia "Kiedy się wzbogacił i wyprowadził na via Carini, tam gdzie Bertolucci, niedaleko stąd, dostał od Felliniego Fiata 600 i często do nas podjeżdżał. Potem, kiedy pojechał na EUR, już nie. Kręcił filmy, na co dzień spotykał się z Franco i Sergio Cittimi, aktorami, a ich tereny to było Pigneto. Ale uwaga - obu Cittich poznał u nas, na Monte Verde. Byli trudnymi chłopcami, a tu był zakład specjalny, prowadzony przez zakonnice. Oni byli w tym zakładzie i on ich tam poznał".

Z biegiem czasu Silvio nabiera coraz większego zaufania. "Widziałeś kiedyś Riccetta?", pyta mnie i wyciąga stare zaproszenie na spektakl o chłopcach z '51, ze zdjęciem dwóch nastolatków, z papierosami w ustach. "Ten po prawej. A najciekawsze jest to, jak bardzo Riccetto był podobny do chłopców Caravaggia". Szczodrość, z jaką Pecetto pokazuje mi coraz to nowe materiały, staje się chaotyczna, jak gdyby krążył wokół czegoś, czego nie ma śmiałości nazwać czy dotknąć. Chyba nie odgaduję, raczej przypadkowo naciskam właściwy klawisz, z muśnięciem którego ociągam się zresztą świadomie. "Pino Pelosi - pytam okrężnie - nie był chyba stąd?" Pytam wywoławczo, sam wiem, że zabójca Pasoliniego wychował się za obrzeżami Miasta, w Guidonii, skąd Mamma Roma wyjechała z synem, by szukać dla niego szczęścia w Rzymie. Pecetto, jakby tylko czekał na hasło, rzuca się do szuflady i wyjmuje albumik ze zdjęciami. "Patrz, tu Pelosi siedzi ze mną w Scrittoio". Na zdjęciu, obok Pecetto, mocno już dojrzały mężczyzna rozmawia z przyjacielem Pasoliniego nie jak morderca, ale jak jeden z nich, jak ragazzo di vita. "Warto z nim porozmawiać?", pytam, ale Pecetto macha ręką. On już sam nie wie, co mówi. Choć jedną rzecz mówi ciekawą, i ona wyjaśniłaby wiele. Tam, w Ostii, nad morzem Powiem ci kiedy indziej", ścisza głos na widok mężczyzny, który wszedł do Scrittoio. Biorę do ręki album. Jest więcej zdjęć z Pelosim, nie tylko w skryptorium Pecetta. Na kilku z nich Pelosi stoi przed obeliskiem, na miejscu śmierci poety. I znowu wygląda jak ktoś, kto przyszedł do przyjaciela z kwiatami.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':