http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia, Czyściec, Pieśń V

Jarosław Mikołajewski
2009-12-04, ostatnia aktualizacja 2009-12-04 19:05

Kronika nagłej śmierci

Policjant sprawdza ciało Pier Paolo Pasoliniego zamordowanego w Ostii niedaleko Rzymu, listopad 1975 r.
Fot. AP
Policjant sprawdza ciało Pier Paolo Pasoliniego zamordowanego w Ostii niedaleko...
RAPORTY
Bardo niewiele - mgnienie zamykającego się oka - brakowało, a dusze, które Dante opisuje w V Pieśni Czyśćca, nie zdążyłyby pojednać się z Bogiem. Tak (w niestrudzonej interpretacji Porębowicza) jedna z nich wyjaśnia, jaki połączył je los:

Rozłączyła nas nagła śmierć z żywotem;

Do przedostatnich chwil my w grzechu trwali;

W ostatnich łaski ugodzeni grotem,



Win żałujący, skruszeni i biali

Z ciał swych my wyszli...


Umarli nagłą śmiercią, żyjąc w grzechu. Śmierć wyrwała ich z grzechu, nadała magmatycznej lepkości ich losu wyrazistość i twardość pomników. Wspominam słowa Pasoliniego: "Dopóki żyjemy, brakuje nam sensu. Śmierć dokonuje błyskawicznego montażu naszego życia, czyli wybiera jego najbardziej znaczące momenty. Tylko dzięki śmierci życie pozwala nam się wyrazić". Przy Pasolinim już pozostanę (jego nazwisko, rozsiane po całej "Rzymskiej komedii", domaga się większego skupienia), bo nikt w Rzymie nie zginął śmiercią bardziej gwałtowną i nikt bardziej brawurowo nie wyrwał się z winy. Lecz za chwilę, najpierw przypomnę ostatnie wersy tej pieśni, wypowiedziane przez sienenkę Pię dei Tolomei w błyskawicznym błaganiu o pamięć:

Ach, gdy wróciwszy znajdziesz się na świecie,

Gdy żagl wędrówki twojej się pozwija /.../

O mnie pamiętaj, proszę jestem Pija.

Siena mię rodzi, Maremma zgubiła.


"Siena mnie rodzi, Maremma zgubiła" - pomiędzy Sieną, miejscem narodzin, a bagnistą Maremmą, miejscem śmierci młodej kobiety z rąk zazdrosnego męża (jak mówi jedna z legend, bo inna wspomina o mężu, który przez gwałtowną śmierć żony chciał wejść w nowy związek), jest całe życie, skrócone słowami wypłukanymi z opisu do ledwie dającego się pojąć minimum.

Pasoliniego zrodziła Bolonia, wychowało Friuli, przez pełnię życia poprowadził Rzym. Lecz nie będziemy opowiadać całej jego biografii. Chcemy tu poczuć nagłość jego śmierci, więc przejdźmy do niej tak szybko, jak można.

Dopiero co wrócił z Paryża. Francuzom, czekającym na premierę jego najnowszego filmu "Salo, czyli 120 dni Sodomy", powiedział na pożegnanie: "Myślę, że wywoływać skandal to prawo, być jego ofiarą to przyjemność, a kto unika tej przyjemności, jest moralistą. Sam złożyłem właśnie dwie skromne propozycje, w stylu Swifta: pożreć nauczycieli szkół obowiązkowych i szefów włoskiej telewizji...".

Jest sobota, 1 listopada 1975 r. „Wstaje późno, jak zawsze - relacjonuje jego kuzyn. - Je w domu z matką, z Graziellą i Nico Naldinim. Potem pojawiają się Laura Betti i Ninetto Davoli. O czwartej przychodzi Furio Colombo, szef l'Unita, organu Włoskiej Partii Komunistycznej. Będzie przeprowadzał z nim wywiad, potrwa to do szóstej. Tytuł zaproponuje sam Pasolini: »Wszyscy jesteśmy zagrożeni «”.

Uzyskać wywiad z Pasolinim to przywilej. Od końca lat 60. jest najbardziej znanym włoskim artystą. Reżyserem, poetą, powieściopisarzem, eseistą - intelektualistą żyjącym w aurze nieustającego skandalu. Jego artystyczna klasa do skandalu jednak się nie ogranicza - jest genialny, czytany i podziwiany przez wielu, od robotników po papieża Jana XXIII. Ludzie piszą do niego listy z prośbą o wyjaśnienie zjawisk społecznych. Pytają na przykład, co sądzi o przerywaniu ciąży, a on - wbrew oczekiwaniom komunistów, którzy go mają za swego - twierdzi, że aborcja to zbrodnia. "Wiem, że większość jest za (...). Zalegalizowana aborcja jest bowiem niewątpliwie ogromną wygodą dla większości. Przede wszystkim dlatego, że ułatwiłaby spółkowanie, czyli stosunki heteroseksualne, dla których zniknęłyby wówczas praktycznie wszelkie przeszkody". I wykraczając poza zwyczajową poetykę debaty, sięga po argumenty, których nie da się odeprzeć ani podjąć, a które dla niego definitywnie rozstrzygają cały problem. "W snach i w codziennym zachowaniu, co wspólne jest wszystkim ludziom, żyję moim życiem prenatalnym, moim szczęśliwym zanurzeniem w matczynych wodach. I wiem, że ja tam istniałem".

Argumentacja ta zgodna jest z jego intelektualną metodą: "Namiętność i ideologia, lecz najpierw namiętność". Jego polemiki budzą lęk i gniew, zarówno wśród konserwatystów, jak i na lewicy. Nienawidził mieszczaństwa, oskarżał Kościół o kolaborację z kapitalizmem, który - jak twierdził - wkrótce pozbawi go sacrum i wchłonie.

Kiedy - jak pamiętamy z "Rzymskiej" o rewolcie 1968 roku - wybuchły protesty studenckie i doszło do starć młodzieży z policją, napisał wiersz "Nienawidzę was, drodzy studenci". "Jestem z policjantami", oświadczył w nim, tłumacząc, że to policjanci są prawdziwą biedotą - nędzarzami, którzy przyjechali z południa na północ dla zarobku, wygnanymi ze swej ziemi, przebranymi w ośmieszające ich stroje. "A wy - mówił studentom - jesteście synkami tatusiów, którzy, jeśli zostaniecie wywaleni z uczelni, zrobią was dyrektorami swoich fabryk". Tamci studenci - jak Marcello Flores, historyk - nie mogą zapomnieć mu tego wiersza do dziś.

Kilka godzin przed śmiercią, w rozmowie z Colombo, Pasolini wraca do tematu, który poruszył we Francji - wychowania i nauczania. "Pierwszą tragedią - mówi - jest wspólna edukacja, obowiązkowa i pomylona, która zapędza nas wszystkich na arenę, gdzie chce się posiadać wszystko, za wszelką cenę. Na tę arenę zostajemy zapędzeni jako dziwna, ponura armia, której jedna część uzbrojona jest w armaty, a druga w sztachety. Niby podstawowym obowiązkiem jest być po stronie słabych. Ja jednak twierdzę, że w pewnym sensie wszyscy są ofiarami. I wszyscy są winni, ponieważ wszyscy są gotowi do masakry. Byleby tylko mieć. Takie otrzymaliśmy wychowanie: mieć, posiąść, zniszczyć". "Jakie to śmieszne - zauważa w tej samej rozmowie - że w chwili, kiedy my sobie tu rozmawiamy, ktoś myśli, jak nas załatwić".

Słowa te zostaną odczytane jako przeczucie śmierci, podobnie jak wiele wypowiedzi z przeszłości. Lub wręcz jako próba wyreżyserowania okoliczności, w jakich miał umrzeć.

Po wywiadzie z Colombo je kolację z Davolim, ukochanym aktorem. O tym, co było potem, niczego pewnego nie da się już powiedzieć. Prócz tego, że po północy został zamordowany, a o 1.30 karabinierzy zatrzymali Giuseppe Pelosiego, 17-latka. Stawiają mu zarzut - kradzież samochodu, który prowadzi, alfy romeo, alfetty. W komisariacie Pelosi przyznaje się do kradzieży, w celi chwali się, że zamordował Pasoliniego. Czy był świadomy, kim była jego ofiara, nie wiadomo. Spontanicznie mówi o nim po imieniu - "Paolo" - ale twierdzi, że widział go po raz pierwszy. Być może poznał jego nazwisko w chwili, kiedy jeden z karabinierów po sprawdzeniu numeru rejestracyjnego powiedział: "Ale wpadłeś - ukradłeś samochód sławnej osobie, Pasoliniemu".

Ciało Pasoliniego zostaje znalezione nad ranem w podrzymskiej Ostii, na nabrzeżu, które wygląda jak wysypisko śmieci. Raport z oględzin lekarskich zawiera szczegółowy opis otarć, wylewów, złamań i ran na tułowiu, głowie, oraz uszkodzeń organów wewnętrznych. Mecenas i senator Guido Calvi, pełnomocnik rodziny i przyjaciel poety, który widział zwłoki, mówi mi krótko: - Był skatowany, miał powyrywane włosy. Wyglądał jak skrzep krwi. A Pelosi nie miał na sobie nawet plamy.

Na miejsce zbrodni, prócz policji, adwokatów i lekarzy przyjeżdżają przyjaciele, którzy usłyszeli komunikat radiowy. Niektórzy z nich - Oriana Fallaci, Calvi, Colombo, Michelangelo Antonioni i Alberto Moravia - na własną rękę próbują odtworzyć okoliczności śmierci. Inni podejmują się jeszcze trudniejszego zadania - zawiadomić matkę Pasoliniego, Susannę. Ukochaną matkę, którą w filmie "Ewangelia według świętego Mateusza" postawił pod krzyżem jako Madonnę. Do której modlił się w poetyckim błaganiu, by nie umarła przed jego śmiercią. Podeszli pod jej dom, wytypowali tych, którzy mają wejść. Po chwili ci, którzy zostali w bramie, usłyszeli zwierzęcy skowyt.

Inni przyjaciele, znajomi, a także wrogowie, zabierają się do prywatnych rozliczeń. Pamięć o Pasolinim jest niewygodna, coś trzeba z nią zrobić, jakoś się wytłumaczyć. „Kiedy usłyszałem wiadomość przez radio - pisał 9 listopada 1975 r. w „l'Espresso” Umberto Eco - odczułem wyrzut sumienia: kilka miesięcy temu, przy okazji jego artykułu o aborcji, złośliwie go zaatakowałem. Bardzo się tym przejął i odpowiedział mi z podobną złośliwością. Kiedy się dowiedziałem, że został tak brutalnie zamordowany, miałem poczucie winy, jak gdyby urazy na jego ciele były śladami długotrwałego linczu, w którym ja również wziąłem udział. Potem zrozumiałem, że o to mu chodziło. Walczył z powołania, z gniewu. Szukał ataku, prowokował go w chwili, kiedy publiczność zapadała w drzemkę. Czuł, że żyje wyłącznie wtedy, gdy mógł powiedzieć: »Dlaczego do mnie strzelacie? «”.

Wraz z informacją o morderstwie natychmiast pojawiły się dwie interpretacje: polityczna i obyczajowa. Większość lewicy skłonna była uważać, że było to morderstwo za poglądy, miażdżący wyrok za miażdżącą krytykę faszystów. Przy czym nie chodziło tylko o faszystów spod znaku postmussoliniańskiego MSI. Lewica miała na myśli dużą część społeczeństwa - establishment lat 60. i 70., konsumpcjonistyczne mieszczaństwo, któremu Pasolini nie pozwalał komfortowo sycić się owocami ekonomicznego boomu. Pariolini, o których pisałem w Piekle - młodociani mordercy z dobrych rodzin.

Jednak nawet ci, którzy skłonni byli wierzyć w polityczne pobudki morderstwa, przyznawali, że nie było na to dowodów. Colombo opowiedział po latach dziennikowi "La Repubblica", jak na gorąco, kilka godzin po zbrodni, z Antonionim i Moravią próbowali odtworzyć ostatni szlak przyjaciela. Jak rozmawiali z tymi, którzy mogli coś widzieć, i jak w końcu doszli do wniosku, że nie da się wykazać, iż zabójstwo miało tło polityczne.

Tymczasem za hipotezą obyczajową przemawiało dotychczasowe życie artysty. - Polityczna hipoteza to bzdura - zapewniał mnie jeden z przyjaciół Pasoliniego, poeta Amedeo Giacomini. - Bzdurą jest też, że Pasolini szukał śmierci. On szukał bólu, bo to dawało mu rozkosz. Miał skłonność do masochizmu. I często zdarzało mu się zapuszczać w rzymskie zaułki, a przy sobie miał jeden banknot o wartości jednej usługi. Chłopcu, który się zgodził na stosunek, płacił z góry. Następnie prosił o więcej, i chłopak dawał mu to, czego żądał, licząc na pełną zapłatę po wszystkim. Ale po wszystkim Pasolini, który celowo nie brał drugiego banknotu, mówił, że więcej nie ma. I wtedy niektórzy wyładowywali na nim swoją złość, na co, jak się wydaje, właśnie liczył. I pewnie tym razem zdarzyło się coś podobnego, tylko ze skutkiem śmiertelnym.

Krążyło wiele podobnych relacji, potwierdzanych lub podważanych przez bliskich.

- Pier Paolo był człowiekiem łagodnym - mówi mi mecenas Calvi. - Nikogo by nie oszukał obietnicą zarobku.

"A wiesz, co chcę ci zrobić? - pisał sam Pasolini w dramacie "Orgia". - I co ci zrobię? / Wiem / I nie prosisz, żebym tego nie robił? / Nie. / Lubisz to drżenie... / Drżysz i wiesz... / Lubię. Jak chory lubi wiedzieć, na co choruje".

W filmach, w poezji, w dramatach, zostawił wystarczająco dużo wskazówek do jednostronnej, obyczajowej lektury jego śmierci. Ludzie wiedzieli - a jeśli nie, to szybko dowiedzieli się z mediów - że został usunięty ze szkoły, w której uczył, za deprawowanie małoletnich, że napisał powieść "I ragazzi di vita" (Chłopaki z przedmieścia), z której łatwo można wyczytać jego namiętność do chłopców, zwłaszcza ubogich i krzepkich, podobnych do Pelosiego, że w jego filmach obecna była pochwała erotyki. Wiedziano też, że wytoczono mu dziesiątki procesów za obrazę moralności - to wystarczyło, żeby wersja Pelosiego zdobyła posłuch. A wersja, którą Pelosi podał 2 listopada 1975 r., w dniu śmierci Pasoliniego, brzmiała w skrócie tak.

"Znalazłem się z przyjaciółmi na stacji Termini około 22. Samochodem podjechał mężczyzna w okularach, mógł mieć 35-50 lat, miał szczupłą twarz, był przeciętnej budowy. Siedział w alfie romeo, którym potem jechałem, kiedy mnie zatrzymano. Wysiadł i podszedł do jednego z moich przyjaciół. Poszedłem do kiosku na Piazza dei Cinquecento przy Piazza Esedra. Po kilku minutach mężczyzna podjechał pod kiosk, wysiadł i podszedł do mnie. Nie złożył mi konkretnych propozycji, choć wiedziałem mniej więcej, o co mu chodzi. Zabrał mnie do restauracji niedaleko bazyliki św. Pawła. Zjadłem, bo byłem głodny, on wypił tylko piwo. Potem wsiedliśmy do samochodu. Po drodze powiedział, że zawiezie mnie na oddalone pole, że coś mi zrobi i da za to 20 tysięcy lirów. Mówiąc to, dotykał mi nóg i pieścił genitalia.

Zjechał z drogi asfaltowej i wjechał w alejkę z bitej ziemi. Najpierw wziął mi członka do ust, ale nie skończył ssać, tylko powiedział, żebym wysiadł z samochodu. Kazał mi się oprzeć o metalową siatkę ogrodzenia i przywarł do mnie od tyłu, próbując spuścić mi spodnie. Powiedziałem, żeby przestał, ale on podniósł z ziemi kołek - taki, jakimi się grodzi ogrody - i chciał mi go wsadzić w siedzenie. Złapałem kawałek drewna, odwróciłem się i powiedziałem: »Zwariowałeś? «. Był bez okularów. Wyglądał jak wariat, aż się przestraszyłem.

Uciekłem w stronę asfaltowej drogi, po błocie, a Paolo biegł za mną. Upadłem, poczułem go na sobie. Uderzył mnie w głowę kijem. Złapałem ten kij oburącz i zdołałem odpędzić Paola od siebie. Znów uciekłem i znów mnie dopadł. Uderzył mnie w skroń, bił po głowie i po innych częściach ciała. Podniosłem deskę i roztrzaskałem mu ją na głowie, ale nie przestał. Wydawało mi się, że nic nie czuje, nawet kiedy dwa razy kopnąłem go w jaja. Więc złapałem go za włosy, przygiąłem mu głowę do ziemi i dwa razy kopnąłem w twarz. Paolo chwiał się, ale miał dość sił, żeby uderzyć mnie kijem w nos. Wtedy straciłem kontrolę, krawędziami dwóch kawałków deski uderzyłem go kilka razy, aż usłyszałem, jak upada na ziemię i rzęzi. Wtedy pobiegłem w stronę samochodu. Nie pamiętam, czy uciekając przejechałem po jego ciele".

Sprawa wydawała się jasna - "sam się o to prosił", jak miał skomentować śmierć Pasoliniego Giulio Andreotti, czołowy polityk chrześcijańskiej demokracji, wielokrotny minister i premier. Nawet kuzyn reżysera Nico Naldini apelował, żeby nie doszukiwać się spisku.

- Mnie jednak - mówi dziś mec. Calvi - nie dawało spokoju podejrzenie, a nawet pewność, że Pelosi był tylko narzędziem. Pasolini był człowiekiem drobnym, lecz silnym. Pelosi był nastolatkiem. Czy byłby w stanie sam, bez pomocy innych, tak go zmasakrować?

Podobne podejrzenia mają również inni. Orianie Fallaci udaje się nawet uzyskać nieoczekiwane relacje świadków - opublikowała je 14 listopada 1975 r. w tygodniku "l'Europeo". "Istnieje również - pisała - inna wersja śmierci Pasoliniego: wersja, którą policja prawdopodobnie zdążyła już poznać, lecz o której nie mówi (...). Opiera się ona na świadectwach niektórych mieszkańców oraz bywalców baraków wokół placu, na którym został zamordowany Pier Paolo Pasolini. Zwłaszcza na tym, co przez pół godziny widział i słyszał pewien rzymianin, który w jednym z tych baraków miał schadzkę z kobietą niebędącą jego żoną. Oto, czego nie mówi - przynajmniej na razie - a co miałby do powiedzenia.

Pasolini został zaatakowany i zamordowany nie tylko przez Pelosiego, lecz jeszcze przez dwóch chuliganów, prawdopodobnie dobrze znanych w środowisku narkomanów. Po północy nadjechali motocyklem i razem z Pasolinim oraz Pelosim weszli do jednego z baraków, który pisarz wynajmował za sto tysięcy lirów za każdym razem, kiedy udawał się w to miejsce (...). Gwałtowna sprzeczka wybuchła jakiś czas po wejściu czterech mężczyzn do baraku. Któryś z trzech wyrostków krzyczał »Świnia, wstrętna świnia «. W pewnej chwili drzwi otworzyły się, Pasolini wyszedł i zaczął biec w kierunku swego samochodu. Dotarł do niego i chciał wsiąść, lecz dwaj chłopcy z motocykla dopadli go i wyciągnęli na zewnątrz. Pasolini wyśliznął się i rzucił do ucieczki, ale cała trójka znów go dopadła i zaczęła bić. Tym razem deskami i łańcuchami. Każdy z chłopców trzymał w ręku deskę, a dwaj motocykliści, bardziej postawni, również łańcuchy. Przerażony świadek, który nie chce opowiadać o całym wydarzeniu policji, mówi również, że widział twarze całej trójki napastników.

Była mniej więcej pierwsza w nocy, a kłótnia, którą musieli słyszeć wszyscy w okolicy, trwała jeszcze około pół godziny. Świadek widział również i to, że Pasolini próbował się bronić. Kiedy upadł bez sił, dwaj chłopcy pobiegli do jego samochodu i przejechali dwukrotnie po jego ciele, a Pelosi przyglądał się wszystkiemu z ubocza. Potem ci dwaj wysiedli z samochodu, wsiedli na motocykl i odjechali, a Pelosi krzyczał: »Zostawiacie mnie samego, zostawiacie mnie tutaj?! « (...) Wreszcie podszedł do samochodu Pasoliniego, wsiadł i odjechał”.

- Jeśli w zabójstwie uczestniczyli inni, to czy policja mogła o tym nie wiedzieć? - pytam mec. Calviego.

- Wykluczone. Przecież na miejscu zbrodni istniały nawet dowody obecności tych innych. Za paznokciami Pelosiego nie było naskórka Pasoliniego. Na Pelosim nie było śladów jego krwi. W alfie był zielony sweter, który nie należał ani do jednego, ani do drugiego.

- Dlaczego więc w wyroku mówiło się o jednym sprawcy?

- W pierwszym wyroku była mowa o uczestnictwie niezidentyfikowanych współsprawców, jednak sąd wyższej instancji uchylił ten zapis. To była decyzja odgórna.

- Czyja? - Nie wiem.

Sędzia Giuseppe Salme, który pamięta tamtą sprawę, mówi dziś dziennikarzowi "La Repubblica", że po swoim tekście w "l'Europeo" Fallaci była pytana o nazwiska informatorów, ale nie chciała ich podać, ryzykując nawet wyrokiem. Dziennikarka wyjaśni turyńskiej gazecie "La Stampa" po latach, w maju 2005 r., że nigdy ich nie poda, bo obiecała to swoim świadkom.

Skandalizujące życie Pasoliniego, literackie opisy masochistycznych pragnień, jakie pozostawił choćby w dramacie "Orgia", okazały się dla sędziów wystarczającą podstawą, by nie drążyć wątpliwości. Pelosi, pseudonim Żaba, który w 1975 r. miał 17 lat, dostał dziewięć lat, odsiedział siedem. Potem kilkakrotnie wracał do więzienia za kradzieże i rozbój.

Pełnomocnicy rodziny Pasoliniego, adwokaci Calvi i Marazzita, wielokrotnie próbowali doprowadzić do ponownego otwarcia dochodzenia. Uczynili z tego życiowe zadanie. Udało im się to w 1995 r., ale śledztwo nie wniosło niczego nowego, więc znów zostało zamknięte. Szanse na dotarcie do prawdy pojawiły się w maju 2005 r., kiedy Pelosi postanowił opowiedzieć w państwowej telewizji RAI inną wersję wydarzeń.

Początek opowieści jest taki sam jak przed 30 laty - stacja Termini, restauracja, jazda do Ostii, szybki seks w samochodzie. Nie ma już jednak "wariata" Pasoliniego, jego szału, bitwy. Zamiast tego pojawiają się trzej osobnicy, którzy wynurzają się z mroku. Jeden z nich każe Pelosiemu siedzieć cicho, dwóch pozostałych wyciąga Pasoliniego z samochodu. Kopią go, biją, czym popadnie, krzyczą "wstrętny komunista" i "kawał gówna". Mówią z południowym akcentem. Krótko mówiąc - po 30 latach Pelosi twierdzi, że to nie on zabił Pasoliniego, że nawet nie brał w tym udziału. "Dlaczego dotąd pan milczał?" - pyta dziennikarka. "Przez 30 lat żyłem w strachu - odpowiada. - Grozili, że zabiją mi rodziców. Teraz rodzice nie żyją".

Po programie z udziałem Pelosiego wielu przypomina się wersja Oriany Fallaci oraz rekonstrukcja zdarzeń mec. Calviego. „A wtedy policja mnie prześladowała - wspomina Fallaci. - Przysyłali do redakcji »l'Europeo « jakichś osobników, którzy chcieli, żebym wyparła się tego, co napisałam”. „Pelosi mówi teraz dokładnie to, co ja zawsze mówiłem przed sądem” - komentuje Calvi. „Gorzka to satysfakcja - dodaje mecenas Marazzita - powiedzieć, że mieliśmy rację. Ostatnia część relacji Pelosiego stanowi jednak podstawę do rozpoczęcia śledztwa od nowa”.

Po ostatnich rewelacjach Pelosiego nikt poważny nie chce z nim rozmawiać. "Do głowy - mówi Furio Colombo - przychodzą mi przykre myśli o takim osobniku, który czuje się ważny, jeśli ma coś ważnego do powiedzenia".

„Przecież ja i tak zawsze wiedziałem, jaką on odegrał rolę - komentował wystąpienie Pelosiego 72-letni reżyser Sergio Citti, uczeń i przyjaciel Pasoliniego. - Miał być przynętą. Posłużyli się nim, potrzebowali kogoś, na kogo mogliby zwalić morderstwo, bo właśnie tacy podobali się Pierowi Paolowi najbardziej - ciemni, krępi, z kręconymi włosami. Pelosi musiał przyjąć ich grę, grę ludzi »godnych szacunku «, którzy zaplanowali zabójstwo. Pier Paolo został zamordowany koło dworca Tiburtina, potem został zawieziony do Ostii, gdzie znalazła go policja. (...) Jego śmierć pasowała wielu osobom. Tym, którzy bali się jego umysłu, jego ducha i poczucia wolności”.

Citti twierdził, że wie, kto zamordował Pasoliniego, i powie to podczas konfrontacji z Pelosim. I przypominał epizod ze skradzionymi taśmami, którego prokuratura w pierwszych dochodzeniach nie wzięła w ogóle pod uwagę.

- O jakich taśmach mówił Citti? - pytam mec. Calviego.

- Przed zabójstwem Piera Paola w Cinecitta skradziono taśmy niezmontowanych jeszcze trzech filmów - potwierdza Calvi. - Był to któryś z filmów Sergia Leone, "Casanova" Felliniego i "Salo, czyli 120 dni Sodomy" Pasoliniego. Ktoś zadzwonił do Piera Paola i obiecał ich zwrot, ale zażądał, żeby przyjechał na dworzec Termini. Za wcześnie mówić, jak dokładnie potoczyły się dalej wydarzenia, ale Citti mówił prawdę - Pelosi był tylko przynętą.

- Skąd pan wie, że morderstwo miało podłoże polityczne?

- Bo umiem interpretować wydarzenia w ich historycznym kontekście. I jestem przekonany, że śledztwo wykaże, że mam rację.

- A cóż to za kontekst?

- W latach 70. panowało wielkie napięcie społeczne, faszyści byli źli, że Partia Komunistyczna staje się główną siłą polityczną we Włoszech. W 1974 r. zorganizowali zamachy, w których zginęli ludzie. Policja nie umiała znaleźć sprawców i wtedy Pier Paolo napisał esej "Ja wiem", gdzie oświadczył, że nawet nie mając wglądu do akt sądowych, intelektualista jest w stanie wyciągnąć wnioski i wskazać sprawców. To wywołało ich wściekłość. Pier Paolo był wielokrotnie zaczepiany, potrącany, bity. Raz zdarzyło się to również w mojej obecności. Wytaczano mu procesy sądowe, i to najbardziej absurdalne. Został na przykład oskarżony o obrazę uczuć religijnych jako twórca "Twarogu", filmu, który od franciszkanów otrzymał nagrodę za wysokie wartości religijne. To kpina, przecież "Ptaki i ptaszyska" czy "Ewangelia" dedykowana Janowi XXIII to filmy o niezwykłej inspiracji religijnej. Centralną postacią jego twórczości był Chrystus.

- W swoich propozycjach społecznych Pasolini był utopijny. Weźmy hasło zniesienia obowiązku szkolnego czy zlikwidowania telewizji.

- Przecież on sam nazywał te propozycje "swiftowskimi", czyli świadomie utopijnymi. Chciał swoimi prowokacjami wskazywać główne źródła urawniłowki - szkołę i mass media. Z utratą tożsamości, korzeni, osobistego przeżywania świata. Na ulicach Rzymu nie odnajdywał już chłopców, którzy przeżywali świat w pierwszej osobie, tylko przedwcześnie podstarzałych frustratów. Opłakiwał upadek prawdziwego proletariatu i jego wesołości. Widział, że nawet bogaci i biedni narkomani stali się do siebie podobni, bo u podstaw ich rozczarowania światem było to samo - poczucie pychy i nuda. Zabójstwo Pasoliniego nazywam politycznym, bo został zabity za przeciwstawienie się społeczeństwu, a pewne zorganizowane grupy tego społeczeństwa starały się go prześladować.

W czerwcu 2005 r., po dłuższym wahaniu, rzymska prokuratura postanawia wrócić do sprawy. Pelosi podtrzymuje to, co powiedział w telewizji, jednak twierdzi, że nie zna tożsamości sprawców. We wrześniu dochodzenie znów zostaje zamknięte, w październiku umiera Sergio Citti. Dzwonię do Calviego:

- Dlaczego zamknięto sprawę?

- Podobno z braku dowodów.

Przyjaciel i uczeń Pasoliniego, Ferdinando Camon, człowiek, którego nie da się oskarżyć o ukrywanie dowodów świętości poety, pisze w "Quotidiano delle Venezie": "Różnica zdań jest ostra, bo ostra i bezkompromisowa jest potrzeba ( ) utrwalenia Pasoliniego w historii jako poległego antyfaszysty. Śmierć w walce z faszyzmem odpowiada potrzebie przyjaciół Pasoliniego, i nie rozumiem dlaczego. ( ) Kocham go bardzo, lecz nie czuję potrzeby upiększania jego śmierci. Umarł, jak wiele razy ryzykował, że umrze. ( ) Ci, którzy chcą nas przekonać, że Pasolini zginął w walce z faszyzmem, odczuwają potrzebę znalezienia winnego tej śmierci, winnego z zewnątrz, tajną policję, partię kościelną, rząd, prawicę. Je również wierzę, że śmierć Pasoliniego jest śmiercią zawinioną. Przede wszystkim przez niego, bo nie jeździ się nocą samochodem, żeby kupować sobie nieletnich. Lecz również przez nas, przez wszystkich, jeżeli ktoś, tylko dlatego, że jest homoseksualistą, musi trawić swoją seksualność w ten sposób, po kryjomu, w ucieczce, za pieniądze, w zagrożeniu (kiedyś złamali mu nos), we Włoszech i w Trzecim Świecie. Pasolini był nam potrzebny, nazwał wiele naszych problemów, politycznych, moralnych, społecznych ( ). My nie zrobiliśmy dla niego nic. My katolicy, my demokraci, my komuniści, my moraliści, my Włosi pozwoliliśmy mu tonąć we wstydzie. Włoska Partia Komunistyczna wyrzuciła go za zgorszenie, zamiast zrozumieć, że również homoseksualiści są ofiarami mieszczańskiego społeczeństwa. Kościół go wyklął, wpisując homoseksualizm pomiędzy "grzechy, które wołają o postę do Nieba". Ojciec wstydził się go (lecz wycinał z gazet wszystkie jego artykuły; w Casarsie Pasolini jest pochowany razem z matką w podwójnym grobie, małżeńskim; ojciec leży sam, daleko). ( ) To są nasze winy. Nie zrozumieliśmy go. Spróbujmy zrozumieć go teraz i zaakceptujmy takim, jaki był. Jego pisarstwo było wielkie i wielkie pozostanie. Życie zakończył tak, nie inaczej. Cisza."

Na miejscu śmierci Pasoliniego stoi dziś cementowy obelisk. Wokół jest trawa otoczona drucianą, dziurawą siatką. Wokół siatki - nieformalne wysypisko, łodygi mieszają się z cegłami, tłuczonym szkłem, prezerwatywami. Kilkanaście metrów od tego miejsca jest morze, które wysoko wyrzuca pianę ponad falochrony, wokół fruwają i krzyczą mewy. Jacek Napiórkowski, mój przyjaciel, poeta, z którym stoję przed obeliskiem, patrzy w osłupieniu, próbując ogarnąć sztukę Pasoliniego, jego życie i śmierć. I to miejsce. "Dlaczego zawsze na śmietniku?", pytał w wierszu ksiądz Janusz Pasierb, poeta zafascynowany Pasolinim i tajemnicą jego śmierci. Inny poeta, Tadeusz Różewicz, napisał:

Zakatrupiony

deską

na śmietniku Pier Paolo

próbuje z martwych wstać





w stulonych dłoniach niesie

ludzkie krwawe

przyrodzenie jak pisklę

w gnieździe

przed tron Pana



i ziemia ta niebieska

nieziemsko piękna

we wszechświecie rana

karbunkuł w łonie

drogi mlecznej

pluje krwią i spermą



to ty Pier Paolo

powiedziałeś

"Człowiek widzi z daleka człowieka,

który zabija innego człowieka.

Jest świadkiem działania,

dystansuje się odeń"



jakiś człowiek

widział z daleka

innego człowieka

który zabijał ciebie

La Terra vista dalla Luna

il porcile

ledwie opierzony

żółtodziób

giovane di primo pelo

piekarczyk z palącymi oczami

Fornariny

zwarł pośladki

odbytnicę raju



niedorosły jeszcze do powroza

do wyroku śmierci amorino

spożywający gówno świata

jeden z bohaterów

Salo czyli 120 dni Sodomy



Stworzony na obraz

i podobieństwo Boga

Pier Paolo czeka

na sąd ostateczny

I już w prywatnej rozmowie w Rzymie, w maju 2005 r., mówił mi Różewicz: - Los Pasoliniego to jedyny, który przychodzi mi teraz do głowy jako los na miarę Szekspira. Tylko kto miałby to teraz napisać? Chyba on sam.

Tak, nie znam śmierci bardziej nagłej od śmierci Pasoliniego. Nagłej nie znaczy niespodziewanej.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':