http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia, Pieśń XXXIII

Jarosław Mikołajewski
2009-10-23, ostatnia aktualizacja 2009-10-23 19:26

Głowa słodka i piękna

Kosciół San Pietro in Montorio na Janikulum
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Kosciół San Pietro in Montorio na Janikulum
Zamek świętego Anioła
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Zamek świętego Anioła
Kosciół San Pietro in Montorio na Janikulum
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Kosciół San Pietro in Montorio na Janikulum
Ołtarz w kościele San Pietro in Montorio na Janikulum
Maria Perchuc
Ołtarz w kościele San Pietro in Montorio na Janikulum
RAPORTY
Piękna jest końcówka pieśni XXXII i cała pieśń XXXIII, przejmujące są, a najwyższą pochwałą, jaka mogła za nie spotkać Dantego, jest własnoręczny przekład Mickiewicza, w tym takich oto fragmentów:

Gdy z miejsc okropnych szukamy przechodu,

Dwóch potępieńców ujrzałem w parowie:

Wyższy niższemu głową legł na głowie;

A jak łakomie szarpiemy chleb z głodu,

Tak on zatopił kły w ciało sąsiada,

Tam kędy czaszka do barków przypada


Opis spotkania z hrabią Ugolinem della Gherardesca, który tak właśnie zaczyna się w pieśni poprzedniej, przechodzi płynnie na pieśń XXXIII, gdzie:

Od strawy dzikiej oderwał paszczękę

Ów potępieniec i krew z ust ocierał

Włosami czaszki, której mózg pożerał...


Nie tylko kara, jaka spadła na Ugolina, ponura jest i smutna, zasługująca na miłosierdzie, ale i jego historia. Mniejsza o to, że cierpi, i jak cierpi, po śmierci za zdradę swojej ojczyzny Pizy. Znacznie okrutniej wycierpiał się za życia, osadzony w twierdzy z synami, widząc ich śmierć głodową. Słysząc, jak dzieci proszą, żeby nasycił głód ich ciałami:

"Ojcze kochany, ulżyj twojej męce,

Zjedz twoje dzieci, tyś nas ubrał w ciało,

Tobie nas biednych rozebrać przystało..."


W opętańczym szale wymyślania kar i odrzucania okoliczności łagodzących, choćby i tak poważnych, jak już odbyte cierpienia, Dante każe zdrajcy ojczyzny wgryzać się w głowę biskupa, który go zdradził, a ponadto skazał na śmierć. I nic nie przemówiłoby do mnie na korzyść Dantego, gdyby nie sama "Boska..." - to, że nasz poetycki fundamentalista jednak otworzył usta na jego cierpienie, opisał jego dzieje. My jednak Ugolinem zajmować się nie będziemy, bo to nie rzymianin, tylko pizańczyk. Zajmiemy się głową, wydaną na męki nie mniejsze niż kąsana przez Ugolina głowa biskupa Ruggieri. Ktoś powie, że o głowie już było, w poprzednim odcinku. Owszem, lecz były to bezmięsne czaszki. Anonimowe, układane we wzory. Dziś będzie o głowach obleczonych w osobiste rysy.

Pierwsza z głów, jaka się prosi o wspominki, jest głową mnogą i należy do zwierząt, które przed świętami, czy to Wielkanocy, czy Bożego Narodzenia, pojawiają się na wystawach sklepów spożywczych. Rzymska kuchnia opiera się tradycyjnie na częściach, które spadały z pańskiego stołu. Spójrzmy na Piazza Giustiniani, na Testaccio. Jest tam ważny ośrodek kulturalny, który był kiedyś ubojnią i do dziś nosi wdzięczną nazwę "Stara Ubojnia" - "Vecchio Mattatoio". Kiedy ubojnia nie była jeszcze kulturalnym ośrodkiem, po uboju słudzy bogatych domów wieźli mięso na drugą stronę placu, do rzeźników-artystów, i kazali ciąć je na porcje. Zapłatą były ogony, łapy i głowy, które drobni ci rzeźnicy gotowali po swojemu tak, żeby smakowały jak mięso zasadnicze, które wędrowało na stoły biskupów i hrabiów, kardynałów i książąt. Gotowali dla siebie, ale i dla pielgrzymów, stąd na Piazza Giustiniani, na wprost ubojni, przetrwało kilka restauracji, które odziedziczyły nie tylko koncesję do usług kulinarnych, lecz również przepisy i do dziś, po cenach znacznie wyższych niż te dla ubogich pielgrzymów, podają głowiznę i ogon ("coda alla vaccinara"). A mnie, jako żywo, kiedy widzę, jak rzymianie wgryzają się w zwierzęce głowy, przypomina się opowieść o zębach Ugolina i głowie biskupa Ruggiera, a przed rokiem, kiedy patrzyłem na przedświąteczne wystawy, ułożył mi się wiersz, który tak oto się kończy:

... brzuszek julki



jej wąski brzuszek

falujący przez sen

pod ściągniętą piżamką



jest i żeberkiem

zarżniętego królika



szare oczy ojca

który już nie żyje



jego niewidzące

niewidziane oczy

są oczami ślepego zająca na pętli



przeglądają się ich żywe

i martwe spojrzenia

w bożym baranku

na rzymskiej wystawie

z głową owiniętą w woreczek foliowy

który która które

gładzi grzechy świata



moje

moich żywych i nie



morał ktoś może

w warszawie czy w rzymie

wyczyta że piszę przeciw zabijaniu



i jedzeniu mięsa

zanim piec ostygnie



albo znacznie potem

kiedy piec już zgasł



i ktoś ten część racji

pewnie będzie miał



*


"Głowa jej słodka i piękna, łagodne spojrzenie i oczy bardzo duże mają zdziwiony wyraz osoby, którą zaskoczono w chwili, gdy płacze gorącymi łzami. Włosy są jasne i piękne. Nie ma w tej głowie nic z owej dumy rzymskiej ani z tej świadomości własnej siły, jakie często czytamy w nieustraszonym spojrzeniu jakiejś córy Tybru..." To część najsłynniejszej z "Kronik włoskich" Stendhala (w przekładzie Boya-Żeleńskiego), poświęconej Beatrice Cenci, a ściślej część wstępu do tej kroniki, w którym opisuje on portret Beatrice pozostawiony przez Guido Reniego. Do dziś portret można podziwiać tam, gdzie w 1823 roku oglądał go Stendhal, czyli w pałacu Barberinich.

Jaka była historia Beatrice Cenci, zakończona tragicznie w 1599 roku, najlepiej dowiedzieć się właśnie od Stendhala albo od innych romantyków, na przykład od Shelleya (który, jak wiemy, leży na niekatolickim cmentarzu w Rzymie) lub Słowackiego, który w swoim dramacie wkłada w usta "Beatrix" stosowne westchnienie "O! Jak mi strasznie będzie skonać..."

Konała Beatrice Cenci rzeczywiście strasznie, na placu straceń przed znanym nam doskonale Zamkiem świętego Anioła. Nie musiała zginąć. W zbrodni, której się dopuściła, Klemens VIII mógł dojrzeć akt desperacji, miarę tragedii, której dziewczyna doświadczyła sama - rozumieli to, i zabiegali o łaskę, prawnicy, ludzie Kościoła, lecz ich starania nie mogły przekonać papieża, który niespełna rok później miał dopuścić do spalenia Giordana Bruna. Dziewczyna, jedno z dwanaściorga dzieci (z których ośmioro szybko zmarło) Francesca z potężnej rodziny Cenci, była ofiarą ojca potwora, seryjnego gwałciciela i niepohamowanego gwałtownika. Kiedy Francesco, skłócony z prawem, uciekł z Rzymu do posiadłości w okolicach Rieti i tam skupił swoje bestialstwo na Beatrice, jej dwóch braciach Giacomo i Bernardo oraz drugiej żonie Lucrezii, dziewczyna skłoniła bliskich do ojco- i mężobójstwa. Z rekonstrukcji morderstwa można by nakręcić wyjątkowo krwawy film grozy o nadludzkim trudzie zabijania i nieludzkim uporze przetrwania, do czego zawodowo i stylistycznie się nie nadaję, wspomnę więc tylko, że przy trzeciej próbie unicestwienia potwora trójka dzieci, żona oraz kochanek Beatrice zadźgali bestię, połamali jej kończyny i, żeby upozorować wypadek, zrzuciły ciało z balkonu. Ojca pochowano, rodzina wróciła do Miasta, kogoś zaniepokoiły ukryte pod Rieti zakrwawione prześcieradła, i próżno było Beatrice tłumaczyć, że poplamiła je nader obfita menstruacja. Proces, który zakończył się szybciej niż mógł wskutek powodzi, największej w odnotowanej historii Tybru, przyniósł wyroki skazujące dla wszystkich, prócz małoletniego Bernarda, osadzonego w więzieniu. Giacomo został poćwiartowany, a Lucrezia i Beatrice pozbawione głowy. Scenie przyglądał się nie tylko, o czym wspominaliśmy już, Caravaggio. Wśród tysięcy gapiów był i inny malarz, Orazio Gentileschi, z maleńką Artemisią na rękach, która 12 lat później miała zostać zgwałcona przez innego asystującego straceniu Cencich malarza, Agostino Tassi. Czy wyglądała Beatrice tak samo, jak na portrecie Reniego, nie wiemy. Wiemy, że wiek modelki zgodny jest z wiekiem dziewczyny w chwili, kiedy ją ścięto. "Słodka i piękna" głowa, która patrzy pożegnalnie w Galerii Barberini, może mieć 21 lat, ile miała Beatrice Cenci 11 września 1599 roku. Wyglądała dziewczęco, niewinnie, miała wszystkie atuty, by pozyskać miłosierdzie tłumu. Nie zjednała sobie jednak miłosierdzia papieża, który przed Rokiem Jubileuszowym cenił wszelkie dochody, nawet te pochodzące z konfiskaty majątku upokorzonej rodziny.

Prócz portretu, w Rzymie wiele jest pamiątek po Beatrice, miłym trafem w najpiękniejszych miejscach Miasta. Przede wszystkim Monte Cenci na samej granicy getta (patrząc od strony Largo Argentina), blisko Tybru, na wysokości Wyspy - intymny wzgórek, na którym stało domostwo rodu i rodowy kościół. Miejsce jak z bajki sennej i okrutnej, zmurszałe wspomnienie o powalonej świetności. Kwadratowy placyk, na którym, pod numerem 56, wciąż mieszka rodzina Cenci, potomkowie pozostałego przy życiu braciszka Beatice, Bernarda. Jest też na placyku rodowy kościół świętego Tomasza, na którym, jakby nigdy nic, wisi sobie tablica wspominająca mecenasa świątyni o nazwisku "Franciscus Cincius", czyli bestialsko zamordowaną bestię. W kościele tym co roku, w rocznicę egzekucji, odprawia się mszę za dusze straconych członków dynastii. Są w nim grobowce Cencich. W tym, który przygotował dla siebie Francesco, leży poćwiartowane ciało jego syna, ojcobójcy Giacomo. Z woli Beatrice, jej głowa złożona została pod bezimienną tablicą, pod ołtarzem kościoła San Pietro in Montorio, nad którym wisiało wówczas "Przemienienie" Rafaela, na górze Janiculum, tuż obok miejsca ukrzyżowania świętego Piotra. Nie znajdziesz tam już, wędrowcze, tablicy, nie znajdziesz też chyba głowy, ponieważ, jeśli wierzyć relacji naocznego świadka profanacji, malarza Camucciniego, w 1798 roku francuski żołnierz skradł ją razem ze srebrną tacą, na której była złożona, i poszedł sobie, podrzucając ją beztrosko jak piłkę. Z innych miejsc, w których dobrze jest wspomnieć Beatrice, chętnie wskazuję melancholijną i malowniczą via Monserrato, nieopodal Pałacu Farnese, gdzie w miejscu, na którym stało więzienie i z którego wyprowadzono dziewczynę jest dziś stosowna tablica, a także Muzeum Kryminologii z mieczem, którym ścięto ją i jej macochę Lucrezię. Nie mówiąc już o placu przed świętym Aniołem, gdzie duch pięknej głowy ukazuje się raz do roku, rzecz jasna 11 września.

W roku, w którym Francuz skradł głowę Beatrice, urodził się Adam Mickiewicz, przypomnijmy więc jeszcze tercynę w jego przekładzie, którą Dante żegna się z Ugolinem:

Skończył i dziko wywróciwszy oczy,

Na nowo usta w krwawą czaszkę broczy

I jak pies zębem zgrzytając rwie kości.


  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':