http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia, Pieśń XXXI

Jarosław Mikołajewski
2009-10-09, ostatnia aktualizacja 2009-10-09 18:36

Ciało wzgórz

RAPORTY
Gdy na początku XXXI pieśni (co w topografii Piekła oznacza przejście z ósmego do dziewiątego kręgu) Dante w ciemności widzi wieże i pyta Wergilego o nazwę zwieńczonego nimi miasta, autor "Eneidy" poucza go (polszczyzną Porębowicza):

Oczy, puszczone w mroczną okolicę,

Dalekiej mety wypatrzeć nie mogą,

Więc zaludniają mrzonkami ciemnicę.



Skoro za naszą tam zajdziemy drogą,

Poznasz, jak przestrzeń łudzi wzrok wątpliwy /.../



Wiedz, że nie wieże to są, lecz olbrzymi;

Z pośrodka jamy, w głąb piekielną wklęsłej,

Tułowy sterczą wyprostowanymi...


Nauka moralna jest prosta - kiedy jest ciemno, nie należy wyciągać pochopnie wniosków co do osób i rzeczy po ich zarysie, bo, niczym Dante, olbrzymów można uznać na przykład za Monteriggioni, miasto pod Sieną skądinąd śliczne, szczelnie otoczone murami, nad którymi królują wieże obronne.

Otóż w czasach, kiedy moje wyobrażenie o Rzymie kształtowały wyłącznie książki, bardzo poważnie przyjmowałem sugestię, że jest to miasto na siedmiu wzgórzach, a moja wiecznie infantylna wyobraźnia podsuwała mi obraz pagórków tonących w zieleni i starożytnych gruzach, dość gęsto zabudowanych złoconym barokiem, z wyraźną linią stromych zboczy i najeżonych wierzchołków, więc kiedy po raz pierwszy znalazłem się w Rzymie, natychmiast zacząłem się za nimi rozglądać. I co? I nic - ani śladu po stromiznach i szczytach, prócz dalekich, turkusowych (jak słusznie określił ich barwę Pasolini) Apeninów Lacjum, ze śnieżnymi gniazdami na szczytach. Jedynym wzgórzem, które udało mi się wtedy wyraziście zobaczyć, było Janiculum, które do siódemki jednak nie należało, bo cała siódemka pierwotnych wzgórz Rzymu znajduje się nie po tej stronie Tybru. W następnych latach odkryłem Monti Parioli (mówiliśmy już o nich), które też były spoza siódemki, potem wzgórze Pincio nad Piazza del Popolo i szczyt Schodów Hiszpańskich. Dopiero z czasem...

Ze wzgórzami Rzymu obchodzono się różnie, rozkopywano je, zabudowywano, zasypywano dzielące je doliny, kaleczono, ścinano, więc Rzym, który leży na siedmiu wzgórzach, i który jest tylko małą częścią Rzymu, to pofałdowana równina. I jeśli do czegoś jest ona podobna, to chyba tylko do śpiącego na wznak ciała kochanej osoby.

Miasto na wzgórzach jest śpiącym na wznak ciałem kochanej osoby przez bezkształt tułowia rozrzuconego na sen, gdzie pod fałdami skóry dostrzegasz przęsła kości, a w cieniu nocy musisz się wspomóc koniuszkami palców, żeby przypomnieć sobie, gdzie są rozstępy, zgrubienia, szczeliny, a jeśli trzeba, to węchem i smakiem, czubkiem języka i rozszerzonymi nozdrzami.

Palatyn i Kapitol, które dały początek Rzymowi, są najbardziej odrębne, jak piersi. Ich obrzeża można dosłownie pieścić palcami, rozkoszować się nagłymi zmianami faktury pomiędzy gładką podstawą a szorstkim spiętrzeniem sutków. Majestatyczną, rozległą doliną mostka pomiędzy i pod piersiami jest Forum Romanum, najbardziej intymną przełęczą - klin, który wrzyna się między wzgórza od strony via Jugario i, widząc dalej, od kościoła San Nicola in Carcere, odwróconego plecami do Tybru.

Na ciele z siedmioma wzgórzami najbardziej wyraźna przełęcz rozdziela Palatyn od Awentynu, i jest Circo Massimo, bo o tej przełęczy mowa, jak wklęsłość splotu pomiędzy piersiami, żebrami, a łagodnym wzniesieniem brzucha. Kto spojrzy na Awentyn nie od Palatynu, lecz od Tybru, dalej, zobaczy mniej delikatną wyniosłość - gwałtowne brzuszysko ziemi, na którym, jeśli się na nie posunąć, jakie się ciągną przyklasztorne ogrody, jakie tarasy, jakie bazyliki, jaka cisza i jakie domy w tej ciszy.

Oddalając się od Kapitolu, przesuwając dłoń (język, wargi, czubek nosa...) do drugiego bieguna Circo Massimo, na wprost Palatynu poczujesz Celio, wzgórek wczesnochrześcijański, najbardziej intymny i święty, pachnący świeżo rozkopaną ziemią, wilgocią podziemi i dopiero co opuszczoną przez ciało pościelą. Ulica Labicana będzie kolejnym wąwozem, za którą wstąpisz na Oppio, zaniedbane przedwzgórze Eskwilinu, poharatane i kochane na ciele kochanym jak blizna po cięciu cesarskim. Za Eskwilinem - nieznaczny Wiminal, nibywzgórze, zatopiony w podmokłych wspomnieniach porastającej go kiedyś trzciny, przedsionek Kwirynału, który otwiera wzrok i domyślność na Rzym za wzgórzami, na jego nogi i ręce, pachy, pachwiny, na liczne jego głowy i palce.

Tak, wiem, części tułowia nie składają się z powrotem na tułów, lecz ciało, o którym mówię, jest nocne, rozrzucone na sen, wydane na światła sztuczne samochodów i domów, często rozkołysane, i na blaski księżyca, modulowane przez drzewa kołysane przez wiatr. Poza tym, jest to ciało kochane, dające upojenie, odbierające dech, mylące zmysły i myśli, o którym wiadomo tylko jedno - że chciałoby się je zamknąć na raz w jednej dłoni, jednym węchu i smaku.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':