http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia. Pieśń XXV

Jarosław Mikołajewski
2009-08-28, ostatnia aktualizacja 2009-08-28 18:41
Fot. Waldemar Gorlewski / AG

Ręka Pollaka


Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
RAPORTY
A jednak, mimo zapewnień sprzed tygodnia, węży ominąć nie umiem. Dante przenosi je z pieśni poprzedniej, wyraźnie kibicując im w zapasach ze złodziejami, jak na początku Pieśni XXV, gdzie tak oto opisuje bluźnierstwo złodzieja o nazwisku Vanni Fucci i natychmiastową karę (w wersji Juliana Korsaka):

... złodziej podniósł pięści obie,

W każdej sterczała figa jak gwint w szrubie,

A krzyczał bluźniąc: "Boże przyjm to sobie!"

W tem wąż, i za to odtąd wężów lubię,

Ścisnął za szyję bluźniercę, oszusta,

Jakby rzekł: "więcej nie zbluźnią twe usta".

Drugi ramiona w węzły i pierścienie

Tak jemu związał i gryzł jego ręce,

Że stał jak gdyby skamieniały w męce...


Wspominaliśmy już w naszych wędrówkach o dwóch wężach: przed jednym z nich w Muzeach Kapitolińskich antyczna dziewczynka ratowała gołębia, drugi zamieszkał na Wyspie Tyberyjskiej, wskazując miejsce, gdzie miał powstać szpital. Chodząc po muzeach i kolekcjach łatwo jest spotkać żmiję na przedstawieniach umierającej Kleopatry, lecz wężem, który z pamięci o Rzymie wybija się najsilniej, pozostaje bez wątpienia gad, z którym walczy Laokoon.

Żeby przypomnieć sobie Grupę Laokoona, wybrałem się do Muzeów Watykańskich, z zamiarem ignorowania całej reszty zbiorów. Chciałem zobaczyć tylko ją, i nic więcej. Był spory tłum zwiedzających, ale kolejki po bilety nie było. Do samej Grupy też dojść nie było mi trudno: dwa rzędy schodów, Ośmioboczne Podwórze (Cortile Ottagono), a tam - ona. Rozdzierająca scena walki brodatego ojca i efebicznych synów z potworną gadziną. I zdałem sobie sprawę, że sam znalazłem się pod brzuchem sunącego po moich plecach węża, który od bramy Muzeów ciągnie się przez Laokoona, Matejkę, Stanze Rafaela i Sykstynę do odległego wyjścia. Droga jest jedna, nie da się pójść na skróty, pomijając na przykład Sykstynę. Trzeba się poddać osłabiającemu ruchowi węża, przestawianiu z miejsca w miejsce, zależnie od tego, czy ktoś chce zrobić sobie z Grupą zdjęcie z lewej czy z prawej, z rodziną czy bez. Nie wiem, czy tak jest zawsze, ale jest tak na pewno w tej chwili, w końcu upalnego sierpnia 2009 roku.

Węże z „Boskiej Komedii” dorównują potwornością wężowi Laokoona, lecz nie ma mowy o bezpośredniej inspiracji. Raczej o wspólnym dla poety i twórców Grupy źródle, Wergiliuszu, który prowadzi Dantego przez piekło. Jak pamiętamy, Dante był w Rzymie i teoretycznie mógł w nim widzieć wszystko, ale nie Grupę. Rzeźba, wykonana zapewne pod koniec I wieku przed Chrystusem, przeleżała w ziemi hen od upadku Cesarstwa aż do 1506 roku, kiedy odkopano ją na Eskwilinie, w pobliżu Term Tytusa, wzniesionych nad zrujnowanym domem Nerona (Domus Aurea). George Bull, biograf Michała Anioła, w ten sposób odtwarza moment wydobycia: „Czternastego stycznia odnaleziono marmurową kompozycję, rzymską kopię greckiego oryginału, przedstawiającą Laokoona, trojańskiego kapłana, i jego dwóch synów umierających w uściskach węży. Wszyscy chcieli poznać opinię Michała Anioła na temat znaleziska. Juliusz (papież Juliusz II, JM) wezwał Giuliana da Sangallo i wybrali się podziwiać rzeźbę w towarzystwie Michała Anioła i synka Giuliana, Francesca. Papież przyjrzał się grupie i wykrzyknął, że to właśnie o niej pisał Pliniusz. Rzeźbę przedstawiającą Laokoona, jego synów i oplatające ich węże Michał Anioł nazwał cudem sztuki rzeźbiarskiej”.

Jak na czasy, w których powstała, rzeźba jest znakomicie udokumentowana. Wymieniony przez Juliusza II Pliniusz Starszy (niektóre źródła podają, że z opisem Pliniusza skojarzył ją nie papież, lecz Giuliano da Sangallo) pisze, że została wykonana przez Agesandra i jego synów Atanadora i Polidora, artystów z Rodos, i wspomina, że przez jakiś czas należała do cesarza Tytusa. Były w niej nieliczne ubytki, które z niewytłumaczalnej dla mnie tęsknoty za całością, a może dla gry wyobraźni, bardzo szybko zaczęto uzupełniać. Największą zagadką okazała się prawa, uniesiona ręka Laokoona, której układu i dynamiki próbowano się domyślać na różne sposoby. Na ponad dwa wieki wygrał domysł Giovanniego Angela Montorsoli, który w 1533 roku doprawił Laokoonowi brakującą rękę - wyciągniętą, zaciskającą węża wysoko nad głową. Jeszcze kilkakrotnie próbowano sztukować brakujące części Grupy, aż bryłę, a przynajmniej jej obrys, określiło już chyba na zawsze nieoczekiwane znalezisko.

W 1903 roku archeolog z Pragi, zamieszkały w Rzymie z miłości do tego miasta, Ludwig Pollak, kupił od pewnego kamieniarza marmurowe ramię oplecione wężem, które ten znalazł nieopodal Domu Nerona, przy via Labicana. Pollak, który długo potem uważał, że w najlepszym przypadku jest to fragment innej, zaginionej kopii, ofiarował ją Muzeom Watykańskim, gdzie w 1954 uznano je za brakującą część rzeźby rodyjskich artystów. W 1957 znakomity konserwator Filippo Magi oczyścił Grupę z dotychczasowych uzupełnień i doprawił Laokoonowi "rękę Pollaka". Ręka ta, zgięta w łokciu, wyszarpuje węża spoza pleców, nadając postaci ojca konwulsyjny wygląd, a konturowi rzeźby rysunek piramidy. Obecnie oglądamy tę właśnie wersję, uzupełnioną znaleziskiem. Wersja pokazywana poprzednio jest umieszczona pod rzeźbą, na zdjęciu.

Na przedstawienia bólu, a może tylko na odbiór bólu przedstawionego, wielki wpływ ma wiedza o jego źródłach - czy ten, który cierpi, wie, co sprowadziło cierpienie, czy ma poczucie winy, czy czuje się ofiarą. Laokoon jest człowiekiem bez winy. Wypełnił swoje powołanie, postąpił jak kapłan i patriota. Wbrew woli Posejdona i Ateny, którzy sprzyjali Grekom, sprzeciwił się wpuszczeniu konia trojańskiego i - co wiemy z "Eneidy" Wergiliusza - ostrzegł Trojan przed podstępem Odysa. Nie spodobało się to bogu morza do tego stopnia, że poszczuł mężczyznę i jego synów dwoma wężami. Węże nie narzucają więc Laokoonowi etycznej refleksji nad buntem, na który się poważył. Jest jak Hiob, który bez względu na to, co myślą inni, sam wie, że nie zasłużył na zło. Tyle, że Hiob walczy ze złem nienamacalnym, z chorobą, niewidoczną przyczyną śmierci najbliższych. Jedyne, o czym myśli Laokoon w chwili, kiedy na niego patrzymy, to ocalenie dzieci z uścisku bestii, i cały trud walki, jego wysiłek i miłość, widać w jego ciele, w mięśniach, w napiętych stopach. Co innego mówi jego twarz, i o tej twarzy ciekawe rzeczy pisali w XVIII wieku zarówno Winckelmann, jak i Lessing, stawiając pytanie "dlaczego Laokoon nie krzyczy?", rozważając niejednomyślnie konflikt pomiędzy obrazem bólu a pięknem. Winckelmanna, a zwłaszcza Lessinga polecam, lecz mnie uderza inny odcień tej walki, który morski heroizm torsu, rąk i nóg Laokoona ściąga w bagno tragedii - ojciec jest w walce samotny. Synowie nie pomagają mu w tej szarpaninie, co zrozumiałe, zważywszy ich młody wiek. Ten po prawej stronie Laokoona poddaje się uściskowi, ten po lewej ulega wstrętowi i przerażeniu. Jest w ruchach synów niemal dziewczęca bezbronność, cała siła obrony tkwi w ich ojcu, w jego mięśniach, stopie mocno wbitej w płynną materię morza.

Od tej rzeźby zaczęły się Muzea Watykańskie. Tuż po jej wykopaniu na wzgórzu Oppio na Eskwilinie, Juliusz II z rodu della Rovere kupił Grupę i ustawił w ogrodzie rzeźb, dając początek Muzeom Watykańskim. Jeśli myślimy, że przyglądał się brodatemu kapłanowi ze współczuciem, możemy być w błędzie. Dla papieża, podobnie jak dla Dantego i, według Dantego, dla Wergiliusza, upadek Troi był warunkiem do założenia Rzymu cezarów, lecz przede wszystkim Rzymu papieży. Z tej perspektywy, tragicznie wpisana jest męka Laookona w dzieje papiestwa - próbował przenumerować stronice Księgi, odwrócić Przeznaczenie, dzieje Zbawienia. Laokoon z uchylonymi wargami zginął równie bezsensownie, dla równie prometejskiej sprawy, co kapitoliński, wrzeszczący Marsjasz.

Nie tylko dla ciekawości warto wspomnieć, że Pollak, który urodził się w praskim getcie w 1868 roku, lecz mieszkał w Rzymie, pozostawił niezwykle ciekawe wspomnienia. W 1943 został wywieziony z Miasta do Auschwitz. W 1905 został odznaczony przez Piusa X krzyżem komandorskim za dar, jakim była ręka Pollaka.

Jako niepoprawny biografista powiem też, że robi na mnie wrażenie i otwiera otchłanie domysłów fakt, iż tragedię ojca i synów uduszonych i utopionych przez boskie węże wyrzeźbiło trzech rzeźbiarzy, ojciec i dwaj synowie. Z jakimi utożsamieniami w życiu i wyobraźni?

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':