http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia. Piekło, Pieśń XXII

Jarosław Mikołajewski
2009-08-07, ostatnia aktualizacja 2009-08-07 19:38

W rękach demona

Choć Celliniego interesuje wyłącznie własna historia, splata się ona z historią Rzymu tak blisko, że z rzadka otrzymujemy mimowolnie jej świadectwa: powodzi, zarazy, a nawet znaków na niebie. Częściej intryg, personalnych podchodów, zawiści, obmowy, donosów, pyskówek i bijatyk. Dzięki osobistemu uwikłaniu złotnika, jeden wybitny moment i jeden wybitny obiekt poznajemy jednak z wyjątkowej perspektywy. Momentem tym jest
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Choć Celliniego interesuje wyłącznie własna historia, splata się ona z historią...
RAPORTY

Kto o istocie Boga chce mieć wiedzę
I znać jak człowiek boskość przypomina,
Musi w więzieniu siedzieć, jak ja siedzę. /.../
Niech cię z wszystkiego okradną złodzieje,
Niepewien życia bądź w rękach siepaczy
I ocalenia strać wszelką nadzieję.
Dopuść się czynu ostatniej rozpaczy,
Z więzienia wyłam się, skocz w dół Kastelu,
I niech los jeszcze-ć gorszy loch wyznaczy...



Ładne? Owszem, nawet villonowsko niepokojące, lecz Dante tego nie napisał. Tercyny te, zbyt gładkie jak na autora "Boskiej", przewrotnie moralizatorskie, wyszły spod ręki Benvenuto Celliniego i są początkiem poetyckiego wtrętu do arcyprozatorskiego dzieła, jakim jest jego "Żywot spisany przez niego samego". Autorem polskiego tłumaczenia jest Leopold Staff, i po raz Bóg wie który wypada żałować, że poeta nie włączył "Komedii" do swojego planu.

Benvenuo Cellini (1500-1571), florentczyk, spędził w Rzymie ze trzy dziesięciolecia swojego życia, zdumiewająco długiego jak na styl, w jaki je prowadził. Jego rzymskie pobyty brały się stąd, że należał do największych artystów XVI w., w dziedzinie złotnictwa i jubilerstwa był wręcz chyba najlepszy, i z jego talentu chcieli korzystać wszyscy, którzy mogli sobie na to pozwolić. Znał papieży, kardynałów, królów, książąt, a także artystów, z Michałem Aniołem i Giulio Romano na czele. O wielu, z którymi miał do czynienia, pozostawił jakiś gorączkowy zapisek, podobnie jak o swoich postępkach (w tym o zabójstwach), o chorobach (w tym o syfilisie), oraz siedzibach, zwłaszcza o wspomnianym Kastelu, czyli Zamku świętego Anioła, w którym był więziony i z którego uciekł po związanych i wyrzuconych przez okno prześcieradłach.

Celliniego nie stać emocjonalnie ani umysłowo na subtelny pejzaż miasta. Jego pamięć o sytuacjach i ludziach jest anegdotyczna, wyostrza to, czy ktoś go pochwalił, czy zganił, czy ktoś obsmarował go przed papieżem, czy podał mu rękę w biedzie. Jego etyczna refleksja podpowiada mu, jak wykaraskać się z kłopotów i usprawiedliwić własne zbrodnie, nie jak zadośćuczynić albo naprawić. Owszem, znajdziemy przelotne obrazki ze "strada Julia" (via Giulia), przy której mieszkał, lub "Banków" (Banchi Vecchi), lecz tej ulicy i ich mieszkańców nie zobaczymy. Zamiast nich - wnętrze jego domu, do którego wdzierają się zbiry, żeby go pojmać. Jeśli pojawi się w relacji "stos gruzu i potłuczonych cegieł", to tylko dlatego, że potknął się o niego koń artysty, a on sam "wywinął kozła".

Choć Celliniego interesuje wyłącznie własna historia, splata się ona z historią Rzymu tak blisko, że z rzadka otrzymujemy mimowolnie jej świadectwa: powodzi, zarazy, a nawet znaków na niebie. Częściej intryg, personalnych podchodów, zawiści, obmowy, donosów, pyskówek i bijatyk. Dzięki osobistemu uwikłaniu złotnika, jeden wybitny moment i jeden wybitny obiekt poznajemy jednak z wyjątkowej perspektywy. Momentem tym jest "sacco di Roma", czyli złupienie Rzymu w 1527 r. przez landsknechtów - luterańskich na ogół najemników cesarza Karola V. Miejscem - wspomniany w cytowanej tercynie Kastel, czyli Castel Sant'Angelo, Zamek świętego Anioła.

"Świat cały był pod bronią - pisał Cellini, natchniony wspomnieniem jak Sienkiewicz batalistyczną wyobraźnią. - Papież Klemens poprosił pana Giovanniego de' Medici o kilka oddziałów żołnierzy, którzy przybyli i tak broili w Rzymie, że niebezpiecznie było pracować w otwartych pracowniach". I dalej: "poszliśmy przez cmentarz i przez kościół świętego Piotra, dotarliśmy do bramy zamku Świętego Aniola z największym trudem, ponieważ pan Renzo da Ceri i pan Orazio Baglioni ranili i zabijali wszystkich, którzy cofali się od walki na murach. Gdyśmy doszli do wspomnianej bramy, część nieprzyjaciół wtargnęła już do Rzymu tak, że mieliśmy ich na karku. Ponieważ załoga zamku chciała spuścić kratę w bramie, więc zrobiło się trochę miejsca i we czterech dostaliśmy się do środka (...). Jednocześnie korytarzami podziemnymi przybył do zamku papież Klemens; nie chciał przedtem opuścić Watykanu, bo nie wierzył, że nieprzyjaciel wtargnie do miasta. Zostałem w ten sposób zamknięty; znalazłem się w pobliżu kilku dział, którymi kierował Giuliano Fiorentino. Widział z blanków muru, jak grabią jego biedny dom, jak biją żonę i dzieci; lecz z obawy, by nie trafić kogo ze swoich, nie śmiał strzelać z dział. Rzuciwszy lont zapalony na ziemię, z głośnym płaczem wyrywał sobie włosy; to samo czynili inni bombardierowie. Wtedy podjąłem jeden z tych lontów, wezwałem do pomocy kilku mniej zrozpaczonych i zwróciłem działa i śmigownice tam, gdzie uważałem to za potrzebne. W ten sposób ubiłem wielu nieprzyjaciół; i gdyby nie to, oddział, który wtargnął do Rzymu, byłby dostał się także do zamku...". Krótko mówiąc, Cellini dokonał cudów wielu w opinii swojej i tych, o których zaświadcza, że ją wypowiadali nad jego ciałem, o którym myśleli, że leży bez życia.

Wydarzeniom 1527 r. - niezwykle ważnym, gdyż kończą epokę beztroskiego renesansu - Cellini poświęca cały rozdział, z którego, z perspektywy górnego piętra Kastelu, dowiadujemy się nie tylko, jak gęsto ściele się powalony przez artystę trup, lecz i to, jak najeźdźcy poczynali sobie z mieszkańcami miasta, w jakim szyku od Zatybrza, przez Bramę Santo Spirito, podchodzili do oblężenia, a także, co może najciekawsze, jak wyglądało zakulisowe życie oblężonych. Do Celliniego co i raz ktoś zachodzi, żeby zasugerować, w jaki punkt Rzymu ma wypalić z Armaty, zaglądają do niego kardynałowie, którym złotnik zwraca ostro uwagę, że jaskrawe szaty zdradzają przed wrogiem zarówno ich, jak i jego. Kapitalna jest scena, kiedy "papież Klemens, chcąc ocalić tiary i mnóstwo klejnotów skarbca apostolskiego, kazał mnie wezwać i zamknął się z Cavalierinem i ze mną w jednym pokoju ( ), położył przede mną swe tiary i mnóstwo klejnotów ze skarbca apostolskiego i kazał mi wyjąć wszystkie kamienie ze złotej oprawy. Uczyniłem to, po czym zawinąłem każdy kamień w kawałek papieru i zaszyliśmy je wszystkie w podszewkę szat papieża i Cavalierina. Nadto dali mi wszystkie złoto, którego było około dwustu funtów, i kazali mi stopić je w największej tajemnicy. Poszedłem pod Anioła (pod posąg, który stoi na szczycie Zamku - przyp. JM), gdzie miałem izbę, którą mogłem zamykać, by nikt mi nie przeszkadzał, zbudowałem piecyk ceglany z przewiewem i urządziłem u dołu bardzo duży popielnik na kształt talerza. Złoto leżało na węglach i powoli spadało w popielnik". Tak więc podczas oblężenia Cellini jedną ręką przetapiał papieskie złoto, a drugą powalał jego śmiertelnych wrogów.

Papieski skarbiec pozwoli nam zresztą poznać Zamek od najbardziej tajemniczej strony, i przyjmij, wędrowcze, moje zapewnienie, że przy relacjach Celliniego Dany Browny bledną niczym sprane prześcieradła przy duchach. Otóż jakiś czas po bohaterskich dokonaniach Celliniego złotnik zostaje oskarżony o przywłaszczenie sobie papieskiego skarbu i trafia do tego samego Zamku, którego bronił, tyle że nie pod Anioła, na szczyt, lecz do lochów, i tu zaczyna się jego najbardziej dotkliwa poniewierka. Spisując, czy też dyktując po dwudziestu latach swoje wspomnienia, stary złotnik sugestywnie odtworzy spotkania z ludźmi ,strażnikami, więźniami, jak diaboliczny mnich Pallavicini, który grając na próżności Celliniego sprawi, iż ten opracuje sposób na ucieczkę z więzienia, przez co narazi się na gniew kasztelana i zaostrzenie kary. Pobudza miłosierną wyobraźnię czytelnika obraz złotnika, który rysuje na ścianie więzienia Boga Ojca w otoczeniu aniołów i Chrystusem zmartwychwstałym, żeby mieć własny ołtarz do modlitw. Są sceny napaści i gwałtu współwięźniów, jest scena obrony przed kłamliwym (jeśli wierzyć narratorowi i bohaterowi w jednej osobie) trybunałem, jest opis próby samobójczej śmierci, cudownej interwencji i nieziemskiego widzenia, a nawet wierności psa, który towarzyszy artyście w lochu. Jest wreszcie wspaniały opis przygotowań do ucieczki, przebiegłego gromadzenia prześcieradeł, po których spuści się na ziemię i uciekł. Lochy Zamku są jak Więzienia Piranesiego i Piekło Dantego, w miarę opowieści odsłaniają swoje tajemne dna i korytarze, choć gdyby powiedzieć, co robi największe wrażenie, to postać kasztelana, o którym mówi Cellini, że był mu przychylny, lec zktóry posiadał pewną specyficzną właściwość. "Kasztelan - pisze Cellini na początku rozdziału dwudziestego trzeciego pod datą 1538 - zapadał corocznie na pewną chorobę, która zupełnie pozbawiała go zmysłów. Gdy zbliżała się, zaczynał mówić od rzeczy. Przywidzenia jego były co roku inne: raz wydawało mu się, że jest dzbanem na oliwę, innym razem że jest żabą, i skakał jak żaba, potem znów myślał, że umarł i ma być pogrzebany. I tak co roku miał inne urojenie. W tym roku wyobrażał sobie, że jest nietoperzem i kiedy się przechadzał, piszczał chwilami z cicha, jak to czynią nietoperze, i poruszał przy tym lekko rękoma i ciałem, jakby chciał latać...". Jeden znam tylko równie mroczny obraz ludzkiej przemiany na tle tak ponurej scenerii - ćmę matkę w "Casanowie" Felliniego. Ucieczka Celliniego z więzienia jest częścią tego szaleństwa - spuszczając się z twierdzy, podejmuje grę kasztelana, który chce na niego polować jak nietoperz. Nazajutrz po ucieczce rzymianie widzą "pasy, wiszące na wielkiej wieży zamku".

Jeśli ktoś chce zobaczyć Celliniego w Rzymie, nie ma rady, musi przeczytać jego Żywot. Wyrokiem wyższej sprawiedliwości, dla nas dotkliwie krzywdzącej, z licznych dzieł, które wykonał w Mieście, i z których obmyślania i wytwarzania chętnie zdaje we wspomnieniach relacje, można tu obejrzeć jedynie kandelabry, niepewnego zresztą autorstwa, w muzeum-skarbcu świętego Piotra. Żeby w tym rzezimieszku docenić artystę, najlepiej pojechać do Florencji i zmierzyć się z jego wspaniałym Perseuszem w słynnej Loży de'Lanzi na głównym placu. Żeby spojrzeć mu w twarz, wystarczy przejść na szczyt Ponte Vecchio, gdzie stoi jego popiersie.

A skąd w ogóle pomysł, by pisać o Cellinim na marginesie XXII pieśni Piekła, zrozumiesz, wędrowcze, jeśli przeczytasz tę Pieśń i zestawisz ją z lekturą rozdziałów o więzieniu w Kasztelu. Pieśń kontynuuje wątek i wyostrza portrety diabłów, które służą Bożej sprawiedliwości, ale robią rzeczy diabelskie, i są wypisz wymaluj jak z życiowego piekła, które przeżywa Cellini. Oto próbka diabelskich igraszek: "... przyszedł do mego więzienia kapitan Sandrino Monaldi z około dwudziestoma pachołkami kasztelana, zastali mnie klęczącego: nie odwróciłem się do nich, lecz modliłem się do Boga Ojca (...). Kapitan rzekł do mnie: "Słyszysz przecie, że jest nas wielu, i przychodzimy z takim hałasem do ciebie, a ty nie odwracasz się do nas". Słysząc te słowa, pomyślałem sobie o najgorszej rzeczy, jaka czekać mnie może, lecz doświadczony i zahartowany w niedoli rzekłem: "Do tego Boga, który mi jest podporą, do Boga w niebiosach zwróciłem duszę moją i myśli moje, i wszystkie me władze żywotne, do was zaś zwróciłem to, co wam się należy. Bo tego, co dobre jest we mnie, niegodni jesteście widzieć ani dotknąć, więc z tym, co wasze, czyńcie, co możecie" ( ) Wzięto mnie przemocą i sponiewierano. Wyobrażałem sobie, że będzie gorzej, niż potem się stało ( ). Wynieśli mnie przy blasku pochodni ( ) Wtrącili mnie do ohydnej jamy ( ) Zanuciłem De profundis clamavi, Miserere, i In te Domino speravi."

W "Boskiej Komedii" o cierpieniach dowiadujemy się z naocznej relacji Dantego, od potępionych słyszymy na ogół o grzechu, który je na nich ściągnął. Cellini jest grzesznikiem, który mówi, co znaczy być w rękach demona.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':