"Święty Jan Chrzciciel" z Galerii Borghese, choć piękny, nie jest tym obrazem Caravaggia, który w pierwszej kolejności wyniósłbym z płonącego pałacu. Istnieją jednak życiowe powody, dla których on właśnie wydaje się ważny w kontekście Pieśni XIX "Piekła". I żeby dojść do tego szczególnego związku, który ktoś może uznać za iluzoryczny, muszę wspomnieć tu o biografii artysty.
Zła sława przypisana jest do życia tego geniusza jak Sykstyna do Michała Anioła, i do psychologicznego portretu Caravaggia jeszcze się tu przymierzymy, chociażby przy okazji 400. rocznicy śmierci, która przypada w lipcu przyszłego roku, kiedy naszą opowieść o Rzymie będziemy jeszcze przecież prowadzić. Ze świetną sławą malarza (był już autorem obrazów do Santa Maria del Popolo i San Luigi dei Francesi) i złą sławą człowieka mieszkał w Rzymie jeszcze przed wydarzeniem, które dało mu piętno mordercy i stało się prawdziwym początkiem jego życiowego końca. 28 maja 1606 roku, o czym wspominają kroniki i gazety, Michelangelo Merisi z Caravaggio w pojedynku śmiertelnie trafia szpadą Gianfranceska Tomassoni, znanego zabijakę zwanego Ranucciem. Na pozór poszło o grę w pallacorda, czyli o prymitywną formę tenisa. Znane jest miejsce zbrodni - sąsiedztwo Palazzo Firenze, w którym obecnie mieszczą się Societa Dante Alighieri oraz UNESCO, a w którym za czasów Caravaggia jego opiekun, kardynał Del Monte, sprawował poselstwo Toskanii. Przy via della Pallacorda, która łączy Piazza Firenze z via della Scrofa, na korcie, na którym stoi dziś Hotel Adriano (dwa lata temu zatrzymała się tam Wisława Szymborska, co z morderstwem akurat nie ma nic wspólnego). Oficjalnie mówiło się, że jeden drugiemu zarzucił oszustwo, obaj - wbrew sykstyńskiemu prawu, które zakazywało pojedynków pod karą śmierci - dobyli broni i stało się, co się stało, czyli Ranuccio umarł, a Caravaggio został ciężko zraniony. Tak naprawdę poszło pewnie o coś jeszcze, a ściślej o kobietę, z tym, że nie bardzo wiadomo o którą. Może o Fillide Melandroni, ekskluzywną prostytutkę, która zadawała się równocześnie z Ranucciem i Caravaggiem (jej zaginiony portret pędzla Caravaggia znamy z fotografii), być może o Lavinię Giugoli, która była żoną Ranuccia i miała z nim dziecko, a z Caravaggiem zapewne romans. Że malarz był gotów walczyć o kobietę, było już powszechnie wiadomo co najmniej od dwóch lat, czyli od chwili, gdy napadł ze szpadą w dłoni i zranił notariusza Pasqualone za to, iż ten uwodził mu Lenę, „być może jedyną - jak pisze Maurizio Marini - która zajęła ważne miejsce w jego życiu”, o której już wspominaliśmy i ktorej twarz jest twarzą Matki Boskiej od Pielgrzymów (lub Loretańską) z kościoła świętego Augustyna.
W tym momencie ważne jest dla nas, że w następstwie zabójstwa, skazany na śmierć i ścigany przez liczną oraz wpływową rodzinę Tomassoniego, Caravaggio musi uciekać z Rzymu. Trafia do Neapolu, na Maltę, Syclię, i każdy z tych epizodów jest odrębnym rozdziałem, mającym swoją dramaturgię, swoje ekstazy i nędze, swój udział w przemianach człowieka, które pozostawiły ślad w jego dziełach. Z punktu widzenia "świętego Jana Chrzciciela" i jego związków z Pieśnią XIX "Piekła" ważne jest piekło ostatniej życiowej podróży Caravaggia, która w założeniu miałą prowadzić z Neapolu do Rzymu. Prócz tej podróży, wieńczącej gorączkowe starania o powrót do stolicy świata, której przebiegu możemy się tylko domyślać, a której detektywistyczną rekonstrukcję zawdzięczamy Maurizio Mariniemu, nie wiemy prawie nic o bsposobach, jakimi Caravaggio próbował odkupić swoją winę w oczach Tomassonich, Kościoła i Miasta. Wiadomo natomiast, że jego powrót był w rękach Scypiona Borghese.
Karierę Scypiona Borghese można nazwać piorunującą od 1605 roku, kiedy to brat jego matki, Camillo, został papieżem Pawłem V, uczynił siostrzeńca kardynałem i głową rodziny, a także kimś w rodzaju Sekretarza Stanu, odpowiedzialnego również za kwestie prawne. Scypion czuł się w swojej roli jak oświecony książę, otaczał się muzyką, którą również wykonywał, a przede wszystkim sztuką, na której, trzeba przyznać, znał się doskonale. O tym, że papież próbował dogadzać kolekcjonerskim zapałom siostrzeńca, świadczy historia słynnego „Złożenia do grobu” Rafaela (namalowanego w 1507 roku). Wielkie płótno (179 x 174 cm), na którym poprzez cierpienie omdlałej Matki Chrystusa Rafael przedstawił ból Atalanty Baglioni po zabójstwie jej syna, wisiało w rodzinnej kaplicy zleceniodawców, czyli rodu Baglionich, w kościele San Francesco al Prato w Perugii przez ponad stulecie, do 1608 roku. Wtedy to zostało ze świątyni skradzione i przesłane do Pawła V, a ten ofiarował je Scypionowi (choć sprawa wywołała ludową rewoltę perugian, obraz, rzecz jasna, wisi w Galerii Borghese do dziś). O tym, że Scypion cenił malarstwo Caravaggia (nie lubiąc chyba samego artysty), i nie tylko dla dzieł Rafaela, lecz również i jego był skłonny zaangażować swój kardynalski autorytet,wydaje świadectwo tajemnicza historia pozyskania cudownej "Madonna dei Palafrenieri”, zwanej "Madonną z wężem” (ten obraz, na którym, podobnie jak na płótnie z kościoła świętego Augustyna, Madonna ma twarz Leny, byłby tym pierwszym, który wyniósłbym z Galerii Borghese). Caravaggio kończy ją przed zabójstwem Ranuccia Tomassoniego z przeznaczeniem do Bazyliki świętego Piotra, gdzie zresztą obraz zostaje wystawiony. Na miesiąc przez zabójstwem dzieło jest jednak zdjęte i wyniesione. Na miesiąc po, Madonnę kupuje kardynał Borghese. Pomiędzy kwietniem a czerwcem, kiedy obraz zmienia właściciela, ze śmiertelnym pojedynkiem przy grze w pallacorda (28 maja) po drodze, Scypion pokazał niezłą próbkę tego, na co go stać, lecz wróćmy do ostatniej podróży artysty, która, choć koniec odcinka nadchodzi, przecież jeszcze się nie zaczęła.
Jak wiadomo z obwieszczeń o śmierci Caravaggia, wiosną 1610 roku malarz otrzymał ułaskawienie. Kto mu je wyjednał, w tej kwestii materiału do domysłów dostarcza między innymi "święty Jan Chrzciciel", od którego zaczęliśmy opowieść. Wiadomo bowiem, że w lipcu 1610 roku Caravaggio, wymęczony, psychicznie rozchwiany, podejmuje podróż łodzią kursową do Rzymu. Łódź, niestety, nie płynie z Neapolu do samego Miasta, lecz nieco na północ, do Porto Ercole w południowej zatoce półwyspu Argentario. Caravaggio ma ze sobą na pokładzie trzy płótna: dwa święte Jany i Magdalenę. Obchodzi się z nimi jak z nieocenionym skarbem, większym niż jakiegolwiek z dotychczas namalowanych płócien - te obrazy to wkupne, to one mają zapewnić mu powrót, życzliwość kardynała-kolekcjonera i nowe życie. Niestety, wiadomości o ułaskawieniu nie obiegają świata tak szybko, jak te o wyrokach, więc na wysokości Palo, strażnicy pomiędzy Rzymem a Porto Ercole, dowódca przyczółka zatrzymuje go jako mordercę, który ucieka przez wyrokiem śmierci. Zanim wyjaśni sprawę i upewni się, że to, co zatrzymany mówi o ułaskawieniu to prawda, zanim też przyjmie pieniądze, które Caravaggio pwenie mu wręcza za uwolnienie, łódź odpływa do Porto Ercole z całym bagażem artysty, w tym z dwoma Janami i Magdaleną, następnie wraca do Neapolu. Caravaggio, dla którego obrazy znaczą tyle, co całe przyszłe oraz przeszłe życie, po uwolnieniu przedziera się do Porto Ercole, jak tylko się da. Możliwe, że kilka odcinków udaje mu się przepłynąć łódką, możliwe, że całą drogę musi odbyć pieszo. Jest parny lipiec, brzegi Morza Tyrreńskiego porastają w tym miejscu lasy, wzgórza porasta tarnina, na zapleczu wydm ciągną się bagna. Krajobraz rozweselają żółte kępy janowca. Do dziś komary na tych terenach są plagą, w tamtym czasie przenosiły malarię. Według świadectwa Baglioniego, który znał Caravaggia i miał z nim sprawę przed trybunałem, artysta umarł na plaży, co oprócz wielu paraleli życia jego i życia Pasoliniego, który zginął na wybrzeżu Ostii, jest dodatkową klamrą, pozbawioną zapewne sensu, lecz robiącą wrażenie. Według innych dotarł albo został wniesiony do osady. Tak, czy inaczej, umarł w Porto Ercole, może na dezynterię od zakażonej wody, a o trzy płótna zaczął się ostry spór, który Scypion Borghese rozstrzygnął na swoją korzyść tylko w przypadku jednego ze świętych Janów.
Prócz wspomnianych "Jana" i "Madonny z wężem", w Galerii Borghese znajdziemy jeszcze Młodzieńca z koszem owoców, "Bachusa w bluszczowym wieńcu" (nazywanego "Autoportretem w stroju Bachusa" lub "Chorym Bachuskiem"), "świętego Hieronima" i "Dawida z głową Goliata". Dwa pierwsze, z woli Pawła V, zostały zarekwirowane Giuseppe Cesariemu, znanemu jako Cavalier d'Arpino, który młodego Caravaggia, w chwili gdy przybył do Rzymu, uczył malować owoce i kwiaty. Według Maurizio Calvesiego´który obok Mariniego dla odtworzenia biografii Caravaggia zrobił najwięcej, "Dawid z głową Goliata" był, obok Jana, jedną z pozycji ostatecznego rachunku, jaki Scypion wystawił malarzowi za ułaskawienie. Historia wspomnianej już drogi, jaką do kolekcji kardynała odbyła "Madonna dei Palafrenieri", pokazuje inną jeszcze metodę Scypiona - zakulisowymi naciskami doprowadzić do odrzucenia obrazu przez zleceniodawców po to, by kupić go za ćwierć ceny.
Oto jak (w przekładzie Porębowicza) zaczyna się XIX Pieśń "Piekła":
Szymonie Magu, nędzni świętokupcy,
Co rzeczy boskie, które winny z cnotą
Żenić się, jako chciwcy i porubcy
Gwałcicie podle za srebro i złoto!
Teraz wam, w ten dół trzeci potępionem,
Pieśń ma zahuczy wieczystą sromotą...
Pewnie nic prostszego nie mogłoby spotkać piszącego o świętokupocach w mieście świętego Piotra, gdyby w minimalnym choć stopniu obdarzony był pasją donosiciela. Jakże łatwo mógłby się przelecieć po papieżach, których wymienia w tej pieśni Dante i którzy znaleźli lub rychło znajdą miejsce w trzecim jarze ósmego kręgu. Jakże zabawnie byłoby oprowadzić cię, mój wędrowcze, po straganach i sklepach w przywatykańskim Borgo, gdzie można kupić wiecznie żywe błogosławieństwa nieżywego papieża, trójwymiarowe chrystusy puszczające oko spod cierniowej korony, opisać domy mody dla księży lub z reporterska żyłką dociec i poinformować, jaki odsetek rzymskich nieruchomości należy do Kościoła, jaki użytek robi z niej właściciel, lecz, niestety dla wielu, rzeczy te interesują mnie tyle, co nic. Znaczne ciekawsze wydają mi się przypadki ludzi, którzy żyją swoim nędznym, ale prawdziwym życiem, wpadają w tarapaty zakochując się w prostytutkach i zabijając z miłości do nich innych nieszczęśliwie zakochanych i nieszczęśliwie zdradzanych, nagle widzą wyciągniętą rękę, o której nie wiedzą, że ręka ta sięga po ich skarb, ich samych gotowa posłać jeszcze głębej niż są. "Kupczenie przez kardynała łaską - pisze Anna Coliva - której nie było zresztą tak trudno udzielić zważywszy okoliczności łagodzące dla zbrodni (Caravaggio został sprowokowany przez ofiarę, znanego przestępcę), sprawiły, że malarz zachorował i umarł". "Stalowa surowość - wnioskuje Calvesi - spotkała malarza po zabójstwie, jakiego się dopuścił w 1606 roku, która moga być wykorzystana na rzecz zachłannego i pozbawionego skrupułów kolekcjonera z rodu Borghese".
W cudownej Galerii Borghese spotkasz, wędrowcze, wszystkich bohaterów dramatu. Caravaggia - na autoportretach z różnych życiowych momentów, ukrytych w postaciach chorego Bachuska, Dawida i Goliata. Kardynała Scypiona i papieża Pawła w popiersiach, które wyrzeźbił Bernini kiedy Caravaggio był już w zaświatach.