http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska Komedia. Piekło, Pieśń XVII

Jarosław Mikołajewski
2009-07-03, ostatnia aktualizacja 2009-07-03 16:51

Walka o duszę

Kaplica Sykstyńska. Ceremonia podczas konklawe w październiku 1978 roku
Fot. Arturo Mari / AP
Kaplica Sykstyńska. Ceremonia podczas konklawe w październiku 1978 roku
RAPORTY
W Pieśni XVII Dante spotyka lichwiarzy, którzy tkwią w rozpalonym piasku, lecz to spotkanie nie zbliża mnie w żaden sposób do Rzymu. Dantejska kwalifikacja lichwy jako grzechu kojarzy mi się z bankami, lecz nie jest to wyłącznie rzymskie skojarzenie. Rozpalona plaża przywodzi mi na myśl parzący lipcowy piasek w Ostii, ale letnie nadmorskie sceny usypiają mi wyobraźnię. Szansę na spotkanie z ważnym szczegółem Rzymu otwiera końcówka pieśni, gdzie Dante z Wergiliuszem dosiadają potwora Geriona i odbywają na nim lot na dno piekła.

W pędzie okropnym strachu mi przydaje,

Że widzę ognie, słyszę jęków tony;

Za czym lękliwiej kurczę się i czaję.



Teraz dostrzegłem, że byłem niesiony

Okólnym lotem, albowiem dokoła

Jawią się kaźnie i z tej, i z tej strony...


Czytam słowa, którymi Porębowicz maluje lot Dantego w dół i jego przerażenie widokiem potępionych, i oto staje mi przed oczami Sąd Ostateczny w Kaplicy Sykstyńskiej, kto wie, pewnie również dlatego, że pamiętam, jak Michał Anioł kochał "Boską Komedię".

Jeśli chcesz dobrze zobaczyć Kaplicę, idź do niej prosto, szybkim krokiem, od wejścia do Muzeów Watykańskich nie oglądając po drodze niczego. Doświadczenie uczy, że Sykstyny nie da się oglądać w nasyceniu innym pięknem, że będąc w niej trzeba ofiarować oczom całą świeżość przeżycia, przenieść je wprost z ulicy, nie utaplane w innych wrażeniach.

Powiem więcej - jeśli chcesz zobaczyć, jakiego widoku mógł bać się Dante uczepiony grzbietu Geriona, kiedy już dojdziesz do Kaplicy, ledwie omieć wzrokiem całą dekorację, ogarnij czym prędzej strukturę i hierarchę nieziemskiego świata, uchwyć gest władczego Chrystusa i zatroskanej jego Matki, ledwo dostrzeż zbawionych po jego prawej i lewej stronie, osuń spojrzenie na niższą część sceny, gdzie tłum się rozrzedza, i to nie na lewo, gdzie anioły wyciągają zmarłych do nieba, kiedy poniżej zmartwychwstają ciała, ale skup się na stronie prawej. Na twojej prawej, która jest lewą stroną Chrystusa, na wysokości aniołów z trąbami, które unoszą się pośrodku, a zobaczysz, co mogło przerazić Dantego - nie los wiekuisty, nie potępienie na zawsze, ale gorącą chwilę, kiedy dusze przechodzą z ciał do wieczności, zdają sobie sprawę, dokąd trafili, i zaczynają się miotać.

Niewiele znam przedstawień równie dramatycznych, co ten niewielki fragment, który ma swoje miejsce w logice całości, lecz emocjonalnie jest gęstszy od reszty, kipi od ludzkich zachowań i gestów tych, którzy ludźmi już nie są, od pośmiertnych drgawek ich niezgody na konsekwencje życia, jakie wiedli z własnego, podobno, wyboru. To tylko kilka postaci, ale zapamiętasz je na zawsze - zawieszone pomiędzy niebem a ziemią, odpychane przez niebo, wessane przez piekło, stanowczo odtrącane przez anioły, lubieżnie obmacywane i przygarniane przez demony.

Pierwszy po lewej, ten najbliżej aniołów, jednak nie walczy. Należy do tych, którzy nie byli ani źli, ani dobrzy, a których pamiętamy z trzeciej pieśni Piekła, do Żadnych. Vittorio Sgarbi pisze, że jest niewzruszony. Nieprawda. On w końcu jest jakiś. Jest wstrząśnięty. Skulony, jakby chciał ukryć nagość ciała i duszy, ostateczną prawdę o sobie, lewą ręką zasłania sobie pół twarzy. Usta ma rozchylone do krzyku, którego nie umie wydobyć. Jest sparaliżowany. Jest na marginesie zbawionych i potępionych. Ściągany za nogi przez dwa diabły, choć przez podobieństwo do Chrystusa dziwnie powołany do nieba, jest jedną z najbardziej przejmujących sylwetek w sztuce wszystkich czasów. Jest mu zimno.

Obok niego ktoś odwrócony plecami - w kim Sgarbi widzi zawistnika - próbuje się wzbić w ślad za kimś zbawionym, kto lekko się wznosi do Raju. Obok zawistnika skąpiec, który rozstając się z ciałem nie rozstał się z sakwą, zwrócony głową w dół, odpychany od nieba przez anioła i ściągany do piekła przez diabła. Obok skąpca (wciąż według Sgarbiego) ktoś gnuśny, owinięty w kaftan gnuśności, ze złożonymi na czole rękami nurkuje w ocean potępienia, z całą gnuśnością, którą naznaczył swój los. Obok gnuśnego, odwróconego do nas plecami jak zawistnik - złośnik w zapasach z dwoma aniołami, którzy nie chcą go dopuścić do nieba. Obok złośnika obżartuch i opój, z dłonią przytkniętą do wysuszonego gardła. Powyżej pyszny, w odwecie za życie z głową niesioną wysoko, złamany, zgięty w pasie i odwrócony głową w dół. Po prawej, na skraju, rozpustnik, któremu demon wkłada rękę pomiędzy nogi, żeby schwycić go za przyrodzenie i ściągnąć na dno.

Znikąd pomocy. Odpychające niebo i złaknione Piekło. Anioły i diabły w służbie jednej sprawiedliwości, przeciw której buntuje się każdy zmysł dopiero co obnażonej duszy, która czuje jeszcze na sobie swą skórę. To myślę, że widział Dante, kiedy sfruwał na grzbiecie Geriona do ostatecznych czeluści.



  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':