Po tych, którzy pogwałcili nietykalność innych, własne życie i Boga, czas na tych, którzy pogwałcili naturę. Nie znają spokoju - biegają co sił w nogach, żeby umknąć przed ogniem, który sypie się z nieba. Jak w każdym prawie kręgu, i tu Dante spotyka znajomego. Alina Świderska tak oddaje stosowny fragment:
Spojrzę, i w licu, choć spalonym zgoła,
niemniej wyraźnie rozpoznałem przeto
znajomej twarzy zarysy i czoła.
Więc rękę niżej opuszczając przed tą,
co nas dzieliła, krawędzią pustyni,
- Wyście to - krzyknę - wyście, ser Brunetto?
Tenci zaś: - Synu, jeślić nie uczyni
przykrości, chwilę z tobą przyzostanie
za oną rzeszą Brunetto Latini.
Latini to nawet więcej niż znajomy - to przyjaciel w randze mistrza, podziwiany, kochany. Jedyny z potępionych, do którego Dante zwraca się przez "wy", nie przez "ty". Starszy od Dantego (zmarł, kiedy autor "Boskiej" miał 30 lat), uczony i polityk, należy do najbardziej pamiętnych postaci w całym poemacie. Ciepłem i szacunkiem obdarza go poeta, czułością dziecięcej miłości Hamleta do czaszki Yoricka, a jednak Dante wsadza go do Piekła. Po raz któryś okazuje się, że Dante doskonale umie pogodzić miłość z moralnym potępieniem. Dotyczyło to, pośrednio, Guido Cavalcantiego, dotyczy teraz Brunetta. Jest Brunetto mistrzem i przyjacielem - to i dobrze, Dante z nim porozmawia. Jest sodomitą - skaże go na płomień. Nie wszyscy są zgodni, czy sodomia, za którą potępia Brunetta, odnosi się do życia seksualnego. Najważniejsze swoje dzieło, "Li Livres du Trésor", napisał Latini nie w raczkującym języku włoskim, w którym Dante i Cavalcanti ćwiczyli
dolce stil novo, lecz w języku, nazwijmy go tak, francuskim. Nie użył mowy ojczystej, postąpił więc wbrew naturze, był sodomitą języka.
Ty mnie porzucasz, ty mówisz "natura".
Cóż wiedzą kobiety o twojej urodzie!
... pisał do ukochanego chłopca w wierszu tak krótkim jak prawie wszystkie jego wiersze Sandro Penna, poeta, którego Dante też by posłał do piekła, ale na szczęście umarł szybciej niż on. Penna, nasz współczesny (1906-1977), za głos natury uważał pożądanie chłopców, podobnych do tych, którymi zachwycał się Pasolini - trochę brudnych, z przedmieścia, możliwie niewykształconych. Za naturalne - wielogodzinne gapienie się na nich, próbę kontaktu, nawet gwałtowne odrzucenie.
Miłości,
szczęśliwa hańbo!
zanotował po którejś obcesowej odmowie i znam takich, którzy uważają, że po Safonie i jej "słodko-gorzkiej" koncepcji, określenie Penny jest najbardziej bezpośrednie i trafne w historii poezji. Za największego poetę swojego czasu uznał go Pasolini, a za nim wielu - tak inna była jego liryka od twórczości Ungarettiego oraz noblistów Montalego i Quasimodo. Niepodobna do niczego, dyktowana przez instynkt. Pasolini, Elsa Morante, Elio Pecora - wszyscy piszący, którzy z nim chodzili po Rzymie, pozostawili jednobrzmiące świadectwa. Urodzony nie w Rzymie, lecz w Perugii, zamieszkał w stolicy mając niewiele ponad dwadzieścia lat i nieomylnym instynktem wybierał miejsca, w których chłopięcy spektakl objawiał się najbardziej hojnie. "Z Pasolinim - pisze Pecora - chodził na przedmieścia, na Acqua Acetosa, na Wysepkę przy San Paolo, do miejsc, gdzie grupki chłopców kąpały się nago". Pasolini od razu szukał towarzystwa, Penna siedział na uboczu z zeszytem i zanim podejmował rozmowę, delektował się widokiem i jego niewyrażalnym pięknem. Pisał:
Kochałem wszystko na świecie, a miałem
tylko biały notatnik w promieniach słońca .
Podziwiał naturalność nagich chłopców i ich czystych zabaw, które Dante uznałby za nienaturalne, w wierszu:
A może młodość jest tylko tym wiecznym
kochaniem zmysłów bez żalu za grzechy.
Wyszydzany w kronikach towarzyskich za kierunek swojej miłości i bezbronne jej oddanie, poza granice upokorzenia, kwitował uszczypliwości z góry, z poczuciem wyższej znajomości rzeczy, jak w wierszu "Moraliści":
Świat, który widzicie w łańcuchach,
jest cały utkany z głębokich harmonii.
Lubił stawać przed fabrykami, pociągały go dworce i dworcowe toalety, "zimne pisuary na stacji", gdzie z radością przyjmował nieoczekiwany widok "wdzięcznej rzeczy". Lubił też centrum, bocznice via del Corso, jak via della Croce. Miał wiele związków, które z biegiem lat przeżywał coraz boleśniej, gorzko przyjmując starość, utratę zębów, obcesowość, z jaką młodzi kochankowie wykluczali go z kręgu miłości i pożądania. Wielu mieszkańców Lungotevere dei Fiorentini - bulwaru przy kościele San Giovanni dei Fiorentini, w którym spoczywają Maderno i Borromini, i gdzie mieszkał Penna na jednej z najkrótszych ulic Rzymu via della Mole dei Fiorentini - wciąż pamięta jego niepewną, przygarbioną sylwetkę zalęknionego starca. Mieszkał w nędzy i brudzie, nie radził sobie z porządkowaniem życia i rzeczy, ale nawet w największym dołku odczuwał coś, co nazywał "una strana gioia di vivere nel dolore" - "dziwną radością życia w bólu". Cudowna jedność cierpienia i łaski, "croce e delizia", którą zawierał w wierszach pisanych coraz częściej nie pod słońcem, lecz na marginesie wymacanej w ciemności gazety, jak ten:
Cóż to za łaska słońca i brudnej wody
rozdzieliła nas nagle o świcie.
O naturze wbrew temu, co za naturę uważał Dante, wypowiadał się też Michał Anioł, hipotetycznie również związany z tym fragmentem Rzymu, jako domniemany rzeźbiarz chłopięcego Jana Chrzciciela, który stoi w muzeum przy św. Janie od Florentczyków. Jeszcze dwa lata temu pod marmurowym młodzieńcem stała tabliczka, która przypisywała go młodemu Buonarrotiemu, w zeszłym roku pojawiła się informacja, że autorem jest raczej Donatello. Ale mówimy to o tym, za co Dante skazałby Michała Anioła na ognistą ulewę sodomitów.
Otóż Michał Anioł miał przyjaciela Luigiego del Riccio, z którym "łączyło go wiele, a także - jak pisze autor znakomitej monografii George Bull - jeszcze jedno: ekstrawagancki afekt do kuzyna del Riccia. Uczucie Riccia było namiętne, Michała Anioła - kapryśne i przytłumione". Kuzynem tym był Francesco de' Braccio, nazywany pieszczotliwie "Cecchino", "czarujący i elegancki", lubiany i podziwiany w środowisku rzymskich florentczyków (skupionych rzecz jasna wokół kościoła św. Jana).
Kiedy Braccio umarł nagle, mając 15 lat, pisał Del Riccio do przyjaciela z Vicenzy: "Nasz Cecchino nie żyje! Opłakuje go cały Rzym. Pan Michał Anioł obiecał projekt pomnika nagrobnego z marmuru". Michał Anioł owszem, narysuje projekt nagrobka, a jego realizację znajdziemy w miejscu, z którego czytaliśmy już razem, wędrowcze, pismo szpaków na niebie, czyli w wysoko położonej bazylice Ara Coeli. Grób Braccia, z rzeźbiarskim portretem, jest w prawym ramieniu transeptu, od strony Kapitolu. Zawieszony za wysoko, żeby zobaczyć jego (nagrobka i Braccia) piękno, jest nieproporcjonalnie mało widoczny w stosunku do namiętność, którą kryje. Miłosne onieśmielenie, erotyczną kontemplację łatwiej wyczytać z pięćdziesięciu wierszy - 48 epigramatów, sonetu i madrygału - które Michał Anioł napisał i przesłał zrozpaczonemu Del Riccio, olśnionemu tą poezją, niezaspokojonemu i żądającemu coraz to nowych utworów. Pisał Buonarroti wyimaginowane napisy na szkicowany nagrobek takie oto czterowersowe wypowiedzi, również w imieniu samego grobu:
Mój uścisk boskie piękno Braccia chroni
i, tak jak dusza jest ciała osnową,
to on mi rzeźbi urodę grobową:
wszak piękno pochwy zdradza wartość broni.
Pisał w imieniu zmarłego przedwcześnie przyjaciela:
Ledwo przyszedłem na świat, w okamgnieniu
zszedłem do grobu. Tak krótko to trwało,
że dusza widząc moje martwe ciało
zastygła nagle w niemym osłupieniu.
Albo:
Kto się lituje, że wolny od świata
leżę w tej celi, niech braterskie słowa
i płacz rzęsisty dla żywych zachowa,
bo mnie fortuna już figla nie spłata.
Bywa w tej poezji mało przeżycia, a więcej retorycznej zabawy:
Dusza od środka nie mogła zobaczyć
twarzy, co teraz zamknięta jest w grobie.
Teraz, gdy wie, w jakiej żyła osobie,
nie może sobie tej straty wybaczyć.
Lub:
Oczy są martwe. Gdy były otwarte,
żadne nie były od nich bardziej święte.
Od kiedy są już na wieki zamknięte,
spojrzenia innych znów są czegoś warte.
Nie brak też erotycznego wspomnienia:
Ciało powabne, co w ziemi tu gnije
bez twarzy, którą blask oczu weselił,
dla tego, który rozkosz ze mną dzielił,
to znak więzienia, w którym dusza żyje.
Za całą odpowiedź na piekielną wizję Dantego, miałby Michał Anioł takie oto epitafium:
Śmierć nie skazała na czasu torturę
piękna, co leży w tej ciemnej pieczarze,
bo wie, że w raju ponownie ukaże
nienaruszoną swą boską naturę.
Natura piękna jest boska, życie komedią nie jest, i nawet autor "Boskiej komedii", bez względu na czasy, w których żył, powinien wiedzieć, że to nie człowiek wyrokuje, jakie uczucie i pożądanie jest naturalne, a jakie nie. Z tym jedynym wyjątkiem, że mówi we własnej osobie.
Wędrowcze, pomódl się za Sandro Pennę, Michała Anioła, Braccia, Brunetta, za Dario Bellezzę, którego pozostawiliśmy z heretykami na Cmentarzu Anglików, za Pier Paolo Pasoliniego, a oni niech się pomodlą za Ciebie.