Po samobójcach, w głębszych jeszcze jarach siódmego kręgu Dante i Wergiliusz spotykają bluźnierców, którzy leżą w piachu, poddani ognistemu deszczowi. Obraz ten nieuchronnie przywodzi na myśl Pier Paolo Pasoliniego, bluźniercę zmasakrowanego na plaży w Ostii 2 listopada 1975 roku przez płomienny deszcz chłopięcych uderzeń i ognisty grad kół własnego samochodu, którym chłopiec, po jego ciele, uciekał z miejsca zbrodni. Ale Pasoliniego, który, jak sam zauważyłeś, wędrowcze, jest tu po Dantem i Wergiliuszu trzecim przewodnikiem, wolę zająć się przy innej okazji. Jakie zresztą było jego bluźnierstwo? Porównania codziennej podróży rzymskim autobusem do "kalwarii potu i lęków"? Film "Twaróg", ze śmiercią na krzyżu biednego aktora, który się obżarł serem? Gwałtowna śmierć w podrzymskim miasteczku, którego nazwa znaczy tyle, co hostia? Z całego serca, z wszystkich sił i pasji bluźnił światu i życiu, które bluźniły Bogu, Pasoliniego zatem poszukamy w Czyśćcu lub Raju. Tymczasem jesteśmy w Piekle, w miejscu, gdzie, jak tłumaczy Porębowicz
... wieczny ogień prószy,
A piach się żarzy tak, jak się sczerwienia
Prócho od skałki, i zwiększa katuszy.
Nędzne ramiona, młyńcem bez wytchnienia
Trzepiąc się, bronią ciała złudnej kory
Od kąsań zawsze świeżego płomienia... „Porca Madonna - Świnia Madonna”, wrzeszczą rzymianie kiedy są wściekli, zachwyceni, zdumieni. Albo wręcz „Porco Dio - Świnia Bóg”. Albo „Dio cane - Bóg pies”. Nie wiadomo tylko, czy ta śmiałość nie świadczy bardziej o zażyłości z Bogiem, niż o wrogości. Bluźniercze znaczenie raczej się już zatarło, tkwi w wyrzutach sumienia i w przemilczeniu, nie w tym, co dopowiedziane. „Porca madosca /albo <i>matosca</i>/”, mówią więc czasem, zamiast „Porca Madonna”, żeby nie zestawiać jednak nieczystego zwierzęcia z matką Chrystusa, lecz z "madoską”, czyli czymś, czego nie ma, choć pierwsze cztery zgłoski ma takie same, co Ona. Mówią też „Zio cane”, zamiast „Dio cane”, żeby obrażać nie Boga, lecz wujka, a raczej samo słowo „wujek”, które brzmi jednak prawie jak Bóg. Poczuć dreszcz bluźnierstwa, unikając Piekła na ostatnim wirażu.
Bluźniercze jest pierwsze przedstawienie Jezusa, jakie dotrwało do naszych czasów. W 1857 roku na Palatynie, w
Paedagogium, czyli szkole dla wybranych młodzieńców, odkryto rysunek na ścianie. Na rysunku jest ukrzyżowany Chrystus z głową osła. Pod jego prawym ramieniem stoi człowiek z uniesioną prawą ręką, zapewne w geście uwielbienia. Pod spodem jest napis, po grecku: "Aleksamenos czci /swego/ boga". Rzecz pochodzi z końca pierwszego wieku, albo z wieku drugiego, i jest pewnie wyrazem równie dzikiej i zarazem niewinnej zabawy, jaka chłopakom każe pisać w szkolnej ubikacji, że ojciec Felka jest głupi. Kto chce, może sprawdzić w muzeum na Palatynie, a może będzie zdania, że to wcale nie wynik niewinnej, choć dzikiej zabawy.
W książce
"Il grande libro dei misteri di Roma" Massimiliano Liverotti pisze o tym, jak (szkoda, że nie pisze, kiedy) upadłą na ziemi hostię zjadła świnia, za co została skazana na śmierć. Kto tutaj był bluźniercą - sędziowie czy świnia? Wspomina też Liverotti, że raz do roku starożytni rzymianie składali Złemu w ofierze ukrzyżowanego psa. Lecz to już na pewno nie było bluźnierstwo, przynajmniej do chwili, kiedy na krzyżu umarł Chrystus.
Czy bluźnierstwem było obsadzenie przez Caravaggia w roli
Matki Boskiej od Pielgrzymów, tej, którą widzieliśmy już w kościele Sant'Agostino, swojej kochanki Leny? Była prostytutką, tak o niej mówili, ale była też jedyną kobietą, którą kochał. Sprawę o bluźnierstwo oddalamy raz jeszcze.
Zbluźnił 21 maja 1972 roku
Laszlo Toth, Australijczyk, który w Bazylice świętego Piotra rzucił się z młotkiem na Pietę Michała Anioła, zadał jej 15 ciosów, odłupał rękę, zmiażdżył nos. Bluźnił, kiedy krzyczał "Jam jest Jezus Chrystus, który powstał z martwych". Bluźnił, lecz czy był bluźniercą, skoro okazał się psychicznie chory?
Arcybiskup Gianfranco Ravasi, przewodniczący Papieskiej Rady Kultury, napisał: "Również bluźnierstwo, jak świadczy o tym Księga Hioba, jest formą modlitwy (...). Jest sposobem na przekroczenie granicy narzuconej przez niemoc." Bluźnierstwo - modlitwa bezsilnych?
Owszem, ale i przedmiot zabawy silnych, zwłaszcza słowem. W historii poezji włoskiej bardzo silną pozycję, pomijaną często w opracowaniach, mają poeci dialektalni. Każdy dialekt ma swoją agresję lub łągodność, specjalizuje się w innej dziedzinie. W bluźnierstwie specjalizuje się poezja dialektu rzymskiego, w tym najwybitniejsi jej twórcy Trilussa i Belli.
Najbardziej znanym wierszem bluźnierczym, Trilussy (1871-1950) jest
"Ptaszek", czyli "Uccelletto". Wiersz opowiada zgrabnie o księdzu, który przez drzwiczki konfesjonału zobaczył, jak do kościoła wleciał ptaszek, a jakaś litościwa kobieta go przygarnęła, co księdza wzburzyło do tego stopnia, że podczas kazanie wszczął śledztwo. "Kto ma ptaka - zawołał - niech wyjdzie z kościoła", na co wszyscy mężczyźni opuścili świątynię. Po dodatkowych pytaniach z kościoła wyszły kobiety, następnie zakonnice, potem pojedyncza dziewczyna. Ale dlaczego, pozwól to, wędrowcze, przemilczeć, podobnie jak i to, dlaczego ta, która wyjść powinna, nie wyszła. Ale Trilussa, któremu Rzym poświęcił placyk na Zatybrzu, z charakterystycznym pomnikiem, na którym wyryty jest polityczny wiersz, też właściwie nie jest bluźniercą, lecz świntuchem, i to tylko na tyle, na ile był nim na przykład Boccaccio. Do bluźnierstwa bardziej zbliżył się
Giuseppe Gioacchino Belli (żył 1791-1863 i też ma swój plac i pomnik, nieopodal Trilussy), sekretarz księcia Stanisława Poniatowskiego, który rozważając w pewnym sonecie, czy gorsze są bluźnierstwa, czy wulgaryzmy, dochodzi do wniosku, że te drugie, ponieważ te pierwsze dla Boga są mniej ważne niż cząstka melona i nie sięgają Najwyższemu nawet do genitaliów.
Usiądź, wędrowce, na Zatybrzu, i wsłuchaj się w język mieszkańców. Jest w nim coś z zaczepki zwróconej wprost do nieba.