http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia. Piekło. Pieśń XI

Jarosław Mikołajewski
2009-05-22, ostatnia aktualizacja 2009-05-22 19:30

Czekam tylko na śmierć

ZOBACZ TAKŻE
RAPORTY
Obiecaliśmy sobie, że przystaniemy na dłużej na niekatolickim cmentarzu na Testaccio, i "Boska Komedia" wspiera nas w postanowieniu. Dante z Wergilim zatrzymują się na obrzeżach szóstego kręgu, kręgu heretyków, na czas całej XI pieśni, więc i my możemy odpocząć na obrzeżu miasta, pod murem wzniesionym przez cesarza Aureliana po 271 roku ery Chrystusa, czyli niby i naszej.

Mówiliśmy już, że za najdawniejszy grób uważane jest miejsce spoczynku zmarłego w 1738 roku studenta Oksfordu. Na anonimowym sztychu z 1819 roku widać rozległe pole, ciągnące się od Bramy św. Pawła wzdłuż Murów Aureliańskich, porosłe kępami drzew. U stóp Piramidy widać rozbudowaną już kolonię grobów - to część najstarsza cmentarza. W roku, w którym powstaje ten sztych, angielski poeta Percy Bysshe i powieściopisarka Mary Shelley, którzy mieszkali w Rzymie przy via del Corso i mieli już w swoim dorobku "Prometeusza" i "Frankensteina", chowają w tym miejscu syna.

Dwa lata później, w 1821 roku, do kolonii pochowanych dołączy poeta John Keats. Po rozgłosie, jaki z pewnością przyniosą Keatsowi prezentowany w Cannes film Jane Campion i książka, którą poświęciła mu właśnie Fleur Jaeggy, należy spodziewać się inwazji turystów na ten skromny i elegancki grób, niczym krojony na miarę romantycznej legendy, a przecież autentyczny i prawdziwie wzruszający. Poeta mieszkał na Placu Hiszpańskim, tuż obok schodów, w mieszkaniu, gdzie dziś jest muzeum poświęcone jemu i Shelleyowi. Chętnie wierzę świadectwu oficjalnego przewodnika po cmentarzu, wydanej w Szwecji książeczce Johana Becka - Friisa, zgodnie z którą Keats sam zaakceptował miejsce pochówku i wymyślił jego kształt.

Kiedy /.../ poczuł, że nadchodzi koniec, posłał swojego przyjaciela Severna, by zobaczył miejsce, w którym zostanie pogrzebany, i słysząc potem, jak mówi, że białe i błękitne fiołki i margerytki i anemony rosną dziko pomiędzy grobami, rozpogodził się i powiedział, że już mu się wydaje, iż słyszy, jak rosną na nim kwiaty.



Joseph Severn, który mieszkał z Keatsem na Placu Hiszpańskim, spełnił też jego wolę, by zamiast imienia napisać na płycie "Tu leży ten, którego imię pisane było na wodzie". Nie szukaj zatem, wędrowcze, na grobie hasła John Keats, lecz wizytówki "a young English poet".

Rok później, w 1822, w Morzu Tyrreńskim, na wysokości Viareggio, zginął podczas burzy trzydziestoletni Shelley. Po dziesięciu dniach morze wyrzuciło ciało, a towarzyszący Shelleyowi George Byron znalazł przy nim książkę z wierszami Keatsa. Ciało Shelleya zostało skremowane, a prochy złożone tam, gdzie właśnie jesteśmy, czyli na cmentarzu niekatolickim, zwanym cmentarzem Anglików, choć obok Keatsa, Shelleya i ich rodaków leżą na nim Niemcy, Rosjanie, Szwedzi, Duńczycy, Rumuni, a także kilku Polaków.

Potrzeba posiadania cmentarza przez tych, którzy nie będąc katolikami nie mogli być pochowani w kościele ani w poświęconej ziemi, okazała się pilna w czasach, kiedy Rzym stał się metą "Grand Tour", zwiedzania obowiązkowego dla ambitnych i bogatych rodzin zwłaszcza po otwarciu Muzeów Kapitolińskich w 1734. Do czasu ustanowienia cmentarza niekatolicy w Rzymie byli chowani prawdopodobnie za linią murów, pod wzgórzem Pincio, razem z prostytutkami. Pogrzeb niekatolika musiał odbywać się w nocy, żeby nie prowokował wrogich zachowań rzymskiego ludu. Do 1870 roku zakazane było oznaczanie grobów niekatolickich znakiem krzyża i napisami, które mogły sugerować zbawienie. Z historii wędrówek tych ludzi, ich pochodzenia, z wrażliwości, z kultury literackiej i artystycznej ich samych oraz ich rodzin, z aspiracji i ograniczeń, powstało miejsce niezwykłe, które z cmentarza odrzuconych stało się cmentarzem wybranych.

Najstarsza część cmentarza, na której pochowany jest Keats, ta u stóp Piramidy, wciąż przypomina ukwieconą łąkę, o której opowiadał poecie Severn. Formy niewielkich grobów zanurzonych w trawie są proste, podstawowe: kolumny, płaskie sześciany w poziomie i pionie. Piramida, która stoi tuż tuż, i którą widać najlepiej właśnie z cmentarza, jest wobec kruchości tych grobów niepokojącym znakiem pychy, wybujałej ambicji przetrwania. Pomiędzy nią a cmentarzem snują się koty z pobliskiego schroniska. Część nowsza, na wprost bramy wejściowej, zwieńczonej obietnicą RESURRECTURIS, i najnowsza, która otwiera się po jej prawej stronie, są gęsto zalesione bardziej urozmaiconymi nagrobkami, z krzyżami lub bez, z otwartymi księgami, tajemniczymi wyznaniami. Wśród posągów i medalionów są dzieła piękne zwyczajnie, jak rzeźby Thorvaldsena, lub piękne przez melancholię, anioły rozpaczy, bluszcze nieśmiertelności, złożone palety i liry, mroczne Persefony. Są wśród pochowanych malarze, poeci, studenci, jest August Goethe, syn Johanna, któremu wiersz poświęcił Tadeusz Różewicz, i na którego grobie, jak przypuszczał Andrzej Litwornia, był Adam Mickiewicz. Jest niania Iwaszkiewicza, o której znakomicie pisał w "Zeszytach Literackich" Wojciech Karpiński. Temu, kto czyta listę mieszkańców, rzucają się w oczy nazwiska socjalisty Antonio Labrioli i komunisty Antonio Gramsciego. Przed grobem tego ostatniego Pier Paolo Pasolini układał słynny poemat "Prochy Gramsciego", w którym nie tylko dał wyrazisty obraz "cudzoziemskiego ogrodu", lecz dokonał rozliczenia z mistrzem swojej politycznej wrażliwości:

Ten skandal, że sobie zaprzeczam, że jestem
z tobą i przeciw tobie: z tobą w sercu,
w jasności, przeciw tobie w mrocznych wnętrznościach / /

Pociąga mnie życie proletariackie,
które było przed tobą, religią dla mnie

jest jego wesołość, nie tysiącletnia
walka: jego natura, nie jego
świadomość, pierworna siła

człowieka



Nad grobem Gramsciego Pasolini uświadamiał sobie, że źródłem jego komunizmu nie jest ideologia, lecz trudno dostrzegalny, choć skrajnie zmysłowy świat na skrzyżowaniu idei i namiętności, świat ludzkich autentyków, brudnych robotników, chodzących w przepoconych bluzach po okolicznym Testaccio.

O innym mieszkańcu dowiedziałem się na kilkanaście dni po przyjeździe do Włoch, tuż po tym, jak zacząłem prowadzić Instytut Polski. Zaprosiłem Adama Zagajewskiego, ze wszystkich stron słyszałem, jak trudno jest wypełnić salę, kiedy przyjeżdża poeta. Wziąłem do kieszeni plik zaproszeń, które zostały po pocztowej wysyłce, przez pół soboty chodziłem po księgarniach i wkładałem kartoniki do ekspozytorów. Pod koniec dnia poszedłem na Cmentarz Anglików, ot tak, dla wytchnienia, i zobaczyłem dość odświętną, wewnętrznie związaną grupę osób. Poszedłem ich śladem, żeby sprawdzić, kogo chcą uczcić, i po kilku minutach znalazłem się, za ich plecami, przed grobem Dario Bellezzy, poety, ogłoszonego przez rzymską wspólnotę gayów jej świętym. Był 31 marca 2006 roku, okazało się, że jest właśnie dziesiąta rocznica jego śmierci. Zanim rozeszli się, podszedłem i powiedziałem, że znam poezję Bellezzy, że cenię, że przyjeżdża polski poeta i zapraszam na jego wieczór. Na spotkanie z Zagajewskim przyszła prawie cała grupa. Jestem winien Bellezzy przekład jego wiersza, choćby tego, który zatytułował "Dla Pier Paolo Pasoliniego":

Krążę wśród szantaży i ciosów i spuszczam
Moją duszę na pół pustą i grzeszną

I osierocone moje ukrzyżowanie samotne
Wie kim jestem - szpiegiem i szantażystą
Który nienawidzi swoich bliźnich. I nie znajduję

Spokoju w tej brudnej walce
Z moją ruiną, jej rozwałką

Boże! Czekam tylko na śmierć.
Nie znam biegu Historii. Znam tylko
Bestię, która jest we mnie i ujada.



  • 1
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':