http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rzymska komedia. Piekło. Pieśń VII

Jarosław Mikołajewski
2009-04-26, ostatnia aktualizacja 2009-04-26 18:17
San Clemente
San Clemente
Fot. Marcin Klaban / AG

Nieskromne sufity

Santa Maria Maggiore
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Santa Maria Maggiore
Jednym z najcudniejszych kościołów Rzymu, a więc i świata, jest bazylika San Clemente, osadzona pomiędzy Eskwilinem a Coelio, niedaleko Koloseum, w wąwozie, którym dojdzie się na Lateran
Fot. Marcin Klaban / AG
Jednym z najcudniejszych kościołów Rzymu, a więc i świata, jest bazylika San...
RAPORTY
W siódmej pieśni wiele się kotłuje, wiele zaciera i wiele się z powszechnego zatarcia wybija. Pieśń łączy w sobie czwarty i piąty krąg, lecz najłatwiej odnieść mi do Rzymu to, co dzieje się w czwartym, czyli walkę skąpych z rozrzutnymi. Scena ma wiele z przesadnie przeżywanej zabawy, mogłaby rozgrywać się dzisiaj i pochodzić z korporacyjnych spotkań integracyjnych, jakie obserwuję czasem na polanie Lasu Kabackiego, w Powsinie. Na wzór przeciągania liny, zabawę nazwałbym przetaczaniem kamieni - oto /nie w Powsinie, lecz w Piekle/ dwie przeciwstawione sobie gromady napierają piersiami na wielkie gazy, tocząc je przeciw sobie i wrzeszcząc. Kiedy Dante pyta, co to za drużyny, Wergiliusz objaśnia, że z jednej strony są chciwi, a z drugiej rozrzutni, z jednej skąpi, z drugiej pyszni, i przyznaje, że wiele z tych dusz należy do księży, kardynałów i papieży. Dante dziwi się, że nie może rozpoznać żadnego, na co uzyskuje wyjaśnienie, że przez to, jak chcieli wyróżnić się tym, co i tak do nich nie należy, stracili swą rozpoznawalność.

Pewnie, że pierwsze skojarzenie to rzesza rzymskich duchownych, jednolitych bez względu na kolor habitu, na to, czy noszą sutannę, czy koszulę z koloratką przesuwaną w lewo lub w prawo, w zależności od miejsca i potrzeb. Unikając jednak łatwych i krzywdzących porównań, nie oddalając się przy tym zanadto od scenografii kościelnej, moralnie zneutralizuję obraz, sprowadzając go do starcia prostoty i przepychu.

Nakładanie się stylów, współistnienie śladów pozostawionych przez różne epoki, należy do wyróżniających cech Rzymu.

Nawet napotykane gdzieniegdzie fragmenty w złym guście lub budzące zastrzeżenia mają swój udział w tej wspaniałej całości



- pisał Goethe /w przekładzie Krzeczkowskiego/, a jednym z nielicznych przypadków, w którym obce wtręty jednak rozczarowują, są święte miejsca budowane w późnym antyku i całym pierwszym tysiącleciu chrześcijaństwa.

Elementem, który konsekwentnie psuje smak prostoty, spłyca otchłań czasu i zakłóca przesłodzonym kadzidłem świeżość wczesnochrześcijańskich świątyń, są sufity. Znam ludzi, którzy potrafią delektować się sztuką snycerską i złotniczą barokowych stropów, ja jednak przyjaciołom szczególnie drogim radziłbym w pewnych bazylikach nie unosić zanadto oczu. Nawet w Santa Maria Maggiore, gdzie na suficie Giuliana da Sangallo można obserwować rzeczy opowiadające historię, jak herb Aleksandra VI, i ekscytować się faktem, że złocenia pochodzą z pierwszych prób kruszcu przywiezionych dla papieża z nowoodkrytej Ameryki. Nic na to nie poradzę, że wolę żmudne, harmonijne światy mozaiki w absydach, i równie ozdobne, co znaczące sploty kamiennych figur na podłogach układanych przez kolejne pokolenia rodziny Cosmati.

Jednym z najcudniejszych kościołów Rzymu, a więc i świata, jest bazylika San Clemente, osadzona pomiędzy Eskwilinem a Coelio, niedaleko Koloseum, w wąwozie, którym dojdzie się na Lateran. Bazylika jest kilkuwarstwowa, rozciągnięta w pionie pomiędzy wiekami, począwszy od zgliszcz pozostałych po pożarze wznieconym w 64 roku przez Nerona, rozpięta pomiędzy rozmaitymi zastosowaniami i potrzebami ilustracyjnymi. Są w bazylice, na różnych poziomach, resztki antycznej ulicy, fragmenty domów, pozostałości świątyni Mitry, jest jeden z najstarszych komiksów świata, który należy też do pierwszych zabytków języka włoskiego. Widać tę scenę lepiej na wyostrzonych zdjęciach niż podczas zwiedzania, lecz kiedy się wie, że ona tam jest, to się ją w końcu wyłowi: żołnierze ciągną linami kolumnę, a dowódca ponagla ich słowami "Fili de puta traite Ciągnijcie, skurwysyny". Fresk pochodzi z XI wieku i, szczęśliwie bez cenzury, jest opisany w szkolnych podręcznikach do włoskiego. W tę wielostopniową strukturę, na jej najwyższym piętrze, dyskretnie wpisały się freski Masolina i Masaccia, jak sprowadzone z renesansowej Florencji - ze Zwiastowaniem i Ukrzyżowaniem, świętym Krzysztofem i scenami męczeństwa świętej Katarzyny /zwróćcie uwagę na ścięcie, gdzie pod ręką kata Katarzyna schyla się po śmierć jak po wodę ze źródła/.

Masolino z Masacciem wyrastają ze wszystkich warstw bazyliki, począwszy od ulic i domów, na których zbudowano tę fantastyczną całość - z obywatelskich i religijnych napięć, sporów i niepokojów, które można wyczytać na kolejnych piętrach. Stańcie jednak bokiem do kaplicy świętej Katarzyny, na wprost ołtarza na najwyższym piętrze, ogarnijcie wzrokiem krzyż, na którym przysiadły gołębie, zobaczcie pobożne zwierzęta u jego trzonu, pijące wodę ze źródła, prześledźcie sploty i zwoje drzewa życia, zobaczcie owce apostołów wokół baranka, martwego Chrystusa, zmartwionych Marię i Jana, i przenieście oczy na ciężki niebiesko-złoty sufit, z freskiem, na którym sylwetki kłębią się i kotłują z chmurnym niebem, a sami spuścicie oczy.

Niestety, ta niespodzianka dopada w dziesiątkach miejsc, i chyba trzeba ją ignorować. Nie tracić czasu na wyszukiwanie w przewodnikach imion zręcznych snycerzy i złotników, którzy na zlecenie hierarchów zakrywali podniebne szkielety i dorabiali im górne dno. Oddychać tym, co widać bez zadzierania głowy.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':