http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świąteczna >  Tylko w internecie

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Świąteczna

Rzymska komedia. Piekło. Pieśń V

Jarosław Mikołajewski
2009-04-10, ostatnia aktualizacja 2009-04-10 15:20
Kiedy szpaki zaczynają sfruwać do Rzymu, również z Polski, najlepszą rzeczą, jaką można sobie sprawić, jest wspiąć się na te schody i patrzeć, jak harcują nad kościołem Il Gesu, nad Placem Weneckim, nad Kapitolem, Teatrem Marcellusa, synagogą i hen, nad Zatybrzem
Kiedy szpaki zaczynają sfruwać do Rzymu, również z Polski, najlepszą rzeczą, jaką można sobie sprawić, jest wspiąć się na te schody i patrzeć, jak harcują nad kościołem Il Gesu, nad Placem Weneckim, nad Kapitolem, Teatrem Marcellusa, synagogą i hen, nad Zatybrzem
fot. Piotr Augustyniak / AG

Sturnus vulgaris

Kiedy szpaki zaczynają sfruwać do Rzymu, również z Polski, najlepszą rzeczą, jaką można sobie sprawić, jest wspiąć się na te schody i patrzeć, jak harcują nad kościołem Il Gesu, nad Placem Weneckim, nad Kapitolem, Teatrem Marcellusa, synagogą i hen, nad Zatybrzem. Na zdjęciu Kapitol
Fot. Waldemar Gorlewski / AG
Kiedy szpaki zaczynają sfruwać do Rzymu, również z Polski, najlepszą rzeczą...
RAPORTY
Kiedy patrząc na stada szpaków nad Rzymem pomyślałem, że są jak dusze z piątej pieśni Boskiej, nie pamiętałem chyba, o jakim gatunku ptaków pisał Dante. Był październik, może początek grudnia. Jakoś tak, bo ten najbardziej rozbiegany spektakl na rzymskim niebie rozgrywa się zawsze pod koniec roku. A raczej kilka spektakli, które widzisz równocześnie na scenografii nieba, grany przez rozmaite grupy aktorów tej samej szkoły i skali geniuszu nad różnymi punktami miasta.

Najwięcej na raz da się chyba obserwować stojąc na szczycie schodów przed kościołem Santa Maria in Aracoeli, w sąsiedztwie Placu Kapitolińskiego (mowa o nim była w poprzednim odcinku - czy to znak, że Rzym ustawia się jednak w jakimś porządku?). Kiedy szpaki zaczynają sfruwać do Rzymu, również z Polski, najlepszą rzeczą, jaką można sobie sprawić, jest wspiąć się na te schody i patrzeć, jak harcują nad kościołem Il Gesu, nad Placem Weneckim, nad Kapitolem, Teatrem Marcellusa, synagogą i hen, nad Zatybrzem.

A kiedy postoi się dłużej, przychodzi do głowy, że to nie grupy wieloosobowych aktorów, lecz pismo. Dla kogoś, kto próbuje złapać sens zastany, trwały - Rzymu, życia, chwili - jest fascynującą i bolesną pokusą pomyśleć o tych równoczesnych ruchomych stadach jak o piszących się równocześnie literach, z których każda jest w innym momencie pisania, i kiedy patrzysz na jedną, tracisz sens drugiej i całego słowa. Byłyby więc stada ptaków Bożymi skrybami, którzy piszą, kiedy muszą pracować, a kiedy czas odpocząć, przysiadają na drzewach?

Jest palma przy wielkim gmachu sądu, nad Tybrem. Przechodzisz pod nią, wydaje ci się oklapła od jesieni, wilgoci, i nagle liście palmy powstają, niczym naelektryzowana czupryna, podrywa się z nich gromada i leci w niebo coś pisać po swojemu czy po Bożemu. To samo dzieje się z piniami na Placu Weneckim, na skwerze przy bliźniaczych kościołach Matki Boskiej Loretańskiej i Najświętszego Imienia Maryi. Jak gdyby uniesienie ptaków wyciągało im ramiona do śpiewu, odejmowało lat grzbietom.

Nie są szpaki przedmiotem wyłącznie fascynacji, choć mojego stosunku do nich nie zmienia nic z tego, czym zrażają do siebie innych. Mówi się, że bywają sprawcami zagrożeń dla lądujących samolotów. Nie tylko mówi się, lecz się widzi i czuje, że potrafią w mgnieniu oka pokryć odchodami kawał ziemi. Kiedy moja córka kończyła 18 lat, a było to 17 listopada, pojechaliśmy do centrum. Długo szukaliśmy parkingu, aż wjechaliśmy w via di Monte Brianzo, ukośnie w stronę Tybru, i na widok dwóch miejsc parkingowych obok siebie pomyśleliśmy, że mamy wyjątkowe szczęście. Wszędzie pełno, auta ustawione w dwóch rzędach, a tu nagle dwa puste miejsca. Parkuję, wysiadamy, idziemy na pizzę, jemy, wracamy. I nie mamy jak wrócić. Samochód co do centymetra laminowany wiadomo czym. Jak bardzo byśmy się nie starali, nie jesteśmy rzymianami, nie wiedzieliśmy, że platany nad tymi miejscami należą do ulubionych schronisk tych skrybów, więc pod nimi parkować jest głupio. Szpaki silne są, płodne, łatwo się adaptują, niewiele więc mogą wskórać nawet sztuczne ognie, którymi próbuje się je przepędzić. Aż Caput Mundi podrapał się w głowę, postanowił zamontować megafony i nadawać przez nie głosy zwiastujące ptakom zagładę. Szast-prast, w trzy dni ptaki uciekły.

Oto jak pisze Dante (w przekładzie Edwarda Porębowicza, któremu ta pieśń udała się wybornie):

Piekielny orkan, puszczony ze smyczy,
Dusze w gwałtownym ponosi upuście,
Szarpie i kole, i ościeniem ćwiczy.
A kiedy lecą razem nad czeluście,
Jęk z jękiem gada, wrzask z wrzaskiem się kłóci,
Bluźnierstwom wolne otwierając ujście
Przeciwko mocy Bożej; tak rozsnuci
Na wolę wiatrów boleją zmysłowi,
Co nad rozsądek wywyższyli chuci.
Jak szpaki, gdy je wiatr jesienią łowi,
Snują w powietrzu długie, zbite chmary,
Tak się miotały, poddane wichrowi,
W górę, w dół, tam i sam nieszczęsne mary

/V, 31-43/



Recytuje to Roberto Begnini



Bo pieśń piąta Piekła to pieśń o rozwiązłych - o tych, którzy zgodnie z zasadą odwetu skazani są po śmierci na wieczne pożądanie bez możliwości spełnienia, na przyciąganie bez chwili muśnięcia. Powróćcie przed Ara Pacis, lub na Kapitol, na Pincio, na most czy na plac Cavoura, i zobaczcie, jak ściśle przestrzegają Bożej kary pragnienia i niemocy, jak trzymają się swoich wzajemnych ruchów i ondulacji wichru, a nie dotykają siebie, jak są razem, każde oddzielnie. Dopiero, oby, w liściach palm i platanów, miejmy nadzieję, że przestają odgrywać dantejskie alegorie i tulą się do siebie, bo wiatr jesienny, wierzcie mi, jest tutaj trudny do zniesienia samemu.

Obok ptaków rychliwych, rozpisanych, pojawił się w Rzymie ostatnio gatunek ptaków martwych, przyczepionych do martwych drzew. Kiedy w grudniu zeszłego roku przechodziła przez Rzym wielka fala, woda w Tybrze sięgała tak wysoko, ze zalała rośliny na dolnych bulwarach. Na ich gałęziach osiadły niesione przez nurt śmieci. Są tam do dziś i żadne megafony ich nie spłoszą.

PS Dziś w nocy było trzęsienie ziemi, niespełna 100 kilometrów od Rzymu. Zakołysał się również dom, w którym mieszkamy. Nie było komu pisać przestrogi na niebie.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

2 głosy

Brak komentarzy
W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne