Centralnym problemem drugiej pieśni "Piekła" jest poczucie własnej marności. Na progu wędrówki przez zaświaty, Dante zamęcza Wergiliusza wątpliwościami, czy aby chodzenie za życia po miejscach przeznaczonych dla zmarłych nie przekracza jego sił i godności. Spośród żywych, przed nim weszli tam tylko Eneasz i święty Paweł.
''Lecz ja co? Skąd mi Łaska?'', pyta poeta (w tłumaczeniu E. Porębowicza). I uspokaja się dopiero na wiadomość, że Łaska przyszła od "Łaski pełnej", od Matki Chrystusa, która dla ratowania Dantego posłużyła się poselstwem świętej Łucji i Beatrycze.
Rzym, jak twierdził nie tylko Mickiewicz, jest "największą rzeczą na ziemi", nic więc dziwnego, że częściej niż gdziekolwiek indziej zdarza się tu wędrowcowi uszczypnąć się w łydkę i pytać: Naprawdę tu jestem? Ja? A kim ja jestem, żeby tu być? "Skąd mi Łaska?"
Szczypie się w łydkę swoimi słowami sam Goethe, kiedy tuż po
przyjeździe do Rzymu, 1 listopada 1786 roku pisze: "Proszę wybaczyć mi tę tajemnicę i niejako ukrywaną dotąd podróż. Nawet sam sobie nie śmiałem powiedzieć, dokąd jadę; nawet w drodze jeszcze się obawiałem, że coś mi przeszkodzi, i dopiero kiedy znalazłem się pod Porta del Popolo, mogłem wreszcie stwierdzić z całą pewnością, że dotarłem do Rzymu. / / Ależ tak, przez te ostatnie lata cierpiałem na coś w rodzaju choroby, z której wyleczyć mógł mnie tylko widok tego kraju / /. Tak, nareszcie przybyłem do tej stolicy świata!" I cztery dni później tłumaczy mechanizm oddziaływania rzymskiego piękna: "Kiedy tak krążę po Rzymie, oglądając najznakomitsze zabytki, ogrom tego miasta mnie uspokaja. W innych miejscach trzeba szukać rzeczy ważnych, tu przytłaczają nas swym nadmiarem. Dokądkolwiek pójdę, gdziekolwiek przystanę, mam przed oczami najróżnorodniejsze widoki; pałace i ruiny, ogrody pięknie utrzymane i zdziczałe, rozlegle przestrzenie ciasne uliczki, małe domki, stajnie, łuki triumfalne, kolumny, często tak ciasno stłoczone, że zmieściłyby się na jednym arkuszu papieru " (tłum. H. Krzeczkowski)
Zobacz na books.google.com "Aus Goethes Italienischer Reise?'' wydanie z 1860 r.Goethe wychwytuje to, co sprawia, że Rzym tak poraża - zmienność, niemal ruchliwość, zagęszczenie. I coś, co bardzo rzadko buduje piękno, a w Rzymie jednak mu służy - nadmiar. A także wyprzedzanie oczekiwań, spełnianie pragnień, zanim się pojawią. Nagłe zmiany perspektywy, nakładanie się czasów i stylów. "Nawet napotykane gdzieniegdzie fragmenty w złym guście lub budzące zastrzeżenia mają swój udział w tej wspaniałej całości", kapituluje ostatecznie przed Rzymem przyszły autor "Fausta".
Żeby znaleźć piękno, o którym mówi Goethe, nie można go szukać po nazwach, które zwiastują wielkie przeżycie. Ten sposób skazuje na porażkę, o czym się przekonałem podczas pierwszej wizyty w Rzymie.
Był rok 1978, umarł Paweł VI, Jan Paweł I nie został jeszcze wybrany. Miałem 18 lat i trzy dni na obejrzenie wszystkiego, więc wpadłem na pomysł najgorszy: zobaczyć Koloseum, świętego Piotra, Lateran, Santa Maria Maggiore i wyjechać, zabierając ze sobą te wszystkie świętości, na dnie oczu. I stało się - Rzym mnie przygniótł i zmęczył. Byłem za młody, żeby właściwie skonfrontować dwa sposoby zwiedzania, odnotowane przez Stendhala w Przechadzkach po Rzymie": "obejrzeć wszystko co ciekawe w jednej dzielnicy, a potem przejść do innej; albo szukać codziennie tego rodzaju piękna, na które się jest wrażliwym od samego rana" (tłum. F. Śniatecka-Wowerowa).
Zobacz na books.google.com"Promenades dans Rome" w wydaniu z 1853 r.Tak, czy inaczej, Rzym zwiedza się z poczuciem własnej marności, wobec kamieni i wobec tych, którzy go przemyśleli jak Mickiewicz czy Goethe, a kiedy to poczucie ustąpi, z wdzięcznością, niekoniecznie wiadomo dla kogo.
Najpiękniejszy obraz tej wdzięczności wisi w kościele świętego Augustyna, w pierwszej kaplicy po lewej stronie.
Matka Boska z kilkumiesięcznym już chyba dzieciątkiem wychodzi z domu do pary pielgrzymów, brodacza o brudnych nogach i pomarszczonej kobiety w wieku jego matki. Ubrania mają chłopskie, przynieśli ze sobą złożone ręce i dziadowskie kije. Bosonoga Maryja jaśnieje pięknem ziemskiej kobiety. Nic dziwnego - za modelkę posłużyła artyście Lena, "kobieta" Caravaggia, "być może jedyna - pisze Maurizio Marini - która zajęła ważne miejsce w jego życiu".
Rzym jest w tym obrazie w najbardziej dyskretnej, intymnej postaci - kamienna framuga drzwi, o który opiera się Lena, donna-Madonna, jest ramą drzwi prawdziwego domu malarza. Do dziś można się o nie oprzeć, pogłaskać rozgrzany plecami Maryi kamień, w
zaułku del Divino Amore - Bożej Miłości.Wyświetl większą mapęNiemłodych, studzonych, złachmanionych pielgrzymów piękno Madonny powala. Jako się rzekło, Rzym wyprzedza, przerasta oczekiwania. I tu wracamy do Łaski, o którą tak niedorzecznie pytał Dante na początku drogi. Łaska nie wyróżnia za poniesione zasługi. Łaska zobowiązuje. Rzym jest łaską i zawsze spada na nieprzygotowanego. Dostajesz tę łaskę i musisz ją udźwignąć, dorosnąć.
Łaska rzymska to kredyt. Dostajesz i musisz się wyrabiać, by spłacić.