http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Antyarabskość to antysemityzm postawiony na głowie

Rozmawiał Paweł Smoleński
2009-03-12, ostatnia aktualizacja 2009-03-12 19:17

Liderzy izraelskiej prawicy ciężko pracowali, żeby antyarabskie nastroje osiągnęły szczyt. Rozsypał się obóz zgody i pokoju. Lieberman sprytnie to wykorzystał - mówi arabski poseł Ahmad Tibi.

Ahmed Tibi i Jaser Arafat
Fot. MUHAMMED NASSER AP
Ahmed Tibi i Jaser Arafat
Ahmed Tibi
Fot. PETER DEJONG AP
Ahmed Tibi
Rozmowa z Ahmadem Tibim, byłym doradcą Jasera Arafata, posłem do Knesetu ze Zjednoczonej Listy Arabskiej.

Paweł Smoleński: W poprzednim Knesecie często ścierał się pan z Awigdorem Liebermanem. Wygląda na to, że teraz będzie podobnie.

Ahmad Tibi: Lieberman jest faszystą. Nikt nie przekona mnie, bym zmienił zdanie. Wie pan, czym różni się od Le Pena albo Haidera? Oni występowali przeciwko imigrantom, Lieberman - przeciwko ludziom, których ojczyzną jest Izrael. To jakiś absurd: on, sam imigrant, chce wyrzucić nas z własnego domu tylko dlatego, że jesteśmy Arabami. Nic z tego nie będzie. Nie pozwolimy się stąd wyrzucić.

Lieberman jest mocny w słowach. Nawoływał, że trzeba zbombardować tamę w Asuanie i zatopić Egipt. A tama ciągle stoi. Namawiał do zbombardowania Damaszku. Nic z tego. Chciał rozprawić się z Iranem. I znów poprzestał na hasłach. Dlaczego tak mówi? Bo jest koniunkturalistą, lubi trafiać w społeczne nastroje, na potrzeby kampanii wyborczej stał się radykalnie antyarabski. Wyczuł, że to się opłaci.

Dlaczego?

- Jesteśmy świadkami wieloletniego procesu, którego kulminacja nastąpiła podczas izraelskiej napaści na Gazę. Liderzy izraelskiej prawicy ciężko pracowali, żeby antyarabskie nastroje osiągnęły szczyt. Rozsypał się obóz zgody i pokoju. Lieberman sprytnie wykorzystał to, co stworzyli inni. Nie ma w tym nic zaskakującego. Radykalniejszy zawsze przelicytuje radykałów.

Lieberman zarzuca izraelskim Arabom brak lojalności w stosunku do państwa. Czy nie ma racji, gdy mówi, że żaden z arabskich posłów do Knesetu nie potępił wprost ostrzału Izraela ze Strefy Gazy ani terroryzmu? Czy nie ma racji, gdy wskazuje, że kiedy trwała operacja w Gazie, w galilejskich arabskich miastach płonęły izraelskie flagi? Pan sam był politycznym doradcą Jasera Arafata. Jak to pogodzić z lojalnością wobec Izraela?

- Kiedy niektórzy Żydzi potępiali interwencję w Gazie, Lieberman nie krzyczał, że to zdrajcy. A gdy interwencję potępia Arab, to jakaś nielojalność. W Izraelu często nie jest ważne, co się mówi, ale liczy się, kto to mówi. Mogę mieć rację, lecz nie wolno mi jej ogłosić, bo jestem Arabem. Przecież to absurd bijący w podstawy demokracji.

Mówi pan o arabskiej nielojalności. A czy religijni Żydzi są wobec Izraela lojalni? Zwłaszcza ci, którzy nie uznają istnienia Państwa Izraela, jego praw, władzy, nie służą w wojsku, bo nie pozwala im na to wiara w Boga? I znów - jeśli Arab krytykuje Izrael, jest nielojalny. Jeśli Żyd nie uznaje Izraela, bo zabrania mu tego wiara, nic się nie dzieje. Jestem bardziej lojalny wobec Izraela niż wielu innych Izraelczyków.

Ale zgodzę się, że jestem również nielojalny, lecz wobec syjonizmu. Mam do tego pełne prawo, bo nikt nie może narzucić mi lojalności wobec ideologii, którą uważam za obcą i szkodliwą, nie tylko dla Arabów. Przestrzegam jednak praw obowiązujących w Izraelu. I zrobię wszystko, żeby niektóre z nich odmienić. Wolno mi. Takie są reguły demokracji, wobec której jestem i będę lojalny.

Lieberman jest przeciwko demokracji. Nie może być lojalny wobec demokracji człowiek, który rasizm uczynił polityczną bronią. Antyarabskość Liebermana to nic innego jak antysemityzm postawiony na głowie. Proszę sobie wyobrazić, jaki krzyk podniósłby się na całym świecie, gdyby jakikolwiek polityk ogłosił, by z Francji, z Niemiec, z Włoch wyrzucić Żydów, bo są nielojalni, bo uznają Izrael za swoją drugą ojczyznę. Tymczasem on postuluje, by z Izraela wyrzucić nielojalnych podobno Arabów. To pomysł żywcem wzięty z europejskiego średniowiecza.

Albo - co to znaczy, by obywatel demokratycznego państwa tylko wtedy mógł korzystać z przynależnych mu praw, jeśli wypełni swoje obowiązki? Jak by pan się czuł, gdyby pański kraj kazał panu przysięgać lojalność? Obywatele mają prawa niezależnie od obowiązków, a nawet - ponad obowiązkami, których w demokratycznym państwie nie jest znów tak wiele. Jeśli ktoś tego nie rozumie, uprawia czysty faszyzm.

Pamięta pan, gdy w austriackim rządzie zasiadał Jörg Haider? Cały cywilizowany świat bojkotował wówczas Austrię; do bojkotu walnie przyczynił się Izrael. Uważam, że taka postawa była w pełni uzasadniona. Międzynarodowa społeczność nie może tolerować faszyzmu.

Dlatego zaraz po wyborach apelowałem, by każdy rząd Izraela, w którym znajdzie się Awigdor Lieberman, spotkał się z międzynarodowym ostracyzmem. Nie chcę, by w polityce obowiązywało prawo silniejszego i podwójne standardy moralne. Izrael jest takim samym państwem jak każde inne. Nie należy się nam żadna taryfa ulgowa. Wolno było bojkotować Austrię, wolno i Izrael. Przykro mi, że muszę mówić takie rzeczy. Ale taki mam obowiązek, to po prostu wymóg przyzwoitości.

Arabskim posłom do Knesetu zarzuca się, że bardziej dbają o Autonomię Palestyńską niż o własnych wyborców?

- Jestem Palestyńczykiem z izraelskim paszportem. Lecz gdy powstanie niepodległa Palestyna, mam zamiar pozostać obywatelem Izraela. A że chcę, by Palestyńczycy mieli własne państwo, co w tym dziwnego? Mówią o tym politycy izraelscy, mówią Arabowie. Diaspora żydowska popiera Izrael i nikt przy zdrowych zmysłach nie widzi w tym nic zdrożnego.

Co do dbałości o wyborców, to powiem panu to samo, co mówiłem wcześniej. Mogę mieć genialny pomysł, lecz nikt mnie nie poprze, bo jestem Arabem. Jestem przedstawicielem mniejszości, której większość nie chce wysłuchać.

Co będzie dalej z Awigdorem Liebermanem?

- Jeśli wejdzie do rządu, popsuje image Izraela. Ale jestem przekonany, że jak szybko zaświecił, tak równie szybko przeminie. My, Arabowie i izraelscy obywatele, pozostaniemy. Historia kazała nam doświadczyć gorszych od Liebermana, np. rabina Meira Kahanego, prawdziwych zbrodniarzy i morderców. Przepadli jak kamień w wodę. My istniejemy.

  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':