Jedna ja wpisuje się w układ ról, który zapewnia jej własną wartość przez uznanie. W oczach innych rzecz jasna. Jako kobiety, matki, żony. Bo, że jest się żoną, nawet niekoniecznie szczęśliwą, to warunek podstawowy. Znaczy, że ktoś chciał ją wziąć.
Matką starasz się być idealną. Idealny porządek, idealnie wyprasowane koszulki i spodnie, idealnie trzymana dieta. Tylko serce kocha niestandardowo i nie daje się zniewolić. Dzięki niemu właśnie dostrzegasz, że nie ma na wszystko przepisu.
Idealna kobieta. Zadbana, skromna, empatyczna (choć to akurat autentyczne), niewyrażająca własnego zdania i o krok za mężczyznami dla zachowania pozorów. Często bezrefleksyjna. Kolejne materialne gadżety i sprawy "nie cierpiące zwłoki" pomagają na jakiś czas udać, że niepotrzebna jest konfrontacja z samą sobą.
Idealna żona. Chętna na przyjmowania gości, jeśli masz na to ochotę, chętna na seks (to akurat też autentyczne), godząca się na ustępstwa nazywane w procesie racjonalizowania kompromisami, gotująca z uśmiechem na ustach.Na pokaz nie jesteś tylko wobec innych kobiet. Tu jesteś sobą. I masz kilka wspaniałych przyjaciółek.
Jesteś też coraz częściej drugą ja. Czującą, że nie chcesz już tak daleko odchodzić od siebie. Choć też pragniesz być dobrą kobietą, matką, może kiedyś znowu żoną.
Myślisz wtedy, że dobra kobieta to kochająca siebie kobieta. Świadoma swoich potrzeb. Wychodząca im naprzeciw. Akceptująca wystający brzuch (mimo aerobiku dwa razy w tygodniu) i zupełnie przeciętny angielski.
Pragniesz, by twoje dziecko miało bezpieczeństwo w mądrej miłości. Patrzysz mu w oczy, gdy przychodzi po raz dwudziesty o coś zapytać i wsłuchujesz się w sygnały, których nie umie zwerbalizować. Jest więcej serca, mniej chęci sprostania oczekiwaniom, że wszystkim wokoło powie na hasło "dzień dobry".
Chciałabyś być dobrą żoną. Wiesz, że masz odwagę spędzić z kimś resztę życia i przyjaźnić się z nim przez cały ten czas. Wiesz, że masz potencjał i chęć podejmowania starań bycia dla niego atrakcyjną nie tylko fizycznie. Jesteś gotowa rozmawiać i jesteś gotowa słuchać. Dawać, ale też brać. Pragniesz, by ktoś cię akceptował w niedoskonałości.
Jaki jesteś Ty?
Mam czasem nieodparte wrażenie, ze też składasz się z dwóch ja. Ale to są ja skrojone według innych kryteriów. Takich, które pozwolą mi też wylać moje żale.
A więc jesteś Ty, który w chwilach kryzysu lub słabości pozwalasz sobie na fascynacje. To wtedy, kiedy myślisz, że pocałować kogoś nic nie znaczy. To wtedy, gdy dajesz ułudę poczucia bezpieczeństwa, choć to, że to ułuda, odkrywa się boleśnie później. To wtedy, gdy jak gdyby nigdy nic oferujesz przyjaźń (bo "ze wszystkimi byłymi masz dobre stosunki"), po intensywnym czasie zbliżenia na wielu płaszczyznach i zapraszasz do nowego domu urządzonego przez twoją żonę.
I jesteś też Ty, o którym chcę myśleć, że nie wszedł ze mną w długotrwałą relację, bo nie chciał mnie skrzywdzić. Jest ten, na którego zawodowo zawsze mogę liczyć. Jest ten, który nie połyka moich neurotycznych haczyków, skutecznie odcinając przyjemną ucieczkę od problemów. Jest ten, którego podziwiam za wytrwałość i wybory, choć trochę boli, że tak łatwo ze mnie zrezygnował.
Zwracasz uwagę na kobiety atrakcyjne, miękkie, ciepłe, inteligentne. A kochasz atrakcyjne, twarde, niecierpliwe, inteligentne. Jesteś odważny i racjonalny. Bierzesz systematycznie emocjonalny prysznic. Intensywnie pracujesz. Mam wrażenie, że czasem nie wsłuchujesz się w samego siebie, nie chcesz zobaczyć pewnych mechanizmów, że nie masz siły nazwać wprost pewnych rzeczy. Dobrze Ci wychodzi racjonalizacja.
Ale nie wierzę, że zadowalasz się nijakością. Dlatego ciągle jesteś dla mnie zagadką.
Źródło: Gazeta Wyborcza