http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wtedy, odrzucę precz przesądy, strach, stereotypy

Damian
2009-03-09, ostatnia aktualizacja 2009-03-09 15:37

Jest w ''Psach 2. Ostatnia krew'' taka scena, w której Radosław Wolf wskazując z nonszalancją na siedzącą nieopodal brunetkę oznajmia: "To jest mój jasyr, moja zdobycz wojenna, zdobyłem ją w Sarajewie". I chociaż od premiery filmu minęło prawie 15 lat, słowa te utkwiły mi w pamięci. Znów do nich wracam, bo, w świecie, który określa rolę kobiet jako swoisty katalizator wszelkiego postępu, herezje wygłaszane przez Wolfa, zdają się mieć zbawienną moc.

ZOBACZ TAKŻE
Uwielbiam kiedy ona ma długie, proste włosy, kiedy poprawia je niedbałym gestem, kiedy przemierza z gracją gazeli rozpalone do czerwoności miasto. Ale każda, najmniejsza nawet, próba zmniejszenia dystansu skazana jest z góry na niepowodzenie. Ucieka spłoszona, pozostawiając po sobie zapach perfum i po raz kolejny utwierdzając mnie przekonaniu, że daleko mi do zręczności lamparta. I kiedy wreszcie udaje mi się zapędzić ją w kozi róg, zadaję jej to odwieczne pytanie: czego właściwie ode mnie oczekujesz? Ona odpowiada wtedy: dobrego serca, żebyś miał dobre serce. Deklaracja, przyznacie Państwo, co najmniej dziwna w ustach, przeglądającej się w moich kocich, lekko zmrużonych oczach, gazeli. A potem już następuje istna litania: że partnerski związek, że poczucie misji, że wspólnota duchowa i, a jakże, majątkowa, że szczerość aż do bólu, ze miłość aż po grób, że Ale ja już wtedy jestem myślami daleko stąd, wewnętrzna projekcja podpowiada mi słowa, słyszę wyraźnie - to Artur Żmijewski z nienaganną dykcją mówi: "Jak to załatwimy, reszta jest łatwa jak kobiety".

Koniec końców scenariusz ten, z nielicznymi wyjątkami, powtarzał się niemal od początku. Za każdym razem, kiedy przekraczam próg jej cielesności, czeka mnie niemiła niespodzianka - ona chce żebym miał dobre serce, ona chce, żebym ja kochał jak dotąd jeszcze nikt. A wtedy, w to lipcowe popołudnie wyglądała tak zjawiskowo, nie przymierzając jak wspomniana tu już gazela. "Boże, jaki byłem głupi!"

Przyznaję, nie rozumiem ani świata, który mnie otacza, ani tym bardziej czasów, w których przyszło mi żyć. Śmieszą mnie te wszystkie modliszki, kokietujące niezgrabnie swoją pozorną niezależnością, odmieniające to słowo przez wszystkie znane im przypadki, próbujące zaklinać rzeczywistość. W gruncie rzeczy - miałem okazję przekonać się o tym na własnej skórze - to tylko gra pozorów, maska, pod którą kryje się kobiecość: niedoceniona, spragniona pieszczoty, niepewna swojej wartości.

Obiecuję sobie nie od dziś, że wyciągnę ostateczne wnioski z popełnionych błędów. Przede mną długa droga. Wciąż jeszcze daleko mi do cyrkowych akrobacji lamparta, w moim mentalnym słowniku w zasadzie nie istnieje słowo "empatia", w relacjach z kobietami zbyt często kierowałem się stereotypami. Owszem, mają one w sobie narkotyczny wdzięk, z łatwością organizują życie, w ostatecznym rozrachunku jednak to ślepa uliczka. Bo kobieta to zjawisko - niepowtarzalne, zapierające dech w piersiach, umykające wszelkim porównaniom.

Wierzę, że któregoś pięknego, letniego dnia uśmiechnie się do nas szczęście. Odrzucę precz przesądy, strach, stereotypy, płytę z filmem Pasikowskiego spalę. Wierzę w przeznaczenie, w swoją nadwrażliwość, która akurat na tym polu może okazać się nie do przecenienia. Wierzę w nasze spotkanie w jednym z tych rozpalonych do czerwoności miast. O jedno, wszakże, tylko Cię proszę. Niech tym wymarzonym miejscem nie będzie Sarajewo. Niech to będzie każde inne miasto, tylko nie ono. Wszędzie, tylko nie tam. Sama rozumiesz

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':