http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jesteście mistrzami kłamstwa

Grażyna
2009-03-06, ostatnia aktualizacja 2009-03-05 20:32

Ja wybieram mężczyzn ładnych jak kobiety. Tylko tacy mnie interesują. Odkryłam po latach, że wszyscy byli, są i będą podobni do mojej mamy. Zawsze tacy sami: niedojrzali, niezrównoważeni, histeryczni. Ale uwielbiam was.

ZOBACZ TAKŻE
Przez wiele lat nie wiedziałam, kim wy właściwie jesteście. Bo skąd? Równie ważny, a może najważniejszy mężczyzna dla każdej kobiety - ojciec - był dla mnie... Nie było go wcale. To nie była nawet zabliźniona rana. Nie było po nim jakiegokolwiek śladu. Po dziewięciu latach wspólnego życia - zostały tylko dwa wspomnienia - wspólne łowienie ryb i niedzielne mecze piłkarskie. Poza tym pustka, nawet gorzej - emocjonalna antymateria.

Mama, odkąd tata zniknął, za wiele nie mówiła o mężczyznach. Czegoś mnie jednak nauczyła, gdy miałam kilkanaście lat, wiedziałam już, że chłop to jest ktoś, kto czyha i najpewniej skrzywdzi. Mama, jeżeli cokolwiek mówiła o mężczyznach, to jakoś tak obleśnie się uśmiechała. Kręciło mnie od tego w brzuchu i czułam się zawstydzona. Może ten grymas to był ślad przyjemności, które kiedyś były jej udziałem, a wkrótce miał stać się moim, ale poza tym uśmieszkiem o przyjemnościach, którymi zostanę w przyszłości obdarowana, nie dowiedziałam się nic. Jedyna wiedza o mężczyznach, jaką mi przekazała mama, zamykała się w kilku słowach: Córeczko, pamiętaj kobieta musi być niezależna i wykształcona!

I jestem.

Tak bardzo, że nie potrafię nawet na głos pomyśleć źle o mężczyznach. Myślę szeptem, którego sama nie słyszę. I wtedy dzieje się najgorsze. Pozwalam się krzywdzić, w końcu czuję, że coś jest nie tak, i uciekam. Do następnego. Najgorsze jest to, że do nikogo nie potrafię się przywiązać i żadnemu nie pozwalam się zbliżyć. Nie wiem, co to znaczy być z kimś, komuś się oddać, zaufać. Nie umiem. I nigdy się już nie nauczę.

Jacy są moi mężczyźni? Zawsze tacy sami. Niedojrzali, niezrównoważeni, histeryczni - bardzo kobiecy w środku i na zewnątrz. Bo ja wybieram mężczyzn ładnych jak kobiety. Tylko tacy mnie interesują. Odkryłam po latach, że wszyscy byli, są i będą podobni do mojej mamy. Z charakteru.

Bardzo was lubię, tych moich i obcych, ale mam do was żal, że boicie się realizować marzenia. Co gorsza, boicie się je nawet mieć. Mężczyzna, którego kochałam pierwszą wielką miłością i na złość któremu nauczyłam się grać na gitarze, był wybitnie uzdolniony muzycznie. Absolutny geniusz. Nic z tego nie wyszło, nie dostał się na studia, zamiast grać i śpiewać, wybrał wojsko, potem przytrafiła się szybka miłość, szybka ciąża i smutna praca na stacji benzynowej. Potem narkotyki, wódka.

Na 40. urodziny mój ukochany zmniejszył sobie nos - chciał zmienić coś w swoim życiu. I przestał pić. Spotkaliśmy się rok później, po 20 latach. Przyjechał do mnie na wakacje z rodziną. Dałam mu swoją hiszpańską gitarę - ja prawie nie grałam, on nie miał żadnej. Gdyby chociaż był szczęśliwy w tym swoim życiu. Ale nie, coraz mniej lubi świat i ludzi.

Uwielbiam przebywać w waszym towarzystwie, ale złości mnie, że źle mówicie o kobietach. Tak mi trudno to znieść. Często dotyka to tych najładniejszych - niedostępnych. W waszych rozmowach stają się zbiorem kubistycznych elementów: piersi, tyłków, nóg i wagin. Mówicie o nich zjeby, kwaskówki, okurwieńce, lachy, dupy, lory. A potem robicie z niech pojemniki na spermę - w opowieściach - rubasznie rechocząc, przechwalając się między sobą, wysoko podnosząc brody i wypinając piersi. Żony - wasze domowe pojemniki - nigdy tego nie słyszą. Żonę się szanuje, o żonie mówi się tylko dobrze - w końcu zamieniają się w wasze matki - ale trudno wam to dostrzec. Żony - te zwykłe, normalne, urocze kobiety - wielbicie po cichu, na wysłużonych tapczanach. Jest wam z nimi dobrze i bezpiecznie, trudno jest mi pojąć, czemu o żonach i kochankach innych mówicie takie okropne rzeczy.

Najgorszą z waszych wad jest brak odwagi. Pozwalacie sobą pomiatać w pracy, w życiu. Ktoś oduczył was bycia dzielnym, zamiast tego staliście się mistrzami uników i plotki. Nie szanujecie siebie, swoich żon, dzieci. Oszukujecie, kłamiecie, nawet gdy kłamać nie trzeba. Jedyny raz w życiu kochałam mężczyznę, który miał żonę. Jadąc na spotkanie ze mną, wysłał do niej SMS-a, z wyrazami uwielbienia i miłości. Przez przypadek go przeczytałam.

- To koniec? - spytał mnie ze spuszczonymi oczami. Wyglądał jak pięcioletni chłopiec przyłapany na psocie.

- Po co tu przyjechałeś, skoro tak ją kochasz? - Byłam smutna. Sytuacja i tak była dla mnie trudna do zniesienia.

- Bo bardzo chcę być z tobą.

Pewnie myślał, że w ten sposób obie będziemy szczęśliwe. Nie rozumiał, że nie można jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka. Miał na to za mało odwagi.

Ale i tak uwielbiam mężczyzn. Za zachwyt, jaki udaje mi się dostrzec w waszych oczach. I już wiem, że za chwilę moim udziałem stanie się prawdziwa uczta. Ogarnie mnie zniewalający stan, za którym nieustannie tęsknię - mimo że nie przyznaję się do tego sama przed sobą. Po raz kolejny usłyszę te same słowa, komplementy. Będą na mnie patrzyły tak samo zachwycone oczy.

Po raz pierwszy tak się czułam, gdy zostałam królową balu. Miałam 16 lat, byłam przebrana w starą balową suknię i wygrałam z wszystkimi moimi pięknymi koleżankami - ja, zwykła, długowłosa dziewczyna z dziecięcą buzią i lekką nadwagą. Byłam najszczęśliwszą nastolatką w kosmosie, a przecież to była impreza kilkunastu licealistek z 1a i ich kolegów z technikum obróbki skrawaniem.

Bez mężczyzn nigdy bym tego nie poczuła - absolutnego szczęścia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':