http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Napędza mnie gniew

Rozmawiała Dorota Wodecka
2011-01-31, ostatnia aktualizacja 2010-08-15 16:35

Na polską mentalność. Na religijną obłudę. Na agresywnie wszechobecną pustą moralność na pokaz. Na naszą wyssaną z mlekiem matki narodową martyrologię. Na umartwianie się. Na mesjanizm, tę mityczną wyjątkowość polskiego narodu, którą dostrzegamy tylko my sami- rozmowa z Adamem "Nergalem" Darskim, liderem zespołu Behemoth

Adam
Fot. Albert Zawada/AG
Adam "Nergal" Darski
Dorota Wodecka: Pana ulubiony cytat z Biblii?

Adam "Nergal" Darski: Księga Hioba 2, 3: "Rzekł Pan do Szatana: - Czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę Hioba? Bo nie ma mu równego na ziemi! Mąż to nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego, trwa jeszcze w swej pobożności, chociaż TY mnie podburzyłeś, żebym go BEZ PRZYCZYNY zgubił".

Miłosierny Bóg zakłada się z Szatanem i wystawia na próbę niewinnego człowieka, odbiera mu wszystko, pogrąża w żałobie, zsyła chorobę TYLKO po to, żeby wygrać zakład z Szatanem. No i wygrywa.

Gdyby tylko katolicy w całym swoim lenistwie i ignorancji zagłębili się w genezie swojej wiary to... (śmiech).

Pana choroba też jest próbą?

- Wszystko jest próbą. Ale nie sądzi pani chyba, że w jej obliczu poczuję trwogę i zweryfikuję swoje poglądy? Powtarzam wszem i wobec: "Nie ma Boga, jest człowiek".

Ale jestem świadom powagi sytuacji, w której się znalazłem. Leżę w szpitalu, czeka mnie długa i ciężka walka, ale jak mówił Schopenhauer - wszystko, co doskonałe, dojrzewa i w bólach się rodzi, a to, co proste, jest błahe. W każdej, najbardziej parszywej sytuacji możemy znaleźć coś, co nas wzbogaci, nauczy czegoś i ostatecznie wzmocni.

Zaskoczyła mnie reakcja prawicowo-katolickich organizacji, które na wiadomość o mojej chorobie zaczęły modlić się o moje zdrowie, sugerując jednocześnie, jakobym miał się nawrócić. Niby do czego?!

Dość dobrze znam - i to nie tylko w literackim wydaniu - chrześcijańską mitologię i nie znajduję tam niczego dobrego, kreatywnego czy pięknego. Czytałem lepsze. Natomiast przesłanie filozoficzne, naukowe, duchowe - moim zdaniem - sprowadza się do szaleństw Boga i jego wyznawców, równie opętanych jak ich stwórca.

Zło wyziera z prawie każdej strony tej książki - z tego właśnie powodu jest ona dla mnie źródłem inspiracji.

A ten cytat pan lubi? "Szatan reprezentuje: zaspokojenie żądz, a nie wstrzemięźliwość, pełnię życia zamiast duchowych mrzonek, nieskalaną mądrość zamiast obłudnego oszukiwania samego siebie, przychylność dla tych, którzy na to zasługują, zamiast marnowania miłości na niewdzięczników". To z "Biblii Szatana" Szandora LaVeya.

- To truizmy. Proszę je zacytować przeciętnemu człowiekowi, nie nazywając ich "satanizmem", a prawdopodobnie entuzjastycznie pani przytaknie i powie, że to dobry sposób na życie. Nie widzę w tym nic zdrożnego, ale też nic wyjątkowego.

Czytałem to, gdy miałem 16 lat. Chowałem przed rodzicami, ale ojciec i tak znalazł, i skonfiskował. Po trzech miesiącach przeczytał i oddał. Mam cichą nadzieję, że nie praktykował (śmiech). Najwyraźniej uznał, że nie jest niebezpieczna dla dorastającego syna.

LaVey to inteligentny facet, który wiedział, jak zarobić duże pieniądze, choć odbieram go bardziej jako kuglarza niż intelektualistę, a już na pewno nie jako twórcę rewolucyjnej filozofii. Wcześniej pracował w cyrku i mam wrażenie, że przeniósł ten cyrk na grunt swojej myśli, którą potrafił przez to świetnie sprzedać, jak błyskotkę. Czysty materializm, bardzo amerykańskie i konsumpcyjne podejście do życia. Całość ubrana w kopyta i rogi, wiec jednych przerażała, a innych fascynowała i przyciągała. LaVey to dla mnie żaden autorytet.

Cały czas szukam, obserwuję, tworzę własny system wartości na podstawie swoich doświadczeń i obserwacji. W tym względzie od LaVeya bliższy jest mi Nietzsche. Mówił: zanim coś stworzysz, musisz zrównać ziemię, wziąć wszystko w nawias, dopiero później możesz budować. Kazał wątpić nawet w swoje własne słowa. I to mi odpowiada. Kiedy większość ludzi przyswaja odgórnie narzucane idee, ja kwestionuję, kontestuję, zadaję pytania i gdy widzę taki sens, przeciwstawiam się. Taka moja natura.

Ale ludzie lubią być prowadzeni przez życie za rękę. Rzadko kiedy poświęcają czemukolwiek głębszą refleksję. A potem, gdy się ockną w wieku 40 lub 50 lat, to robi się nerwowo.

Dlaczego?

- Bo sobie zadają pytania: Co dalej? Gdzie cel? Gdzie punkt odniesienia? A później, gdy uświadomią sobie, że jest nim robactwo w ziemi, pojawia się pustka.

Ja z tą pustką mierzę się od początku. Nie zawracam sobie głowy ideologiami gwarantującymi zbawienie i szczęście po śmierci. Żyję zgodnie ze swoją naturą, swoimi potrzebami i aspiracjami. Może to pani nazwać egoizmem, ale jestem uczciwy wobec siebie i ludzi, którzy mnie otaczają. Staram się nikogo nie krzywdzić.

Nie wypieram się swego człowieczeństwa, a wręcz przeciwnie - afirmuję je. Nie żyję w poczuciu winy, że nie jestem idealny albo że mój styl życia odstaje od jakiś norm lub czyichś oczekiwań. Jak mawiał Nietzsche: "Sumienie jest jak worek pełen kamieni, zbędny balast niepotrzebny człowiekowi".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 2
  • 232 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    162 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':