Zakochuje się natychmiast.
- Nie umiem palców znaleźć - skarży się przyjacielowi, gdy jakaś dziewczyna wpada mu w oko podczas koncertu.
"Uderzony spojrzeniem" podczas mszy wybiega z kościoła, wpada na znajomego, kłamie, że przestraszył go pies. - Jeżeli coś mam przed oczami, co mnie interesuje, mogą mnie i konie rozjechać - przyznaje.
"Mógł w czasie jednego balu pokochać namiętnie trzy kobiety, a potem odchodził, nie myśląc o żadnej z nich i pozostawiając każdą w przekonaniu, że to ona wyłącznie go oczarowała" - pisała o Fryderyku Chopinie George Sand, pisarka i publicystka francuska, przez dziewięć lat jego życiowa partnerka.
Koncert e-moll, czyli pierwszy poryw "Dumanie w piękny czas wiosnowy, ale przy księżycu. Dlatego też akompaniuję go sordinami, to jest skrzypcami przytłumionymi gatunkiem grzebieni, które okraczając strony dają im jakiś nosowy, srebrny tonim" (Chopin do przyjaciela). Na zimnym łóżku w hotelowym pokoju w Stuttgarcie trudno zmrużyć oko. Czort wie, kto tu umierał i na jaką chorobę.
Fryderyk prawie nie sypia. Myśli o "zdychaniu" i o swoim ciele - kruchym, "glinianym domku", który w każdej chwili może się obrócić w proch, chudych łydkach. Pokasłuje.
Zapisuje kartkę za kartką. Pochyłe pismo, krótkie, wyrwane zdania. Mnóstwo wykrzykników.
"Co się z nią dzieje! Gdzie jest? Biedna! Może w ręku moskiewskim? Moskal ją prze, dusi, morduje, zabija. Ach, życie moje, ja tu sam! Chodź do mnie, otrę łzy Twoje".
Albo:
"Ona tylko udawała. Albo udaje. Aj, to sęk do odgadnięcia. Tak, nie tak, nie, ta, tak, palec w palec - opsnęło się! Kocha mnie? Kocha mnie pewno? Niech robi co chce!"
Koniec świata przychodzi, gdy Fryderyk od kilku dni lansuje się w salonach zachodniej Europy. Jest 29 listopada 1830 roku. Grupa polskich podchorążych uderza na Belweder - siedzibę księcia Konstantego. Zaczyna się wojna z Rosjanami. Fryderyk szaleje, przeklina godzinę wyjazdu. Straszliwie boi się o Konstancję.
- Egzaltacja! - prychnął w swojej biografii Chopina Jarosław Iwaszkiewicz.
Ale prof. Ryszard Przybylski sądzi inaczej: "Co prawda, nie jestem przekonany, czy akurat na to zasługiwała, ale w końcu miłość nie jest kwestią zasługi, mnie zaś interesuje myśl Chopina, a nie wielka fucha tej dziewczyny".
Nie wiemy o niej prawie nic. Strzępki faktów, wspomnień. Żadnych listów, obszerniejszych opisów 20-letniej obiecującej śpiewaczki operowej.
Tylko portret. Blond włosy rozdzielone przedziałkiem, zaciśnięte usta, baczne spojrzenie, nawet cienia uśmiechu. Z relacji Chopina, lakonicznej: "Konstancja śpiewa nieskazitelnie, bez jednej nutki wątpliwej. Jej dolne h tysiąc dukatów warte". I dorzuca złośliwą uwagę o koleżance Gładkowskiej: - "A taka Wołkówna fałszuje aż miło"
Ledwo Chopin dostanie wstążkę od Konstancji (znak uczucia?), usłyszy od nauczycieli, że nie zrobi kariery w prowincjonalnej Warszawie. Musi wyjechać na zachód. Na pewno rozmawia z Konstancją o przyszłości (koledzy pamiętają, że spacerowali po Ogrodzie Saskim), dostaje od niej obrączkę i konwencjonalny rym w pamiętniku:
"Ażeby wieniec sławy w niezwiędły zamienić/Rzucasz lubych przyjaciół i rodzinę drogą/Mogą cię obcy lepiey nagrodzić, ocenić/Lecz od nas kochać mocniey pewno cię nie mogą".
O ślubie Gładkowskiej z niejakim Grabowskim, właścicielem ziemskim, Fryderyk dowiaduje się w Paryżu już po upadku powstania z listu siostry Izabeli.