Dorota Wodecka: Jak mężczyzna mówi, że kocha?
Prof. Jan Miodek: A wie pani, co to znaczy?
Przeczuwam.
- Tu nie trzeba przeczuwać. Kochać znaczy dotykać. Bardzo piękna etymologia słowa, czyż nie? Bo chciałoby się powiedzieć, że kochanie to dotyk fizyczny i uczuciowy.
Jakby tego nie było mało, to słowo "kobieta" najprawdopodobniej pochodzi z dialektu toskańskiego i pierwotnie znaczyło: istota lubiąca dotykanie, przytulanie się.
Czyli w kobiecie etymologicznie jest już wpisany aspekt kochania, dotykania. I to też jest bardzo piękne. Nie dziwi mnie więc, że w relacji kobieta-mężczyzna to ona jest zawsze uczuciowo pełniejsza. Przejawia się to na ogół w całkowitym oddaniu się małżeństwu, macierzyństwu, a i pracy zawodowej też. Mężczyźni chyba mają w sobie więcej swoistej rezerwy na jeszcze jakieś swoje przyjemności, pasje, luzy szeroko pojęte. W nas dotyk, a w was?
- Wywodząc z łaciny - męstwo, odwaga.
Dwa światy.
- Ale to się cudownie dialektycznie dopełnia. Bo im dłużej żyję, tym bardziej jestem pewny, że istotą świata jest dopełnianie się przeciwieństw. A kobieta i mężczyzna to najważniejsze i w gruncie rzeczy najurokliwsze dopełniające się przeciwieństwo ze wszystkich uroków tego świata. Jesteśmy etymologicznym dopełnieniem kochania, a mężczyźni mówią o nas "dupy", "laski" i jeszcze dosadniej. Przyzna pan, że niepięknie.
- A wie pani, że dziś neutralne słowo "kobieta" w XVII wieku było słowem obelżywym i wulgarnym. Naszym przodkom kojarzyła się ze słowem "kob", a to tyle, co chlew. W napisanym w XVI wieku przez Marcina Bielskiego "Sejmie niewieścim" jedna z bohaterek mówi: "mężczyźni nas ku zelżeniu kobietami zową".
Kobieta zneutralniała stylistycznie dopiero w XVII wieku. Zamiast niej funkcjonowała "żena" zmieniona w "żonę". Żena, wywodząca się z pnia indoeuropejskiego, była określeniem istoty płci żeńskiej, ale wraz ze zneutralnieniem kobiety stała się określeniem matrymonialnym.
Natomiast określeniem neutralnym była "dziewka", która później nabrała waloru pejoratywnego, zwłaszcza z pochyloną samogłoską "e" - czyli dziwka. Słowo "dziewczę" zniknęło. Można czasem żartobliwie powiedzieć: o, zalotne dziewczę z niej, ale na co dzień mówi się "dziewczyna".
Ale bardzo ciekawe są losy "niewiesty", późniejszej "niewiasty". Etymologicznie rzecz ujmując, to osoba, o której nic nie wiem. Czyli kto?
Ta, w której się zakochujecie od pierwszego wejrzenia?
- Z tym bywa różnie. Ale rzeczywiście, ma to coś wspólnego z miłością. Niewiasta znaczy synowa. Wchodzi do rodziny i nic się o niej nie wie.
Na Górnym Śląsku, skąd pochodzę, funkcjonuje do dziś w postaci zdrobniałej. Parę miesięcy po ślubie pojechałem z żoną do swoich rodziców do Tarnowskich Gór. W domu było malowanie, przyjechaliśmy im trochę pomóc. I taki stary malarz tarnogórski, nazywał się Duchnik, który to mieszkanie malował, spojrzał na moją żonę i mówi do mamy: pani Miodkowa, gryfno mocie niewiastka, czyli ładną ma pani synową.
Jeszcze 41 lat temu tak mówiono na Śląsku.
A pan często mówi żonie, że jest gryfno albo że pan ją kocha?
- To słowa piękne, dlatego trzeba je szanować i ich nie nadużywać. Bo mogą się zdeprecjonować. Ale ona to wie.
Źródło: Gazeta Wyborcza