Fotografia z wakacji 1936 r. Stanisław Ignacy Witkiewicz jest w świetnym humorze. Stoi między dwiema paniami, za nimi widać gmach Domu Zdrojowego w Sopocie. Cała trójka patrzy w stronę mola i Zatoki Gdańskiej.
Pani po lewej, bardzo elegancka, dotyka dłonią ronda szerokiego kapelusza. Nazywa się Krystyna Ejböl.
Druga z pań to Jadwiga (Nina) z domu Unrug, żona Witkacego.
Krystyna ma 40 lat, Jadwiga jest o trzy lata starsza. Witkiewicz jest już 51-latkiem, ma zasłużoną opinię kobieciarza. Zawraca im w głowach wręcz maniakalnie, z największym upodobaniem romansuje z mężatkami.
Prof. Janusz Degler, witkacolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, uważa, że kolokwialne nazywanie Witkiewicza "babiarzem" nie oddaje charakteru zjawiska.
- Miał w sobie jakiś szczególny urok. Gdy tego chciał, nie umiała się oprzeć żadna pani - opisuje Degler. - Dosłownie żadna.
Między Witkacym a Wagnerem
Sopot, 20 lipca 2009 r. Brytyjczyk Jan Latham-Koenig w Operze Leśnej dyryguje koncertowym wykonaniem "Złota Renu" Ryszarda Wagnera.
Latham-Koenig jest wnukiem Krystyny. W jego londyńskim domu pamięć o Witkacym jest żywa - bo babka przyjaźniła się z geniuszem, bo malował on jej portrety, bo pisywali między sobą listy, odwiedzali się wzajemnie.
I co tu dużo mówić - matka dyrygenta, Rena, dobrze pamięta Witkacego z dzieciństwa. Urodziła się w 1927 r., dzieciństwo spędziła z rodzicami w Gdańsku i Sopocie. Gdy latem 1939 r. w Wolnym Mieście Gdańsku zaczęły się mnożyć antypolskie incydenty, Witkacy przysłał kartkę z Zakopanego: "Kochana Krysiu: Co się z tobą dzieje? Umieramy wszyscy z niepokoju. Mam potworne wyrzuty sumienia za portret mniej piękny niż tamtej damy. Proszę o parę słów. Serdeczne pozdrowienia dla Obojga i Córki od Wujcia Witkacjusza". Miał do dziewczynki wyjątkowo życzliwy stosunek, ze względu na wspólną datę urodzin - 24 lutego.
82-letnia Rena zasiada na widowni Opery Leśnej. Drży ze wzruszenia. Jako dziecko podziwiała przedstawienia wagnerowskie końca lat 30.
Sopot miał wówczas sławę Bayreuthu Północy (w tym bawarskim mieście Wagner wybudował Teatr Operowy, w którym od 1876 r. do dziś organizuje się festiwal jego dzieł). Świetni muzycy, tłumy statystów, żywe zwierzęta na scenie. Spuściznę po Wagnerze pośmiertnie zaprzęgnięto do rydwanu nazistowskiej propagandy, więc inscenizacje miały wyjątkowy rozmach - zapierały publiczności dech w piersiach. Wokół amfiteatru - hitlerowskie flagi. Dla dziecka liczyły się jednak tylko widowiska - piękne, oszałamiające.
Wybuch wojny zastał rodzinę Ejbölów w Kopenhadze. Pomagali polskim jeńcom, wysyłali przez Szwedzki Czerwony Krzyż duże ilości paczek do stalagów i oflagów.
Dla Reny syn dyrygujący Wagnera w Operze Leśnej w Sopocie jest spełnieniem marzeń.
Atmosfera pawłowskiego pułku
Nie wiadomo, w jakich okolicznościach babka Jana poznała Stanisława Ignacego Witkiewicza. Wiadomo gdzie.
Jako Krystyna Manowicz urodziła się i wychowała w Świętokrzyskiem. Na początku I wojny światowej ojciec wysłał ją do Petersburga - zamieszkała u znajomych, uczestniczyła w życiu tamtejszej Polonii. Młodzi czuli, że rozpada się znany im porządek świata. Pierwsze miłości i duch dekadentyzmu. W 1916 r. Krystyna poślubiła rodaka z ziemi witebskiej Wacława Fedorowicza. Wkrótce zaginął na froncie.
Witkacy był w Petersburgu od jesieni 1914 r. Trafił do domu swoich krewnych - Ady i Władysława Żukowskich. Inny członek dalekiej rodziny artysty -Leon Reynel - wciągnął go w świat petersburskiego teatru. Witkiewicz zwiedzał wystawy malarstwa, sam dużo rysował i malował. Miał pierwsze doświadczenia z narkotykami. Przede wszystkim jednak chciał bić się z Niemcami, wstąpił do carskiego elitarnego Pawłowskiego Pułku Gwardii.
Pobyt Witkacego w rosyjskiej stolicy literaturoznawca Konstanty Puzyna podsumowuje tak: „Zobaczył przypadkiem twarz XX wieku (...). Na inspiracje literackie Micińskiego, Przybyszewskiego, Wedekinda, na niewinne pijaństwa młodopolskiej bohemy krakowskiej i zakopiańskiej - nałożyło się katastroficzne i spotworniałe nowe doświadczenie (...). Atmosfera życia pawłowskiego pułku, rozwydrzenie pijackie, orgie seksualne, całe »apres nous le déluge « [fr. po nas choćby potop], wielki rosyjski dekadentyzm (...) odcisnęły niezatarte piętno na wszystkich jego utworach”.
Źródło: Gazeta Wyborcza