Ceną za wmówienie Polakom istnienia wielkiej korupcji jest to, że wszyscy stali się zakładnikami wszechobecnej podejrzliwości. To, że jakiś polityk jest kretynem, nie szkodzi jego pozycji i nie wzbudza zainteresowania. Ale polityk, na którego padnie cień podejrzenia o niejasne interesy, jest skończony. Zajmuje się nim cała Polska, a media i konkurenci żądają jego głowy. Jednak pytanie, czemu bardziej szkodliwy jest decydent o niejasnych zachowaniach niż decydent idiota, wcale nie jest retoryczne. Pokazuje, że daliśmy się ogłupić demagogom.
Zgoda, demokracje zawsze - i słusznie - bały się korupcji i nieraz urządzały polowania na realnych czy tylko wyobrażonych winowajców. I nieraz z takich polowań wyrastały kariery polityków, niekoniecznie uczciwszych. Ale w Polsce walka z korupcją przybrała szczególną postać - nie wpisała się w język obrony demokracji. Bo zawołaniem tej walki stała się droga na skróty: natychmiast napiętnować, obwinić i znaleźć zmowę.
Zły precedens ustanowiła sejmowa komisja ds. Rywina. Choć ujawniła chore mechanizmy podejmowania decyzji w rządzie Leszka Millera, to potem wiedzę tę zamąciła w partyjnych rozgrywkach. Potem było tylko gorzej. Z antykorupcyjnych poczynań komisji orlenowskiej, z kampanii wyborczej w 2005 r. wyłoniło się widmo demokracji robespierre'owskiej, w której lepiej zgnoić stu niewinnych, niż oszczędzić jednego winnego. I w której oskarżenie o korupcję stało się codziennym instrumentem zwalczania przeciwników.
Co ciekawe, polskich konserwatystów w partiach i mediach zafascynował ów cień Robespierre'a jako patrona uczciwej demokracji. Do dziś przyglądają mu się z nabożeństwem. Konsekwencją tego wzmożenia jest paraliż decyzyjny w ważnych sprawach. Przypomnę tylko, jak w Warszawie za prezydentury Lecha Kaczyńskiego niemal zamarły potrzebne inwestycje, bo wszyscy bali się posądzenia o korupcję. I jak za rządów PiS rozmach intryg kontrastował z ascezą prywatyzacji. Ten strach państwowych urzędników przed decyzjami dziś się odradza -
ostrzegali w piątkowej „Gazecie” Agata Nowakowska i Rafał Zasuń .
Nasza demokracja wciąż czeka na przyjazną jej walkę z korupcją.