http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Z korupcją trzeba walczyć inaczej

Marek Beylin
2009-10-19, ostatnia aktualizacja 2009-10-16 17:51

W Polsce zwalczanie korupcji jest działaniem najbardziej upolitycznionym. Korupcja degeneruje demokrację, ale wcale lepiej jej nie służy nasz publiczny obyczaj rozprawiania się z tą patologią. Nie mam na myśli jedynie CBA i PiS, choć to przykład modelowy. Ale przecież kilka lat temu główne polskie partie - PiS, PO, LPR - wraz z rzeszą komentatorów przekonały ludzi, że Polska jęczy w okowach korupcyjnych zmów i układów. Była to perswazja, by nie powiedzieć agresja, efektowna retorycznie, lecz bez związków z faktami. Owszem, korupcja polityczna w Polsce jest, jak we wszystkich krajach, także najbardziej cywilizowanych, ale brak dowodów, że miała ona kiedykolwiek apokaliptyczny zasięg na miarę spisku.

ZOBACZ TAKŻE
Ceną za wmówienie Polakom istnienia wielkiej korupcji jest to, że wszyscy stali się zakładnikami wszechobecnej podejrzliwości. To, że jakiś polityk jest kretynem, nie szkodzi jego pozycji i nie wzbudza zainteresowania. Ale polityk, na którego padnie cień podejrzenia o niejasne interesy, jest skończony. Zajmuje się nim cała Polska, a media i konkurenci żądają jego głowy. Jednak pytanie, czemu bardziej szkodliwy jest decydent o niejasnych zachowaniach niż decydent idiota, wcale nie jest retoryczne. Pokazuje, że daliśmy się ogłupić demagogom.

Zgoda, demokracje zawsze - i słusznie - bały się korupcji i nieraz urządzały polowania na realnych czy tylko wyobrażonych winowajców. I nieraz z takich polowań wyrastały kariery polityków, niekoniecznie uczciwszych. Ale w Polsce walka z korupcją przybrała szczególną postać - nie wpisała się w język obrony demokracji. Bo zawołaniem tej walki stała się droga na skróty: natychmiast napiętnować, obwinić i znaleźć zmowę.

Zły precedens ustanowiła sejmowa komisja ds. Rywina. Choć ujawniła chore mechanizmy podejmowania decyzji w rządzie Leszka Millera, to potem wiedzę tę zamąciła w partyjnych rozgrywkach. Potem było tylko gorzej. Z antykorupcyjnych poczynań komisji orlenowskiej, z kampanii wyborczej w 2005 r. wyłoniło się widmo demokracji robespierre'owskiej, w której lepiej zgnoić stu niewinnych, niż oszczędzić jednego winnego. I w której oskarżenie o korupcję stało się codziennym instrumentem zwalczania przeciwników.

Co ciekawe, polskich konserwatystów w partiach i mediach zafascynował ów cień Robespierre'a jako patrona uczciwej demokracji. Do dziś przyglądają mu się z nabożeństwem. Konsekwencją tego wzmożenia jest paraliż decyzyjny w ważnych sprawach. Przypomnę tylko, jak w Warszawie za prezydentury Lecha Kaczyńskiego niemal zamarły potrzebne inwestycje, bo wszyscy bali się posądzenia o korupcję. I jak za rządów PiS rozmach intryg kontrastował z ascezą prywatyzacji. Ten strach państwowych urzędników przed decyzjami dziś się odradza - ostrzegali w piątkowej „Gazecie” Agata Nowakowska i Rafał Zasuń .

Nasza demokracja wciąż czeka na przyjazną jej walkę z korupcją.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Ostatni akt ACTA

Po zapowiedzi manifestacji w 60 miastach Niemiec w piątek gruchnęła nieoficjalna wiadomość, że niemiecki rząd zrezygnował z podpisania ACTA!

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy