Ostatnio w światowych mediach wywołało zamieszanie nazwisko Uptona Sinclaira, autora powieści „Nafta” (Oil!). Upton Sinclair pozostałby zapomnianym klasykiem amerykańskiej literatury, gdyby nie pojawiła się filmowa adaptacja powieści z zachwycającym Danielem Day-Lewisem w roli głównej.
Po obejrzeniu "Aż poleje się krew" przypomniałam sobie półkę z książkami w mieszkaniu mojej mamy i okładkę pierwszego jugosłowiańskiego wydania "Nafty". Po wewnętrznej stronie okładka jest zabazgrana długopisem - to, jak mówi mama, moje pierwsze bazgroły. Był wtedy czas powojennej biedy i zdarzało się tak, że okładki książek pełniły funkcję bloków rysunkowych. "Nafta" Uptona Sinclaira, "Matka" Maksyma Gorkiego i "Tragedia amerykańska" Theodora Dreisera zapewne nie należały do ulubionych lektur mojej mamy, jednak sprzedawano je w księgarniach powojennej socjalistycznej Jugosławii. Te i inne książki to były pierwsze tytuły, które trafiły do domowej biblioteki moich wtedy bardzo młodych rodziców.
(((
Nie pamiętam, czy kiedykolwiek przeczytałam "Naftę". Chyba nie, a nawet jeśli, to nie miałabym odwagi, będąc obiecującą studentką literatury komparatystycznej, w czasach studenckich głośno chwalić się tym faktem. W tym czasie bowiem obrona autonomii tekstu literackiego była świętym przykazaniem każdego studenta literatury komparatystycznej, a ja widziałam siebie w pierwszej linii na tych szańcach. W moich czasach autonomia literatury miała ścisły związek z systemem wartości, a także, czemu nie, z poczuciem smaku literackiego. Upraszczając rzecz całą, uważaliśmy, że dobrzy pisarze nie zajmują się polityką i rzeczywistym życiem rozumianym nazbyt dosłownie. To domena złych pisarzy i politykierów. Wtedy, jak mawiano, był na topie literacki aspekt literatury, a nie jej "życiowość", związek z życiem jako takim. Jugosłowiańscy pisarze nigdy nie zostali zarażeni wirusem realizmu socjalistycznego (zerwanie z socjalistyczną normą estetyczną dokonało się oficjalnie w 1953 roku, a rozwód krótkotrwałego małżeństwa przypieczętował osobiście wielki chorwacki pisarz Miroslav Krleža), co nie znaczy, oczywiście, że nie byli skłonni do kompromisów.
Bunt, o którym mowa, przeciw jakiejkolwiek ideologizacji i polityzacji literatury trwał nadzwyczaj długo, także wtedy, gdy tak zwany wróg od dawna leżał już w grobie. Dzięki takiemu myśleniu wielu dobrych pisarzy napisało naprawdę interesujące i dobre książki, ale też wielu złych pisarzy uznano za dobrych, bo nie wtrącali się w politykę, podobnie jak wielu dobrych pisarzy uznano za złych, bo nie opowiedzieli się przeciw reżimowi, jednocześnie zaś wielu złych uznano za dobrych tylko dlatego, że opowiedzieli się przeciw reżimowi. Miroslav Krleža od blisko 30 lat spoczywający w grobie wciąż jednak jest napiętnowany, bo był przyjacielem Tity.
Dzisiaj, oczywiście, wiem, że związek między literaturą a ideologią istnieje od dawna. Biblia - kamień węgielny literatury europejskiej - to nie tylko wspaniałe dzieło literackie, ale też ideologiczne. Historia związków między literaturą a ideologią jest długa, skomplikowana i wyjątkowo dramatyczna. Z powodu tego, co zostało napisane, co zaistniało na papierze, stracono i definitywnie unicestwiono wielu pisarzy. Historia związków między carami a poetami, między władcami a dworskimi błaznami, zleceniodawcami a wykonawcami literackich poleceń jest zbyt krwawa, epizody palenia i cenzurowania książek zbyt częste, braterstwo pisarzy, którzy złożyli swoje życie w walce o obronę wolności słowa, idei i płonnych nadziei, zbyt liczne, by ten fatalny zbieg okoliczności łatwo nam przyszło zaakceptować. Pojęcie autonomii literackiej zbyt często służyło jako wytłumaczenie potwierdzające jakość, gdy wydawało się to korzystne, niektórzy pisarze byli zaangażowani politycznie, a inni zaangażowali się dopiero wtedy, gdy prowadziło to do symbolicznego bądź też prawdziwego samobójstwa. Niektórzy, gdy chodziło o ocalenie głowy, posługiwali się ochronnym parasolem autonomii literackiej, było jednak wielu takich, których ta autonomia doprowadziła do ostateczności.
(((
Ta dynamiczna relacja między przeciwstawnymi biegunami - literackim zaangażowaniem a literacką autonomią - była szczególnie dramatyczna w literaturach wschodnioeuropejskich i, co nie dziwi, nie przestała być istotna także teraz, choć zmienił się kontekst polityczny oraz społeczny. Wschodnioeuropejskie środowiska literackie były bardziej oporne, z powodu napisanego słowa wielokrotnie kończyły się tam kariery albo przydzielano komuś stanowisko ambasadora. Dzisiaj też nie dzieje się inaczej: państwo nadal jest mecenasem działań w sferze literatury, z pewnością złym i skąpym mecenasem, ale innego nie ma, zwłaszcza w środowisku małych literatur, a więc i na małych rynkach literackich. Pisarz w małych postkomunistycznych państwach wciąż jest traktowany jako "głos ludu" albo "zdrajca". Dzieje się tak po prostu dlatego, że komunizm został w większości przypadków zastąpiony przez nacjonalizm.
Obejrzawszy film „Aż poleje się krew”, przypomniałam sobie socrealistyczną okładkę jugosłowiańskiego wydania książki Uptona Sinclaira. Przypomniałam sobie, przy okazji wszystkich pisarzy jugosłowiańskich, którzy nie mieli takiego szczęścia, by doczekać transformacji z socjalizmu w nacjonalizm, by odnaleźć się w narodowej hierarchii, a tym samym zabezpieczyć sobie miejsce przynajmniej na półkach z literaturą narodową. Niektórzy, trzeba przyznać, wykonali wysiłek, pożyli kilka lat dłużej i przeszli przez ucho igielne. Jednocześnie wielu świętej pamięci przegranych wraz z kolekcją swoich dzieł zebranych i stosem zapisanych stron utonęło w otchłani niepamięci. Młodzi pisarze nie mają ani krztyny miłosierdzia, cóż począć, tak chyba zawsze było, przecież do młodych świat należy. Młodym wydaje się, że to nie ich bajka i - co więcej - nigdy nią nie będzie. Żyjemy przecież w innym świecie, żyjemy bardzo szybko, literatura to dzisiaj time investment, a więc inwestycja, która nie gwarantuje niczego innego poza bólem kręgosłupa oraz bankructwem - i tylko czasem gwiazdorski sukces. Młodzi zachowują się obojętnie, póki nie poczują swądu spalonego papieru albo zapachu kurzu, dopiero wtedy z lekka się niepokoją, bo oto ich własna skóra została zakwestionowana. I nie przychodzi im do głowy, by zadawać pytania, skoro nie są w stanie sprowadzić wszystkiego do bardziej bądź mniej uzasadnionych związków przyczynowo-skutkowych.
Jak mogło do tego dojść, że pisarze, którzy byli dysydentami w swoich komunistycznych państwach albo wręcz aktywnymi krytykami nowo powstających reżimów, tak ochoczo przyjęli szefowskie, ambasadorskie, parlamentarne oraz inne reprezentacyjne funkcje w powstałych właśnie państwach demokratycznych? Jak to się dzieje, że żyjąc w wolności, nadal w ten czy inny sposób wegetują na państwowym chlebie i - co więcej - nigdy tej zależności nie kwestionują? Jak to się dzieje, że ci, którzy kiedyś walecznie opowiadali się za całkowitą autonomią literatury, dzisiaj domagają się od swoich małych państewek, by finansowo zatroszczyły się o kulturę (a więc i literaturę), i po cichu zawierają przymierze, gwarantując, że będą posłusznymi reprezentantami swojego mecenasa? Kultura w małych państwach nie jest atrakcyjna rynkowo i nigdy nie będzie. Zatem pisarze z małych krajów tak czy inaczej są przedstawicielami państwa, czy to będzie Chorwacja, Serbia, Estonia czy Łotwa.
Pierwsze chorwacko-serbskie wydanie „Nafty” Sinclaira spokojnie stoi sobie na półce mojej osiemdziesięciodwuletniej mamy. Przy okazji tylko tej jednej książki można by opowiedzieć całą historię: literatury amerykańskiej i literatury wschodnioeuropejskiej, literatur jugosłowiańskich, które nie są już jugosłowiańskie, tylko ewentualnie południowosłowiańskie, a więc i literatury chorwackiej, serbskiej, bośniackiej, czarnogórskiej, macedońskiej, a także bułgarskiej... Wnukowie mojej mamy nie mają pojęcia, kim jest Upton Sinclair. Ale moja mama wie. Babcia jest cool! Tyle że nie wie, kim jest Daniel Day-Lewis.
Tłumaczyła Dorota Jovanka Ćirlić
Tytuł „Gazeta”
*Dubravka Ugresic
ur. 1949, chorwacka powieściopisarka, autorka esejów i książek dla dzieci. Mieszka w Holandii. W Polsce ukazały się jej powieści "Forsowanie powieści rzeki", "Stefcia Ćwiek w szponach życia", "Ministerstwo bólu", opowiadania "Baba Jaga zniosła jajo", eseje "Kultura kłamstwa", "Amerykański fikcjonarz" i "Czytanie wzbronione". Nakładem wydawnictwa Znak ukaże się w tym roku najnowszy tom jej esejów "Nikogo nie ma w domu"
www.dubravkaugresic.com
Źródło: Gazeta Wyborcza