„Cóż, że automatyczni ludzie przyszłości będą szczęśliwi. Nie będą wiedzieć o swoim upadku”
- Tazio, Stanisław Ignacy Witkiewicz. „Pożegnanie jesieni”
Hobby to czy bardziej stałe zaangażowanie - były minister kultury (1990-91) i spraw zagranicznych Rumunii (1997-99), wybitny intelektualista, wcześniej znany opozycjonista Andrei Ple u pisze przewodnik po świecie aniołów. Z pełną swobody erudycją przekonuje o aktualności cherubiczno-seraficznego problemu. Choć podejmuje się zadania Syzyfa, jednak ten nie do udźwignięcia kamień udaje mu się wznieść wysoko, prawie na szczyt. Uwodzi wnikliwość jego spostrzeżeń, a czytelnik traci sceptycką czujność swego nowoczesnego umysłu i zapomina chwilami, że anioły dziś to postaci z kategorii bajek o krasnoludkach.
W książce mówią wieki. Słyszymy głos greckiej tradycji, tej przedchrześcijańskiej, filozoficznej i religijnej, także chrześcijańskiego starożytnego Wschodu i zachodniej scholastyki. Nawet ktoś, kto nie ma w poważaniu anielskiej kwestii, skorzystać może z
lektury. Praca jest bowiem dobrym przewodnikiem po starożytnym i średniowiecznym piśmiennictwie. Mamy tu rekonstrukcję ówczesnej kosmologii, sposobu obrazowania świata u Greków i Persów. Lektura pozwala lepiej zrozumieć wiele przednowoczesnych idei filozoficznych i teologicznych. Ple u wczytuje się w teksty wiedziony urokliwą osobistą intuicją, można by powiedzieć - anielską, odnajdując sensy, które są małymi odkryciami, oświeceniami, całkiem interesującymi także dla współczesnego czytelnika.
Wyobraźnia religijna Nie mają dziś dobrej prasy anioły, ich karykaturalna postać - sentymentalnych, mdłych, bezpłciowych potworzyc - ośmiesza całość zagadnienia. A sprawa jest poważniejsza, niż mogłoby się wydawać. Kwestia istnienia bytów spoza świata materialnego, powiada Ple u, nie jest li tylko szacownym depozytem historii cywilizacji europejskiej. Jeśli bowiem naszym myśleniem rządzą obrazy, to brak aniołów w świecie ludzkiej wyobraźni jest w swych skutkach katastrofalny. Ale po kolei.
Aniołowie są bytami "spomiędzy". Są ze świata interwału (metafory muzyczne nie są bez znaczenia - potrzeba słuchu). Mamy więc z jednej strony Boga, z drugiej - świat postrzegalny zmysłowo; aniołowie zaś pośrodku. Są one "międzyświatem", mieszaniną, której "końce się współprzenikają". Wedle islamu irańskiego to kraj "nie-gdzieś" (Nakoja-Abad), u-topia, coś, co nie odpowiada na pytanie "gdzie?". Piąty wymiar (quintessentia); na granicy świata postrzegalnego zmysłowo. O tym "miejscu" można mówić, używając metafory lustra: nie jest ani przywidzeniem, ani rzeczywistą postacią. Ple u przypomina: nie ma tu dwumianu cielesny - niecielesny, to jest świat ukazaniowy, świat odbić. Niematerialność jest widoczna, materialność nieoczywista. W uprzywilejowanym momencie kontaktu z tymi niebieskimi istotami na chwilę rozszerza się człowiekowi pole widzenia w taki sposób, "aby mógł poczuć teksturę innego stopnia egzystencji". Wkracza on wtedy "między świat ziemski a boski Tron". To świat wyobrażeniowy - "mundus imaginalis", "szmaragdowy pas naszego świata".
Dlaczego wszystko to dla wyobraźni religijnej są elementy istotne? Otóż, jeśli w głowach posiadamy jedynie Najwyższego Boga i świat materialny, i nic pomiędzy, wtedy popadamy w dualizm, dychotomię, konflikt, wojnę. Pamiętajmy, obrazy rządzą naszym myśleniem, nie odwrotnie. Bez aniołów człowiek religijny zaczyna myśleć w kategoriach "albo, albo", albo Bóg, albo świat, tertium non datur. Dla Ple u nie ma gorszej alienacji. Aniołowie są swego rodzaju ideami regulującymi ludzkie myślenie. Są potrzebni religijnej wyobraźni, by nie zabrnęła w ślepy zaułek alternatyw bez wyjścia, gdzie królują, jeśli tak można powiedzieć, szatani lęku przed dystynkcją (
horror distinctionis). To ci, którzy w dualistycznej pasji odczuwają fizyczny wręcz wstręt do wszelkiej próby niuansowania sądu; a jest ich Legion.
Lęk przed dostrzeganiem stopni złożoności świata (vide anielskich hierarchii), ów horror distinctionis, zauważmy, rodzi osobliwą dumę, poczucie wyższości. Myli się tam ewangeliczny radykalizm "tak, tak, nie, nie" z bezdusznością ślepą na anielskie negocjacyjno-wstawiennicze principium. To świat demoniczny, brak w nim przestrzeni zwiastowania, opieki, komunikowania, misji łączenia, zszywania porwanych strzępów świata. Zdolność negocjacyjna to istota anielskiego bytowania, tego, który jest "nie-tu i nie-tam", a więc "nie-stronniczego, nie-partyjnego". Aniołowie, powiada Ple u, są nauczycielami większej złożoności świata, ich status wyzwala z myślenia w kategoriach zero-jedynkowych, "hamletyzacji". Mój nauczyciel teologii Jacek Salij mawiał, że nie "albo, albo", lecz "i, i" to najbardziej katolicka z zasad.
Ze skrajności w skrajność Anielskiego "pomiędzy" w naszym kraju brakuje w ocenach ludzi. Albo wynosimy kogoś pod niebiosa, albo wdeptujemy w ziemię bez litości. Niezdolni do proporcji, zobaczenia stopnia (anielskiego stopnia-hierarchii). Wybitny Polak - musi być nieskazitelny w całym swoim życiu, najlepiej też, jakby był uniwersalnym geniuszem. I przeciwnie, kto kiedyś stanął po złej stronie, zły musi być we wszystkim zawsze i wszędzie - do śmierci i po śmierci. Nie mamy miary, nie umiemy uczcić czy krytycznie ocenić postaci bez popadania w histerię przesady. Psychologowie mówią tu o osobowości typu borderline (albo się uwielbia, albo nienawidzi).
Jak powietrza brakuje i zawsze brakować będzie człowiekowi poszerzania kategorii, którymi próbuje zrozumieć rzeczywistość. Potrzeba przekraczać dychotomie. Dla Ple u binarność będzie zawsze w stanie podejrzenia. Wymienia inne wątki: ciało - dusza, dobro - zło, materia - duch; można by dodać jeszcze: wiarę i niewiarę (osobny wielki temat). Krytyką chłoszcze zwolenników obydwu biegunów. Kontestatorzy materii, powiada Ple u, kultywują snobistyczne przywiązanie do materii. Uduchowiony dotyka chciwie rzadkiej książki, ściegu tkaniny, płaskorzeźby, uprawiając osobliwy fetyszyzm, tępe przywiązanie do przedmiotów, traktując je jako coś w rodzaju materialnych więzień ducha. Analogicznie twierdzenie o pierwotności istnienia ciał jest arbitralne. To paradygmat, który powstał historycznie, jest spojrzeniem z konieczności fragmentarycznym, wcale niekoniecznym. Zarówno uduchowieni, jak i materialiści są reprezentantami tej samej dualistycznej aberracji. Inny nadużywany schematyzm to podział na rzeczywiste i wymyślone, a więc na to, co istniejące i nieistniejące. Szafujemy terminem "istnieje", a przecież istnieją rzeczy bardzo różne: szafa, James Bond, sny, liczby, wspomnienia. Także w tej dziedzinie potrzeba więcej subtelności, mamy bowiem byty bardziej lub mniej istniejące.
Warto zauważyć przy okazji, że tak zwane wykształcenie techniczne całe jest osadzone na zero-jedynkowej mentalności. To oni dziś, technokraci, rządzą naszą edukacją, metodą drobnych kroczków do minimum ograniczają wszystko, co humanistyczne, bo nieprzydatne (ostatnio zapowiedzieli likwidację matury z łaciny). Przydatność - nowy bóg, przed którym biją pokłony rektorzy i ministrowie: "albo, albo" - obezwładnia umysły. Takie mamy młodzieży chowanie, że czeka nas świetlana przyszłość - życie wśród sprawnych mamutów.
Człowieka nie można zrozumieć bez anioła Dualistyczny obłęd ludzkiej chęci rozbijania rzeczy w pół dosięga wiary, moralności, rzeczy ostatecznych. Zostają one wyeksportowane, powiada Ple u, w jakieś dalekie "tam". To, co absolutne rozciąga się hen na horyzoncie. "Tam" przemienia się bezwiednie w "z tamtej strony". Gaśnie wyczucie bliskości. Kontemplujemy odległość prawa moralnego, kultywujemy to, co wzniosłe (bądź podświadome), zaprzepaszczając możliwość spotkania z tym, co chwilowe. Tracimy substancję rzeczywistości. Tworzymy metafory, a nie potrafimy nadać prostego komunikatu. Wzniosłość zabija normalność, pisze rumuński angelolog. Jakby odległość, niedostępność były istotą religii. "Skok w boski świat pozbawia naturalności chodzenia normalnym krokiem". A tymczasem - powtórzmy - to, co dzieje się naprawdę, dzieje się "pomiędzy", w przestrzeni interwału.
Czas przybliżyć tę muzyczną metaforę, ma ona dla Ple u kluczowe znaczenie. Zauważmy: melodia nie składa się z osobnych dźwięków, jest czymś "więcej" - owym interwałem, ruchem, przejściem; w melodii osobne dźwięki nie są już "o-sobne", przestają być "sobą", choć przecież dalej jakoś sobą pozostają. Ta migotliwość bycia i niebycia sobą zarazem, szczególna paradoksalność muzycznej frazy, najbardziej zbliża do zrozumienia świata chórów anielskich hierarchii. Taka też jest istota anielskiego pośrednictwa, czuwania i opieki - są i nie są zarazem kimś osobnym. Oddalenie i bliskość w jednym. Dwa odmienne krańce tego samego.
Te abstrakcje muzyczne stają się jaśniejsze na konkretnym przykładzie. Anioł pozwala zrozumieć, że jesteśmy czymś więcej, niż sami o sobie myślimy. Że nie jesteśmy raz na zawsze zamkniętą historią. Przyznajmy, lubimy myśleć, że wiemy, kim jesteśmy. Tymczasem, powiada Ple u, prawda o nas zaczyna się od "tertium datur". Fałszywe są więc rozmaite alternatywy: albo jestem materialistą, albo spirytualistą, albo wierzącym, albo niewierzącym, albo feministką, albo niefeministką, albo zwolennikiem, albo przeciwnikiem lustracji,
in vitro, Kuby Wojewódzkiego itd. - i muszę się opowiedzieć. Człowiek sam dla siebie jest swoim przeciwieństwem.
Logika dwuwartościowa - owszem, powiada Ple u. Ale czym innym jest tożsamość wiadra, a czym innym tożsamość żywego człowieka. Zmieniamy się w czasie, porzucamy tożsamości tymczasowe. Szansą człowieka jest ogromny zbiornik "nie-A" dla jego tożsamości "A". Jesteśmy, można by powiedzieć, chodzącą sprzecznością. I właśnie anioł jest naszą "identyczną innością", naszym "uśpionym otwieraniem się na rozszerzone własne ja". Jest naszym innym, choć nie jest czymś dla nas obcym. Nie ma czegoś takiego jak ostateczna zamknięta tożsamość, ostatecznie zamknięte towarzystwo.
Znajdujemy się pośrodku myślenia paradoksalnego. Człowiek i anioł - powiada Ple u - są alternatywnymi obrazami tej samej rzeczywistości. Postawić w świetle człowieka - znika anioł, postawić w świetle anioła - znika człowiek. Jeden jest niewidzialną twarzą drugiego, rewersem, kontrapunktem, bliźniakiem. Człowiek zatraca siebie w aniele, by w nim się odnaleźć, anioł zatraca się w człowieku, by w nim siebie odnaleźć.